Jase zaskoczył mnie wiadomością
tekstową zanim wyjechałem z miasta, pytając czy może zabrać się ze mną. To że
jechał ze mną do domu nie było strasznym zaskoczeniem, ale myślałem, że przy
czterodniowej przerwie będzie na farmie.
Czekał na mnie w domu, którym
mieszkał, kiedy nie było go w domu – domie bractwa znajdującym się nie tak
daleko od kampusu. Dawno spędzałem wiele nocy, nieprzytomny w jednym z wielu
pokoi w wielkim, trzypiętrowym domu.
Wsiadając do środka, Jase ścisnął
razem ręce, pocierając je. – Boże, robi się cholernie zimno.
- Racja. – Zmieniłem biegi i
zawróciłem. – Nie spędzasz czasu…?
Przesunął ręką przez włosy,
sprawiając, że opadły mu na głowę w niezdarnym ładzie. – Masz drugą czapkę?
- Tylko tę na głowie. Chcesz ją?
- Nie. – Zsuwając się na siedzeniu,
westchnął, potrząsając włosami. – Postanowili pojechać do Pensylwanii, żeby
spotkać się z kuzynami czy coś.
Zerknąłem na niego, docierając do
głównej drogi, kierując się do autostrady międzystanowej. – A ty nie chciałeś
jechać?
- Nie.
Zdecydowanie kryło się za tym coś
jeszcze, bo było niemożliwe, aby Jase przegapił spędzanie czasu z Jackiem, ale
jeśli wiedziałem cokolwiek o Jasie, to wygadywał się, kiedy był na to cholernie
gotowy.
W połowie drogi Jase zasnął i obudził
się dopiero wtedy, gdy skręciłem w prawo w wąską uliczkę prowadzącą do domu
moich rodziców. Światło słoneczne przecinało się przez gęste drzewa, rzucając
skrawki lśniącego blasku na drogę. Kiedy byliśmy dziećmi, graliśmy z moją
siostrą w zabawę chowanego w tych lasach.
Objechałem podjazdem tył domu,
parkując wóz obok wolno stojącego garażu, który pomogłem tacie postawić podczas
mojego, uch, przedłużonego pobytu.
Dom był cichy oraz ciepły, jak
weszliśmy do środka przez tylne patio. W powietrzu unosił się słaby zapach dyni
i uśmiechnąłem się szeroko. Mama musiała piec. Jednak nadal był wczesny poranek
i przez jakiś czas w domu nie będzie ani moich rodziców, ani siostry.
Pożarliśmy z Jasem świeżo upieczony
placek nadziewany dynią, popijając piwem. Jase miał melancholijny, ponury wyraz
twarzy, a kiedy zniknął na górze w pokoju gościnnym, w którym zwykle zostawał;
pozwoliłem mu na to i sam skierowałem się do mojej starej sypialni.
Mama utrzymywała ją w taki sposób,
jaki była, kiedy tutaj mieszkałem, tyle że była czystsza. Te samo łóżko stało
wezgłowiem pod ścianą pośrodku pokoju. Trofea stały na półkach ściennych, które
zbudował tata. Telewizor na komodzie i biurko, z którego rzadko korzystałem,
nie zebrały nawet pyłku kurzu.
Uśmiechnąłem się, przysuwając się do
łóżka, ściągając buty. Był czas, po zdarzeniu z byłym chłopakiem Teresy, gdy nienawidziłem tych czterech ścian. Nie
cierpiałem tego domu, tego miasta, tego stanu i samego siebie.
Padając na łóżko, wyciągnąłem się i
zamknąłem oczy. Sprawy miał się teraz… inaczej, lepiej. Jedynym problemem z
powrotem do domu był taki, że niemożliwym było, abym nie myślał o tym, co stało
się w domu niemal trzy lata temu albo poranku Dziękczynnym, gdy Teresa
nareszcie wyznała nam prawdę. Wściekłość, która mnie opanowała była czymś,
czego nie doświadczyłem nigdy wcześniej, tylko o niej czytałem.
Mordercza wściekłość. Naprawdę
istniała i naprawdę była jak smakowanie krwi w ustach. A ten gniew nie zniknął
w okresie godzin po dowiedzeniu się prawdy ani nie rozproszył się, gdy
znalazłem tego gnojka i odwzajemniłem przysługę własnymi pięściami. Po
wszystkim ten gniew zmienił się w coś nieposłusznego i wyżerał mnie jak rak.
Do dnia dzisiejszego marzyłem, żeby
zrobić coś innego tamtej nocy, ale wciąż nie było ani grama żalu w moich
żyłach. Sędzia, prawnicy, praca społeczna i cotygodniowe spotkanie nie zrobiły
nic, żeby to zmienić, lecz kiedy myślałem o Avery, chciałbym to czuć. Wątpiłem,
że chciałaby przebywać w moim towarzystwie, gdyby znała prawdę.
Mama dawała najlepsze uściski.
Było lśnienie w jej oczach i cofnęła
się o krok, obejmując moje barki. Nadal ubrana była w biały fartuch, wróciła
prosto do domu po operacji. – Widzę, że znalazłeś placek, który ci zostawiłam.
- Miałem pomoc.
Jej uśmiech się powiększył. – Jase
jest tutaj?
Potaknąłem, opierając się o blat. –
Śpi na górze.
Odsunęła kilka kosmyków włosów, które
wyszły z jej kucyka. – Cóż, jestem pewna, że ktoś bardzo się ucieszy, że
przywiozłeś go ze sobą.
Uniosłem brwi, po czym jęknąłem. –
Proszę powiedz mi, że ona nie jest nadal zauroczona Jasem.
Mama zaśmiała się cicho, ściągając
swój o rozmiar za duży sweter i zawiesiła go na oparciu krzesła. – Sądzę, że
„zauroczona” byłoby na to nieodpowiednim słowem.
Przewracając oczami, jęknąłem. Gdy
byłem w zamknięciu domowym, Jase spędził tutaj niemal każdy wolny moment,
wyciągając mi głowę z tyłka. A Teresa spędziła każdą wolną sekundę na szpiegowanie nas i chodzenie za Jasem.
Mama podeszła do ekspresu do kawy,
wyciągając pusty pojemnik. – Jase jest naprawdę miłym chłopcem. Myślę…
- Nawet nie próbuj tam iść –
ostrzegłem, zakładając ramiona. Jase był dobrym facetem – dobrym facetem z
mnóstwem gównianego bagażu i długą listą złamanych serc, który nie podejdzie do
mojej młodszej siostry bliżej niż 3 metry. – Gdzie jest tata? – zapytałem,
zręcznie zmieniając temat.
- Wciąż jest w biurze, ale wkrótce
będzie w domu. – Wypełniła pudełko wodą. – Myślałam, że moglibyśmy pójść na
kolację do Joe’a. Sądzę, że oboje z Jasem lubicie to miejsce, a jeżeli serwują
tam czerwone mięso…
- To tata będzie szczęśliwy. –
Uśmiechnąłem się, odsuwając się od blatu. – Mi pasuje.
- Chcesz filiżankę?
- Pewnie. – Podszedłem do niej od
tyłu i objąłem ją ramionami, ściskając ją. – Mówiłem ci ostatnio, że jesteś
najlepszą mamą na świecie?
Roześmiała się, poklepując mnie po
ramieniu. – Jestem jedyną mamą, jaką masz, chłopcze.
- Ale jednak – odparłem. – Najlepsza
mama.
Puściłem ją, jak pokręciła głową i
zamierzałem iść na górę, żeby obudzić leniwy tyłek Jase’a, kiedy Teresa weszła
przez drzwi wejściowe.
- Cam! – Pisnęła głośno, gdy
zobaczyła mnie w holu i upuściła torbę z książkami. Mała diablica zrobiła jeden
krok i rzuciła się na mnie.
Śmiejąc się, złapałem ją nim mogłaby
mnie przewrócić. – Tobie też cześć.
- Kiedy przyjechałeś? – zapytała,
kiedy ją postawiłem.
- Dzisiaj rano.
Walnęła mnie w ramię. – Powinieneś
był do mnie napisać! Opuściłabym popołudniowe zajęcia i wróciła wcześniej do
domu.
- Słyszałam to! – krzyknęła z kuchni
mama.
Teresa wywróciła oczami, a ja się
zaśmiałem. Gdzieś w ciągu ostatnich dwóch lat wyrosła z tykowatego dziecka w
oszałamiającą młodą kobietę. I za każdym razem kiedy ją widziałem, chciałem
założyć jej na głowę papierową torbę. Gdziekolwiek poszła, patrzyli na nią
faceci i naprawdę patrzyli.
Odziedziczyła ciemne włosy i
niebieskie oczy po tacie, ale miała delikatne rysy mamy. Jej uroda i niewielka
figura były poważnie mylące, ponieważ rozwinęła także uszczypliwą, bystrą
inteligencję mamy. Gdy ona i mama coś robiły, nikt nie był bezpieczny.
- Opuszczę dzisiaj tańce –
powiedziała, ściągając gumkę z włosów. Wydawały się urosnąć w ciągu jednej
nocy, opadając daleko za jej ramionami.
- Nie musisz tego robić –
powiedziałem jej. – Będę tutaj przez cały weekend.
- Tak, ale nigdy nie mam szansy cię
zobaczyć! – Zrobiła nadąsaną minę, rzucając mi spojrzenie, które zapewne dawało
jej wiele rzeczy. – Teraz jesteś zbyt zajęty i zbyt fajny, żeby spędzać czas ze
swoją siostrą.
- Dokładnie – odparłem, uśmiechając
się szeroko.
Uderzyła mnie w ramię, mocno. – Palant.
Stojąc przodem do schodów,
dostrzegłem Jase’a schodzącego na dół, zanim zrobiła to Teresa. Był cichy jak
cholerny ninja i zatrzymał się na dole, jego włosy były wilgotne, a ubranie
nowe. Nie wydał dźwięku, ale Teresa zesztywniała przede mną. Jej oczy, takie
podobne do moich, zwiększyły się o ułamek cala.
Spojrzałem na nią spod przymrużonych
powiek.
Teresa obróciła się z elegancją
tancerki i skrzywiłem się, kiedy wrzasnęła. – Jase!
Melancholijny wyraz, który był na
twarzy Jase’a od momentu, gdy go zabrałem zniknął jak zły koszmar. Zszedł ze
schodów chwilę przed tym jak moja siostra rzuciła się na kolesia, witając go w
ten sam sposób, co mnie. Jego wzrok był skupiony tylko na niej, a chociaż
całkowicie ufałem Jase’owi, nawet on nie był na nią odporny.
Również nie podobało mi się, kiedy
objął ją ramionami, powstrzymując ich od potknięcia się do tyłu.
- Cam mi nie powiedział, że tutaj
jesteś! – krzyknęła, czepiając się go jak mała małpka. – Też zostajesz tutaj
cały weekend?
Jase uśmiechnął się do czubka głowy
Teresy – głowy, która obecnie przyklejona była do jego klatki piersiowej. –
Tak, będę tutaj dopóki Cam nie będzie wracał.
Wiedziałem w tym dokładnym momencie,
że Teresa nie tylko dzisiaj nie pójdzie na tańce, ale także przez resztę
weekendu. Westchnąłem.
Teresa powiedziała coś, co mógł
usłyszeć tylko Jase, a jego uśmiech rozszerzył się w sposób, który sprawił, że
nabierałem głębokie, równomierne oddechy. Wtedy podniósł wzrok, spotykając się
ze mną spojrzeniem. Posłał mi bezradne spojrzenie, a ja wywróciłem oczami,
podchodząc do przodu.
- Okej. – Złapałem ją za ramiona,
fizycznie odsuwając ją od Jase’a. – Chyba możesz już go puścić. Zapewne
chciałby w pewnym momencie odetchnąć.
Jase zaśmiał się, gdy Teresa rzuciła
mi spojrzenie obiecujące śmierć oraz poćwiartowanie i uwolniła ręce. Cofnąłem
się, na wypadek gdyby próbowała znowu mnie uderzyć. Moja siostra miała mięśnie.
- Myślę, że mama chcesz zobaczyć cię
w kuchni – powiedziałem, popychając ją w tym kierunku.
Zmarszczka obniżyła kąciki jej ust. –
Po co?
- Prawdopodobnie ma to coś wspólnego
ze wszystkimi zajęciami, które planujesz opuścić – podrażniłem się.
- Opuszczasz zajęcia? – zapytał Jase,
krzyżując ramiona. – Nie powinnaś tego robić, Tess. To twój ostatni rok.
Tess? Wydarzyły
się dwa co do cholery. Kiedy
nastąpiło te przezwisko? Wiedziałem, że ta dwójka zbliżyła się do siebie, ale niech to szlag. I taka rada wychodząca
od Jase’a ze wszystkich ludzi?
Słaby różowy rumieniec oblał jej
policzki. – Nie robię tego często.
Podniosłem brwi.
Jase puścił mi oko.
W końcu Teresa nas zostawiła, a ja
zabrałem Jase’a do piwnicy. Tata stworzył tam cholerną jaskinię. Stoły do
bilardu, cymbergaj i telewizor wielkości ściany.
Biorąc kij bilardowy, Jase wygiął na
mnie brew. – Kto nasikał do twoich Cheerios?
- Teresa jest w tobie zadurzona –
powiedziałem, wiedząc, że brzmiałem, jakbym posmakował coś niedobrego.
Jase zachichotał, spoglądając na
mnie. – Naprawdę?
Posłałem mu spojrzenie, chwytając za
kija.
- No co? – Znowu się roześmiał. –
Jesteś zaskoczony? To mój zachwycający czar i dobry wygląd. Trudno temu się
oprzeć.
- Cóż, lepiej żeby ona się oparła.
Jase przyglądał mi się, jak układałem
bile. – Stary, mimo że twoja siostra jest seksowna – sorry. – Uniósł ręce, gdy
się wyprostowałem. – Mimo że twoja siostra jest piękna, to jest to twoja siostra.
Nawet nie śniłbym o tym, czym się martwisz.
Uśmiechnąłem się nikle. – Dobrze to
słyszeć.
- Naprawdę myślisz, że mógłbym? Ona
jest dzieckiem.
- Właśnie skończyła osiemnastkę,
Jase. Już nie jest dzieckiem. – Zmarszczyłem brwi, gdy dotarło to do mnie.
Ścisnęło mnie w żołądku. – Szlag, ona naprawdę nie jest dzieckiem.
- Wciąż jest twoją siostrą –
powiedział Jase, celując we mnie kijem bilardowym. – A to się nigdy nie zmieni.
Umów się ze mną.
Uśmiechając się, położyłem komórkę na
stole i czekałem na odpowiedź Avery. Naprzeciwko mnie mój tata przyglądał się
swoim kartom. W jego włosach było więcej szarości, ale twarz nadal była wolna
od zmarszczek.
- W każdej chwili, staruszku. –
Oparłem się o krzesło. – Nie robię się młodszy.
- Czyż to nie jest prawda? – Tata
spojrzał na mnie zmrużonymi oczami. – Nie można popędzać doskonałości.
Jase zachichotał pod nosem. Obok
niego głowa Teresy pochyliła się do przodu. Nie udało jej się uniknąć tańców,
ponieważ była sobota, a to było całodzienne wydarzenie. Mogłaby już pójść spać,
tak jak mama, która drzemała w salonie, ale wiedziałem, dlaczego nadal tutaj
siedziała.
Spojrzałem na Jase’a, a on uniósł na
mnie brew, upijając swojego piwa.
Mój telefon zawibrował. Proszenie mnie przez wiadomość nie jest inne od
proszenia osobiście.
Uśmieszek
powiększył się do pełnego uśmiechu, jak jej odpisywałem. Pomyślałem, że spróbuję. Co teraz robisz? Ja biję tatę w pokerze.
Gdy tata
wyrzucił dwie karty na stół, odpowiedziała - Szykuję się do łóżka.
Chciałbym tam być. Po czym wysłałem. Chwila, jesteś goła?
Nie!!! Nadeszła natychmiastowa odpowiedź.
Prawie
mogłem sobie ją wyobrazić, zaczerwienioną twarz i rozszerzone oczy, i
uśmiechnąłem się do siebie. Nawet wiele kilometrów dalej nie mogłem oprzeć się
droczeniu się z nią. Do diabła, nie mogłem przestać o niej myśleć. Dziwnie było
nie widzieć jej w piątek, a zaczynanie niedzieli bez jajek po prostu nie
wydawało się właściwe. Wymieniliśmy się jeszcze paroma wiadomościami, a wtedy
odrzuciłem telefon na bok, zanim tata mógłby się wkurzyć i wyrzucić go przez
okno.
W następnej
rundzie Jase wycofał się, a wtedy Teresa szybko zniknęła i po tym gra w pokera
szybko się rozpadła.
- Jak tam w
szkole? – zapytał tata, kiedy byliśmy sami.
Trzymając
piwo, oparłem się wygodnie o krzesło. – Dobrze. Mam naprawdę łatwy semestr.
Skinął
głową, odrywając etykietkę od swojej butelki. – A spotkania? Chodzisz na nie?
Odstawiłem
butelkę. – Tato, pierwszy byś się dowiedział gdybym nie chodził. I rozmawiałem
z doktorem Balem o tym weekendzie. Nie miał nic przeciwko.
- Chciałem
się tylko upewnić. – Odchylił się, zahaczając kolano o drugą nogę. Gdyby
ktokolwiek zobaczył teraz mojego tatę we flanelowej koszuli i podartych
spodniach, to nie uwierzyłby, że był on sukcesywnym prawnikiem. – Co z piłką
nożną? Myślisz o niej na przyszły rok?
- Tato… nie
będę w stanie dołączyć do drużyny w Shephardzie na ostatnim roku. –
Przeciągnąłem dłonią przez włosy i opuściłem ramię. – Wtedy będę miał
dwadzieścia dwa lata.
- A co
potem? – zapytał, jeszcze nie dając temu spokoju.
Przesunąłem
wzrok za jego ramię, skupiając się na lodówce. Niemal całe drzwi pokrywały
zdjęcia mnie zdobywającego gole i tańczącej Teresy. – Nie wiem, tato.
- Nie może
ci się nie udać, dopóki nie spróbujesz – powiedział, biorąc głęboki łyk piwa.
Zmarszczyłem
brwi. – Czy nie chodziło o ‘nie może ci się udać, dopóki nie spróbujesz’?
- Czy to ma znaczenie? – Błysnął
uśmiechem. – Cam, jesteś cholernie dobrym graczem. Piłka nożna jest albo
przynajmniej była pasją. Mamy filmy,
które możemy wysłać trenerom. I wiesz, że trener w Shephardzie pomógłby ci
nakręcić nowe.
- Wiem. – Westchnąłem, powoli kręcąc
głową. – Utrzymuję treningi i trenuję z chłopakami, kiedy mogę, ale… sam nie
wiem. Może w przyszłym roku, gdy będę kończył studia…
- Mhm. – Jego spojrzenie było
przenikliwe. – Cameron… Cameron…
Gadanie o piłce nożnej było dla mnie
trudne. Nie było tak, że granie w przyszłości było poza dyskusją. Dlatego
podtrzymywałem trening, ale w tej chwili nic nie mogłem zrobić w tej sprawie.
- Czy jest w twoim życiu młoda dama?
– zapytał.
Może powinienem był pozwolić mu pytać
o piłkę nożną. – Tato…
- Co? – Uśmiechnął się znowu i wypił
swoje piwo. – Lubię mieć cztery-jeden-jeden[1]
na życie mojego syna.
Odchyliłem głowę. –
Cztery-jeden-jeden? Jesteś pijany?
- Jestem upojony alkoholem.
Parsknąłem śmiechem. – Nieźle.
- Nie odpowiedziałeś na moje pytanie.
Sięgając po butelkę, przyjrzałem się
ojcu, po czym zaśmiałem się z siebie, ponieważ wiedziałem jakie słowa formowały
się na moim języku zanim je wypowiedziałem. – Jest… jest ktoś taki.
- Gadaj. – Zainteresowanie zaiskrzyło
w jego oczach.
Uśmiechnąłem się, wypijając ostatni
łyk z butelki. – Jesteśmy przyjaciółmi.
- Przyjaciółmi jako…
- Och, daj spokój, tato. – Jęknąłem,
kręcąc głową.
- No co? – Przekrzywił głowę na bok. –
Jakbym nie wiedział, co wy dzieciaki robicie. Jakbym nie robił tej samej rzeczy,
kiedy byłem w twoim wieku.
Chciało mi się wymiotować. – My tacy
nie jesteśmy. Avery taka nie jest.
- Ona ma imię? Avery?
Cholera. Nie mogłem uwierzyć, że w
ogóle wypowiedziałem jej imię. Czy i ja byłem upojony alkoholem? – Jesteśmy przyjaciółmi,
tato. A ona jest… jest…
Uniosły się ciemne brwi taty. – Ona
jest…?
Idealna. Śliczna. Mądra. Zabawna. Wyniosła.
Doprowadzająca do szału. Lista ciągnęła się i ciągnęła. – Kilka razy zaprosiłem
ją na randkę. – „Kilka razy” było dosłownie niedopowiedzeniem roku. – Odmówiła mi
za każdym razem.
- A ty wciąż pytasz?
Potaknąłem.
- I myślisz, że w końcu się zgodzi?
Uśmiechając się lekko, raz jeszcze
potaknąłem.
Tata pochylił się do przodu,
krzyżując ramiona na okrągłym, dębowym stole. – Czy mówiłem ci kiedyś, jak
wiele razy dała mi kosza twoja matka zanim zgodziła się ze mną umówić? Nie?
Mnóstwo razy.
- Naprawdę? – O tym nie wiedziałem.
Tata skinął głową. – Byłem lekko…
rozpustny w college’u. Miałem reputację. – Uniósł się jeden kącik jego ust, ukazując
dołeczek w lewym policzku. – Twoja matka niczego nie ułatwiała.
- Więc co się zmieniło?
Wzruszył ramionami. – Ach, od
początku była we mnie potajemnie zakochana, ale wiesz co? Musiałem za nią gonić
i mówiąc szczerze, jeżeli nie musisz gonić kobiety, to prawdopodobnie nie jest
warta wysiłku. Rozumiesz, co mówię?
Nie bardzo. Była dobra szansa, że mój
tata był bardziej niż upojony alkoholem, ale potaknąłem, a wtedy powiedział
coś, co tak jakby kliknęło w mojej głowie.
- Zaskocz – rzekł, puszczając oko. – Zaskocz
tę dziewczynę. Zrób coś, czego się nie spodziewa. Zawsze rób coś dobrego, czego się nie spodziewa.
Zaskoczyć ją? Istniało wiele rzeczy,
które mogłem zrobić, aby zaskoczyć Cukierka, ale wątpiłem, żeby miał na myśli
którekolwiek z nich. Ale jak życzyłem tacie dobrej nocy i wspiąłem się po
schodach na górę, wiedziałem co zrobić.
I chciałem to zrobić.
Uśmiechnąłem się, wbiegając po dwa
schody naraz. Gdy dotarłem na drugie piętro, dostrzegłem Teresę wchodzącą do
swojej sypialni. Otworzyłem usta, by ją zawołać, ale drzwi zamknęły się cicho,
zanim mógłbym coś powiedzieć.
Okej.
Potrząsając głową, skierowałem się do
pokoju gościnnego, w którym był Jase – zielonego pokoju. Albo tak przynajmniej
nazywała go mama, bo ściany były pomalowane na ciemny oliwkowo-zielony.
Drzwi były uchylone i otworzyłem je
szerzej. Jase siedział w nogach łóżka, lekko się pochylając, ramiona opierał na
udach, ręce trzymał na twarzy.
- Hej, stary. – Wszedłem zaniepokojony
do pokoju. Stało się coś w jego domu? – Nic ci nie jest?
- Nic, nic – odparł, wstając i
przesuwając obiema dłońmi przez włosy. Podszedł do swojego worka marynarskiego i
wyciągnął parę nylonowych spodenek. – Po prostu nie czuję się… dobrze. Piwo źle
osiadło, wiesz? O co chodzi?
Czy on nie wypił tylko dwóch piw? Patrzyłem
jak rzucił spodenki na łóżko, jego plecy były napiętą, sztywną linią. – Myślałem
o zmianie planów.
- Naprawdę? – Podszedł do stolika
nocnego, wyciągnął komórkę i położył ją na nim. – Co masz na myśli?
- Myślałem, żeby wyjechać bardzo
wcześnie rano – powiedziałem mu. – Pewnie koło piątej. Pasuje ci to?
Jego barki się rozluźniły. – Tak,
stary, pasuje idealnie. Tylko mnie obudź.
- Spoko. – Cofnąłem się i zatrzymałem
przy drzwiach. – Na pewno wszystko w porządku?
- Doskonale – odpowiedział, znowu
siadając na łóżku. – Do zobaczenia rano.
Gdy zamknąłem za sobą drzwi, zorientowałem
się, że Jase nie spojrzał mi w twarz przez cały czas, kiedy tam byłem.
Było trochę przed dziewiątą
następnego poranka, gdy zatrzymałem się przed mieszkaniem Avery i zapukałem. Miałem
nadzieję, że rada mojego taty z „zaskoczeniem jej” nie będzie równała się z „zdenerwowaniem
jej”.
Zwątpienie szybko wzrosło, jak ogień
na drewnianym domku i odwróciłem się, zamierzając iść do mojego mieszkania. Ale
drzwi otworzyły się tak gwałtownie, jakby próbowała wyrwać je z zawiasów.
- Cam?
Biorąc głęboki wdech, obróciłem się
do niej i uśmiechnąłem krzywo. Uniosłem torbę ze sklepu spożywczego. - Więc
obudziłem się około czwartej nad ranem i pomyślałem sobie, że naprawdę mógłbym
zjeść trochę jajek. A jajka z tobą są o wiele lepsze niż jajka z moją siostrą
lub tatą. Poza tym mama zrobiła chleb dyniowy. Wiem jak lubisz chleb dyniowy.
Z szeroko otwartymi oczami i
rozchylonymi ustami odsunęła się na bok, pozwalając mi wejść do środka. Nie
denerwowała się. O tyle dobrze. Ale również nic nie mówiła. Zaniosłem torbę do
kuchni i położyłem ją na blacie. Zamykając oczy, przekląłem pod nosem. Może to
nie był najlepszy pomysł. Ten ból wrócił do mojej piersi, tym razem było to
inne, przeszywające uczucie.
Obróciłem się, zamierzając przeprosić,
kiedy nie przepraszałem za inne razy, gdy wpadałem do jej mieszkania, ale ona
była w kuchni, praktycznie noszona przez wiatr. Zbliżała się do mnie w ten sposób,
jaki przywitała mnie Teresa. W ten sam sposób moja siostra rzuciła się na Jase’a.
Złapałem ją, obejmując ją w talii, gdy
przycisnęła policzek do mojej klatki piersiowej i ściskała mnie tak mocno, jak
ja ją. Położyłem twarz na czubku jej głowy, wciągając jej zapach i napawałem
się jej reakcją, trzymając ją blisko mojego serca.
Avery wciągnęła drżący oddech i
powiedziała. – Tęskniłam za tobą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz