27.1.14

Dwadzieścia sześć

- Ach, dobrze jest widzieć, że w końcu się umyłeś i wyszedłeś z sypialni.
Zatrzymałem się między salonem, a łazienką. Dostrzegając Jase’a na kanapie, zignorowałem ten komentarz, zakładając koszulkę przez głowę. – Mam nowego współlokatora czy teraz nawykłeś do wpuszczania się do mojego domu?
Uniósł usta w uśmieszku. – Właściwie, to wpuścił mnie Ollie, kiedy szorowałeś ze swojego zrzędliwego tyłka dwudniowy smród.
Opadłem na drugą stronę kanapy, podniosłem moją czapkę i nisko ją zsunąłem. – A gdzie jest mój szanowny współlokator?
- Jest w bractwie. – Jase oparł nogi na małym stoliku, krzyżując je w kostkach. – Dzieje się tam rozgrywka Call of Duty.
- A czemu ciebie tam nie ma?
Przyszpilił mnie spojrzeniem tak oschłym jak moje gardło. – Poważnie? Ollie nie widział cię od dwóch dni. W końcu wyszedłeś ze swojego pokoju. Martwi się.
Wywróciłem oczami. – Wątpię w to.
Jase przyglądał mi się i znałem te spojrzenie. Jęknąłem, a on uśmiechnął się bezwstydnie. – Co się dzieje do diabła, Cam?
Jak mogłem odpowiedzieć na takie pytanie? I gdzie miałem choćby zacząć? Oparłem głowę o oparcie kanapy i westchnąłem. W klatce piersiowej budowało się znajome pieczenie. Myślenie o niej, wiedza, że była tak blisko i kompletnie poza moim zasięgiem zabijała mnie.
- Cam?
Pokręciłem głową, śmiejąc się sucho. – Ona mi nie ufa.
Chwila ciszy. – Chciałbyś to lepiej wyjaśnić?
- Nie bardzo. – Uniosłem ręce, pocierając policzki. – Nie mówi mi prawdy o… cóż, o czymś, co wiem, że jest naprawdę ważne.
- Ma to coś wspólnego z tym, co myślałeś tamtej nocy na imprezie? – zapytał.
Potaknąłem bez słowa.
- Widzę. – Jase westchnął. – To musi być ciężkie do rozmawiania, stary.
- Wiem. Cholera, wiem, ale nie rozumiesz… - urwałem, przełykając ciężko ślinę. – Są rzeczy, o których nie będę gadać, Jase. Nie zrobiłbym jej tego.
- Kumam to. Rozumiem. – Jase opuścił nogi na podłogę i pochylił się do przodu. Wypuścił jeszcze jeden ciężki oddech. – Ale co się stało? Przypuszczam, że się pokłóciliście.
- Pokłóciliśmy? – Raz jeszcze się zaśmiałem, ale nie brzmiało to dobrze. – Zostawiłem ją.
- Wow. – Jase zacisnął usta. – Kurde.
Podniosłem bezradnie ręce. – Poprosiłem ją… błagałem ją, żeby wyznała mi prawdę, a ona tego nie zrobiła.
- I ją zostawiłeś?
- Wiem jak to brzmi. – Posłałem mu spojrzenie. – Czuję się wystarczająco wielkim dupkiem bez myślenia o tym.
Uniósł brwi. – Nic nie mówię.
- Myślisz o tym. – Zmrużyłem oczy. – Ale nie rozumiesz. Nie ma nic, jeśli sobie nie ufamy – nie ma nic, jeśli ona mi nie ufa.
Jase skinął głową. – Zgadzam się. Chodzi po prostu o to, że wyraźnie naprawdę ci na niej zależy…
- Zależy, ale…
Ale chciałem tego, co mieli moi rodzice. Chciałem czegoś, co mogło trwać z Avery, a jak mogliśmy zbudować związek, kiedy nie ufała mi z prawdą o jej przeszłości? Kiedy ja jej zaufałem? Nie mogliśmy. Nie mogłem znowu przechodzić przez to, co stało się z nią środowego wieczoru. Nigdy nie chciałem widzieć na jej twarzy takiej trwogi. Nigdy nie chciałem myśleć, że byłem tego powodem. Nawet myśląc o tym teraz wciąż czułem się chory. Nie przez to, co mogło jej się przydarzyć, ale przez to, że to co robiłem, w taki lub inny sposób, ją przerażało.
A to się nigdy nie zmieni, dopóki nie będzie ze mną szczera.
Jase wyszedł krótko po tym, ale przedtem starał się przekonać mnie, abym z nim poszedł. Nie byłem w humorze na przebywanie wokół ludzi, zwłaszcza grupy pijanych ludzi. Kiedy godzinę później ktoś zapukał do drzwi, domyśliłem się, że to znowu on, ale gdy otworzyłem drzwi, zostałem zaskoczony.
Stała tam Avery, obejmując się w ramionami w pasie. Jej oczy były przekrwione i opuchnięte. Świeże łzy spływały po jej policzkach. Otworzyłem usta, ale zaraz je zamknąłem.
- Możemy porozmawiać? – Jej głos załamał się w sposób, który rozdarł moją klatkę piersiową. – Proszę, Cam. Nie zajmę ci dużo czasu. Ja tylko…
- Wszystko w porządku, Avery? – Troska o nią zaciemniła wszystko inne.
- Tak. Nie. Nie wiem. – Potrząsnęła lekko głową. – Po prostu muszę z tobą porozmawiać.
Biorąc głęboki wdech, odsunąłem się na bok. – Olliego nie ma.
Odrobina napięcia spłynęła z jej barków. Poprowadziłem ją do salonu i usiadłem na kanapie. Nie miałem pojęcia, co się dzieje, ale wątpiłem, że zamierzała coś wyznawać.  – Co się dzieje, Avery?
Usiadła na brzegu wystrzępionej leżanki, która należała do taty Olliego. - Wszystko.
Napinając się, pochyliłem się do przodu, odwracając czapkę do tyłu. – Avery, co się dzieje?
- Nie byłam z tobą szczera i przepraszam. – Jej warga zaczęła drżeć i trudno było mi oprzeć się chęci wzięcia jej w ramiona. – Tak bardzo przepraszam, a ty pewnie nie masz czasu na…
- Mam dla ciebie czas, Avery. Chcesz ze mną porozmawiać, to tutaj jestem. Byłem tutaj. I słucham.
Podtrzymywałem jej wzrok, dopóki nie westchnęła i zaczęła mówić – naprawdę mówić. – Kiedy miałam czternaście lat, poszłam na tę imprezę w Halloween. Byłam tam ze swoimi przyjaciółmi. Wszyscy byliśmy przebrani i był tam taki facet. Był to jego dom i… był starszy ode mnie o trzy lata i przyjaźnił się z moim kuzynem.
Avery spuściła wzrok na dłonie. Otwierały się i zamykały co kilka sekund. – Był naprawdę popularny. Ja również. – Parsknęła suchym śmiechem. – Może to nie wydawać się ważne, ale było. Nigdy nie pomyślałam, że ktoś jak on mógł zrobić… mógł być taki jak on. I może to było głupie z mojej strony, jakaś niewidzialna wada czy coś. Nie wiem. – Uniosła rzęsy, wbijając we mnie oczy pełne łez. – Rozmawiałam z nim i piłam, ale nie byłam pijana. Przysięgam ci, nie byłam pijana.
- Wierzę ci, Avery. – Boże, wiedziałem, gdzie to zmierzało i już czułem z jej powodu cierpienie. – Co się stało?
- Flirtowaliśmy i było fajnie. Wiesz, nic o tym nie myślałam. Był dobrym kolesiem i był przystojny. W pewnym momencie wziął mnie na kolana i ktoś zrobił nam zdjęcie. Dobrze się bawiliśmy. – Drugi śmiech był tak samo ostry. – Kiedy wstał i zaciągnął mnie do jednego z pokoi gościnnych, które były w piwnicy, nic o tym nie myślałam. Siedzieliśmy na kanapie i gadaliśmy przez jakiś czas. Wtedy objął mnie ramionami.
Avery przerwała, pocierając razem ręce, a ja się przygotowałem. Naprawdę próbowałem. – Najpierw nie miałam nic przeciwko, ale zaczął robić rzeczy, których nie chciałam. Powiedziałam mu, żeby przestał, a on zbył to śmiechem. Zaczęłam krzyczeć i próbowałam się od niego uwolnić, ale był ode mnie silniejszy, a gdy przewrócił mnie na brzuch nic nie mogłam już tak naprawdę zrobić, tylko mówić mu, żeby przestał.
Przestałem oddychać. – Przestał?
Proszę, powiedz mi, że przestał. Proszę. Proszę. Proszę.
- Nie – powiedziała cicho. – Nigdy nie przestał bez względu na to, co zrobiłam.
Poczułem się, jakbym został postrzelony w kręgosłup. Zacząłem się podnosić, bo musiałem się ruszać, ale moje nogi nie chciały pracować. - Zgwałcił cię?
Zamknęła oczy i wtedy… wtedy potaknęła i otworzyła oczy, a ja nie chciałem niczego bardziej jak zmienić te tak na nie. Ale nie mogłem. – Nadal jestem dziewicą. Nie dotykał mnie tam. To nie tak… mnie zgwałcił.
Początkowo nie rozumiałem. Może miałem przeciążenie mózgu, ponieważ nie potrafiłem zrozumieć jak mogła zostać zgwałcona i nadal być dziewicą, po czym mnie to uderzyło. Chwyciło mnie przerażenie. On… chory skurwysyn odbył na niej stosunek analny. Zacisnąłem ręce w pięści. – Sukinsyn, byłaś czternastolatką i on ci to zrobił?
- Tak.
Przeciągnąłem dłońmi po włosach, chcąc je wyrwać. – Cholera. Avery. Podejrzewałem coś. Myślałem, że coś takiego mogło ci się zdarzyć.
- Tak?
Skinąłem głową. – Czasami tak się zachowywałaś. Byłaś taka nerwowa, ale miałem po prostu nadzieję, że nie zaszło to tak daleko. A kiedy powiedziałaś mi, że dalej jesteś dziewicą, myślałem, że to argument. Avery, tak bardzo mi przykro. Nigdy nie powinnaś przechodzić przez coś takiego, zwłaszcza w takim wieku… - Wściekłość zablokowała mi gardło. - Proszę powiedz mi, że ten skurwysyn jest za to w więzieniu.
- Teraz jest. – Skupiła wzrok na telewizorze. – To długa historia.
- Mam czas. – Dałem jej chwilę, nie chcąc, żeby zamknęła się przede mną, nie po tym jak zaszliśmy tak daleko, nie kiedy chciałem dokonać morderstwa. – Co jeszcze, Avery? Proszę, rozmawiaj ze mną, bo jestem sekundy od zarezerwowania lotu do Teksasu i zabicia skurwysyna.
Odchyliła się do tyłu, przyciągając kolana do piersi. – Po tym jak przestał, naprawdę nie sądzę, że miał on pojęcie, że zrobił coś złego. Po prostu zostawił mnie tam na kanapie, a kiedy mogłam wstać, wiedziałam że muszę komuś powiedzieć. Wiedziałam, że muszę iść do szpitala. Byłam w takim… - Bólu. Nie dokończyła zdania, ale widziałem to w jej oczach. – Nie mogłam znaleźć swoich przyjaciół, ale znalazłam swoją torebkę i skończyłam na wyjściu z domu i szłam przed siebie, aż przypomniałam sobie, że miałam ze sobą komórkę. Zadzwoniłam pod 911.
Nagle wstała. - Znalazłam się w szpitalu i zrobili mi badania. Pojawiła się policja i powiedziałam im, co się wydarzyło i to była prawda.
- Oczywiście, że to była prawda. – Przyglądałem się jej, jak przemierzała pokój w szybkich i wzburzonych krokach.
- Kiedy policja opuściła szpital, impreza się skończyła, ale Blaine był w domu – ciągnęła, jakby mnie nie usłyszała. - Aresztowali go i zatrzymali. Wróciłam do domu i nie chodziłam do szkoły przez następne dwa dni, ale wszyscy dowiedzieli się, że został on aresztowany za to co zrobił. A potem pojawili się jego rodzice.
- Co masz na myśli?
- Jego rodzice i moi byli – – kumplami z klubu wiejskiego. Przejmowali się tylko wizerunkiem. Moja mama i tato mieli więcej pieniędzy, niż kiedykolwiek chcieliby mieć, ale… - Jej głos stał się ciężki i ochrypły. – Fitzgeraldowie zaproponowali moim rodzicom układ. Że jeśli wycofam oskarżenia i będę milczeć na temat tego co się wydarzyło, zapłacą mnie i im bezbożną kwotę pieniędzy.
Gapiłem się na nią. - A twoi rodzice powiedzieli im, żeby się pieprzyli, prawda?
Roześmiała się, ale był to załamany dźwięk. – Pokazali moim rodzicom zdjęcie, które zostało zrobione Blaine’owi i mnie na imprezie i powiedzieli, że jeśli pójdzie to do sądu, nikt nie uwierzy dziewczynie w „zdzirowatym kostiumie siedzącej na jego kolanach”. A moi rodzice nigdy nie chcieli mierzyć się ze skandalem. Woleli, żeby to wszystko odeszło, więc się zgodzili.
- Cholera jasna – szepnąłem ochryple.
- Stało się to tak szybko. Nie mogłam uwierzyć w to, co moi rodzice mi mówili, żeby zrobić. Tak naprawdę nie rozmawiali ze mną o tym wcześniej, ale oni… tak bardzo martwili się tym, co wszyscy pomyślą, jeśli cała sprawa się ujawni – zdjęcia i fakt, że piłam. Byłam po prostu tak przerażona i zdezorientowana, i wiesz, nawet nie jestem pewna czy mi uwierzyli. – Odsunęła włosy, zaciskając powieki. – Więc podpisałam papiery.
Nie tylko chciałem zabić skurwiela, który to zrobił, ale chciałem dodać do tej listy jej rodziców.
- Zgodziłam się wziąć pieniądze, których połowa poszła na moje konto, więc kiedy skończyłam osiemnastkę miałam do niego dostęp, i zgodziłam się wycofać oskarżenia i już o tym nie mówić. – Opuściłam ręce, spoglądając na mnie. – Czyni mnie to okropną osobą, prawda?
- Co? – O nie... – Nie jesteś okropną osobą, Avery. Jezu Chryste, byłaś czternastolatką a twoi rodzice powinni im powiedzieć, żeby się odpieprzyli. Jeśli kogokolwiek można winić poza tym skurwielem, który ci to zrobił, to ich. Nie masz w tym żadnej winy.
Ulga zabłysła w jej oczach, ale kiedy opadła na leżankę, wiedziałem, że jest tego więcej. Cholera. Było więcej. – W ciągu kilku dni wszyscy w szkole się ode mnie odwrócili. Najwyraźniej w umowie nie było nic o milczącym Blainie. Powiedział ludziom, że skłamałam. Że zrobiłem z nim te wszystkie rzeczy z własnej woli a potem fałszywie go oskarżyłam. Wszyscy mu uwierzyli. Czemu mieliby tego nie zrobić? Wycofałam oskarżenia. Nie chciałam o tym mówić. Szkoła była… była po tym straszna. Straciłam wszystkich przyjaciół.
Wszystko zaczęło nabierać sensu. – Dlatego przestałaś tańczyć?
- Tak. Nie mogłam znieść ludzi patrzących na mnie i szepczących o tym co usłyszeli lub otwarcie gadających o tym przede mną. I zrobiłam to… - Podniosła lewe ramię. – Moja mama była tak wkurzona.
Nie mogłem uwierzyć w to, co przed chwilą powiedziała. – Była wściekła bo ty… - Pokręciłem głową. – Nic dziwnego, że nie jeździsz do domu zobaczyć się z nimi.
- Dlatego wybrałam tutaj, wiesz. Było wystarczająco daleko, żeby po prostu od tego uciec. Myślałam, że tylko tego potrzebowałam – zdystansowania się.
- Ta wiadomość, którą zobaczyłem? To był ktoś, kto wiedział, co się stało?
- Ktokolwiek wymyślił powiedzenie, że nie można uciec od swojej przeszłości naprawdę wiedział, o czym mówi.
Czułem jak mięsień w mojej szczęce pulsuje jak szalony. – Co jeszcze się działo, Avery? Powiedziałaś, że ten Blaine jest w więzieniu? Ale kto do ciebie pisał?
Pochyliła się, przyciskając dłonie do twarzy. Jej twarz była otoczona welonem jej lśniących włosów. – Dostawałam te wiadomości od sierpnia. Myślałam, że to tylko jakiś dupek i je zignorowałam. Mój kuzyn próbował mnie złapać, ale też go ignorowałam, bo… cóż, z oczywistych względów. W końcu porozmawiałam z moim kuzynem na zimowej przerwie, w wieczór zanim przyszłam do twojego mieszkania.
- Wieczór walki?
- Tak… próbował się ze mną skontaktować, żeby powiedzieć mi że Blaine został aresztowany za zrobienie tego samego innej dziewczynie na początku lata. Tak naprawdę, to mnie przeprosił. Wiele to dla mnie znaczyło, ale… nie wiedziałam, że to ta dziewczyna kontaktowała się ze mną ten cały czas. – Biorąc głęboki wdech, podniosła głowę. – Blaine zrobił to kolejnej dziewczynie. A ona najwyraźniej próbowała się ze mną skontaktować, bo nie wiedziała o pieniądzach. Skontaktowała się z policją i nie zmieniała swojego zdania. Wsadziła go do więzienia, a ja… Kiedy nie odpowiadałam, myślała, że skłamałam co do Blaine czy coś. Im dłużej nie odpowiadałam jej, tym wścieklejsza się robiła. Gdybym nie podpisała tych papierów, nigdy by jej nie skrzywdził.
Potrząsnąłem głową. - To co jej się przydarzyło jest pieprzenie okropne i cieszę się, że tyłek tego sukinsyna idzie do więzienia. Jeszcze lepiej, powinien być cholernie wykastrowany, ale to co jej się stało nie jest twoją winą, kochanie. Nie zmusiłaś go, żeby zrobił to tobie czy jej.
Jej oczy wypełniły się łzami. - Ale przez to, że nikomu nie powiedziałam pozwoliłam mu zrobić to znowu.
- Nie. – Wstałem. – Nie mów sobie tego, do cholery. Nikt nie wie, co stałoby się, gdybyś nie wycofała oskarżeń. Miałaś czternaście lat, Avery. Zrobiłaś to, co najlepsze w tej sytuacji. Ocalałaś.
- Ale to tyle, wiesz? Wszystko co zrobiłam, to ocalałam. Nie żyłam. Zobacz, co nam zrobiłam. I tak, zrobiłam to! Znowu cię odepchnęłam.
- Ale teraz mi mówisz.
- Pozwoliłam, żeby to, co stało się pięć lat temu, wciąż miało na mnie wpływ! Kiedy prawie uprawialiśmy seks? Nie bałam się ciebie ani tego, czy będzie bolało. To nie o to chodziło. Bałam się, że kiedy zaczniemy, to to co zrobił Blaine zniszczy to dla mnie albo ja zniszczę to dla samej siebie. Jestem tchórzem – byłam tchórzem. – Podniosła się, jej twarz poczerwieniała od łez. – Ale jest za późno, prawda? Powinnam być z tobą szczera miesiące temu, żebyś wiedział w co się pakujesz i tak bardzo przepraszam, że nie byłam.
Wyciągnąłem do niej ręce. – Avery…
- Tak bardzo przepraszam, Cam. Wiem, że mówienie ci teraz niczego nie zmienia, ale musiałam powiedzieć ci, że ty nie zrobiłeś nic złego. Byłeś idealny – idealny dla mnie – i kocham cię. I wiem, że teraz nie możesz patrzeć na mnie tak samo. Rozumiem.
Co? Opuściłem ręce, wpatrując się w nią. A następnie stanąłem przed nią, obejmując jej policzki. - Co powiedziałaś?
- Że nie możesz patrzeć na mnie tak samo?
- Nie to. Przed tym.
- Kocham cię? – szepnęła.
- Kochasz mnie?
- Tak, ale…
- Przestań – powiedziałem. – Myślisz, że patrzę na ciebie inaczej? Powiedziałem ci, że zawsze podejrzewałem, że coś się stało…
- Ale miałeś nadzieję, że to nie było to! – Próbowała się odsunąć, ale nie zamierzałem pozwolić jej znowu uciec. Już nie. – Patrzyłeś na mnie wcześniej z nadzieją i już tego nie masz.
- Naprawdę tak myślisz? Czy to przez ten cały czas zatrzymywało cię przed powiedzeniem mi?
Opuściła wzrok. - Każdy patrzy na mnie inaczej, jak tylko wie.
- Nie jestem każdym, Avery! Nie dla ciebie, nie z tobą. Myślisz, że nadal nie mam nadziei? Nadziei, że ostatecznie przez to przejdziesz? Że nie będzie cię to dręczyć przez następne pięć lat?
Avery wyglądała na zbyt przerażoną, żeby mówić, jak położyłem jej dłonie na swojej klatce piersiowej, nad sercem. – Mam nadzieję. – Nie odwracałem od niej wzroku. – Mam nadzieję, bo cię kocham… byłem w tobie zakochany, Avery. Prawdopodobnie zanim nawet zdałem sobie z tego sprawę.
Rozszerzyła oczy. - Kochałeś mnie?
Przycisnąłem do niej czoło. – Kocham cię.
- Kochasz mnie?
Uśmiechnąłem się lekko. - Tak, kochanie.
Avery patrzyła mi w oczy przez kilka chwil i zobaczyłem dokładną chwilę, w której się złamała. Kiedy mury, które zbudowała wokół siebie, żeby przeżyć każdy kolejny dzień nareszcie się rozkruszyły. Łzy wylały się z jej oczu, było ich tak wiele, że naprawdę wierzyłem, iż ktoś mógłby w nich utonąć. Została obnażona po raz pierwszy od lat.
Poczułem uczucie wspinające się po moim gardle, jak mocno zacisnąłem wokół niej ramiona. Chętnie do mnie przyszła, trzymając kurczowo moją bluzkę. Nie przestawała płakać i wiedziałem, że nie mogę jej powstrzymać. Musiała to wszystko z siebie wydostać.
Podniosłem ją w ramionach i zaniosłem do mojej sypialni. Położyłem ją na łóżku. Położyłem się przy niej, przytulając ją do piersi, a ona trzymała się mnie, płacząc, tak jakby bała się, że ją zostawię.

A zostawienie jej było czymś, co już nigdy więcej się nie stanie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz