18.11.13

Trzynaście


Nagłe przejściowe ochłodzenie uderzyło w nasz malutki świat tuż przed Halloween. Chłodne powietrze omiatało kampus, stwarzając tunel oziębłego wiatru między budynkami.
Jase gapił się na Olliego z oszołomieniem widocznym na twarzy. Choć było zimno, Ollie miał na sobie szorty i sandały. Przynajmniej miał bluzę, ale miałem wątpliwości czy miał coś poza tym. Albo czy w ogóle czuł wiatr.
Ale Cukierek była inną historią.
Nasza czwórka stała pomiędzy Whitehall a Knutti, czekając na rozpoczęcie następnych zajęć. Pochylała się w swoim swetrze dopasowanym do jej szczupłej talii i sięgał jej bioder.
- Zrobię to – powiedział Ollie, uśmiechając się szeroko. – Nikt mnie nie zatrzyma.
Westchnąłem.
Cukierek odsunęła kosmyk włosów, który wysunął się z kucyka na jej karku. – To naprawdę będzie dziwnie wyglądać.
Jase potaknął. – Muszę się zgodzić.
- Nie obchodzi mnie to – oświadczył Ollie. – Uważam, że to idealne.
Wiatr smagnął przez przejście, uderzając w Cukierka. Zacisnęła usta w cienką linię, drżąc. – Nie sądzę, że kiedykolwiek widziałam aby ktoś zakładał smycz na żółwia.
- To nie znaczy, że nie może być to zrobione – odparł Ollie, kołysząc się na piętach. – I podoba mi się pomysł, że miałbym być pierwszy.
Jase wywrócił oczami, jak przesunąłem się do Cukierka, mając nadzieję na zablokowanie trochę brutalnego wiatru. – Jak w ogóle zamierzasz założyć smycz na Rafaelu? – zapytał Jase, brzmiąc na szczerze zaciekawionego.
Kolejny podmuch wiatru szarpnął naszymi kośćmi i usta Cukierka zaczęły drżeć. Miałem dosyć po prostu stania. Objąłem jej ramiona od tyłu i przyciągnąłem ją do torsu. Zesztywniała i wypuściła gwałtownie powietrze. Jase i Ollie nie zauważyli tego, ponieważ byli zajęci dyskusją na temat tego czy owinięcie włókna wokół muszli Rafaela było uważane za okrucieństwo na zwierzętach.
- Nie walcz ze mną – powiedziałem jej cicho do ucha. – Marzniesz. Tak jak ja. Jeśli ci się nie podoba, idź do środka.
Sztywno przyciskała plecy do mojej piersi. – Czemu ty nie wejdziesz do środka?
- Pójdę, jak ty pójdziesz.
Wymamrotała pod nosem coś bardzo niepochlebnego, ale nie odsunęła się i mój uśmiech się powiększył, a jej mięśnie rozluźniały się z każdą mijaną sekundą. – To zapewne najgłupsza rozmowa, jaką słyszałam – powiedziała, obserwując Jase’a i Olliego.
- Muszę się zgodzić. – Moje ciało zareagowała, kiedy oparła się o mnie. Nie można było tego powstrzymać. – Rzecz w tym, że mógłbym postawić tysiąc dolców, że kiedy wrócę wieczorem do domu, to wokół Rafaela będzie sznurek.
Zachichotała. – Chcę tego zdjęcie.
- Na pewno będę mógł ci je zrobić. – Zamknąłem oczy, wiedząc, że gdyby Ollie lub Jase na nas spojrzeli, to nigdy nie odrobiłbym tego skutków, ale trzymanie jej w ramionach było zbyt przyjemne, żeby tego nie zaryzykować.
- Jednak mam nadzieję, że nie wyniesie go na zewnątrz – powiedziała cicho. – Jest za zimno dla tego małego.
Zaskoczony otworzyłem oczy i przekrzywiłem głowę na bok. – Skąd to wiesz?
Wzruszyła ramionami, odwracając głowę w moją stronę, zbliżając usta na odległość całowania. – Rafael jest żółwiem stepowym, prawda? – Gdy potaknąłem, przygryzła dolną wargę, a ja prawie jęknąłem. – Któregoś wieczoru się nudziłam i poczytałam o nich. Musi być trzymany w ciepłym środowisku, tak?
- Tak. – Z jakiegoś dziwnego powodu niesamowicie mnie zadowalało, że o tym przeczytała. – Nie pozwolę Olliemu wynieść go na dwór.
Cukierek westchnęła cicho. – Muszę iść na zajęcia.
- Ja też.
- Nie chcę.
Uśmiechnąłem się. – Powinniśmy opuścić.
- Jesteś złym wpływem.
- Jestem takim wpływem, jakiego potrzebujesz. – Kiedy zaśmiała się na to, jakoś czułem się lżej. – Więc naprawdę pójdziesz na imprezę Halloweenową?
- Pomiędzy Brittany a tobą nie widzę sposobu na wymówkę. – Zaczęła się odsuwać, ale zacisnąłem uchwyt. – Powiedziałam ci, że zamierzam iść. Pójdę.
Nie byłem pewien czy jej wierzyłem. Miałem przeczucie, że jutrzejszego wieczora wymyśli jakąś wymówkę na to, żeby nie iść, tak więc spodziewałem się zbyt wiele. Avery nie poszła na ani jedną imprezę odkąd zaczęła studia, chociaż wiem, że Brittany i Jacob byli na kilku.
Wzdychając, puściłem ją i cofnąłem się do tyłu. Moje zajęcia były w Byrdzie. – Jesteś pewna, że nie chcesz, abym jutro cię podwiózł?
Głowa Olliego obróciła się tak szybko, że pomyślałby kto, iż powiedziałem słowo ‘nachos’. – Byłaby to jazda, której nigdy byś nie zapomniała, Avery.
Posłałem mu mroczne spojrzenie. – Nie o to mi chodziło.
Jej policzki były zarumienione, albo przez to, co powiedział Ollie, albo od zimna. – Wiem. W porządku. Nie potrzebuję podwózki, ale będę tam.
Naprawdę jej nie wierzyłem.

Było tam wiele anielic i kocic na wysokich obcasach, tak wiele, że miałem piekielnie mnóstwo czasu na zrezygnowanie z rozdzielenia dziewczyn w dwie grupy: upadłe i koty.
Brittany, przyjaciółka Avery, była w grupie upadłych, jej biała sukienka nie była żadną ochroną w chłodną noc. Była z Jacobem, który wyglądał jak Bruno Mars, ale nie widziałem Avery.
Domyślałem się.
Spędziłem dobrą część wieczoru zastanawiając się czy naprawdę się pojawi a gdyby to zrobiła, to w co byłaby ubrana. Czy byłaby anielicą? Kocicą? Naprawdę głupie, biorąc pod uwagę, że miałem lepsze rzeczy do myślenia.
Rozdrażniony przemieszczałem się z jednego pokoju do drugiego. Dom był załadowany i ludzie wylewali się na ganek oraz trawnik. Jeżeli gliny nie pojawią się w pewnej chwili tego wieczoru, rozbijając imprezę, to będę zszokowany.
Jak dla mnie zbyt wiele działo się w domu. Muzyka waliła głośno, ale nie całkiem zagłuszała krzyki i śmiech. Pary stały w każdym kącie, niektórzy zapomnieli kim byli ich chłopacy/dziewczyny. Kiedyś uwielbiałem tę scenę, ale teraz swędziała mnie od niej skóra.
Wycofałem się do garażu, dołączając do Jase’a trwającego w grze piwnego ping ponga.
- Wyglądasz na podekscytowanego, że tutaj jesteś – odezwał się Jase, przymrużając oko, jak trzymał białą piłeczkę, ustawiając ją z linii z plastikowymi kubkami.
- Dzisiaj tego nie czuję.
- Aha. – Jase odbił piłkę do kubka w pierwszym rzędzie. Faceci po drugiej stronie stolika jęknęli. – Czy to dlatego, że nie widzę tutaj Cukierka?
Czemu popełniłem błąd nazwania jej tak przed Jasem było poza moim pojęciem. Nie odpowiedziałem, kiedy piłka z drugiej strony spadła ze stolika.
Jase zachichotał. – Amatorzy. – Odwrócił się do mnie. – Ale wiesz, kogo widzę? Steph. A ona szukała ciebie.
- No i?
- Pomyślałem po prostu, że podzielę się z tobą tą wiedzą. – Rzucił mi piłeczkę. – Skopmy trochę tyłków.
Nie mając nic lepszego do roboty i chcąc oderwać się od własnych myśli, dołączyłem do gry. Jase miał rację. Grupa naprzeciwko nas naprawdę była amatorami. Po piętnastu minutach gry nasi przeciwnicy kołysały się jak chwasty na wietrze.
- To naprawdę karygodne – mruknąłem, przyglądając się jednemu z nich, który walnął brzeg stolika, żeby się podeprzeć, potrząsając kubkami.
Jase uśmiechnął się złowieszczo. – Powinni byli wiedzieć lepiej, żeby mnie nie wyzywać.
Roześmiałem się, zakładając ramiona i przesunąłem ręką po nagim bicepsie. Jase wykonał kolejny idealny rzut, a druga strona wybuchła przekleństwami. Wyprostowując się Jase podniósł ręce po bokach, po czym zatrzymał się, rozszerzając oczy.
Szturchnął mnie łokciem i odwrócił się, mówiąc cicho. – No popatrz kto właśnie przyszedł.
Podniosłem brwi, podążając za jego wzrokiem, omijając grupę tancerzy. Powietrze wyleciało z moich płuc. Nie mogłem w to uwierzyć. Rozplątując ramiona, gapiłem się przez chwilę, całkowicie zszokowany.
Avery tutaj była.
Stojąc obok Brittany i Jacoba, wyróżniała się i nie dlatego, że nie była w kostiumie. Jej obcisły czarny golf ukazywał małą część płaskiego brzucha. Po raz pierwszy widziałem jej brzuch. Szalone… Zaschło mi w ustach.
Wielki, głupawy uśmiech pojawił się na mojej twarzy i odstawiłem mój kubek. Nic nie powiedziałem do Jase’a, przecinając zatłoczony garaż. Jacob powiedział coś do niej, co wywołało rumieniec na jej policzkach i chwilę później trzymałem ją w ramionach.
Podnosząc ją, obróciłem się wokoło, jak ona chwyciła mnie mocno za barki. - Cholera, nie mogę uwierzyć, że naprawdę tu jesteś.
Jej ciepłe brązowe oczy spotkały się z moimi. - Powiedziałam ci, że przyjdę.
Postawiłem ją, ale trzymałem ją blisko siebie. Boże, wyglądała wspaniale z miedzianymi włosami opadającymi falami na jej ramiona, zakręcając się wokół kształtu piersi. – Kiedy przyszłaś?
- Nie wiem. Niedawno.
- Czemu nie przyszłaś się przywitać
- Byłeś zajęty, a nie chciałam ci przeszkadzać.
Wpatrywała się w moje usta, co było niesamowicie rozpraszające dopóki te ostatnie słowa nie opuściły jej ust. Pochyliłem głowę, ustami muskając jej ucho, gdy mówiłem. Nie umknęło mojej uwadze, jak zadrżała. - Ty nigdy mi nie przeszkadzasz.
Kiedy uniosłem głowę, spotkały się nasze spojrzenia i podtrzymały. Barwa jej oczu pogłębiła się, niemal mieszając się ze źrenicami. Była pomiędzy nami więź. Nie można było pomylić elektrycznego migotania w malutkiej przestrzeni między naszymi ustami. A kiedy jej wargi się rozchyliły, zniżyłem głowę, mając zamiar ją pocałować.
- Ej, Cam! – krzyknął Jase, niszcząc tę chwilę. – Teraz ty.
Uśmiechnąłem się cierpko. – Nie odchodź zbyt daleko.
- Okej – powiedziała, odsuwając dłonie.
Wracając do stolika, rzuciłem Jase’owi nieprzyjemne spojrzenie. – Doskonałe wyczucie czasu.
- Co? – Patrzył jak podnoszę piłeczkę ping pongową. – Czy przerwałem dawanie ci kosza przez Avery?
- Zabawne. – Odbiłem piłkę, nie trafiając w mój cel. Przeklinając, podniosłem kubek. – Pieprzcie się wszyscy.
Jase wybuchnął śmiechem i powiedział coś, ale mój zmrużony wzrok odnalazł Avery. Ledwo co ją widziałem. Jej przyjaciele otaczali ją z obu stron i wylądował w jej rękach czerwony kubek. Tak naprawdę nie piła i cieszyłem się z tego z jakiegoś powodu. Ich grupa urosła i od czasu do czasu znikała mi z oczu, pojawiając się kilka minut później. Kiedy już ta głupia gra się skończy będziemy tylko ona i ja, bez żadnego przerywania. I, cholera, dzisiaj powie mi tak, jak zaproszę ją na randkę.
- Przybywa – ostrzegł Jase.
Początkowo nie orientowałem się, o czym mówił, ale objęły mnie od tyłu ramiona. Od razu wiedziałem, że nie była to Avery. Nie mogłem mieć takiego szczęścia.
- Za kogo jesteś przebrany? – zapytała Steph.
- Za siebie – powiedziałem jej, obracając się. Ubrana była, jakby Czerwony Kapturek wszedł na plan porno.
Uśmiechnęła się, zakręcając końcówką jednego z warkoczy. – To nie jest kostium.
- Jesteśmy zbyt wspaniali, żeby nosić kostiumy – powiedział Jase, przyglądając się koleżance Steph.
Delikatnie oderwałem od siebie ręce Steph. – Wyglądacie gorąco.
- Wiem. – Zachichotała Steph. – Możemy dołączyć? – zapytała, wskazując na grę.
Jase odsunął się na bok i wiedziałem po jego skupieniu na koleżance Steph, że dzisiaj nie będzie spędzał sam nocy.
Od razu zacząłem szukać Cukierka. Byłem zaskoczony po raz drugi tej nocy, gdy zobaczyłem, co robiła.
Tańczyła.
Nie powinno być to wielką sprawą, lecz miałem podejrzenie, że cokolwiek spowodowało, iż przestała profesjonalnie tańczyć, powstrzymało ją od jakiegokolwiek tańca.
Boże, była… nie miałem na to słów.
Piosenka była szybka z wieloma uderzeniami, a jej biodra trafiały w nie wszystkie. Trzymając Brittany za rękę, we dwójkę tańczyły razem. Poczułem uśmiech na ustach, gdy dołączył do nich Jacob. Jej głowa była odchylona, ramiona uniesione i śmiała się.
W tej chwili zdałem sobie sprawę, że widziałem inną stronę Avery. Taką, której nie widziałem nigdy wcześniej, gdzie była pełna życia i beztroska oraz cholernie idealna.
- Pewnego dnia ożenię się z tą dziewczyną – usłyszałem jak mówię.
Jase zakrztusił się piwem i pochylił się, wciągając głębokie oddechy. – Jasna cholera.
Uśmiechnąłem się szeroko.
Ale uśmiech od razu zniknął, gdy jakiś facet podszedł do niej od tyłu, kładąc ręce na jej biodrach. Avery podskoczyła o dobre pół metra nad podłogą, spoglądając przez ramię.
Tony. Tak miał na imię. Student pierwszego roku, który dopiero co wstąpił do bractwa Jase’a. Był częścią pierwszej grupy, którą pobiliśmy przy piwnym pongu – to on upadł prawie na stolik. Nie znałem go, ale nie podobał mi się. I na pewno nie podobało mi się to, co robił biodrami.
Avery odsunęła się na bok, a Tony był do niej przyklejony jak pieprzona ośmiornica. Wyraźnie był przyklejony i również było wyraźne, że Avery nie chciała z nim tańczyć. Za każdym razem, gdy się odsuwała, on przyciągał ją z powrotem.
Gniew eksplodował w moim brzuchu jak śrut. Ruszyłem do przodu, ignorując Jase’a, kiedy mnie zawołał. Byłem w połowie drogi przez garaż, kiedy Tony przesunął rękę na jej brzuch.
- Puść mnie! – krzyknęła.
Podniosły się włoski na moim karku na prawdziwy strach w jej głosie. Potknąłem się – pieprzenie się potknąłem – po czym wystrzeliłem do przodu, odpychając tych na mojej drodze. Nawet ich nie widziałem.
Furia smakowała jak krew w moich ustach, jak złapałem ramię Avery, odciągając ją. Jej zaskoczone sapnięcie było jak grzmot w moich uszach, gdy odepchnąłem Tony’ego. Gnojek zatoczył się do tyłu, cofając i uderzył w ścianę.

Byłem przy nim w mgnieniu oka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz