6.1.14

Dwadzieścia cztery


- Nie sądzisz, że na dzisiaj wystarczy już tych róż? – zapytał Ollie, wskazując na różę, którą trzymałem w ręce. Potem spojrzał na najnowszy dodatek w kącie salonu. – Plus to? Sprawiasz, że reszta nas facetów wygląda źle.
Jase roześmiał się ze swojego miejsca na kanapie, trzymając butelkę piwa w ręce. – Nie sądzę, że mógłbyś wyglądać jeszcze źlej, Ollie.
Burknął, kładąc nogi na stoliku do kawy. – Przynajmniej wiem, że „źlej” nie jest słowem.
Jase uśmiechnął się ironicznie. – I tylko tyle wiesz.
Wytoczyłem prezent Cukierka na korytarz i odwróciłem się do nich, unosząc brwi. – Będziecie tutaj całą noc, upijając się?
- Tak – odpowiedzieli jednym głosem.
- No to dobrej zabawy. – Salutując im, wyszedłem na zewnątrz i umieściłem jej prezent obok drzwi, przy ścianie. Zapukałem, walcząc z idiotycznym uśmiechem, jak usłyszałem ciche odgłosy dochodzące z jej prezentu.
Avery otworzyła drzwi, spuszczając wzrok na różę. – Dla mnie?
- Oczywiście – powiedziałem, podając jej ją i wszedłem do środka. – Naprawdę mi przykro, że nie mogę dzisiaj nigdzie cię zabrać, ale…
- To nic. Wiem, że masz te spotkania. – Zaniosła różę do wazonu na blacie kuchennym, gdzie była reszta róż, które jej dałem. Patrząc na mnie przez ramię, przekrzywiła głowę na bok. - Co robisz?
Uśmiechnąłem się. – Zostań tam gdzie jesteś i zamknij oczy.
- Muszę zamknąć oczy?
- Tak.
Po jej twarzy przeszło podekscytowanie, ale pragnęła zachować spokój. – Więc to niespodzianka?
- Oczywiście, że tak. Dlatego zamknij oczy.
Jej usta zadrgały. – Twoje niespodzianki są tak samo przerażające jak twoje pomysły.
Prychnąłem. - Moje pomysły i moje niespodzianki są znakomite.
- Pamiętasz, kiedy myślałeś, że to będzie dobry pomysł, żeby…
- Zamknij oczy, Avery.
Uśmiechnęła się szeroko, słuchając. Obracając się, wyszedłem szybko na korytarz i wtoczyłem prezent do środka. Zamknąłem za sobą drzwi. – Nie podglądaj.
Uniosła brwi. – Cam…
- Jeszcze kilka sekund. – Wziąłem ją za rękę, prowadząc ją z kuchni do salonu. – Nie otwieraj oczu, dobra?
- Są zamknięte.
Ścisnąłem jej dłoń i puściłem. Stając za nią, objąłem ją w talii i pochyliłem się nad nią, całując ją w skroń. Zacisnęła palce na moim ramieniu, wzdychając.
- Możesz już otworzyć oczy. – Pocałowałem ją w policzek. – Albo możesz stać tak z zamkniętymi oczami. Też mi się to podoba.
Zaśmiała się i wiedziałem, kiedy otworzyła oczy. – O mój Boże, Cam…
Udekorowałem pięćdziesięcio-litrowe terrarium piaskiem, kamienną ściółką i listowiem. Z dziury w kamieniu wyzierał mały żółw, wyciągając szyję i przyglądając się swojemu nowemu domowi.
Wydała cichutki, piskliwy odgłos.
Zachichotałem. – Podoba ci się?
- Podoba? – Cukierek odsunęła się ode mnie i położyła ręce na szkle. – Ja… to uwielbiam.
- Dobrze. – Podszedłem, żeby stanąć obok niej. – Pomyślałem, że Rafaelowi przydałaby się randka.
Zaśmiała się, zaciskając powieki i znowu je uchylając. – Nie musiałeś tego robić, Cam. To… zbyt dużo.
- To nie tak dużo i każdy potrzebuje żółwia. – Nachyliłem się, raz jeszcze całując ją w policzek. – Wesołych Walentynek.
Avery odwróciła się i objęła mnie ramionami. Pocałowała mnie, kradnąc mi oddech. – Dziękuję.
Musnąłem jej usta wargami. – Nie ma za co.
Przesunęła ramiona na moją talię, opierając się o mnie. – To chłopiec czy dziewczynka?
- Wiesz co, naprawdę nie wiem. Ponoć poznaje się po kształcie ich skorupy, ale cholera wie.
- Cóż, chłopiec czy dziewczyna, nazwę go Michelangelo.
Odchyliłem głowę, wybuchając śmiechem. – Idealnie.
- Tylko potrzebujemy jeszcze dwóch.
Ta dziewczyna była pieprzenie idealna. - Prawda.
Uwolniła się, uśmiechając. – Zaraz będę.
Zanim mógłbym coś powiedzieć, odwróciła się na pięcie i pobiegła korytarzem. Kiedy jej nie było, przesunąłem terrarium pod ścianę i włączyłem ogrzewającą lampę. Słysząc, że wraca, odwróciłem się.
 - Wesołych Walentynek. Nie jest to tak fajne, jak twój prezent, ale mam nadzieję, że ci się spodoba.
Kartka została pchnięta w moją klatkę piersiową. Uśmiechając się, wziąłem ją i zerknąłem na Avery. - Jestem pewien, że tak będzie. – Ostrożnie otworzyłem kartkę. W środku była napisana wiadomość.
Znaczysz dla mnie wszystko.
Patrzyłem na tę wiadomość prawdopodobnie o wiele zbyt długo. Serce waliło mi szybko i ciepło przepływało moimi żyłami. Uśmiechnąłem się – uśmiechnąłem się, jakby właśnie dano mi milion dolarów. A to było zanim jeszcze zobaczyłem bilety.
Podniosłem je dwoma palcami. – To absolutnie niesamowity prezent, kochanie.
- Naprawdę? – Złączyła razem dłonie pod klatką piersiową. – Miałam nadzieję, że ci się spodoba. To znaczy, wiem że nie granie w piłkę nożną jest do bani i mam nadzieję, że nie zasmuci cię pójście na grę i nie musisz mnie brać…
Złapałem resztę jej słów ustami i językiem. Podobały mi się bilety. Prezent był wspaniały, ale nigdy jej nie powiem, że to te cztery słowa uwielbiałem. – Oczywiście, że cię biorę. Prezent jest idealny. – Przygryzłem jej dolną wargę, a ona sapnęła. – Ty jesteś idealna.
Te słowa powtarzały się w mojej głowie, jak chwyciłem jej biodra i przyciągnąłem ją do siebie. Byłem kompletnie podniecony, co wydawało się ciągłym stanem w jej obecności.
Poczułem coś dziwnego w brzuchu, jak złapała mnie za szyję. Nie musiałem nic mówić, jak ją podniosłem. Cukierek oplotła mnie nogami w pasie i pocałowałem ją głęboko, upajając się nią i nie chcąc jej puścić. Jęknęła, a we mnie uderzyło boleśnie intensywne pożądanie.
Byłem na bezmyślnym autopilocie, jak zaniosłem ją do jej sypialni i nadal miałem dziwne uczucie w brzuchu, gdy położyłem ją na plecach. Wpatrywałem się w nią przez parę sekund, po czym ściągnąłem z siebie sweter i odrzuciłem go na bok. Pochyliłem się nad nią, kładąc ręce po obu stronach jej głowy. Moja klatka piersiowa unosiła się i opadała w nierównych oddechach. Potrzebowałem jej tak mocno jak potrzebowałem pędu z prowadzenia piłki po boisku, strzelania gola. Może nawet jeszcze bardziej niż tego.
Przesunęła delikatnym, szczupłym palcem po płomieniach otaczających słońce na moim torsie. - Uwielbiam ten tatuaż. Czemu go masz?
- Naprawdę chcesz wiedzieć?
Uniosła gęste rzęsy. - Tak.
- To głupie.
Dalej śledziła ten wzór, wysyłając w moje ciało strzałę elektryczności. – Ja to osądzę.
- Zrobiłem go po bójce z byłym Teresy. – Wsunąłem dłonie pod jej bluzkę, uśmiechając się na uczucie jej miękkiej skóry i kiedy uniosła się tak, że mogłem ją zdjąć. – Byłem przez jakiś czas trochę popaprany emocjonalnie. Nie mogłem wrócić do szkoły, tkwiłem w domu i sam to sobie zrobiłem. Martwiłem się, że musi być ze mną coś nie tak, żeby tak to wszystko stracić.
Opuściła ręce po bokach, jak położyłem swoje na jej nagim brzuchu, tylko parę centymetrów pod kruchym zapięciem jej biustonosza. Włosy opadły mi na twarz, jak nachyliłem się jeszcze bardziej, kładąc drugą dłoń obok jej głowy. - Miałem depresję. Byłem wkurzony na siebie i na świat, i w ogóle. – Przesunąłem dłoń w dół jej brzucha, uśmiechając się, gdy jej biodra uniosły się troszeczkę. – Chyba wypiłem każdy alkohol z barku taty w ciągu paru tygodni. Wiedziałem, że moi rodzice się martwili, ale…
Wgłębienie między jej uniesionymi piersiami wyglądało samotnie i mnie rozpraszało. Opuszczając głowę pocałowałem je i zrobiłem to raz jeszcze, kiedy cicho wciągnęła powietrze. – Jase często przychodził mnie odwiedzić. Ollie także. Prawdopodobnie bez nich straciłbym pieprzony rozum. – Kładąc palec na zapięciu, podniosłem wzrok, łącząc się z nią spojrzeniem. – Mogę
Potaknęła.
- Dziękuję. – Spuściłem wzrok, odpinając zapięcie i zostawiłem resztę w miejscu. Nigdy wcześniej nie widziałem jej nagiej w tym miejscu. Nie chciałem się śpieszyć z moim słodkim czasem. - Jase powiedział coś do mnie, kiedy byłem zlany w trupa. Nie wiem dlaczego, ale to się mnie trzymało.
Jej pierś się uniosła, jak przejechałem palcem po środku jej klatki piersiowej. – Co… co on powiedział?
- Powiedział coś takiego, że sprawy nie mogą być takie złe, jeśli słońce wschodzi i świeci. Jak powiedziałem, trzymało się mnie to. Może dlatego, że to prawda. Tak długo jak świeci słońce, nic nie może być takie złe. Dlatego właśnie mam tatuaż słońca. Rodzaj przypomnienia.
- To nie głupie. – Uśmiechnęła się.
- Hmm… - To było głupie, ale zadziałało. Włożyłem palec pod brzeg jej biustonosza i odsunąłem go na bok, robiąc to samo z drugą miseczką.
Pożerałem ją wzrokiem. Śniade różowe czubki jej pełnych piersi natychmiast stwardniały, błagając o moją uwagę. Wpatrując się w nie, czułem się jakbym nigdy wcześniej nie widział piersi. Chciałem ich dotknąć, polizać i possać. Wszystko w jednym.
- Boże, jesteś piękna, Avery.
- Dziękuję – wymamrotała.
Łagodnie przesunąłem dłonią po jej piersiach, zachwycając się ich dotykiem. Wygięła plecy i spojrzałem na jej twarz. – Taka idealna – powiedziałem niskim warknięciem, łapiąc stwardniały sutek kciukiem i palcem.
Chciałem zobaczyć więcej jej ciała.
Spotykając jej wzrok, opuściłem rękę na guzik jej spodni. Gdy znowu skinęła głową, czułem się jakbym wygrał pieprzony Puchar Świata. Zsunąłem jej dżinsy, zatrzymując się przy skarpetkach w czaszki i kości. – Ładne skarpetki. Bardzo gotyckie.
Kiedy jej spodnie i skarpetki zniknęły, ściągnąłem jej stanik z ramion. W ciągu paru sekund była tylko w majtkach. Odchylając się, podziwiałem swoje rękodzieło. Długość jej nóg i krągłość jej talii oddzielone były tylko skrawkiem koronki. Prawie zamierzałem je ściągnąć, ale instynkt mnie przed tym powstrzymał.
Nie było ważne to, co wydarzyło jej się w przeszłości. Tak czy owak wiedziałem na pewno, że nie miała doświadczenia w niczym związanym z tym, co robiliśmy. Wszystkie te rzeczy – całowanie, dotykanie przez ubrania, bycie nagim – wszystko było dla niej pierwszym razem. A ja chciałem przeżywać te wszystkie rzeczy razem z nią.
Pocałowałem ją wolno, przesuwając dłonią po jej klatce piersiowej, palcami podążając za krągłościami. Jęknęła cichu, gdy opuściłem jej usta, obcałowując jej gardło. Zawahałem się na krótką chwilę i nakryłem ustami czubek jej piersi.
Pożądanie walnęło jak deszcz w letnią burzę, jak wygięła plecy i poruszyła biodrami. Jej smak powędrował prosto do mojego penisa, wyrwał dziurę w mojej klatce piersiowej i rozrzucił wszystkie moje myśli. Zakręciłem językiem wokół twardego czubka, wsuwając rękę pod okrywającą ją koronkę.
Jej nogi się napięły, jak musnąłem palcem jej łechtaczkę i odchyliła głowę, gdy przeniosłem się na drugą pierś, po czym przesunąłem się w dół jej brzucha. Uniosłem głowę, patrząc jej w oczy, powoli wsuwając palec w jej śliską wilgoć. Boże, była taka ciasna, taka wilgotna.
- Czy to jest okej? – zapytałem.
Skinęła głową. – Tak.
Uśmiech zatańczył na moich ustach, wsuwając palec głębiej. Jej całe ciało zareagowało, drżąc i rumieniąc się. Ja się trząsłem. Podtrzymując jej spojrzenie, zacząłem wolny rytm, wsuwając i wysuwając palec.
- Jesteś taka ciasna – powiedziałem.
Opuszczając usta na jej wargi, pocałowałem ją, jak napierała biodrami na moją dłoń. Uczucie jej piersi przy mojej było czymś, co długo będę pamiętał. Nie minęło długo, kiedy krzyknęła w moje usta i poczułem jak zaciska się wokół mojego palca. W tamtej chwili niemal to straciłem.
Schowałem głowę w jej szyi, jak drżała. – Uwielbiam jak wymawiasz moje imię.
Niechętnie zmusiłem się do wysunięcia z niej palca i odsunąłem się, ale nie mogłem daleko odejść, bo mnie zaskoczyła. Usiadła, położyła ręce na moim torsie, przewracając mnie na plecy. Chwilę później usiadła na mnie okrakiem.
Witaaaajjj.
Wciągając gwałtowny wdech, znowu prawie to straciłem na sam jej widok, niemal nagiej jak się wyprostowała. Będąc zupełnie nieświadomą tego jak wyglądała wszystko było bardziej uwodzicielskie. Sięgnąłem do niej, ale cholera, Cukierek była szybka, kiedy chciała. Zsunęła się, drżącymi palcami szarpiąc się z guzikiem moich spodni. Zacząłem jej pomagać, ale wtedy je odpięła i ściągnęła je z moich nóg.
Ścisnąłem kołdrę, kiedy objęła mnie ręką i jej ciepły oddech podrażnił czubek mojego penisa. Serce mi podskoczyło. – O cholera.
Jej uśmiech był czysto kobiecy. Potem opuściła głowę, a jej włosy opadły do przodu. Uniosłem się z łóżka, wyginając plecy i unosząc biodra, gdy jej ciepłe, mokre usta mnie objęły. Ogień zalał moją krew i nabrzmiałem, jak mnie trzymała i przesuwała językiem po wrażliwym czubku.
Nakryłem ręką jej dłoń, a drugą położyłem na jej głowie, podtrzymując jej włosy. Ale gdy wzięła mnie głębiej do ust, nie mogłem się powstrzymać od prowadzenia jej głowy.
Moje jęki obijały się echem w pokoju i minęło kilka minut zanim przejął mnie orgazm. Odsunąłem ją zanim doszedłem, przyciągając ją do klatki piersiowej i całując ją, przyciskając się do jej brzucha.
Słaby i totalnie wyczerpany, opadłem na plecy i Avery zrobiła to samo. Oboje oddychaliśmy nierówno. - To były najlepsze pieprzone Walentynki w historii.
Zaśmiała się. – Muszę się zgodzić.
Znalazłam pomiędzy nami jej dłoń i ścisnąłem ją. Minęło kilka chwil, w których zastanawiałem się co powiedzieć i najgłupsza rzecz opuściła moje usta. – Głodna?
- Nie. – Ziewnęła. – A ty?
Byłem idiotą. - Jeszcze nie.
Zapadła między nami znowu cisza, a wtedy zapytała. – Zostaniesz ze mną? Na noc?
Obracając się na bok, przejechałem ręką po jej ramieniu. – Nie musisz pytać dwa razy.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz