9.11.13

Jedenaście



- Niech będzie Resident Evil – powiedziała Avery, gdy stała przed blatem, rozdzielając smażone krewetki. Jej włosy opadały w luźnych kosmykach do połowy jej pleców. Ubrała się zwyczajnie, w parę obcisłych spodni do ćwiczeń i luźną bluzkę, która zsuwała się z jednego ramienia, ukazując kawałek gładkiej, złotej skóry i cienkie ramiączko.
Ta dziewczyna nie wiedziała jak dobrze wyglądała w taki sposób i oparłem się pokusie, żeby do niej podejść. Kiedy wcześniej do niej podszedłem, dziwnie zareagowała, zastygając i blednąc.
- Dziewczyna, jaką lubię – odparłem, wybierając dwie płyty DVD i zaniosłem je do salonu. – Niech żyją zombie.
Nagły, miękki blask ostrzegł mnie o jej obecności. – Co chcesz do picia? – zapytała.
Spojrzałem przez ramię. - Masz mleko?
Zmarszczyła nos. - Chcesz je z Chińszczyzną?
- Potrzebuję mojego wapnia.
Zrobiła minę i zniknęła w kuchni, powracając ze szklanką mleka i puszką napoju gazowanego. – To trochę obrzydliwe, wiesz? – Usiadła, wsuwając pod siebie nogi. – Dziwna kombinacja.
- Kiedykolwiek tego spróbowałaś? – Usiadłem, patrząc na pilota.
- Nie.
- Więc skąd wiesz, że to obrzydliwe?
- Pójdę ze swoim przypuszczeniem, że takie jest. – Podniosła swój talerz, rzucając mi zawadiacki uśmiech.
- Przed końcem roku zmuszę cię do spróbowania mleka z Chińszczyzną.
Wyraz jej twarzy mówił, że po jej trupie i uśmiechnąłem się szeroko. Gdy zaczął się Resident Evil zajęliśmy się jedzeniem i spędziliśmy więcej czasu na dyskusji o tym, jak kobietom udawało się wyglądać tak atrakcyjnie podczas apokalipsy zombie. Kiedy Alice stawiła czoło zombie Dobermanom, zebrałem nasze talerze i zaniosłem je do kuchni. Będąc tam, wziąłem kolejną szklankę mleka, a dla niej puszkę piwa korzennego.
- Dziękuję – powiedziała, uśmiechając się, jak położyłem napój na stoliku do kawy.
Usiadłem bliżej niej. – Żyję, żeby ci usługiwać.
Cukierek uśmiechnęła się i ciągnęliśmy krytykowanie filmu i jego drugiej części. W pewnej chwili zadzwonił jej telefon. Rzuciłem spojrzenie na ekran iPhone’a i zobaczyłem NIEZNANY NUMER.
- Nie odbierzesz? – zapytałem.
Szybko pochyliła się do przodu, łapiąc telefon i wyciszyła dźwięk. Wydawało się trochę dziwne jaka była zesztywniała, kiedy to robiła. – Myślę, że niegrzecznie jest odbierać telefon, kiedy ma się towarzystwo.
My tylko byliśmy nazbyt krytyczni względem filmów. - Nie przeszkadza mi to.
Cukierek oparła się o kanapę, przygryzając paznokieć kciuka, jak skupiła uwagę na telewizorze. Po zastanowieniu nie mogłem sobie przypomnieć bym widział ją z telefonem – ani przez zajęciami, ani na kampusie. Większość dziewczyn miało telefony przyklejone do ręki albo twarzy. Mówiła, że nie była popularna w szkole i oczywiste było, że nie była blisko ze swoją rodziną, ale…
Cóż, coś w tym wszystkim było nie tak, ale nie wiedziałem co.
Upływały minuty, a ona nadal obgryzała paznokcia, nigdy wcześniej nie widziałem żeby coś takiego robiła. Wyciągnąłem rękę, obejmując palcami jej nadgarstek.
Uniosła podbródek i jej wzrok wylądował na mojej ręce. – Co?
- Gryzłaś paznokcia przez ostatnie dziesięć minut. – Położyłem jej rękę na jej udzie, ale nie puszczałem jej nadgarstka. Czubki moich palców się dotykały. Tak mały był jej nadgarstek. - Co jest?
- Nic. – Gwałtownie wciągnęła powietrze. – Oglądam film.
- Nie sądzę, byś naprawdę widziała film. – Spotkały się nasze spojrzenia. – Co się dzieje?
Wyszarpnęła rękę, a ja puściłem. Niechętnie. – Nic się nie dzieje. Oglądaj film.
- Yhm. – Zostawiłem ten temat, wiedząc, że naciskanie Cukierka prowadziło mnie donikąd.
Zamilkła, a ja sprawdziłem czas na cyfrowym pudle pod odtwarzaczem DVD. Było dobrze po dziesiątej i spodziewałem się, że wykopie mnie z mieszkania w każdej chwili, ale kiedy przesunąłem się na kanapie, kładąc prawe ramię na oparciu, cały lewy bok jej ciała oparł się o moje.
Zamarłem i wierzyłem, że moje serce dosłownie się zatrzymało, gdy czekałem aż ona się odsunie, utrzymując między nami obowiązkowe pół metra przestrzeni osobistej.
Ale tego nie zrobiła.
Cholera jasna, nie zrobiła.
Zerknąłem na czubek jej głowy, zmuszając oddech do opanowania. Przez następne pół godziny każda komórka mojego ciała była świadoma jej ciężaru, ciepła i głębokich, równych oddechów.
Moje serce zamarło na moment, gdy jej głowa opadła na miejsce tuż pod moim barkiem. Czy ona spała? – Avery?
Kiedy nie było żadnej odpowiedzi, ustaliłem, że naprawdę na mnie zasnęła. Był obrzęk w mojej klatce piersiowej, większy i ciaśniejszy niż węzeł, który formował się zawsze, gdy z nią byłem. I stała się najdziwniejsza cholerna rzecz, gdy na nią spojrzałem. Niektóre części mojego ciała stwardniały na jej bliskość, ale wnętrzności zmiękły jak masło pozostawione na słońcu.
Jesteś taki udupiony, kiedy chodzi o tę dziewczynę.
Te słowa wciąż do mnie wracała, raz za razem. Może byłem udupiony, ale nie zamieniłbym tej chwili na nic innego. Ostrożnie, żeby jej nie obudzić, ściągnąłem ramię z oparcia kanapy i delikatnie zsunąłem ją w dół, aby jej głowy leżała na moim udzie.
I coś nie tak daleko na północ się powiększyło. Może to nie był najbystrzejszy pomysł, bo zbyt kuszące było mieć ją tak blisko, ale to… cóż, wydawało się to właściwe, tak jak nigdy z żadną inną dziewczyną.
Szarpnęło mnie w piersi, jak Cukierek wtuliła się we mnie, wsuwając ręce pod brodę. Przyglądałem jej się przez chwilę, napawając się gładką linią jej szczęki, kształtem policzka i tymi różowymi ustami.
Szlag, byłem udupione na wszystkie właściwe sposoby.
Próbowałem skupiać uwagę na filmie, ale nawet nie zdałem sobie sprawy, kiedy się skończył i włączył się zwykły kanał. Raz jeszcze patrzyłem na Avery. Nie byłem nawet pewien czy w ogóle odrywałem od niej uwagę.
Wydawało mi się, że jest chłodno w pokoju, więc wziąłem z oparcia kanapy brązowozielony patchworkowy koc i przykryłem nim jej ciało. Nagi obszar jej ramienia przykuł moje spojrzenie. Jej bluzka zsunęła się z jej prawego ramienia i nie było tam nic, prócz cienkiego ramiączka.
Kusił mnie łagodny blask jej skóry i byłem całkowicie bezsilny, żeby mu się przeciwstawić. Opuszczając rękę, oddech utknął mi w gardle, jak dotknąłem eleganckiego kształtu jej barku.
Avery mruknęła we śnie i lekko się poruszyła, ale nie obudziła się. Prawdopodobnie niefajnie było, że ją dotykałem, ale przesunąłem koniuszkami palców po jej ramieniu, delektując się uczuciem jej skóry. Zatrzymując się na brzegu koszulki, moje palce przesuwały się po jej jedwabistej skórze aż do policzka.
Cieszyłem się, że spała, bo myśl o tym, że wiedziałaby jak bardzo trzęsły mi się dłonie zapewne byłaby piekielnie żenująca. Rany, w dodatku jeszcze drżały, jakbym nigdy wcześniej nie dotykał dziewczyny.
Avery… do diabła, kompletnie mnie rozbrajała.
Opierając głowę o kanapę, zamknąłem oczy i przełknąłem ciężko ślinę, kładąc rękę na jej biodrze. Mógłbym zliczyć na dwóch palcach ile razy spędziłem wieczór z piękną dziewczyną przytuloną do mnie i śpiącą, kiedy zadowalało mnie same z nią przebywanie. Część mojego mózgu mówiła mi, że było na to słowo, a te słowo brzmiało i czuło się szalenie, dlatego zignorowałem tę część.
- Nie – wymamrotała i uchyliłem powieki. Jej czoło pokryło się zmarszczkami, ale wydawała się spać. – Nie dlatego tutaj jestem…
Przekrzywiłem głowę na bok, wytężając słuch, żeby usłyszeć co jeszcze powiedziała, ale jedynym słowem, które potrafiłam różnić, było „przepraszam”, zanim powróciła do głębokiego snu.
Waliło mi serce, gdy przetrawiałem te słowa. Nie miały żadnego sensu i prawdopodobnie nic nie znaczyły, lecz w moim żołądku powstała kula niepokoju.
Czas mijał, a ja nie spałem, nie tak naprawdę. Tkwiłem w dziwnej środkowej fazie, w połowie byłem przytomny, a w połowie nie. Ale wiedziałem, kiedy się obudziła. Jej ciało zesztywniało i wciągnęła głęboki wdech. Minęło kilka chwil, a ona ani się nie poruszyła, ani nie odezwała. Odciąłbym sobie kciuka, żeby wiedzieć o czym myślała.
Cukierek wolno obróciła się na plecy, zaskakując mnie i nie dając mi czasu na zareagowanie. Moja dłoń zsunęła się z jej biodra i wylądowała na jej brzuchu, palce sięgały paska jej spodni. Bóg jeden wie, że powinienem był zabrać rękę, ale nie zabrałem.
Moja dłoń miała własny rozum i zrobiła coś całkowicie samowolnie. Mój kciuk poruszał się w wolnych, leniwych kółkach tuż pod jej pępkiem. Patrzyłem na nią spod rzęs, niemal jęcząc, gdy zagryzła dolną wargę. Potem podniosłem wzrok i dostrzegłem stwardniałe czubki jej piersi, przyciskające się do cienkiego materiału. Znowu byłem twardy. Nic dziwnego.
Obróciłem głowę na bok, moje usta uniosły się w kącikach, jak wciągnęła głęboki wdech. Zacisnąłem szczękę, kiedy odchyliła głowę na moim udzie, zbliżając się do mojej erekcji.
- Cam.
Otworzyłem jedno oko. – Avery?
- Nie śpisz – powiedziała zachrypniętym i niesamowicie seksownym głosem.
- Ty spałaś. – Odwróciłem głową z boku na bok. – I ja spałem. – Totalne kłamstwo, ale wątpiłem że podobałaby jej się wiedza o tym, że prawie przez cały czas siedziałem tutaj i przypatrywałem się jej.
Zwilżyła wargi i niech to szlag, jeśli nie chciałem się schylić i złapać czubek tego języka. – Przykro mi, że na tobie zasnęłam.
- Mi nie jest.
Jej policzki zarumieniły się. - Która jest godzina?
- Po północy – odparłem, wpatrując się w jej wilgotne usta.
- Nawet nie spojrzałeś na zegarek.
- Po prostu wiem takie rzeczy.
- Naprawdę? – szepnęła.
- Tak.
- To niezwykły talent. – Zacisnęła rękę w luźną pięść na nodze. – O której rano wyjeżdżasz?
- Będziesz za mną tęsknić?
Zrobiła minę, ale jej oczy iskrzyły się do mnie. – Nie dlatego pytałam. Byłam tylko ciekawa.
- Powiedziałem rodzicom, że będę w domu do lunchu. – Używając drugiej ręki, odsunąłem kilka kosmyków włosów z jej twarzy, po czym położyłem rękę na czubku jej głowy.
- Więc prawdopodobnie będę musiał wyjechać pomiędzy ósmą a dziewiątą.
- To wcześnie.
- Tak. – Gdy jej oczy się zamknęły, chciałem ją pocałować. – Ale jazda jest łatwa.
- I nie wracasz do niedzielnego wieczora?
- Prawda. – Nabrałem głębokiego tchu. – Jesteś pewna, że nie będziesz za mną tęsknić?
Uśmiechnęła się, ale niepewnie. – Będą to dla mnie wakacje.
Roześmiałem się. – Było to bardzo wredne.
- Co nie?
- Ale wiem, że kłamiesz.
- Wiesz?
- Tak. – Przesunąłem rękę, łagodnie dotykając jej policzka. Uchyliła powieki i uśmiechnąłem się do niej. – Będziesz za mną tęsknić, ale nie przyznasz tego.
Cukierek milczała, jak przejechałem palcami od jej szczęki do brody, zbliżając się do jej dolnej wargi. – Będę za tobą tęsknić.
- Poważnie?
- Tak.
Zamknęła oczy, raz jeszcze relaksując się na mnie. Dalej przesuwałem palcami od jej policzka do wargi, dręczony tym co powiedziała we śnie. - Mówisz we śnie.
Otworzyła oczy i przysięgam, że zbladła. – Tak?
Potaknąłem.
- Żartujesz sobie ze mnie? Bo przysięgam na Boga, jeśli sobie ze mnie żartujesz, to cię skrzywdzę.
Wrócił ten niepokój i nie wiedziałem dlaczego. - Nie żartuję sobie z ciebie, kochanie.
Usiadła, obracając się do mnie twarzą. – Co powiedziałam?
- Tak naprawdę to nic.
- Naprawdę? – Wyraz jej twarzy był taki poważny, że żałowałem, iż cokolwiek powiedziałem.
Pochyliłem się, pocierając dłońmi twarz. – Tylko coś mamrotałaś. Nie mogłem wychwycić co mówiłaś. – Spojrzałem na nią. – Było to słodkie.
Patrzyła mi w oczy, zdając się brać na słowo, to co powiedziałem, a potem zerknęła na zegarek. – Cholera jasna, jesteś do bani w swojej specjalnej umiejętności określania czasu.
Wzruszyłem ramionami. Wiedziałem, że było dobrze po trzeciej nad ranem. - Chyba powinienem wrócić do domu.
Otworzyła usta, zamknęła ja, po czym znowu spróbowała. – Bądź ostrożny podczas jazdy.
Wstając, rozciągnąłem plecy. – Będę. – I zanim mogłaby znowu zamknąć się w sobie, pochyliłem się i pocałowałem ją w czoło.  – Dobranoc, Avery.
Jej oczy były zamknięte, ręce zaciśnięte przed klatką piersiową. Kiedy się odezwała, brzmiała jak szeptała modlitwę. – Dobranoc, Cam.
Doszedłem do drzwi, gdy zerwała się z miejsca jak sprężyna, chwytając dłońmi oparcie kanapy. – Cam?
Waliło mi dziko serce, kiedy zatrzymałem się. – Tak?
Wzięła głęboki wdech i powrócił ten szczery wyraz twarzy. – Naprawdę dobrze się dziś bawiłam.
Uśmiechnąłem się i byłem zdumiony widząc, że jej usta zrobiły to samo. – Wiem. – Otworzyłem drzwi, zatrzymałem się w drodze wyjściowej i odwróciłem się do niej. Nadal tam była, klęczała na kanapie, obserwując mnie. – Do zobaczenia w poniedziałek.
- Dobrze.
Nie chciałem wychodzić. – Bladym świtem.
Uśmiech sięgnął jej oczu, rozjaśniając je. – W porządku.
I po raz pierwszy od wieków, nie chciałem wracać do domu. Chciałem zostać tutaj. Musiałem zmusić się do wyjścia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz