Najwyraźniej poważnie błędnie
oceniłem jak „dużo więcej czasu” będzie naprawdę trwać.
Dni zamieniły się w tygodnie, jak
lato przeszło do przeszłości i liście na wszystkich dębach stały się złote i
czerwone. Codziennie niebo zaczęło ciemnieć o minutę wcześniej, a zbierając się
chmury i wiatr nadchodzący z Potomac ostrzegał, że zima była tuż za rogiem.
Zapraszałem Avery na randkę co
najmniej dwa razy w tygodniu. Za każdym razem odmawiała i za każdym razem
stawałem się coraz bardziej zdeterminowany. W pewnej chwili podczas astronomii,
jak pośpiesznie zapisywała notatki, a ja szkicowałem Chevy Impalę Winchesterów,
zdałem sobie sprawę, że cały aspekt tej pogoni
już tak naprawdę nie znajdował się w równaniu.
Spoglądając na nią, kiedy obserwowała
Drage’a przechadzającego się po uniesionej platformie w swoich wypranych kwasem
spodniach, delikatny uśmiech rozciągnął moje usta.
Im więcej czasu spędzałem z Avery,
tym bardziej chciałem z nią być, a tylko ze sobą rozmawialiśmy. Spotykanie się
z laską, tylko odprężanie się bez żadnej fizycznej zabawy, było dla mnie
niezbadanym terenem. Podczas gdy chciałem więcej, o wiele więcej, byłem zadowolony tylko z nią będąc. A to było
dla mnie bardzo nowe.
Każdej niedzieli pokazywałem się w
jej mieszkaniu z jajkami i innym typem upieczonych pyszności, dowiadując się
całkiem szybko, że pozyskiwało ją wszystko czekoladowe. Za drugim razem jak
przyszedłem, była tak szczęśliwa widząc mnie, jak za pierwszym razem, ale
szybko przestała udawać. A naprawdę udawała, ponieważ to jak ociepliły się jej
brązowe oczy, kiedy mnie zobaczyła powiedziało mi to, czego nie chciała
powiedzieć na głos.
Zawsze była ostrożna, za każdym razem
kiedy byliśmy razem, ale po jakimś czasie zaczynała się odprężać, a wtedy
pokazywała głowę prawdziwa Avery.
Profesor Drage przerwał swój wykład i
Cukierek przestała pisać, obracając prawą ręką w nadgarstku, jakby chciała go
rozluźnić.
Opuszczając mój długopis na kolana,
nie myślałem o tym, co robię. Jeśli chodziło o Cukierka, to rzadko kiedy
myślałem. Może w tym tkwił problem.
Cukierek sapnęła, gdy zabrałem jej
długopis z palców i położyłem go na jej zeszycie. Obróciła do mnie głowę,
unosząc brwi. – Co ty wyprawiasz? – zapytała cicho.
- Nic – mruknąłem, przysuwając się do
niej.
Klatka piersiowa Avery uniosła się,
jak objąłem rękami jej prawą. – Coś robisz.
- Cii. – Przycisnąłem kciuki do jej
dłoni, delikatnie przebiegając nimi po bokach, po jej małym palcu i pomiędzy.
Rozszerzyła oczy, przesuwając nimi z
naszych rąk do twarzy. – Co… co robisz?
- A na co to wygląda? – szepnąłem,
przenosząc kciuki do jej palca serdecznego, a potem środkowego, kreśląc ścieżkę
kruchych kości. – Twoja ręka wyglądała, jakby miała skurcz. Robię dobry uczynek
dnia.
- Ale…
- Cicho. – Wsunąłem palec do
mięsistej części między palcem wskazującym a kciukiem, a Avery sapnęła. – Wpakujesz
nas w kłopoty.
Różowe plamy zabarwiły jej policzki.
– To ty mnie dotykasz.
- A ty robisz hałas.
Zamknęła usta, gdy odwróciłem jej
rękę, masując wnętrze dłoni. Nabrała głębokiego tchu, po czym oparła się o
siedzenie, jej ramię i ciało nie było już tak sztywne. Obserwowałem ją spod
rzęs, a kiedy przygryzła dolną wargę, te działanie przeszło na wskroś mnie. Mój
penis podskoczył i nagle zorientowałem się, że to co robiłem nie było zbyt
dobrym pomysłem. Nic nie było bardziej niezręcznego niż erekcja podczas zajęć.
Ale jej skóra rozgrzała się pod moją,
gładka i miękka jak atłas, i David Beckham mógł kopnąć piłkę w moją głowę, a ja
nie potrafiłbym przestać.
Przesunąłem ręce do jej nadgarstka,
wsuwając je pod rękaw jej lekkiego sweterka. Tam jej skóra była jeszcze
miększa, cienka niebieska żyła tworzyła delikatną linię, którą chciałem
zarysować wargami, a potem językiem.
Boże, chciałem posmakować jej skóry.
Moje spodnie wydawały się zmniejszyć o trzy rozmiary w okolicach krocza. Nie
było wątpliwości, że czułem do niej pociąg, ale czasami, tak jak w tej chwili,
było to niemal bolesne. Zastanawiałem się czy mógłbym ją pocałować – czy
ktokolwiek dostrzegłby, gdybym uniósł jej rękę do ust? Byliśmy dosyć daleko na
tyle, żeby Drage nie miał pojęcia co robiliśmy, nawet gdybym naprawdę ją
pocałował… albo wsunął dłoń między te ładne uda.
Ale coś… te pieprzone mrowienie na
karku mnie powstrzymywało. Nie mając bladego pojęcia gdzie zdobyłem ten poziom
samokontroli, zmusiłem się do odłożenia jej dłoni i odchyliłem się, zanim
mógłbym zrobić coś głupiego. A w tej chwili byłem w stanie zrobić wiele
głupiego. Minęło kilkanaście sekund, gdy spowolniałem oddech i dopiero wtedy
mogłem na nią spojrzeć.
Cukierek wpatrywała się we mnie, jej
oczy były pełne tajemnic. Nasze spojrzenia połączyły się i przeszło między nami
coś nieskończonego, iskra, którą przysięgam, że mogłem prawie zobaczyć własnymi
oczami.
Boże, brzmiałem jak ciota.
- Dziękuję – powiedziała trochę bez
tchu, podnosząc swój długopis.
Zsuwając się w miejscu, rozparłem
uda, mając nadzieję na złagodzenie bólu, ale wyobrażałem sobie, że będę szedł
do Butcher Center z erekcją. – Avery? – szepnąłem.
- Cam? – odszepnęła tak samo cicho.
- Umów się ze mną.
Jej gardło poruszyło się w
przełknięciu śliny, a usta drgnęły w lekkim uśmiechu. – Nie.
Opierając głowę o krzesło,
uśmiechnąłem się szeroko.
W środę powinienem być na Zasadach
Odżywiania Sportowego razem z Olliem i Jasem, ale nie chciało mi się iść na
piechotę aż do Butcher Center. Gdybym pojechał, to straciłbym swoje miejsce
parkingowe, a to byłoby naprawdę do dupy.
I stałem przed Den, co przypadkowo
było w porze, kiedy Avery jadła lunch razem z przyjaciółmi. Nie żeby moja
obecność miała cokolwiek wspólnego z Cukierkiem.
Och, kogo ja do cholery oszukiwałem?
Dokładnie wiedziałem, dlaczego mój biały tyłek stał przed Den. Wspiąłem się po
schodach, kiedy otworzyły się drzwi księgarni.
- Cam!
Zatrzymałem się na ten przenikliwy
krzyk, odwracając się, żeby zobaczyć Susan i Sally. Albo to były Molly i Mary?
Nie miałem pojęcia. Ta dwójka wyglądała dla mnie identycznie. Jedna miała
platynowo-blond włosy, a druga jasnobrązowe z platynowymi pasemkami. Obie były
opalone. Obie miały krągłe, jędrne ciała i sądzę, że mogłem kiedyś całować się
z jedną z nich.
Albo obiema.
- Hej – powiedziałem, uśmiechając
się. – Co robicie?
- Nic – odparła wyższa blondynka.
Wskoczyła po schodach, jej przyjaciółka blisko za nią podążała. Wtedy
zorientowałem się, że to była Susan,
co oznaczało, że druga musiała być Sally. – Wieczność cię nie widziałam.
- Wieki – dodała Sally. – Ostatnio
nie byłeś na żadnych imprezach.
To było prawdą. Minęły tygodnie,
jeśli nie miesiące, odkąd brałem udział w jakiejś imprezie organizowanej przez
bractwa. Zacząłem znowu wspinać się po schodach. – Byłem zajęty.
Susan wydęła wargi, przerzucając
włosy przez ramię. – Niefajnie. Wszyscy za tobą tęsknią.
Zastanawiałem się, kim byli wszyscy,
kiedy przeszedłem przez balkon i otworzyłem niebiesko-złote podwójne drzwi,
wchodząc do Den. – Opuściłem dużo zabawy?
- Wiele. – W jakiś sposób Susan
znalazła się przede mną i zatrzymaliśmy się przed kanapami stojącymi przed
telewizorem. Położyła rękę na moim torsie, jak przeniosłem wzrok za nią,
przesuwając nim po rzędach stolików. – Jestem pewna, że moglibyśmy to nadrobić,
ty, Sally i ja.
- Naprawdę? – Dostrzegłem czubek
miedzianej głowy i rozpoznałem ciemnoskórego chłopaka siedzącego naprzeciwko
niej. Dziewczyny jeszcze coś powiedziały, ale nie skupiałem uwagi. Cofając się,
uśmiechnąłem się do nich. – Słuchajcie, muszę lecieć. Do zobaczenia później.
Nie czekałem na odpowiedź, odchodząc
i wpychając się przed grupę ludzi, którzy wychodzili na jesienne słońce.
Szeroki uśmiech pojawił się na twarzy Jacoba, kiedy mnie zauważył. Powiedział
coś do Cukierka, a jej barki się napięły. Nie byłem zaskoczony. Spodziewałem
się tego. Za każdym razem, gdy się spotykaliśmy, musieliśmy zaczynać od nowa.
Nawet ja byłem zdumiony moją cierpliwością, kiedy chodziło o nią.
- Hej, Cameron! – odezwał się Jacob,
strasznie wesoły. - Co słychać?
- Hej, Jacob. Brittany. – Zająłem
miejsce obok Cukierka i szturchnąłem ją w ramię. – Avery.
Wymamrotała powitanie i zapytała. - Co
porabiasz?
- Och, no wiesz, psoty i chaos.
- Strasznie przypomina mi to
Harry’ego Pottera – powiedziała Brit, uśmiechając się blado. – Muszę znowu
przeczytać.
Wszystkie oczy zwróciły się na nią.
Czerwień zabarwiła jej policzki, jak
przesunęła ręką po włosach. Nie znałem Brittany zbyt dobrze, ale wiedziałem, że
chodziła do mojego liceum i zdawała się być całkiem fajna. – Co? – zapytała. - Nie
wstydzę się przyznać, że przypadkowe rzeczy przypominają mi o Harrym Potterze.
- Tamten koleś przypomina mi Snape’a.
– Wskazałem brodą na stolik za nami. – Więc rozumiem.
Wdzięczny uśmiech przeszedł po twarzy
Brittany.
- W każdym razie, co robicie? – Przesunąłem
się tak, że nogę przyciskałem do nogi Cukierka. – Bawicie się z M&M’sami i
Skittlesami?
- Tak, to i uczymy się na nasz test
śród-semestralny z historii w przyszłym tygodniu. Musimy zrobić mapę Europy –
wyjaśnił Jacob.
- Au. – Trąciłem jej nogę.
Odwzajemniła przysługę.
- Ale Avery, cudowna Avery… - Uśmiech
Jacoba rozszerzył się, gdy wzmocniło się piorunujące spojrzenie Cukierka. –
Pomaga nam w nauce.
- To właśnie robi. – Brittany
wymieniła spojrzenia z Jacobem, a moje zaciekawienie powiększyło się.
Jacob nachylił się, opierając brodę o
rękę. - Zanim zaczęliśmy się uczyć, mówiłem Avery, że powinna nosić zielony kolor
o wiele częściej. Robi ją seksowną z tymi jej włosami.
- Podoba ci się na niej zielony
kolor, Cam? – zapytała Brit.
Nie zauważyłem, co miała na sobie,
ale odwróciłem się do niej, przesuwając spojrzeniem po zielonym swetrze. - Kolor
wygląda na niej świetnie, ale wygląda pięknie każdego dnia.
Cukierek zarumieniła się,
wypuszczając powietrze.
- Pięknie? – westchnęła Brit.
- Pięknie – powtórzyłem, znowu
szturchając jej kolano. – Więc nauczyliście się czegoś?
- Myślę, że tak – powiedziała
Cukierek.
- Dzięki tobie. – Jacob podzielił się
kolejnym spojrzeniem z Brittany. – Avery zaproponowała tę piosenkę, żeby pomóc
mi zapamiętać, gdzie są kraje.
- Zaśpiewaj mu swoją piosenkę. – Brit
walnęła ją łokciem, sprawiając, że odbiła się ode mnie.
- Jaką piosenkę?
Potrząsnęła głową. - Nie śpiewam
znowu tej piosenki.
Jacob uśmiechnął się. – To Chorwacka
piosenka.
Wyraz twarzy Avery mógł zabić.
Roześmiałem się. – Chorwacka piosenka?
Co?
- Nie – powiedziałam. – Nie będę
znowu śpiewać. To w ogóle nie jest mój talent.
- A jakie masz talenty? – zapytałem,
a ona spojrzała na mnie niemożliwie dużymi oczami. – Avery?
- Mów – namawiał Jacob.
Brit podskoczyła. – Talenty są fajne.
- Mogą być. – Myślałem o wszystkich
talentach, którymi chętnie bym się z nią podzielił, jak pochyliłem głowę. Nasze
usta dzieliło tylko parę centymetrów, a jej ciche westchnienie zadźwięczało w
mojej krwi. – Powiedz mi, jakie są twoje talenty, kochanie.
- Kochanie – mruknął Jacob,
wzdychając.
- Tańczenie – rzekła. – Tańczyłam. Kiedyś tańczyłam.
Wlało się we mnie zaciekawienie.
Jakie były na to szanse? – Jaki rodzaj tańca?
- Sama nie wiem. – Wzięła paczkę
Skittlesów, wysypując je na dłoń. – Balet, jazz, stepowanie, współczesny… tego
typu.
- Serio? – Jacob uniósł wysoko brwi.
– Stepowałem, kiedy miałem z sześć lat, przez jakiś miesiąc, a potem
postanowiłem że chcę być strażakiem czy kimś takim. Te gówno było trudne.
Brit parsknęła. - Próbowałam tańca i
odkryłam, że nie mam żadnej koordynacji czy gracji poza potrząsaniem tyłkiem.
Byłaś w tym dobra?
Cukierek wzruszyła ramionami, nie
odrywając wzroku od słodyczy. – Brałam zajęcia przez jakieś dziesięć lat,
brałam udział w kilku konkurencjach i zrobiłam wiele recitalów.
- Więc byłaś dobra! – zawołała Brit.
– Założę się, że robiłaś te wszystkie szalone obroty i triki.
Nie mogłem w to uwierzyć, kiedy
przyglądałem się jej. Była tancerką. Nigdy bym o tym nie pomyślał, ponieważ
wszystkie tancerki, które znałem były przepełnione pewnością siebie, ale
wyjaśniało to szczupłe mięśnie, które dostrzegłem w jej nogach, takie które
nigdy tak naprawdę nie znikały.
- Moja siostra tańczyła od piątego
roku życia – powiedziałem jej, nieco zdumiony. - Dalej to robi. Sądzę, że
skrzywdziłaby kogoś, gdyby zmusili ją do przestania.
Zjadając Skittlesy, kiwnęła głową. –
Tańczenie może być uzależniające, jeśli się je lubi.
- Lub jest się w nim dobrym –
wtrąciła Brit.
Uderzyłem jej ramię swoim,
przyciągając jej uwagę. Jeżeli tańczyła tak wiele lat, byłem zaskoczony, że
mówiła o tym w czasie przeszłym. – Czemu przestałaś?
Odległy wyraz pojawił się w jej
spojrzeniu i wiedziałem, że tam gdzie była w tej chwili, nie było to
teraźniejszością. Często widziałem u niej te spojrzenie i zawsze zastanawiałem
się, gdzie w tych momentach szła.
W końcu wzruszyła ramionami, sięgając
po M&M’sy. - Chyba zmęczyłam się tym. Czy twoja siostra bierze udział w
konkursach?
Nie wierzyłem jej. Ani trochę. Taniec
był we krwi, ale nie naciskałem. Nie teraz. - Podróżuje wszędzie i spędziła
lato w Szkole Baletu Joffrey’a na stypendium.
- Cholera jasna! – Otworzyła szeroko
usta. – Musi być cholernie dobra.
Pełen dumy, uśmiechnąłem się. – Jest.
Avery uśmiechnęła się do mnie, ale
jak minuty przemijały, ten uśmiech zniknął, a wzrok przeniosła na pustą paczkę
cukierków. Po tym nic już nie powiedziała, bez względu jak bardzo staraliśmy
się wciągnąć ją do rozmowy. Coś się z nią działo i wiedziałem, że miało to coś
wspólnego z tym, gdzie poszła, kiedy ucichła.
Gdy wstała do wyjścia, pożegnałem się
i wyszedłem za nią na chłodny wiatr i jasne słońce. Milczałem, jak
skierowaliśmy się na wzgórze, nie wiedząc jak do niej podejść. Chociaż wiele
odkryłem w Avery, to nadal istniało wiele rzeczy, o których nie wiedziałem.
Blisko siebie trzymała swoją przeszłość i myśli.
Ktoś wykrzyknął moje imię przy Byrd
Center i pomachałem z roztargnieniem, gdy przeszliśmy przez ulicę.
Zatrzymaliśmy się przy pustych
ławkach przed Knutti i wziąłem głęboki wdech. - Wszystko w porządku?
Podnosząc brodę, przymrużyła oczy. - Tak,
nic mi nie jest. A u ciebie?
Nie czując uśmiechu na twarzy,
skinąłem głową. - Wciąż jest aktualny jutrzejszy wieczór?
- Jutrzejszy wieczór? Och! Zadanie
astronomiczne. Tak, mi pasuje.
- Dobrze. – Odsunąłem się, wiedząc,
że muszę zaciągnąć tyłek do klasy. – Do zobaczenia.
Cukierek odwróciła się, po czym
obróciła się z powrotem do mnie. – Cam?
Węzeł pulsował w mojej klatce
piersiowej. – Tak?
Bawiła się bransoletką, odrywając ode
mnie spojrzenie, zanim znowu na mnie popatrzyła. - Co robiłeś w Den? Czy
normalnie nie masz teraz zajęć?
Uśmiechnąłem się, podtrzymując jej
wzrok. – Ta, normalnie mam teraz zajęcia, ale chciałem cię zobaczyć.
Zszokowanie błysnęło na jej twarzy, a
wtedy uśmiech rozjaśnił jej oczy, zanim w ogóle pojawił się na jej ustach. Czując
jak ten węzeł robi zabawną, przekręcającą rzecz, obróciłem się na pięcie, nim
mógłbym ją złapać i pocałować.
Bo naprawdę było mi do tego blisko.
Przeszedłem przez ulicę, kiedy
przykuło moją uwagę ciche gwizdnięcie. Patrząc w lewo, zobaczyłem Jase’a stojącego
pod drzewem z komórką w ręku. Szlag. Musiał przyjść tutaj z Zachodniego
Kampusu.
- Opuszczasz zajęcia beze mnie? –
zapytał, kiedy podszedłem do niego, jego oczy zasłonięte były przez lotnicze
okulary przeciwsłoneczne. Bardzo mało ludzi mogło nosić te okulary bez
wyglądania na palantów. Nie byłem jednym z nich.
Wzruszyłem ramionami, przesuwając
uwagę za ramię Jase’a, na drugą stronę ulicy, gdzie złapałem ostatnie
spojrzenie na Cukierka znikającą za drzwiami Knutti Hall.
Jase westchnął. – Masz obsesję.
- Co?
Wskazał na Knutti. – Nie sądzę, że
kiedykolwiek wcześniej opuściłeś zajęcia, żeby spotkać się z dziewczyną.
Zmarszczyłem brwi. – Skąd wiesz, że
opuściłem zajęcia, żeby spotkać się z Avery?
Jego brwi uniosły się ponad
okularami. – Nie jestem głupi.
- To jest dyskusyjne.
Jase pokazał mi środkowy palec. – No
dobra, zobaczmy. Klasa została wcześniej wypuszczona, więc przyszedłem tutaj w
samą porę, żeby zobaczyć jak idziesz sobie jak grzeczny chłopczyk. Zawołałem
twoje imię. Pomachałeś do mnie i
szedłeś dalej – albo gapiłeś się na nią.
Podniosłem brwi, obracając się i
kierując do drzwi. – To ty mnie wołałeś?
- Dokładnie – odparł, wzdychając.
Popatrzył na mnie i widziałem tylko swoją twarz w jego okularach. – Zgodziła
się już z tobą umówić?
- Nie.
Jase potrząsnął głową. – Stary, jesteś taki udupiony,
kiedy chodzi o tę dziewczynę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz