6.1.14

Dwadzieścia dwa


- Nie przyjdziesz dzisiaj, co nie? – zapytał Jase, jego głos był ledwie słyszalny ponad dudniącą muzyką.
Wkładając stopy do butów, trzymałem komórkę między policzkiem i barkiem. – Nie. Zabieram Avery na kolację. Może jeśli wrócimy…
- Nie potrzeba wyjaśnień. Nie winię cię. – Brzmiał na znudzonego, nie mną, ale całą tą sceną. Przez chwilę trwała cisza. – Twoja dziewczyna nie wygląda na typ imprezowiczki.
Zawiesiłem się na zwrocie „twoja dziewczyna” i przypływ dumy, który przeze mnie przez to przeszedł trwał zapewne o sekundę zbyt długo. – Nie sądzę.
Jase zachichotał cicho. – Zmieniła cię w innego człowieka, co?
Uśmiechnąłem się, biorąc klucze. Jase mógł mieć rację. Odkąd poznałem Avery w sierpniu zmieniło się wiele moich nawyków, a nawet jeszcze więcej podczas tygodni następujących po wieczorze walki. – Coś w tym stylu.
- Bawcie się dobrze. Nie zapłodnij jej.
Parsknąłem śmiechem. – Jase, stary, daj spokój…
Znowu zachichotał. – Żartuję.
Wywracając oczami, pożegnałem się i skierowałem się do Avery.
Zjedliśmy szybką kolację w Martinsburgu i wróciliśmy do jej mieszkania. Zrobiłem postój u siebie i zabrałam Rafaela, pozwalając mu trochę pochodzić po kuchni Avery. Mały koleś potrzebował przecież ćwiczeń. A Cukierkowi wydawało się podobać unoszenie go i obracanie w innym kierunku, tak że chodził między nami w tę i z powrotem. Nie było to coś, co myślałem, że kiedykolwiek będę robił w sobotni wieczór, ale nie nudziło mi się ani nie chciałem być nigdzie indziej. Prawdę mówiąc bawiłem się bardziej niż na imprezach bractwa.
- To terrarium. – Poprawiłem ją, kiedy nazwała jego siedlisko akwarium. - I ma świetne terrarium. Kupiłem mu nowe na urodziny.
- Wiesz, kiedy są jego urodziny? – Uśmiechała się.
- Tak. 26 lipca. – Jeśli o tym mowa… – Kiedy są twoje urodziny?
- Uch, masz chwilę zanim będziesz musiał się tym martwić. – Skrzyżowała kostki. - Kiedy są twoje?
- 15 czerwca. – Nie będę zniechęcony. - Kiedy są twoje, Avery?
Westchnęła. – Były 2 stycznia.
- Przegapiłem twoje urodziny? – Uniosłem brwi, pochylając się do przodu.
- To nic wielkiego. – Wzruszyła ramionami. – Pojechałam do Smithsonian, a potem zachorowałam, więc pewnie dobrze, że cię nie było.
Pojechała do Smithsonian…? Wtedy to do mnie dotarło i poczułem się jak dupek. – O rany, dlatego powiedziałaś, że chcesz iść tam drugiego. Byłaś sama? Cholera. Czuję się tak…
- Przestań – powiedziała, unosząc rękę. – Nie musisz czuć się okropnie. Nie zrobiłeś niczego złego.
Wiedziałem, że nie zrobiłem niczego złego. Zabrałbym ją tam, gdyby mi pozwoliła, ale i tak nie czułem się z tym najlepiej. – Cóż, zawsze jest następny rok.
Jej wargi rozciągnęły się szerokim uśmiechu, który sprawił, że zadrżało mi serce. Potrzebując chwili dla siebie zanim zrobiłbym coś niewiarygodnie głupiego jak rozczulenie się i w ogóle, wziąłem Rafaela i zabrałem go do domu, obiecując, że zaraz wrócę. Planowałem porozmawiać z nią o tym, co zrobiłem, ale kiedy wróciłem dostrzegłem Cukierka stojącą w korytarzu prowadzącym do jej sypialni z miną, która robiła zabawne rzeczy z moimi wnętrznościami.
Wyraz jej twarzy był po części wyczekujący, a po części niepewny, a tkwiąca za tym siła napędowa niewinnej ciekawości dosłownie zgasiła wszystkie myśli w mojej głowie. Nie miałem pojęcia dlaczego w tej chwili ważne było rozmawianie o poważnych sprawach. Od niedzieli, kiedy wszystko sobie wyjaśniliśmy, robiłem wszystko tak wolno, że zastanawiałam się czy mogę być jeszcze wolniejszy. Każdej nocy kończyłem sam na sam ze sobą do punktu, gdzie zaczynała mi drętwieć ręka podczas zapisywania notatek na zajęciach.
Warto było jednak. Ostatnią rzeczą jakiej chciałem to ją poganiać, ale teraz…
Avery oblizała dolną wargę, jak ściągnąłem swój sweter, kładąc go na oparciu kanapy. Jej wzrok opadł na skórę odsłoniętą między moją bluzką i dżinsami, i rumieniec oblał jej policzki.
Tak, Cukierek wyglądała jakby chciała być poganiana.
Usiadłem na kanapie, kiedy ona pozostała w korytarzu, bawiąc się brzegiem jej swetrowej sukienki w łagodnym blasku telewizora. Gdy ściągnęła wcześniej rajstopy, po powrocie z kolacji, spędziłem bezbożną ilość czasu wpatrując się w jej nagie nogi jak nastolatek, który nigdy nie widział tyle skóry.
- Zamierzasz tutaj przyjść czy patrzeć na mnie przez resztę wieczora? – zapytałem, uśmiechając się, jak wzięła głęboki wdech i powoli podeszła do kanapy. Uniosłem rękę, żeby posadzić ją obok siebie, ale mała Cukierek miała zaplanowane coś zupełnie innego.
Mój uśmiech zniknął, jak postawiła kolana po obu stronach moich ud i usiadła na moich kolanach. Reakcja mojego ciała była absurdalnie natychmiastowa. Stwardniałem, gdy zacisnąłem palce na jej biodrach. – Hej, kochanie.
- Hej – szepnęła.
- Tak bardzo za mną tęskniłaś? Nie było mnie tylko parę minut.
Położyła ręce na moich barkach, zsuwając się na dół, zbliżając nasze ciała we wszystkich właściwych miejscach. – Może.
Przesuwając dłońmi po jej bokach, objąłem jej policzki. Musiała czuć mnie między udami. Nie dało się tego ukryć. – Co robisz?
Wysunęła język, zwilżając usta, a ja powstrzymałem jęk. – Na co to wygląda?
- Mogę pomyśleć o kilku rzeczach. – Przejechałem kciukami po jej policzkach, czekając na to, co zamierzała. Prawda była taka, że cokolwiek chciała zrobić, byłem skłonny od razu się do tego przyłączyć. – Wszystkie sprawiają, że jestem ekstremalnie zainteresowany.
- Zainteresowany? To dobrze.
Jej spojrzenie spotkało się z moim na krótką chwilę, a potem jej rzęsy opadły, osłaniając jej oczy, jak skróciła między nami odległość. Musnęła wargami moje usta, wolno i słodko. Potem zwiększyła nacisk. Pozwoliłem jej prowadzić, podążając za jej ruchami, jak pocałunek się pogłębił. Rozłożyłem ręce na jej policzkach, gdy rozchyliła usta. Dotknąłem języka jej języka, a ona nieśmiało zrobiła to samo. Coś w tym doprowadzało mnie do szału. Może wiedza, że uczyła się tego wszystkiego ze mną.
Przesunąłem dłońmi po jej plecach i wygięła się do tej pieszczoty. Zacisnąłem ręce na jej talii, jak poruszyła biodrami. Dobry Boże, zabije mnie sposób w jakim poruszała się na moich kolanach. Zadrżałem, zaciskając prawą rękę na jej sukience, przesuwając ją w górę jej uda. Musiałem ją dotknąć.
Przenosząc drugą rękę na jej klatkę piersiową, przesunąłem nią po jej żebrach i objąłem jedną pierś. Ucząc się kształtów jej ciała, przejechałem dłonią po czubku. Avery przerwała pocałunek, jęcząc jak zrobiłem kciukiem kółko na pączku.
- Podobało ci się to?
- Tak – wydyszała.
Ach, to właśnie chciałem usłyszeć. Drażniłem ją, układając małe pocałunki na jej szyi, odchylając jej głowę. Przycisnęła pierś do mojej ręki, raz jeszcze poruszając biodrami. Po moim kręgosłupie przepłynęła intensywna przyjemność. Wydając niski dźwięk w gardle, odsunąłem się, patrząc jak rozpływa się po niej rumieniec pobudzenia.
Cholera, była piękna.
- Powiedz mi, czego chcesz, kochanie. – Nakryłem jej drugą pierś, czując sutek przez jej ubrania. Nie chciałbym, żeby zrobił się samotny. – Cokolwiek. A ja to zrobię.
Jej pierś uniosła się gwałtownie. – Dotykaj mnie.
Moje ciało napięło się, a potem zadrżało. Kiedy się odezwałem, ledwo co rozpoznawałem własny głos. – Mogę?
Wsunąłem ręce łódkowy dekolt jej sukienki, gdy potaknęła i zsunąłem materiał z jej ramion, odkrywając ją. Zsunąłem ją w dół, uwalniając jej ramiona i pozwalając sukience zebrać się na jej talii.
- Piękna. – Przesunąłem palcem po brzegu koronki jej stanika. – Spójrz na ten rumieniec. Tak cholernie piękna.
Schylając głowę, zamknąłem usta na czubku jej piersi, całując ją przez cienki atłas. Wymknął jej się stłumiony krzyk, gdy złapałem ją za biodra, głęboko ssąc. Serce obijało się o moje żebra, kiedy zacisnęła palce na moich włosach, trzymając mnie blisko, jak przeniosłem się na drugą pierś. Przygryzłem ją delikatnie i zostałem nagrodzony kolejnym ochrypłym krzykiem.
Jej ciało już drżało przy moim, ale nie byłem nawet blisko skończenia z nią. Wsunąłem dłonie pod brzeg spódnicy, przesuwając je w górę jej gładkich ud i znakując drogę pocałunków do jej słodko opuchniętych warg.
- Powiedz mi coś, kochanie. – Robiłem maleńki kółka na wnętrzu jej uda, zbliżając się centrum. – Doszłaś już wcześniej?
Zesztywniała z zawstydzeniem, a gdy nie odpowiedziała, przesunąłem te małe kółka w dół jej uda. – Tak – odparła.
- Sama? – Wróciłem ręką w górę jej uda.
Przysunęła się bliżej, przyciskając się do mojej erekcji i oparła czoło na moim. – Tak.
Czułem ulgę to słysząc, chociaż nie powinienem być zaskoczony. Przejechałem palcem po środku jej wilgotnych majtek. Jej ciało drgnęło w kuszący sposób. Nie przestawałem poruszać delikatnie palcem w górę i w dół.
Mógłbym wiecznie jej dotykać.
Może mogę. Moglibyśmy tutaj zostać z jedną ręką głęboko między jej udami i drugą ściskającą jej pierś. Mógłbym sobie z tym poradzić.
Ale wtedy Avery się poruszyła.
Przesunęła dłonią po mojej klatce piersiowej, mięśniach brzucha, zatrzymując się na paskiem spodni. Mój penis nabrzmiał przez to jak blisko była. Po części chciałem wziąć ją za rękę i to skończyć, ale z drugiej strony martwiłem się, że stracę kontrolę, kiedy mnie dotknie. Poruszyła biodrami, jak raz jeszcze przejechałem palcami między jej udami, dotykając kłębka nerwów.
Chętnie zaryzykowałbym stracenie kontroli.
Przygryzając jej dolną wargę, znieruchomiałem pod nią. – Czego chcesz, Avery?
- Chcę… chcę cię dotknąć. – Po jej twarzy przebiegł wyraz zaskoczenia. – Ale nie wiem co lubisz.
O Boże, jęknąłem na jej słowa i rozkosz popłynęła do mojego czubka. Położyłem na jej ręce swoją dłoń. – Kochanie, cokolwiek zrobisz, to będzie mi się to podobało.
- Naprawdę?
- Do diabła, tak. – Oparłem się o kanapę, tworząc pomiędzy nami przestrzeń. – Cokolwiek chcesz ze mną zrobić, będę to uwielbiał. Nie musisz się tym martwić.
Szczęście i żar zabłysło w jej oczach, a wtedy spuściła rzęsy i odpięła guzik moich spodni, rozpinając rozporek. Zachichotałem, gdy sapnęła.
- Łatwy dostęp. – Sięgnąłem między nami, wyciągając się.
Avery nie odwracała wzroku i nie było nic seksowniejszego od tego. Całe moje ciało było naprężone jak cięciwa łuku. Nie mogłem się powstrzymać. Przesunąłem dłonią od czubka do podstawy, a moje serce przyśpieszyło rytm.
- Myślałam o tobie – wyszeptała.
Każdy mięsień w moim ciele znieruchomiał. – Jak?
Zawahała się. - Kiedy… dotykałam siebie, myślałam o tobie.
- Cholera jasna – warknąłem i zacisnąłem szczękę. Niemal doszedłem tu i teraz. Myślała o mnie, kiedy się dotykała? Dobry potężny Boże i diable na dole… – To najseksowniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek usłyszałem.
Jej usta uniosły się w kącikach i pocałowałem ją, mocniej niż powinienem, ale ona się nie odsunęła. Położyłem jej rękę na sobie, oplatając jej palce wokół mojej grubości. W pierwszym kontakcie moje ciało zadrgało, a wtedy przesunęła dłonią w górę i w dół.
To co brakowało jej w umiejętności, cholernie dobrze nadrabiała w zapale. Niewinność w jakiej mnie dotykała była niemal zbyt duża do zniesienia.
- Jesteś idealna – mruknąłem w jej usta, wsuwając rękę z powrotem pomiędzy jej uda.
Nasze oddechy się zmieszały, szybkie i ciężkie, jak obejmowałem ją przez jej majtki, przyciskając wnętrze dłoni do jej łechtaczki, wsuwając palec do jej ciepła, rozdzielonego tylko nietrwałą barierą. Nie odrywałem od niej ust, ssąc jej język, jak poruszała się na mojej dłoni, a ja w jej.
Poczułem jak jej ciało się napięło, a potem wykrzyknęła. – Cam!
Jej ciało drżało na mojej ręce, fala po fali, jak ją uspokajałem. Dreszcze przebiegły po moim ciele, jak przelał się przeze mnie własny orgazm. Doszedłem mocniej niż kiedykolwiek i byłem tym zdumiony. Ona trzymała się mnie, opierając głowę na moim ramieniu, a ja objąłem ją w talii jedną ręką.
Dopiero kiedy stałem się zbyt czuły, delikatnie zabrałem jej rękę. Była bezwładna w moich ramionach, gdy przytuliłem ją do piersi. Wiedziałem, że muszę ją puścić. Zrobiłem bałagan z siebie i niej, ale nie chciałem jeszcze rozdzielać się z jej ciałem.
Wyciągając dłoń, uniosłem jej głowę i ucałowałem jej powieki, a potem rozchylone usta. Rozciągnęła się między nami cisza, komfortowa dopóki nie poczułem jak napięła się w moich ramionach. Zalał mnie niepokój. Wiedziałem, że jej nie zraniłem, ale może to było zbyt dużo?
- Hej – powiedziałem, przesuwając kciukiem po jej policzku. W jej oczach było zmartwienie. – Wszystko w porządku? Ja nie…
- Było idealnie. – Pocałowała mnie w szczękę, zamykając oczy. – To jest idealne.
Avery miała rację. Boże, to był najidealniejszy moment mojego życia, ale poczułem w żołądku kulę niepokoju. Omiatała ją chmura. Teraz zniknęła, ale była tam i nie mogłem powstrzymać się od lęku, że wróci.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz