3.11.13

Osiem

Najwyraźniej poważnie błędnie oceniłem jak „dużo więcej czasu” będzie naprawdę trwać.
Dni zamieniły się w tygodnie, jak lato przeszło do przeszłości i liście na wszystkich dębach stały się złote i czerwone. Codziennie niebo zaczęło ciemnieć o minutę wcześniej, a zbierając się chmury i wiatr nadchodzący z Potomac ostrzegał, że zima była tuż za rogiem.
Zapraszałem Avery na randkę co najmniej dwa razy w tygodniu. Za każdym razem odmawiała i za każdym razem stawałem się coraz bardziej zdeterminowany. W pewnej chwili podczas astronomii, jak pośpiesznie zapisywała notatki, a ja szkicowałem Chevy Impalę Winchesterów, zdałem sobie sprawę, że cały aspekt tej pogoni już tak naprawdę nie znajdował się w równaniu.
Spoglądając na nią, kiedy obserwowała Drage’a przechadzającego się po uniesionej platformie w swoich wypranych kwasem spodniach, delikatny uśmiech rozciągnął moje usta.
Im więcej czasu spędzałem z Avery, tym bardziej chciałem z nią być, a tylko ze sobą rozmawialiśmy. Spotykanie się z laską, tylko odprężanie się bez żadnej fizycznej zabawy, było dla mnie niezbadanym terenem. Podczas gdy chciałem więcej, o wiele więcej, byłem zadowolony tylko z nią będąc. A to było dla mnie bardzo nowe.
Każdej niedzieli pokazywałem się w jej mieszkaniu z jajkami i innym typem upieczonych pyszności, dowiadując się całkiem szybko, że pozyskiwało ją wszystko czekoladowe. Za drugim razem jak przyszedłem, była tak szczęśliwa widząc mnie, jak za pierwszym razem, ale szybko przestała udawać. A naprawdę udawała, ponieważ to jak ociepliły się jej brązowe oczy, kiedy mnie zobaczyła powiedziało mi to, czego nie chciała powiedzieć na głos.
Zawsze była ostrożna, za każdym razem kiedy byliśmy razem, ale po jakimś czasie zaczynała się odprężać, a wtedy pokazywała głowę prawdziwa Avery.
Profesor Drage przerwał swój wykład i Cukierek przestała pisać, obracając prawą ręką w nadgarstku, jakby chciała go rozluźnić.
Opuszczając mój długopis na kolana, nie myślałem o tym, co robię. Jeśli chodziło o Cukierka, to rzadko kiedy myślałem. Może w tym tkwił problem.
Cukierek sapnęła, gdy zabrałem jej długopis z palców i położyłem go na jej zeszycie. Obróciła do mnie głowę, unosząc brwi. – Co ty wyprawiasz? – zapytała cicho.
- Nic – mruknąłem, przysuwając się do niej.
Klatka piersiowa Avery uniosła się, jak objąłem rękami jej prawą. – Coś robisz.
- Cii. – Przycisnąłem kciuki do jej dłoni, delikatnie przebiegając nimi po bokach, po jej małym palcu i pomiędzy.
Rozszerzyła oczy, przesuwając nimi z naszych rąk do twarzy. – Co… co robisz?
- A na co to wygląda? – szepnąłem, przenosząc kciuki do jej palca serdecznego, a potem środkowego, kreśląc ścieżkę kruchych kości. – Twoja ręka wyglądała, jakby miała skurcz. Robię dobry uczynek dnia.
- Ale…
- Cicho. – Wsunąłem palec do mięsistej części między palcem wskazującym a kciukiem, a Avery sapnęła. – Wpakujesz nas w kłopoty.
Różowe plamy zabarwiły jej policzki. – To ty mnie dotykasz.
- A ty robisz hałas.
Zamknęła usta, gdy odwróciłem jej rękę, masując wnętrze dłoni. Nabrała głębokiego tchu, po czym oparła się o siedzenie, jej ramię i ciało nie było już tak sztywne. Obserwowałem ją spod rzęs, a kiedy przygryzła dolną wargę, te działanie przeszło na wskroś mnie. Mój penis podskoczył i nagle zorientowałem się, że to co robiłem nie było zbyt dobrym pomysłem. Nic nie było bardziej niezręcznego niż erekcja podczas zajęć.
Ale jej skóra rozgrzała się pod moją, gładka i miękka jak atłas, i David Beckham mógł kopnąć piłkę w moją głowę, a ja nie potrafiłbym przestać.
Przesunąłem ręce do jej nadgarstka, wsuwając je pod rękaw jej lekkiego sweterka. Tam jej skóra była jeszcze miększa, cienka niebieska żyła tworzyła delikatną linię, którą chciałem zarysować wargami, a potem językiem.
Boże, chciałem posmakować jej skóry. Moje spodnie wydawały się zmniejszyć o trzy rozmiary w okolicach krocza. Nie było wątpliwości, że czułem do niej pociąg, ale czasami, tak jak w tej chwili, było to niemal bolesne. Zastanawiałem się czy mógłbym ją pocałować – czy ktokolwiek dostrzegłby, gdybym uniósł jej rękę do ust? Byliśmy dosyć daleko na tyle, żeby Drage nie miał pojęcia co robiliśmy, nawet gdybym naprawdę ją pocałował… albo wsunął dłoń między te ładne uda.
Ale coś… te pieprzone mrowienie na karku mnie powstrzymywało. Nie mając bladego pojęcia gdzie zdobyłem ten poziom samokontroli, zmusiłem się do odłożenia jej dłoni i odchyliłem się, zanim mógłbym zrobić coś głupiego. A w tej chwili byłem w stanie zrobić wiele głupiego. Minęło kilkanaście sekund, gdy spowolniałem oddech i dopiero wtedy mogłem na nią spojrzeć.
Cukierek wpatrywała się we mnie, jej oczy były pełne tajemnic. Nasze spojrzenia połączyły się i przeszło między nami coś nieskończonego, iskra, którą przysięgam, że mogłem prawie zobaczyć własnymi oczami.
Boże, brzmiałem jak ciota.
- Dziękuję – powiedziała trochę bez tchu, podnosząc swój długopis.
Zsuwając się w miejscu, rozparłem uda, mając nadzieję na złagodzenie bólu, ale wyobrażałem sobie, że będę szedł do Butcher Center z erekcją. – Avery? – szepnąłem.
- Cam? – odszepnęła tak samo cicho.
- Umów się ze mną.
Jej gardło poruszyło się w przełknięciu śliny, a usta drgnęły w lekkim uśmiechu. – Nie.
Opierając głowę o krzesło, uśmiechnąłem się szeroko.

W środę powinienem być na Zasadach Odżywiania Sportowego razem z Olliem i Jasem, ale nie chciało mi się iść na piechotę aż do Butcher Center. Gdybym pojechał, to straciłbym swoje miejsce parkingowe, a to byłoby naprawdę do dupy.
I stałem przed Den, co przypadkowo było w porze, kiedy Avery jadła lunch razem z przyjaciółmi. Nie żeby moja obecność miała cokolwiek wspólnego z Cukierkiem.
Och, kogo ja do cholery oszukiwałem? Dokładnie wiedziałem, dlaczego mój biały tyłek stał przed Den. Wspiąłem się po schodach, kiedy otworzyły się drzwi księgarni.
- Cam!
Zatrzymałem się na ten przenikliwy krzyk, odwracając się, żeby zobaczyć Susan i Sally. Albo to były Molly i Mary? Nie miałem pojęcia. Ta dwójka wyglądała dla mnie identycznie. Jedna miała platynowo-blond włosy, a druga jasnobrązowe z platynowymi pasemkami. Obie były opalone. Obie miały krągłe, jędrne ciała i sądzę, że mogłem kiedyś całować się z jedną z nich.
Albo obiema.
- Hej – powiedziałem, uśmiechając się. – Co robicie?
- Nic – odparła wyższa blondynka. Wskoczyła po schodach, jej przyjaciółka blisko za nią podążała. Wtedy zorientowałem się, że to była Susan, co oznaczało, że druga musiała być Sally. – Wieczność cię nie widziałam.
- Wieki – dodała Sally. – Ostatnio nie byłeś na żadnych imprezach.
To było prawdą. Minęły tygodnie, jeśli nie miesiące, odkąd brałem udział w jakiejś imprezie organizowanej przez bractwa. Zacząłem znowu wspinać się po schodach. – Byłem zajęty.
Susan wydęła wargi, przerzucając włosy przez ramię. – Niefajnie. Wszyscy za tobą tęsknią.
Zastanawiałem się, kim byli wszyscy, kiedy przeszedłem przez balkon i otworzyłem niebiesko-złote podwójne drzwi, wchodząc do Den. – Opuściłem dużo zabawy?
- Wiele. – W jakiś sposób Susan znalazła się przede mną i zatrzymaliśmy się przed kanapami stojącymi przed telewizorem. Położyła rękę na moim torsie, jak przeniosłem wzrok za nią, przesuwając nim po rzędach stolików. – Jestem pewna, że moglibyśmy to nadrobić, ty, Sally i ja.
- Naprawdę? – Dostrzegłem czubek miedzianej głowy i rozpoznałem ciemnoskórego chłopaka siedzącego naprzeciwko niej. Dziewczyny jeszcze coś powiedziały, ale nie skupiałem uwagi. Cofając się, uśmiechnąłem się do nich. – Słuchajcie, muszę lecieć. Do zobaczenia później.
Nie czekałem na odpowiedź, odchodząc i wpychając się przed grupę ludzi, którzy wychodzili na jesienne słońce. Szeroki uśmiech pojawił się na twarzy Jacoba, kiedy mnie zauważył. Powiedział coś do Cukierka, a jej barki się napięły. Nie byłem zaskoczony. Spodziewałem się tego. Za każdym razem, gdy się spotykaliśmy, musieliśmy zaczynać od nowa. Nawet ja byłem zdumiony moją cierpliwością, kiedy chodziło o nią.
- Hej, Cameron! – odezwał się Jacob, strasznie wesoły. - Co słychać?
- Hej, Jacob. Brittany. – Zająłem miejsce obok Cukierka i szturchnąłem ją w ramię. – Avery.
Wymamrotała powitanie i zapytała. - Co porabiasz?
- Och, no wiesz, psoty i chaos.
- Strasznie przypomina mi to Harry’ego Pottera – powiedziała Brit, uśmiechając się blado. – Muszę znowu przeczytać.
Wszystkie oczy zwróciły się na nią.
Czerwień zabarwiła jej policzki, jak przesunęła ręką po włosach. Nie znałem Brittany zbyt dobrze, ale wiedziałem, że chodziła do mojego liceum i zdawała się być całkiem fajna. – Co? – zapytała. - Nie wstydzę się przyznać, że przypadkowe rzeczy przypominają mi o Harrym Potterze.
- Tamten koleś przypomina mi Snape’a. – Wskazałem brodą na stolik za nami. – Więc rozumiem.
Wdzięczny uśmiech przeszedł po twarzy Brittany.
- W każdym razie, co robicie? – Przesunąłem się tak, że nogę przyciskałem do nogi Cukierka. – Bawicie się z M&M’sami i Skittlesami?
- Tak, to i uczymy się na nasz test śród-semestralny z historii w przyszłym tygodniu. Musimy zrobić mapę Europy – wyjaśnił Jacob.
- Au. – Trąciłem jej nogę.
Odwzajemniła przysługę.
- Ale Avery, cudowna Avery… - Uśmiech Jacoba rozszerzył się, gdy wzmocniło się piorunujące spojrzenie Cukierka. – Pomaga nam w nauce.
- To właśnie robi. – Brittany wymieniła spojrzenia z Jacobem, a moje zaciekawienie powiększyło się.
Jacob nachylił się, opierając brodę o rękę. - Zanim zaczęliśmy się uczyć, mówiłem Avery, że powinna nosić zielony kolor o wiele częściej. Robi ją seksowną z tymi jej włosami.
- Podoba ci się na niej zielony kolor, Cam? – zapytała Brit.
Nie zauważyłem, co miała na sobie, ale odwróciłem się do niej, przesuwając spojrzeniem po zielonym swetrze. - Kolor wygląda na niej świetnie, ale wygląda pięknie każdego dnia.
Cukierek zarumieniła się, wypuszczając powietrze.
- Pięknie? – westchnęła Brit.
- Pięknie – powtórzyłem, znowu szturchając jej kolano. – Więc nauczyliście się czegoś?
- Myślę, że tak – powiedziała Cukierek.
- Dzięki tobie. – Jacob podzielił się kolejnym spojrzeniem z Brittany. – Avery zaproponowała tę piosenkę, żeby pomóc mi zapamiętać, gdzie są kraje.
- Zaśpiewaj mu swoją piosenkę. – Brit walnęła ją łokciem, sprawiając, że odbiła się ode mnie.
- Jaką piosenkę?
Potrząsnęła głową. - Nie śpiewam znowu tej piosenki.
Jacob uśmiechnął się. – To Chorwacka piosenka.
Wyraz twarzy Avery mógł zabić.
Roześmiałem się. – Chorwacka piosenka? Co?
- Nie – powiedziałam. – Nie będę znowu śpiewać. To w ogóle nie jest mój talent.
- A jakie masz talenty? – zapytałem, a ona spojrzała na mnie niemożliwie dużymi oczami. – Avery?
- Mów – namawiał Jacob.
Brit podskoczyła. – Talenty są fajne.
- Mogą być. – Myślałem o wszystkich talentach, którymi chętnie bym się z nią podzielił, jak pochyliłem głowę. Nasze usta dzieliło tylko parę centymetrów, a jej ciche westchnienie zadźwięczało w mojej krwi. – Powiedz mi, jakie są twoje talenty, kochanie.
- Kochanie – mruknął Jacob, wzdychając.
- Tańczenie – rzekła. – Tańczyłam. Kiedyś tańczyłam.
Wlało się we mnie zaciekawienie. Jakie były na to szanse? – Jaki rodzaj tańca?
- Sama nie wiem. – Wzięła paczkę Skittlesów, wysypując je na dłoń. – Balet, jazz, stepowanie, współczesny… tego typu.
- Serio? – Jacob uniósł wysoko brwi. – Stepowałem, kiedy miałem z sześć lat, przez jakiś miesiąc, a potem postanowiłem że chcę być strażakiem czy kimś takim. Te gówno było trudne.
Brit parsknęła. - Próbowałam tańca i odkryłam, że nie mam żadnej koordynacji czy gracji poza potrząsaniem tyłkiem. Byłaś w tym dobra?
Cukierek wzruszyła ramionami, nie odrywając wzroku od słodyczy. – Brałam zajęcia przez jakieś dziesięć lat, brałam udział w kilku konkurencjach i zrobiłam wiele recitalów.
- Więc byłaś dobra! – zawołała Brit. – Założę się, że robiłaś te wszystkie szalone obroty i triki.
Nie mogłem w to uwierzyć, kiedy przyglądałem się jej. Była tancerką. Nigdy bym o tym nie pomyślał, ponieważ wszystkie tancerki, które znałem były przepełnione pewnością siebie, ale wyjaśniało to szczupłe mięśnie, które dostrzegłem w jej nogach, takie które nigdy tak naprawdę nie znikały.
- Moja siostra tańczyła od piątego roku życia – powiedziałem jej, nieco zdumiony. - Dalej to robi. Sądzę, że skrzywdziłaby kogoś, gdyby zmusili ją do przestania.
Zjadając Skittlesy, kiwnęła głową. – Tańczenie może być uzależniające, jeśli się je lubi.
- Lub jest się w nim dobrym – wtrąciła Brit.
Uderzyłem jej ramię swoim, przyciągając jej uwagę. Jeżeli tańczyła tak wiele lat, byłem zaskoczony, że mówiła o tym w czasie przeszłym. – Czemu przestałaś?
Odległy wyraz pojawił się w jej spojrzeniu i wiedziałem, że tam gdzie była w tej chwili, nie było to teraźniejszością. Często widziałem u niej te spojrzenie i zawsze zastanawiałem się, gdzie w tych momentach szła.
W końcu wzruszyła ramionami, sięgając po M&M’sy. - Chyba zmęczyłam się tym. Czy twoja siostra bierze udział w konkursach?
Nie wierzyłem jej. Ani trochę. Taniec był we krwi, ale nie naciskałem. Nie teraz. - Podróżuje wszędzie i spędziła lato w Szkole Baletu Joffrey’a na stypendium.
- Cholera jasna! – Otworzyła szeroko usta. – Musi być cholernie dobra.
Pełen dumy, uśmiechnąłem się. – Jest.
Avery uśmiechnęła się do mnie, ale jak minuty przemijały, ten uśmiech zniknął, a wzrok przeniosła na pustą paczkę cukierków. Po tym nic już nie powiedziała, bez względu jak bardzo staraliśmy się wciągnąć ją do rozmowy. Coś się z nią działo i wiedziałem, że miało to coś wspólnego z tym, gdzie poszła, kiedy ucichła.
Gdy wstała do wyjścia, pożegnałem się i wyszedłem za nią na chłodny wiatr i jasne słońce. Milczałem, jak skierowaliśmy się na wzgórze, nie wiedząc jak do niej podejść. Chociaż wiele odkryłem w Avery, to nadal istniało wiele rzeczy, o których nie wiedziałem. Blisko siebie trzymała swoją przeszłość i myśli.
Ktoś wykrzyknął moje imię przy Byrd Center i pomachałem z roztargnieniem, gdy przeszliśmy przez ulicę.
Zatrzymaliśmy się przy pustych ławkach przed Knutti i wziąłem głęboki wdech. - Wszystko w porządku?
Podnosząc brodę, przymrużyła oczy. - Tak, nic mi nie jest. A u ciebie?
Nie czując uśmiechu na twarzy, skinąłem głową. - Wciąż jest aktualny jutrzejszy wieczór?
- Jutrzejszy wieczór? Och! Zadanie astronomiczne. Tak, mi pasuje.
- Dobrze. – Odsunąłem się, wiedząc, że muszę zaciągnąć tyłek do klasy. – Do zobaczenia.
Cukierek odwróciła się, po czym obróciła się z powrotem do mnie. – Cam?
Węzeł pulsował w mojej klatce piersiowej. – Tak?
Bawiła się bransoletką, odrywając ode mnie spojrzenie, zanim znowu na mnie popatrzyła. - Co robiłeś w Den? Czy normalnie nie masz teraz zajęć?
Uśmiechnąłem się, podtrzymując jej wzrok. – Ta, normalnie mam teraz zajęcia, ale chciałem cię zobaczyć.
Zszokowanie błysnęło na jej twarzy, a wtedy uśmiech rozjaśnił jej oczy, zanim w ogóle pojawił się na jej ustach. Czując jak ten węzeł robi zabawną, przekręcającą rzecz, obróciłem się na pięcie, nim mógłbym ją złapać i pocałować.
Bo naprawdę było mi do tego blisko.
Przeszedłem przez ulicę, kiedy przykuło moją uwagę ciche gwizdnięcie. Patrząc w lewo, zobaczyłem Jase’a stojącego pod drzewem z komórką w ręku. Szlag. Musiał przyjść tutaj z Zachodniego Kampusu.
- Opuszczasz zajęcia beze mnie? – zapytał, kiedy podszedłem do niego, jego oczy zasłonięte były przez lotnicze okulary przeciwsłoneczne. Bardzo mało ludzi mogło nosić te okulary bez wyglądania na palantów. Nie byłem jednym z nich.
Wzruszyłem ramionami, przesuwając uwagę za ramię Jase’a, na drugą stronę ulicy, gdzie złapałem ostatnie spojrzenie na Cukierka znikającą za drzwiami Knutti Hall.
Jase westchnął. – Masz obsesję.
- Co?
Wskazał na Knutti. – Nie sądzę, że kiedykolwiek wcześniej opuściłeś zajęcia, żeby spotkać się z dziewczyną.
Zmarszczyłem brwi. – Skąd wiesz, że opuściłem zajęcia, żeby spotkać się z Avery?
Jego brwi uniosły się ponad okularami. – Nie jestem głupi.
- To jest dyskusyjne.
Jase pokazał mi środkowy palec. – No dobra, zobaczmy. Klasa została wcześniej wypuszczona, więc przyszedłem tutaj w samą porę, żeby zobaczyć jak idziesz sobie jak grzeczny chłopczyk. Zawołałem twoje imię. Pomachałeś do mnie i szedłeś dalej – albo gapiłeś się na nią.
Podniosłem brwi, obracając się i kierując do drzwi. – To ty mnie wołałeś?
- Dokładnie – odparł, wzdychając. Popatrzył na mnie i widziałem tylko swoją twarz w jego okularach. – Zgodziła się już z tobą umówić?
- Nie.
Jase potrząsnął głową. – Stary, jesteś taki udupiony, kiedy chodzi o tę dziewczynę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz