10.11.13

Dwanaście



Jase zaskoczył mnie wiadomością tekstową zanim wyjechałem z miasta, pytając czy może zabrać się ze mną. To że jechał ze mną do domu nie było strasznym zaskoczeniem, ale myślałem, że przy czterodniowej przerwie będzie na farmie.
Czekał na mnie w domu, którym mieszkał, kiedy nie było go w domu – domie bractwa znajdującym się nie tak daleko od kampusu. Dawno spędzałem wiele nocy, nieprzytomny w jednym z wielu pokoi w wielkim, trzypiętrowym domu.
Wsiadając do środka, Jase ścisnął razem ręce, pocierając je. – Boże, robi się cholernie zimno.
- Racja. – Zmieniłem biegi i zawróciłem. – Nie spędzasz czasu…?
Przesunął ręką przez włosy, sprawiając, że opadły mu na głowę w niezdarnym ładzie. – Masz drugą czapkę?
- Tylko tę na głowie. Chcesz ją?
- Nie. – Zsuwając się na siedzeniu, westchnął, potrząsając włosami. – Postanowili pojechać do Pensylwanii, żeby spotkać się z kuzynami czy coś.
Zerknąłem na niego, docierając do głównej drogi, kierując się do autostrady międzystanowej. – A ty nie chciałeś jechać?
- Nie.
Zdecydowanie kryło się za tym coś jeszcze, bo było niemożliwe, aby Jase przegapił spędzanie czasu z Jackiem, ale jeśli wiedziałem cokolwiek o Jasie, to wygadywał się, kiedy był na to cholernie gotowy.
W połowie drogi Jase zasnął i obudził się dopiero wtedy, gdy skręciłem w prawo w wąską uliczkę prowadzącą do domu moich rodziców. Światło słoneczne przecinało się przez gęste drzewa, rzucając skrawki lśniącego blasku na drogę. Kiedy byliśmy dziećmi, graliśmy z moją siostrą w zabawę chowanego w tych lasach.
Objechałem podjazdem tył domu, parkując wóz obok wolno stojącego garażu, który pomogłem tacie postawić podczas mojego, uch, przedłużonego pobytu.
Dom był cichy oraz ciepły, jak weszliśmy do środka przez tylne patio. W powietrzu unosił się słaby zapach dyni i uśmiechnąłem się szeroko. Mama musiała piec. Jednak nadal był wczesny poranek i przez jakiś czas w domu nie będzie ani moich rodziców, ani siostry.
Pożarliśmy z Jasem świeżo upieczony placek nadziewany dynią, popijając piwem. Jase miał melancholijny, ponury wyraz twarzy, a kiedy zniknął na górze w pokoju gościnnym, w którym zwykle zostawał; pozwoliłem mu na to i sam skierowałem się do mojej starej sypialni.
Mama utrzymywała ją w taki sposób, jaki była, kiedy tutaj mieszkałem, tyle że była czystsza. Te samo łóżko stało wezgłowiem pod ścianą pośrodku pokoju. Trofea stały na półkach ściennych, które zbudował tata. Telewizor na komodzie i biurko, z którego rzadko korzystałem, nie zebrały nawet pyłku kurzu.
Uśmiechnąłem się, przysuwając się do łóżka, ściągając buty. Był czas, po zdarzeniu z byłym chłopakiem Teresy, gdy nienawidziłem tych czterech ścian. Nie cierpiałem tego domu, tego miasta, tego stanu i samego siebie.
Padając na łóżko, wyciągnąłem się i zamknąłem oczy. Sprawy miał się teraz… inaczej, lepiej. Jedynym problemem z powrotem do domu był taki, że niemożliwym było, abym nie myślał o tym, co stało się w domu niemal trzy lata temu albo poranku Dziękczynnym, gdy Teresa nareszcie wyznała nam prawdę. Wściekłość, która mnie opanowała była czymś, czego nie doświadczyłem nigdy wcześniej, tylko o niej czytałem.
Mordercza wściekłość. Naprawdę istniała i naprawdę była jak smakowanie krwi w ustach. A ten gniew nie zniknął w okresie godzin po dowiedzeniu się prawdy ani nie rozproszył się, gdy znalazłem tego gnojka i odwzajemniłem przysługę własnymi pięściami. Po wszystkim ten gniew zmienił się w coś nieposłusznego i wyżerał mnie jak rak.
Do dnia dzisiejszego marzyłem, żeby zrobić coś innego tamtej nocy, ale wciąż nie było ani grama żalu w moich żyłach. Sędzia, prawnicy, praca społeczna i cotygodniowe spotkanie nie zrobiły nic, żeby to zmienić, lecz kiedy myślałem o Avery, chciałbym to czuć. Wątpiłem, że chciałaby przebywać w moim towarzystwie, gdyby znała prawdę.

Mama dawała najlepsze uściski.
Było lśnienie w jej oczach i cofnęła się o krok, obejmując moje barki. Nadal ubrana była w biały fartuch, wróciła prosto do domu po operacji. – Widzę, że znalazłeś placek, który ci zostawiłam.
- Miałem pomoc.
Jej uśmiech się powiększył. – Jase jest tutaj?
Potaknąłem, opierając się o blat. – Śpi na górze.
Odsunęła kilka kosmyków włosów, które wyszły z jej kucyka. – Cóż, jestem pewna, że ktoś bardzo się ucieszy, że przywiozłeś go ze sobą.
Uniosłem brwi, po czym jęknąłem. – Proszę powiedz mi, że ona nie jest nadal zauroczona Jasem.
Mama zaśmiała się cicho, ściągając swój o rozmiar za duży sweter i zawiesiła go na oparciu krzesła. – Sądzę, że „zauroczona” byłoby na to nieodpowiednim słowem.
Przewracając oczami, jęknąłem. Gdy byłem w zamknięciu domowym, Jase spędził tutaj niemal każdy wolny moment, wyciągając mi głowę z tyłka. A Teresa spędziła każdą wolną sekundę na szpiegowanie nas i chodzenie za Jasem.
Mama podeszła do ekspresu do kawy, wyciągając pusty pojemnik. – Jase jest naprawdę miłym chłopcem. Myślę…
- Nawet nie próbuj tam iść – ostrzegłem, zakładając ramiona. Jase był dobrym facetem – dobrym facetem z mnóstwem gównianego bagażu i długą listą złamanych serc, który nie podejdzie do mojej młodszej siostry bliżej niż 3 metry. – Gdzie jest tata? – zapytałem, zręcznie zmieniając temat.
- Wciąż jest w biurze, ale wkrótce będzie w domu. – Wypełniła pudełko wodą. – Myślałam, że moglibyśmy pójść na kolację do Joe’a. Sądzę, że oboje z Jasem lubicie to miejsce, a jeżeli serwują tam czerwone mięso…
- To tata będzie szczęśliwy. – Uśmiechnąłem się, odsuwając się od blatu. – Mi pasuje.
- Chcesz filiżankę?
- Pewnie. – Podszedłem do niej od tyłu i objąłem ją ramionami, ściskając ją. – Mówiłem ci ostatnio, że jesteś najlepszą mamą na świecie?
Roześmiała się, poklepując mnie po ramieniu. – Jestem jedyną mamą, jaką masz, chłopcze.
- Ale jednak – odparłem. – Najlepsza mama.
Puściłem ją, jak pokręciła głową i zamierzałem iść na górę, żeby obudzić leniwy tyłek Jase’a, kiedy Teresa weszła przez drzwi wejściowe.
- Cam! – Pisnęła głośno, gdy zobaczyła mnie w holu i upuściła torbę z książkami. Mała diablica zrobiła jeden krok i rzuciła się na mnie.
Śmiejąc się, złapałem ją nim mogłaby mnie przewrócić. – Tobie też cześć.
- Kiedy przyjechałeś? – zapytała, kiedy ją postawiłem.
- Dzisiaj rano.
Walnęła mnie w ramię. – Powinieneś był do mnie napisać! Opuściłabym popołudniowe zajęcia i wróciła wcześniej do domu.
- Słyszałam to! – krzyknęła z kuchni mama.
Teresa wywróciła oczami, a ja się zaśmiałem. Gdzieś w ciągu ostatnich dwóch lat wyrosła z tykowatego dziecka w oszałamiającą młodą kobietę. I za każdym razem kiedy ją widziałem, chciałem założyć jej na głowę papierową torbę. Gdziekolwiek poszła, patrzyli na nią faceci i naprawdę patrzyli.
Odziedziczyła ciemne włosy i niebieskie oczy po tacie, ale miała delikatne rysy mamy. Jej uroda i niewielka figura były poważnie mylące, ponieważ rozwinęła także uszczypliwą, bystrą inteligencję mamy. Gdy ona i mama coś robiły, nikt nie był bezpieczny.
- Opuszczę dzisiaj tańce – powiedziała, ściągając gumkę z włosów. Wydawały się urosnąć w ciągu jednej nocy, opadając daleko za jej ramionami.
- Nie musisz tego robić – powiedziałem jej. – Będę tutaj przez cały weekend.
- Tak, ale nigdy nie mam szansy cię zobaczyć! – Zrobiła nadąsaną minę, rzucając mi spojrzenie, które zapewne dawało jej wiele rzeczy. – Teraz jesteś zbyt zajęty i zbyt fajny, żeby spędzać czas ze swoją siostrą.
- Dokładnie – odparłem, uśmiechając się szeroko.
Uderzyła mnie w ramię, mocno. – Palant.
Stojąc przodem do schodów, dostrzegłem Jase’a schodzącego na dół, zanim zrobiła to Teresa. Był cichy jak cholerny ninja i zatrzymał się na dole, jego włosy były wilgotne, a ubranie nowe. Nie wydał dźwięku, ale Teresa zesztywniała przede mną. Jej oczy, takie podobne do moich, zwiększyły się o ułamek cala.
Spojrzałem na nią spod przymrużonych powiek.
Teresa obróciła się z elegancją tancerki i skrzywiłem się, kiedy wrzasnęła. – Jase!
Melancholijny wyraz, który był na twarzy Jase’a od momentu, gdy go zabrałem zniknął jak zły koszmar. Zszedł ze schodów chwilę przed tym jak moja siostra rzuciła się na kolesia, witając go w ten sam sposób, co mnie. Jego wzrok był skupiony tylko na niej, a chociaż całkowicie ufałem Jase’owi, nawet on nie był na nią odporny.
Również nie podobało mi się, kiedy objął ją ramionami, powstrzymując ich od potknięcia się do tyłu.
- Cam mi nie powiedział, że tutaj jesteś! – krzyknęła, czepiając się go jak mała małpka. – Też zostajesz tutaj cały weekend?
Jase uśmiechnął się do czubka głowy Teresy – głowy, która obecnie przyklejona była do jego klatki piersiowej. – Tak, będę tutaj dopóki Cam nie będzie wracał.
Wiedziałem w tym dokładnym momencie, że Teresa nie tylko dzisiaj nie pójdzie na tańce, ale także przez resztę weekendu. Westchnąłem.
Teresa powiedziała coś, co mógł usłyszeć tylko Jase, a jego uśmiech rozszerzył się w sposób, który sprawił, że nabierałem głębokie, równomierne oddechy. Wtedy podniósł wzrok, spotykając się ze mną spojrzeniem. Posłał mi bezradne spojrzenie, a ja wywróciłem oczami, podchodząc do przodu.
- Okej. – Złapałem ją za ramiona, fizycznie odsuwając ją od Jase’a. – Chyba możesz już go puścić. Zapewne chciałby w pewnym momencie odetchnąć.
Jase zaśmiał się, gdy Teresa rzuciła mi spojrzenie obiecujące śmierć oraz poćwiartowanie i uwolniła ręce. Cofnąłem się, na wypadek gdyby próbowała znowu mnie uderzyć. Moja siostra miała mięśnie.
- Myślę, że mama chcesz zobaczyć cię w kuchni – powiedziałem, popychając ją w tym kierunku.
Zmarszczka obniżyła kąciki jej ust. – Po co?
- Prawdopodobnie ma to coś wspólnego ze wszystkimi zajęciami, które planujesz opuścić – podrażniłem się.
- Opuszczasz zajęcia? – zapytał Jase, krzyżując ramiona. – Nie powinnaś tego robić, Tess. To twój ostatni rok.
Tess? Wydarzyły się dwa co do cholery. Kiedy nastąpiło te przezwisko? Wiedziałem, że ta dwójka zbliżyła się do siebie, ale niech to szlag. I taka rada wychodząca od Jase’a ze wszystkich ludzi?
Słaby różowy rumieniec oblał jej policzki. – Nie robię tego często.
Podniosłem brwi.
Jase puścił mi oko.
W końcu Teresa nas zostawiła, a ja zabrałem Jase’a do piwnicy. Tata stworzył tam cholerną jaskinię. Stoły do bilardu, cymbergaj i telewizor wielkości ściany.
Biorąc kij bilardowy, Jase wygiął na mnie brew. – Kto nasikał do twoich Cheerios?
- Teresa jest w tobie zadurzona – powiedziałem, wiedząc, że brzmiałem, jakbym posmakował coś niedobrego.
Jase zachichotał, spoglądając na mnie. – Naprawdę?
Posłałem mu spojrzenie, chwytając za kija.
- No co? – Znowu się roześmiał. – Jesteś zaskoczony? To mój zachwycający czar i dobry wygląd. Trudno temu się oprzeć.
- Cóż, lepiej żeby ona się oparła.
Jase przyglądał mi się, jak układałem bile. – Stary, mimo że twoja siostra jest seksowna – sorry. – Uniósł ręce, gdy się wyprostowałem. – Mimo że twoja siostra jest piękna, to jest to twoja siostra. Nawet nie śniłbym o tym, czym się martwisz.
Uśmiechnąłem się nikle. – Dobrze to słyszeć.
- Naprawdę myślisz, że mógłbym? Ona jest dzieckiem.
- Właśnie skończyła osiemnastkę, Jase. Już nie jest dzieckiem. – Zmarszczyłem brwi, gdy dotarło to do mnie. Ścisnęło mnie w żołądku. – Szlag, ona naprawdę nie jest dzieckiem.
- Wciąż jest twoją siostrą – powiedział Jase, celując we mnie kijem bilardowym. – A to się nigdy nie zmieni.

Umów się ze mną.
Uśmiechając się, położyłem komórkę na stole i czekałem na odpowiedź Avery. Naprzeciwko mnie mój tata przyglądał się swoim kartom. W jego włosach było więcej szarości, ale twarz nadal była wolna od zmarszczek.
- W każdej chwili, staruszku. – Oparłem się o krzesło. – Nie robię się młodszy.
- Czyż to nie jest prawda? – Tata spojrzał na mnie zmrużonymi oczami. – Nie można popędzać doskonałości.
Jase zachichotał pod nosem. Obok niego głowa Teresy pochyliła się do przodu. Nie udało jej się uniknąć tańców, ponieważ była sobota, a to było całodzienne wydarzenie. Mogłaby już pójść spać, tak jak mama, która drzemała w salonie, ale wiedziałem, dlaczego nadal tutaj siedziała.
Spojrzałem na Jase’a, a on uniósł na mnie brew, upijając swojego piwa.
Mój telefon zawibrował. Proszenie mnie przez wiadomość nie jest inne od proszenia osobiście.
Uśmieszek powiększył się do pełnego uśmiechu, jak jej odpisywałem. Pomyślałem, że spróbuję. Co teraz robisz? Ja biję tatę w pokerze.
Gdy tata wyrzucił dwie karty na stół, odpowiedziała - Szykuję się do łóżka.
Chciałbym tam być. Po czym wysłałem. Chwila, jesteś goła?
Nie!!! Nadeszła natychmiastowa odpowiedź.
Prawie mogłem sobie ją wyobrazić, zaczerwienioną twarz i rozszerzone oczy, i uśmiechnąłem się do siebie. Nawet wiele kilometrów dalej nie mogłem oprzeć się droczeniu się z nią. Do diabła, nie mogłem przestać o niej myśleć. Dziwnie było nie widzieć jej w piątek, a zaczynanie niedzieli bez jajek po prostu nie wydawało się właściwe. Wymieniliśmy się jeszcze paroma wiadomościami, a wtedy odrzuciłem telefon na bok, zanim tata mógłby się wkurzyć i wyrzucić go przez okno.
W następnej rundzie Jase wycofał się, a wtedy Teresa szybko zniknęła i po tym gra w pokera szybko się rozpadła.
- Jak tam w szkole? – zapytał tata, kiedy byliśmy sami.
Trzymając piwo, oparłem się wygodnie o krzesło. – Dobrze. Mam naprawdę łatwy semestr.
Skinął głową, odrywając etykietkę od swojej butelki. – A spotkania? Chodzisz na nie?
Odstawiłem butelkę. – Tato, pierwszy byś się dowiedział gdybym nie chodził. I rozmawiałem z doktorem Balem o tym weekendzie. Nie miał nic przeciwko.
- Chciałem się tylko upewnić. – Odchylił się, zahaczając kolano o drugą nogę. Gdyby ktokolwiek zobaczył teraz mojego tatę we flanelowej koszuli i podartych spodniach, to nie uwierzyłby, że był on sukcesywnym prawnikiem. – Co z piłką nożną? Myślisz o niej na przyszły rok?
- Tato… nie będę w stanie dołączyć do drużyny w Shephardzie na ostatnim roku. – Przeciągnąłem dłonią przez włosy i opuściłem ramię. – Wtedy będę miał dwadzieścia dwa lata.
- A co potem? – zapytał, jeszcze nie dając temu spokoju.
Przesunąłem wzrok za jego ramię, skupiając się na lodówce. Niemal całe drzwi pokrywały zdjęcia mnie zdobywającego gole i tańczącej Teresy. – Nie wiem, tato.
- Nie może ci się nie udać, dopóki nie spróbujesz – powiedział, biorąc głęboki łyk piwa.
Zmarszczyłem brwi. – Czy nie chodziło o ‘nie może ci się udać, dopóki nie spróbujesz’?
- Czy to ma znaczenie? – Błysnął uśmiechem. – Cam, jesteś cholernie dobrym graczem. Piłka nożna jest albo przynajmniej była pasją. Mamy filmy, które możemy wysłać trenerom. I wiesz, że trener w Shephardzie pomógłby ci nakręcić nowe.
- Wiem. – Westchnąłem, powoli kręcąc głową. – Utrzymuję treningi i trenuję z chłopakami, kiedy mogę, ale… sam nie wiem. Może w przyszłym roku, gdy będę kończył studia…
- Mhm. – Jego spojrzenie było przenikliwe. – Cameron… Cameron…
Gadanie o piłce nożnej było dla mnie trudne. Nie było tak, że granie w przyszłości było poza dyskusją. Dlatego podtrzymywałem trening, ale w tej chwili nic nie mogłem zrobić w tej sprawie.
- Czy jest w twoim życiu młoda dama? – zapytał.
Może powinienem był pozwolić mu pytać o piłkę nożną. – Tato…
- Co? – Uśmiechnął się znowu i wypił swoje piwo. – Lubię mieć cztery-jeden-jeden[1] na życie mojego syna.
Odchyliłem głowę. – Cztery-jeden-jeden? Jesteś pijany?
- Jestem upojony alkoholem.
Parsknąłem śmiechem. – Nieźle.
- Nie odpowiedziałeś na moje pytanie.
Sięgając po butelkę, przyjrzałem się ojcu, po czym zaśmiałem się z siebie, ponieważ wiedziałem jakie słowa formowały się na moim języku zanim je wypowiedziałem. – Jest… jest ktoś taki.
- Gadaj. – Zainteresowanie zaiskrzyło w jego oczach.
Uśmiechnąłem się, wypijając ostatni łyk z butelki. – Jesteśmy przyjaciółmi.
- Przyjaciółmi jako…
- Och, daj spokój, tato. – Jęknąłem, kręcąc głową.
- No co? – Przekrzywił głowę na bok. – Jakbym nie wiedział, co wy dzieciaki robicie. Jakbym nie robił tej samej rzeczy, kiedy byłem w twoim wieku.
Chciało mi się wymiotować. – My tacy nie jesteśmy. Avery taka nie jest.
- Ona ma imię? Avery?
Cholera. Nie mogłem uwierzyć, że w ogóle wypowiedziałem jej imię. Czy i ja byłem upojony alkoholem? – Jesteśmy przyjaciółmi, tato. A ona jest… jest…
Uniosły się ciemne brwi taty. – Ona jest…?
Idealna. Śliczna. Mądra. Zabawna. Wyniosła. Doprowadzająca do szału. Lista ciągnęła się i ciągnęła. – Kilka razy zaprosiłem ją na randkę. – „Kilka razy” było dosłownie niedopowiedzeniem roku. – Odmówiła mi za każdym razem.
- A ty wciąż pytasz?
Potaknąłem.
- I myślisz, że w końcu się zgodzi?
Uśmiechając się lekko, raz jeszcze potaknąłem.
Tata pochylił się do przodu, krzyżując ramiona na okrągłym, dębowym stole. – Czy mówiłem ci kiedyś, jak wiele razy dała mi kosza twoja matka zanim zgodziła się ze mną umówić? Nie? Mnóstwo razy.
- Naprawdę? – O tym nie wiedziałem.
Tata skinął głową. – Byłem lekko… rozpustny w college’u. Miałem reputację. – Uniósł się jeden kącik jego ust, ukazując dołeczek w lewym policzku. – Twoja matka niczego nie ułatwiała.
- Więc co się zmieniło?
Wzruszył ramionami. – Ach, od początku była we mnie potajemnie zakochana, ale wiesz co? Musiałem za nią gonić i mówiąc szczerze, jeżeli nie musisz gonić kobiety, to prawdopodobnie nie jest warta wysiłku. Rozumiesz, co mówię?
Nie bardzo. Była dobra szansa, że mój tata był bardziej niż upojony alkoholem, ale potaknąłem, a wtedy powiedział coś, co tak jakby kliknęło w mojej głowie.
- Zaskocz – rzekł, puszczając oko. – Zaskocz tę dziewczynę. Zrób coś, czego się nie spodziewa. Zawsze rób coś dobrego, czego się nie spodziewa.
Zaskoczyć ją? Istniało wiele rzeczy, które mogłem zrobić, aby zaskoczyć Cukierka, ale wątpiłem, żeby miał na myśli którekolwiek z nich. Ale jak życzyłem tacie dobrej nocy i wspiąłem się po schodach na górę, wiedziałem co zrobić.
I chciałem to zrobić.
Uśmiechnąłem się, wbiegając po dwa schody naraz. Gdy dotarłem na drugie piętro, dostrzegłem Teresę wchodzącą do swojej sypialni. Otworzyłem usta, by ją zawołać, ale drzwi zamknęły się cicho, zanim mógłbym coś powiedzieć.
Okej.
Potrząsając głową, skierowałem się do pokoju gościnnego, w którym był Jase – zielonego pokoju. Albo tak przynajmniej nazywała go mama, bo ściany były pomalowane na ciemny oliwkowo-zielony.
Drzwi były uchylone i otworzyłem je szerzej. Jase siedział w nogach łóżka, lekko się pochylając, ramiona opierał na udach, ręce trzymał na twarzy.
- Hej, stary. – Wszedłem zaniepokojony do pokoju. Stało się coś w jego domu? – Nic ci nie jest?
- Nic, nic – odparł, wstając i przesuwając obiema dłońmi przez włosy. Podszedł do swojego worka marynarskiego i wyciągnął parę nylonowych spodenek. – Po prostu nie czuję się… dobrze. Piwo źle osiadło, wiesz? O co chodzi?
Czy on nie wypił tylko dwóch piw? Patrzyłem jak rzucił spodenki na łóżko, jego plecy były napiętą, sztywną linią. – Myślałem o zmianie planów.
- Naprawdę? – Podszedł do stolika nocnego, wyciągnął komórkę i położył ją na nim. – Co masz na myśli?
- Myślałem, żeby wyjechać bardzo wcześnie rano – powiedziałem mu. – Pewnie koło piątej. Pasuje ci to?
Jego barki się rozluźniły. – Tak, stary, pasuje idealnie. Tylko mnie obudź.
- Spoko. – Cofnąłem się i zatrzymałem przy drzwiach. – Na pewno wszystko w porządku?
- Doskonale – odpowiedział, znowu siadając na łóżku. – Do zobaczenia rano.
Gdy zamknąłem za sobą drzwi, zorientowałem się, że Jase nie spojrzał mi w twarz przez cały czas, kiedy tam byłem.

Było trochę przed dziewiątą następnego poranka, gdy zatrzymałem się przed mieszkaniem Avery i zapukałem. Miałem nadzieję, że rada mojego taty z „zaskoczeniem jej” nie będzie równała się z „zdenerwowaniem jej”.
Zwątpienie szybko wzrosło, jak ogień na drewnianym domku i odwróciłem się, zamierzając iść do mojego mieszkania. Ale drzwi otworzyły się tak gwałtownie, jakby próbowała wyrwać je z zawiasów.
- Cam?
Biorąc głęboki wdech, obróciłem się do niej i uśmiechnąłem krzywo. Uniosłem torbę ze sklepu spożywczego. - Więc obudziłem się około czwartej nad ranem i pomyślałem sobie, że naprawdę mógłbym zjeść trochę jajek. A jajka z tobą są o wiele lepsze niż jajka z moją siostrą lub tatą. Poza tym mama zrobiła chleb dyniowy. Wiem jak lubisz chleb dyniowy.
Z szeroko otwartymi oczami i rozchylonymi ustami odsunęła się na bok, pozwalając mi wejść do środka. Nie denerwowała się. O tyle dobrze. Ale również nic nie mówiła. Zaniosłem torbę do kuchni i położyłem ją na blacie. Zamykając oczy, przekląłem pod nosem. Może to nie był najlepszy pomysł. Ten ból wrócił do mojej piersi, tym razem było to inne, przeszywające uczucie.
Obróciłem się, zamierzając przeprosić, kiedy nie przepraszałem za inne razy, gdy wpadałem do jej mieszkania, ale ona była w kuchni, praktycznie noszona przez wiatr. Zbliżała się do mnie w ten sposób, jaki przywitała mnie Teresa. W ten sam sposób moja siostra rzuciła się na Jase’a.
Złapałem ją, obejmując ją w talii, gdy przycisnęła policzek do mojej klatki piersiowej i ściskała mnie tak mocno, jak ja ją. Położyłem twarz na czubku jej głowy, wciągając jej zapach i napawałem się jej reakcją, trzymając ją blisko mojego serca.
Avery wciągnęła drżący oddech i powiedziała. – Tęskniłam za tobą.


[1] 411 – cała prawda o danej sytuacji

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz