Nagłe
przejściowe ochłodzenie uderzyło w nasz malutki świat tuż przed Halloween. Chłodne
powietrze omiatało kampus, stwarzając tunel oziębłego wiatru między budynkami.
Jase
gapił się na Olliego z oszołomieniem widocznym na twarzy. Choć było zimno,
Ollie miał na sobie szorty i sandały. Przynajmniej miał bluzę, ale miałem
wątpliwości czy miał coś poza tym. Albo czy w ogóle czuł wiatr.
Ale
Cukierek była inną historią.
Nasza
czwórka stała pomiędzy Whitehall a Knutti, czekając na rozpoczęcie następnych
zajęć. Pochylała się w swoim swetrze dopasowanym do jej szczupłej talii i
sięgał jej bioder.
-
Zrobię to – powiedział Ollie, uśmiechając się szeroko. – Nikt mnie nie
zatrzyma.
Westchnąłem.
Cukierek
odsunęła kosmyk włosów, który wysunął się z kucyka na jej karku. – To naprawdę
będzie dziwnie wyglądać.
Jase
potaknął. – Muszę się zgodzić.
-
Nie obchodzi mnie to – oświadczył Ollie. – Uważam, że to idealne.
Wiatr
smagnął przez przejście, uderzając w Cukierka. Zacisnęła usta w cienką linię,
drżąc. – Nie sądzę, że kiedykolwiek widziałam aby ktoś zakładał smycz na
żółwia.
-
To nie znaczy, że nie może być to zrobione – odparł Ollie, kołysząc się na
piętach. – I podoba mi się pomysł, że miałbym być pierwszy.
Jase
wywrócił oczami, jak przesunąłem się do Cukierka, mając nadzieję na
zablokowanie trochę brutalnego wiatru. – Jak w ogóle zamierzasz założyć smycz
na Rafaelu? – zapytał Jase, brzmiąc na szczerze zaciekawionego.
Kolejny
podmuch wiatru szarpnął naszymi kośćmi i usta Cukierka zaczęły drżeć. Miałem
dosyć po prostu stania. Objąłem jej ramiona od tyłu i przyciągnąłem ją do
torsu. Zesztywniała i wypuściła gwałtownie powietrze. Jase i Ollie nie
zauważyli tego, ponieważ byli zajęci dyskusją na temat tego czy owinięcie
włókna wokół muszli Rafaela było uważane za okrucieństwo na zwierzętach.
-
Nie walcz ze mną – powiedziałem jej cicho do ucha. – Marzniesz. Tak jak ja.
Jeśli ci się nie podoba, idź do środka.
Sztywno
przyciskała plecy do mojej piersi. – Czemu ty nie wejdziesz do środka?
-
Pójdę, jak ty pójdziesz.
Wymamrotała
pod nosem coś bardzo niepochlebnego, ale nie odsunęła się i mój uśmiech się
powiększył, a jej mięśnie rozluźniały się z każdą mijaną sekundą. – To zapewne
najgłupsza rozmowa, jaką słyszałam – powiedziała, obserwując Jase’a i Olliego.
-
Muszę się zgodzić. – Moje ciało zareagowała, kiedy oparła się o mnie. Nie można
było tego powstrzymać. – Rzecz w tym, że mógłbym postawić tysiąc dolców, że
kiedy wrócę wieczorem do domu, to wokół Rafaela będzie sznurek.
Zachichotała.
– Chcę tego zdjęcie.
-
Na pewno będę mógł ci je zrobić. – Zamknąłem oczy, wiedząc, że gdyby Ollie lub
Jase na nas spojrzeli, to nigdy nie odrobiłbym tego skutków, ale trzymanie jej
w ramionach było zbyt przyjemne, żeby tego nie zaryzykować.
-
Jednak mam nadzieję, że nie wyniesie go na zewnątrz – powiedziała cicho. – Jest
za zimno dla tego małego.
Zaskoczony
otworzyłem oczy i przekrzywiłem głowę na bok. – Skąd to wiesz?
Wzruszyła
ramionami, odwracając głowę w moją stronę, zbliżając usta na odległość
całowania. – Rafael jest żółwiem stepowym, prawda? – Gdy potaknąłem, przygryzła
dolną wargę, a ja prawie jęknąłem. – Któregoś wieczoru się nudziłam i
poczytałam o nich. Musi być trzymany w ciepłym środowisku, tak?
- Tak.
– Z jakiegoś dziwnego powodu niesamowicie mnie zadowalało, że o tym
przeczytała. – Nie pozwolę Olliemu wynieść go na dwór.
Cukierek
westchnęła cicho. – Muszę iść na zajęcia.
-
Ja też.
-
Nie chcę.
Uśmiechnąłem
się. – Powinniśmy opuścić.
-
Jesteś złym wpływem.
-
Jestem takim wpływem, jakiego potrzebujesz. – Kiedy zaśmiała się na to, jakoś
czułem się lżej. – Więc naprawdę pójdziesz na imprezę Halloweenową?
-
Pomiędzy Brittany a tobą nie widzę sposobu na wymówkę. – Zaczęła się odsuwać,
ale zacisnąłem uchwyt. – Powiedziałam ci, że zamierzam iść. Pójdę.
Nie
byłem pewien czy jej wierzyłem. Miałem przeczucie, że jutrzejszego wieczora
wymyśli jakąś wymówkę na to, żeby nie iść, tak więc spodziewałem się zbyt
wiele. Avery nie poszła na ani jedną imprezę odkąd zaczęła studia, chociaż
wiem, że Brittany i Jacob byli na kilku.
Wzdychając,
puściłem ją i cofnąłem się do tyłu. Moje zajęcia były w Byrdzie. – Jesteś
pewna, że nie chcesz, abym jutro cię podwiózł?
Głowa
Olliego obróciła się tak szybko, że pomyślałby kto, iż powiedziałem słowo
‘nachos’. – Byłaby to jazda, której nigdy byś nie zapomniała, Avery.
Posłałem
mu mroczne spojrzenie. – Nie o to mi chodziło.
Jej
policzki były zarumienione, albo przez to, co powiedział Ollie, albo od zimna.
– Wiem. W porządku. Nie potrzebuję podwózki, ale będę tam.
Naprawdę
jej nie wierzyłem.
Było
tam wiele anielic i kocic na wysokich obcasach, tak wiele, że miałem piekielnie
mnóstwo czasu na zrezygnowanie z rozdzielenia dziewczyn w dwie grupy: upadłe i
koty.
Brittany,
przyjaciółka Avery, była w grupie upadłych, jej biała sukienka nie była żadną
ochroną w chłodną noc. Była z Jacobem, który wyglądał jak Bruno Mars, ale nie
widziałem Avery.
Domyślałem
się.
Spędziłem
dobrą część wieczoru zastanawiając się czy naprawdę się pojawi a gdyby to
zrobiła, to w co byłaby ubrana. Czy byłaby anielicą? Kocicą? Naprawdę głupie,
biorąc pod uwagę, że miałem lepsze rzeczy do myślenia.
Rozdrażniony
przemieszczałem się z jednego pokoju do drugiego. Dom był załadowany i ludzie
wylewali się na ganek oraz trawnik. Jeżeli gliny nie pojawią się w pewnej
chwili tego wieczoru, rozbijając imprezę, to będę zszokowany.
Jak
dla mnie zbyt wiele działo się w domu. Muzyka waliła głośno, ale nie całkiem
zagłuszała krzyki i śmiech. Pary stały w każdym kącie, niektórzy zapomnieli kim
byli ich chłopacy/dziewczyny. Kiedyś uwielbiałem tę scenę, ale teraz swędziała
mnie od niej skóra.
Wycofałem
się do garażu, dołączając do Jase’a trwającego w grze piwnego ping ponga.
-
Wyglądasz na podekscytowanego, że tutaj jesteś – odezwał się Jase, przymrużając
oko, jak trzymał białą piłeczkę, ustawiając ją z linii z plastikowymi kubkami.
-
Dzisiaj tego nie czuję.
-
Aha. – Jase odbił piłkę do kubka w pierwszym rzędzie. Faceci po drugiej stronie
stolika jęknęli. – Czy to dlatego, że nie widzę tutaj Cukierka?
Czemu
popełniłem błąd nazwania jej tak przed Jasem było poza moim pojęciem. Nie
odpowiedziałem, kiedy piłka z drugiej strony spadła ze stolika.
Jase
zachichotał. – Amatorzy. – Odwrócił się do mnie. – Ale wiesz, kogo widzę?
Steph. A ona szukała ciebie.
-
No i?
-
Pomyślałem po prostu, że podzielę się z tobą tą wiedzą. – Rzucił mi piłeczkę. –
Skopmy trochę tyłków.
Nie
mając nic lepszego do roboty i chcąc oderwać się od własnych myśli, dołączyłem
do gry. Jase miał rację. Grupa naprzeciwko nas naprawdę była amatorami. Po
piętnastu minutach gry nasi przeciwnicy kołysały się jak chwasty na wietrze.
-
To naprawdę karygodne – mruknąłem, przyglądając się jednemu z nich, który
walnął brzeg stolika, żeby się podeprzeć, potrząsając kubkami.
Jase
uśmiechnął się złowieszczo. – Powinni byli wiedzieć lepiej, żeby mnie nie
wyzywać.
Roześmiałem
się, zakładając ramiona i przesunąłem ręką po nagim bicepsie. Jase wykonał
kolejny idealny rzut, a druga strona wybuchła przekleństwami. Wyprostowując się
Jase podniósł ręce po bokach, po czym zatrzymał się, rozszerzając oczy.
Szturchnął
mnie łokciem i odwrócił się, mówiąc cicho. – No popatrz kto właśnie przyszedł.
Podniosłem
brwi, podążając za jego wzrokiem, omijając grupę tancerzy. Powietrze wyleciało
z moich płuc. Nie mogłem w to uwierzyć. Rozplątując ramiona, gapiłem się przez
chwilę, całkowicie zszokowany.
Avery
tutaj była.
Stojąc
obok Brittany i Jacoba, wyróżniała się i nie dlatego, że nie była w kostiumie. Jej
obcisły czarny golf ukazywał małą część płaskiego brzucha. Po raz pierwszy
widziałem jej brzuch. Szalone… Zaschło mi w ustach.
Wielki,
głupawy uśmiech pojawił się na mojej twarzy i odstawiłem mój kubek. Nic nie
powiedziałem do Jase’a, przecinając zatłoczony garaż. Jacob powiedział coś do
niej, co wywołało rumieniec na jej policzkach i chwilę później trzymałem ją w
ramionach.
Podnosząc
ją, obróciłem się wokoło, jak ona chwyciła mnie mocno za barki. - Cholera, nie mogę uwierzyć, że
naprawdę tu jesteś.
Jej
ciepłe brązowe oczy spotkały się z moimi. - Powiedziałam ci, że przyjdę.
Postawiłem ją, ale trzymałem ją
blisko siebie. Boże, wyglądała wspaniale z miedzianymi włosami opadającymi
falami na jej ramiona, zakręcając się wokół kształtu piersi. – Kiedy przyszłaś?
- Nie wiem. Niedawno.
- Czemu nie przyszłaś się przywitać
- Byłeś zajęty, a nie chciałam ci przeszkadzać.
Wpatrywała się w moje usta, co było
niesamowicie rozpraszające dopóki te ostatnie słowa nie opuściły jej ust.
Pochyliłem głowę, ustami muskając jej ucho, gdy mówiłem. Nie umknęło mojej
uwadze, jak zadrżała. - Ty nigdy mi
nie przeszkadzasz.
Kiedy uniosłem głowę, spotkały się
nasze spojrzenia i podtrzymały. Barwa jej oczu pogłębiła się, niemal mieszając
się ze źrenicami. Była pomiędzy nami więź. Nie można było pomylić elektrycznego
migotania w malutkiej przestrzeni między naszymi ustami. A kiedy jej wargi się
rozchyliły, zniżyłem głowę, mając zamiar ją pocałować.
- Ej, Cam! – krzyknął Jase, niszcząc
tę chwilę. – Teraz ty.
Uśmiechnąłem się cierpko. – Nie
odchodź zbyt daleko.
- Okej – powiedziała, odsuwając
dłonie.
Wracając do stolika, rzuciłem Jase’owi
nieprzyjemne spojrzenie. – Doskonałe wyczucie czasu.
- Co? – Patrzył jak podnoszę piłeczkę
ping pongową. – Czy przerwałem dawanie ci kosza przez Avery?
- Zabawne. – Odbiłem piłkę, nie
trafiając w mój cel. Przeklinając, podniosłem kubek. – Pieprzcie się wszyscy.
Jase wybuchnął śmiechem i powiedział
coś, ale mój zmrużony wzrok odnalazł Avery. Ledwo co ją widziałem. Jej
przyjaciele otaczali ją z obu stron i wylądował w jej rękach czerwony kubek. Tak
naprawdę nie piła i cieszyłem się z tego z jakiegoś powodu. Ich grupa urosła i
od czasu do czasu znikała mi z oczu, pojawiając się kilka minut później. Kiedy
już ta głupia gra się skończy będziemy tylko ona i ja, bez żadnego przerywania.
I, cholera, dzisiaj powie mi tak, jak zaproszę ją na randkę.
- Przybywa – ostrzegł Jase.
Początkowo nie orientowałem się, o
czym mówił, ale objęły mnie od tyłu ramiona. Od razu wiedziałem, że nie była to
Avery. Nie mogłem mieć takiego szczęścia.
- Za kogo jesteś przebrany? –
zapytała Steph.
- Za siebie – powiedziałem jej,
obracając się. Ubrana była, jakby Czerwony Kapturek wszedł na plan porno.
Uśmiechnęła się, zakręcając końcówką
jednego z warkoczy. – To nie jest kostium.
- Jesteśmy zbyt wspaniali, żeby nosić
kostiumy – powiedział Jase, przyglądając się koleżance Steph.
Delikatnie oderwałem od siebie ręce
Steph. – Wyglądacie gorąco.
- Wiem. – Zachichotała Steph. –
Możemy dołączyć? – zapytała, wskazując na grę.
Jase odsunął się na bok i wiedziałem
po jego skupieniu na koleżance Steph, że dzisiaj nie będzie spędzał sam nocy.
Od razu zacząłem szukać Cukierka.
Byłem zaskoczony po raz drugi tej nocy, gdy zobaczyłem, co robiła.
Tańczyła.
Nie powinno być to wielką sprawą,
lecz miałem podejrzenie, że cokolwiek spowodowało, iż przestała profesjonalnie
tańczyć, powstrzymało ją od jakiegokolwiek tańca.
Boże, była… nie miałem na to słów.
Piosenka była szybka z wieloma
uderzeniami, a jej biodra trafiały w nie wszystkie. Trzymając Brittany za rękę,
we dwójkę tańczyły razem. Poczułem uśmiech na ustach, gdy dołączył do nich
Jacob. Jej głowa była odchylona, ramiona uniesione i śmiała się.
W tej chwili zdałem sobie sprawę, że
widziałem inną stronę Avery. Taką, której nie widziałem nigdy wcześniej, gdzie
była pełna życia i beztroska oraz cholernie idealna.
- Pewnego dnia ożenię się z tą dziewczyną
– usłyszałem jak mówię.
Jase zakrztusił się piwem i pochylił
się, wciągając głębokie oddechy. – Jasna cholera.
Uśmiechnąłem się szeroko.
Ale uśmiech od razu zniknął, gdy
jakiś facet podszedł do niej od tyłu, kładąc ręce na jej biodrach. Avery podskoczyła
o dobre pół metra nad podłogą, spoglądając przez ramię.
Tony. Tak miał
na imię. Student pierwszego roku, który dopiero co wstąpił do bractwa Jase’a.
Był częścią pierwszej grupy, którą pobiliśmy przy piwnym pongu – to on upadł
prawie na stolik. Nie znałem go, ale nie podobał mi się. I na pewno nie
podobało mi się to, co robił biodrami.
Avery odsunęła się na bok, a Tony był
do niej przyklejony jak pieprzona ośmiornica. Wyraźnie był przyklejony i
również było wyraźne, że Avery nie chciała z nim tańczyć. Za każdym razem, gdy
się odsuwała, on przyciągał ją z powrotem.
Gniew eksplodował w moim brzuchu jak
śrut. Ruszyłem do przodu, ignorując Jase’a, kiedy mnie zawołał. Byłem w połowie
drogi przez garaż, kiedy Tony przesunął rękę na jej brzuch.
- Puść mnie! – krzyknęła.
Podniosły się włoski na moim karku na
prawdziwy strach w jej głosie. Potknąłem się – pieprzenie się potknąłem – po czym wystrzeliłem do przodu,
odpychając tych na mojej drodze. Nawet ich nie widziałem.
Furia smakowała jak krew w moich
ustach, jak złapałem ramię Avery, odciągając ją. Jej zaskoczone sapnięcie było
jak grzmot w moich uszach, gdy odepchnąłem Tony’ego. Gnojek zatoczył się do
tyłu, cofając i uderzył w ścianę.
Byłem przy nim w mgnieniu oka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz