27.1.14

Dwadzieścia siedem

Było po północy, kiedy moja komórka zawibrowała na szafce nocnej. Na wpół śpiący przewróciłem się i poszukałem ręką telefonu. Łagodny biały blask oświetlił jednosłowną wiadomość od Cukierka.
Nadchodzę.
Było zdecydowanie inaczej w tygodniach następujących po dniu, kiedy mi się otworzyła.
Uśmiechnąłem się, odrzucając kołdrę, pośpieszyłem przez salon i otworzyłem drzwi wejściowe. Stała tam Avery, bosa i miała na sobie małe spodenki od pidżamy i cienką bluzkę. W jeszcze chłodnej nocy wczesnego maja, ta bluzka pozostawiała bardzo mało wyobraźni.
Uśmiechnęła się, jak złapałem jej rękę i wciągnąłem do środka, cicho zamykając za nami drzwi.
- Co do…? – szepnęła, patrząc na podłogę między stolikiem a kanapą.
Ollie leżał twarzą do ziemi, policzek opierając na poduszce, którą wsadziłem mu pod twarz, zanim poszedłem do łóżka. Jego ciche chrapnięcia szybko zamienią się w dźwięki piły łańcuchowej.
- Nie pytaj – odszepnąłem.
Chichocząc cicho, ścisnęła moją rękę. Poszliśmy do mojej sypialni, a będąc już w środku, wziąłem ją w ramiona. – Co robisz? – zapytałem. – Masz jutro egzamin o dziewiątej rano.
- Wiem. – Idąc tyłem poprowadziła mnie do łóżka. Gdy usiadła, ja pozostałem na nogach. – Ale to mój ostatni egzamin i już tak dużo się uczyłam, że mój mózg chyba się zepsuł.
Parsknąłem śmiechem. Przez ostatni tydzień spędzaliśmy razem czas ucząc się na swoje egzaminy. – Ale nie powinnaś spać?
- Byłam samotna. – Jej wargi uniosły się w kącikach, jak pociągnęła za moje ręce. – Tęskniłam za tobą. I tęskniłam za…
Nie musiała dokańczać zdania. Wiedziałem o czym myślała, czego chciała. Znając prawdę o tym, co się stało było błogosławieństwem, ale nie byłem pewien jak… cóż, jak wszystko zapoczątkować. Ostatnią rzeczą jakiej chciałem było wpychanie jej do czegoś, na co nie była gotowa. Więc nie naciskałem.
- Tęskniłaś za mną? – Szybko zmieniłem temat. – Wiem. Przeżycie choćby kilku godzin bez mojej obecności może spowodować palpitacje serca, nienormalne pocenie się, sporadyczne…
- Sądzę, że twoja arogancja jest faktycznie chorobą.
Rzuciłem jej pewny siebie uśmiech. – Lubię myśleć, że jest to siła charakteru.
- Mów sobie tak dalej. – Uwalniając ręce, opadła przede mną na kolana. Zaschło mi w ustach, patrząc na jej uniesioną twarz. – Tak naprawdę, mów sobie tak dalej w głowie. W tej chwili staraj się nie gadać.
Uniosłem brwi. – Cóż…
Uśmiechnęła się szeroko, ale widziałem rozprzestrzeniający się na jej policzkach głęboki kolor, gdy wyciągnęła ręce, kładąc je na moim nagim torsie, a potem wyprostowała się, przesuwając palcami po moich policzkach. Zbliżyła moją głowę do swojej.
- Tęskniłam za tobą, Cam. – Otarła się czubkiem nosa o mój. – Ty za mną nie tęskniłeś?
Zamknąłem oczy, oplatając palcami jej smukłe nadgarstki. – Tęskniłem.
- Dobrze – mruknęła.
Musnęła wargami moje usta i pocałowała mnie lekko. Jej pocałunki były wyjątkowe, zwłaszcza, kiedy nasze pozycje były odmienione. Naciskała na moje usta, dopóki ich nie rozchyliłem. Jej smak przesłonił mi myśli. Nie zdawałem sobie sprawy, że puściła moją twarz, dopóki nie poczułem jak czubki jej palców wsuwają się pod pasek moich nylonowych szortów.
Zacisnąłem uchwyt na jej nadgarstkach, unosząc głowę. – Avery, może…
- Może powinieneś mi na to pozwolić. – Jej klatka piersiowa uniosła się gwałtownie, jak opuściła wzrok. Nie można było ukryć, że chciałem, aby to zrobiła. Kąciki jej ust rozciągnęły się w ujmującym uśmiechu. – Myślę, że naprawdę chcesz mi na to pozwolić.
- Chcę. Boże, chcę, ale…
Uciszyła mnie pocałunkiem mówiącym mi, że muszę pozwolić jej robić, cokolwiek chce. Usuwając po jednym palcu, opuściłem ręce po bokach.
To wszystko ona.
Avery oderwała się ode mnie i pocałowała mnie w klatkę piersiową, tuż nad sercem. Napiąłem się, gdy zsunęła moje spodenki. Poluzowane w jednej chwili opadły na podłogę. Zesztywniałem, obolały, jak położyła dłonie na moich biodrach i obsypała pocałunkami mięśnie mojego brzucha. Gdy musnęły mnie końcówki jej włosów, zacisnąłem ręce w pięści. Nie zatrzymywała się, przesuwając jedną rękę po moim przodzie, doprowadzając moje ciało do drgnięcia, jak oplotła mnie palcami. Pulsowałem – całe moje ciało pulsowało. Po czym jej oddech omiótł moją twardość.
Objąłem jej policzek, powstrzymując ją. – Avery, nie musisz tego robić.
Podniosła rękę. – Ale chcę.
Otworzyłem usta, ale słowa – jakiekolwiek były – umarły na moim języku, jak wzięła mnie do ust. Uczucie wybuchło w kilku punktach mojego ciała. Odchyliłem głowę, jęcząc, gdy jej ręka poruszała się w stałym i mocnym rytmie z jej ustami.
Nie chciałem czekać. Wygiąłem plecy przy jej ruchach. Cholera. Nie mogłem czekać. Nie ma takiej mowy. Poczułem przepływający przeze mnie orgazm, jak drgnęły mi biodra. Próbowałem się odsunąć, ale nie pozwalała mi na to. Nigdzie się nie wybierała. Doszedłem, krzycząc jej imię.
Po czasie, który wydawał się wiecznością odsunęła się. Moja klatka piersiowa unosiła się i opadała gwałtownie, gdy pocałowałem ją niemal bez tchu w czoło. – Avery…
- Podobało się?
Wykrztusiłem śmiech. – Cholernie.
- Jestem szybką uczennicą.
Pewnie, że tak. Kładąc ręce na jej barkach, ułożyłem ją na plecach. – Avery?
Położyła ręce obok głowy. – Tak?
- Przygotuj się.
Zdziwienie przemknęło po jej twarzy. – Przygotować się na co?
Nakryłem jej usta, pozwalając wargom i językowi powiedzieć jej na co dokładnie ma się przygotować, a minął cholerny kawał czasu zanim użyłem tych dwóch rzeczy do czegoś innego niż jej kochania.

- Ciasteczka! Mam ciasteczka!
- O! Jakie? – zawołała Cukierek z sypialni.
Zostawiła mi otwarte drzwi, będę musiał z nią o tym potem porozmawiać, ale w tej chwili miałem ciepły talerz specjalnej dostawy. Skierowałem się do sypialni, znajdując ją leżącą na łóżku z rękami skrzyżowanymi na brzuchu.
- Ciasteczka z masłem orzechowym – powiedziałem. – Ale specjalne.
Uśmiechnęła się, wyciągając gołe nogi. – Czemu są specjalne?
- Pomijając fakt, że właśnie upiekłem je w honorze skończenia twojego ostatniego egzaminu, nie są zwykłymi ciasteczkami z masłem orzechowym. – Położyłem talerz na stoliku nocnym. – Są to ciasteczka z masłem orzechowym i Reese’s[1].
Uniosła brwi. – I dlatego są inne?
- Do diabła tak. – Wskoczyłem na łóżko, szczerząc się, gdy Cukierek podskoczyła. – Co tutaj robisz?
- Leniuchuję.
Przyjrzałem jej się bliżej. – Wszystko okej?
- Tak. – Kiedy się uśmiechnęła i sięgnęło to jej oczu, odprężyłem się. – Ciasteczko?
- Ciasteczko… - Sięgnąłem do talerza, szukając tego, który wyglądał na najwilgotniejszy. Wybierając jedno, podałem go jej.
Trzymając jedną rękę pod brodą, ugryzła je i od razu jęknęła. – O mój Boże, one są… - Zrobiła drugi gryz. – Cholernie dobre.
- Wiem, co? – Wziąłem jedno, wrzucając całe do ust.
Cukierek sięgnęła po następne, ale chwyciłem talerz trzymając go poza jej zasięgiem. Walnęła mnie w brzuch. Dałem jej ciasteczko.
Po zjedzeniu wielu dobroci o smaku masła orzechowego, wyciągnąłem się obok niej i złapałem kosmyk jej włosów, okręcając go wokół palców. Uderzyłem końcówkami o jej nos, kiedy zamknęła oczy. - Więc jakie to uczucie być w końcu studentką drugiego roku?
Zabrała ode mnie swoje włosy. – Nie jestem oficjalnie studentką drugiego roku. Nie, dopóki znowu nie zacznie się szkoła w jesieni.
- Teraz uznaję cię za studentkę drugiego roku. – Nieugięty, złapałem inny kosmyk i przesunąłem nim po jej policzku. – Jest tak, jak ja powiem.
- W takim razie, jakie to uczucie być w końcu seniorem? Następny rok jest twoim ostatnim.
- Cudownie. – Musnąłem włosami jej dolną wargę. – To cudowne uczucie.
Cukierek przewróciła się na bok, łapiąc palcami kołnierzyk mojej bluzki. – Całkiem cholernie dobrze jest być studentką drugiego roku.
- Byłoby lepiej gdybyś nie zapisała się na letnie zajęcia.
- Racja – zgodziła się.
Ale będzie okej. Będę na obozie piłkarskim z dzieciakami, więc i tak tutaj będę.
Przysunęła się bliżej, kładąc głowę na moim ramieniu i zarzucając na mnie nogę.
- Wystarczająco blisko? – zapytałem.
- Nie.
Zaśmiałem się, przesuwając palcami po jej kręgosłupie w wolnej, leniwej linii i odwróciłem głowę, całując ją w czoło. Takie bezsłowne momenty były najlepsze. Prawie przysypiałem, kiedy nagle się obróciła, siadając okrakiem na moich biodrach.
- Hej – powiedziała.
Podobało mi się, gdzie to zmierzało. Przejechałem dłońmi po jej talii. – Hej tam.
- Więc trochę sobie myślałam.
- O Boże.
- Zamknij się. – Pochyliła się, całując mnie łagodnie. – Tak naprawdę dużo sobie myślałam. Jest coś, co chcę zrobić.
- Co? – Przesunąłem dłońmi po jej szortach i oparłem je o jej uda.
Zagryzła dolną wargę. – Chcę pojechać do domu.
Nie spodziewałem się tego ani nie podobało mi się to. – Że do Teksasu?
- Tak.
- Na jak długo?
Położyła ręce na moim brzuchu i nacisnęła na mnie. Napiąłem się, mrużąc na nią oczy. Miałem przeczucie, że to było celowe.
- Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo – powiedziała. - Tylko na dzień lub dwa.
- Cholera. Oto poszedł mój mistrzowski plan spędzenia lata jak oszalały z seksu kawaler.
Cukierek przewróciłam oczami.
- Co chcesz zrobić, jeśli tam wrócisz?
- Chcę zobaczyć się z moimi rodzicami. Muszę z nimi porozmawiać.
Poklepałem jej uda. - O tym co się stało?
- Nigdy nie rozmawiałam z nimi o tym, co się stało, nie od tamtej nocy. – Powtórzyła moje ruchy palcami na moim torsie. – Muszę z nimi porozmawiać. Wiem, że brzmi to jędzowato, ale muszę powiedzieć im, że to co zrobili było złe.
- Nie brzmi to jędzowato, ale myślisz, że to rozsądne? – Położyłem ręce na jej dłoniach. - To znaczy, czy myślisz, że ci to pomoże a nie…
- Zrani mnie? – Uśmiechnęłam się. – Moi rodzice naprawdę nie mogą zrobić nic więcej co by mnie zraniło, lecz czuję że muszę się z nimi skonfrontować. Czyni mnie to złą osobą?
- Nie. – Nie podobało mi się to. Nadal mogli ją zranić.
- Muszę to zrobić. Również muszę porozmawiać z Molly.
Okej. Naprawdę nie podobało mi się to. - Co?
- Muszę z nią porozmawiać i spróbować wyjaśnić dlaczego zrobiłam, to co zrobiłam. Wiem, że to ryzykowne i jeśli wróci i ugryzie mnie w tyłek niedotrzymaniem umowy, to tak będzie, ale jeśli mogę sprawić, że zrozumie ona choć troszeczkę, to może jej to pomoże i przestanie się ze mną kontaktować.
- No nie wiem. Dziewczyna wydaje się, jakby nie była najbardziej zrównoważoną osobą.
- Nie jest szalona – odparła. - Po prostu jest wściekła i ma do tego powód.
- A ty nie jesteś powodem, dlaczego to jej się wydarzyło. – Przysunąłem jej dłonie do moich ust, całując jej knykcie. - Wiesz o tym, prawda? Nie jesteś odpowiedzialna.
Milczała przez kilka chwil. - Muszę zrobić to dla siebie i dla Molly. Nie chcę już więcej uciekać, Cam. I wiem, że nigdy nie będę mogła zostawić tego za sobą. To, co się stało… cóż, to zawsze będzie częścią mnie, ale to nie będę ja. Już nie.
Nie chciałem, żeby to robiła i nie uważałem, że musiała to zrobić. Nie zdawała sobie sprawy, że już zaczęła godzić się ze wszystkim, lecz nie zamierzałem jej powstrzymywać. – Wiesz, co myślę?
- Jestem niesamowita? – Jej uśmiech był zawadiacki.
- Poza tym.
- Co?
- Myślę, że już doszłaś tak daleko, Avery. Myślę, że zaakceptowałaś, że będzie to częścią ciebie, ale to nie ty. Po prostu nie zdałaś sobie z tego sprawy, ale jeśli chcesz to zrobić, to tak zrobisz, a ja będę tam z tobą.
- Chcesz jechać ze…
Pisnęła, kiedy poruszyłem się, przewracając ją na plecy. Pochyliłem się nad nią. - Nie będziesz robić tego sama. Do pieprzonego diabła, nie. Jadę z tobą. I nie odwiedziesz mnie od tego. Kiedy chcesz to zrobić?
Wpatrując się we mnie długo, uśmiechnęła się. - Masz jakieś plany w ten weekend?
- Jezu.
Cukierek położyła czubki palców na moim policzku. - Muszę to zrobić.
Pocałowałem ją w nos. - Nie sądzę, żebyś musiała, kochanie, ale jeśli ty myślisz, że tak, to tylko to się liczy.
- Naprawdę chcesz jechać ze mną? – szepnęła.
- To głupie pytanie, Avery. I tak, jest coś takiego jak głupie pytania. Było to jedno z nich. Oczywiście, że będę tam z tobą.
Jej usta rozszerzyły się w szerokim, pięknym uśmiechu. – Kocham cię.
- Wiem.
- Zarozumialec.
- Pewny siebie. – Pocałowałem ją łagodnie. – Kocham cię, kochanie.
Zaczęła obejmować mnie ramionami, ale odsunąłem się, schodząc z łóżka. – Hej! – Zmarszczyła brwi. - Wracaj tutaj.
- Nie. Mamy rzeczy do roboty. – Chwyciłem ją za ręce, ściągając z łóżka. – A jeśli zaczniesz mnie obmacywać, niczego nie zrobimy.
Wyraz jej twarzy był otumaniony. - Co robimy?
Pochyliłem się, przerzuciłem ją przez ramię i ruszyłem do drzwi. – Musimy zarezerwować parę biletów.



[1] Reese’s – babeczki czekoladowe

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz