6.1.14

Dwadzieścia pięć


Zima nie chciała rozluźnić swojego uchwytu na Zachodniej Wirginii. Słońce pojawiało się przez większość lutego i marca, ale temperatura była brutalna. Nawet na wiosennych feriach. Podczas gdy prawie wszyscy kierowali się na południe, Avery i ja pojechaliśmy na zachód. Spędziliśmy większość przerwy w domu moich rodziców. Rzecz jasna mama cieszyła się, że znowu przywiozłem do domu prawdziwą, żywą dziewczynę.
Gdy przerwa wiosenna czy jak tam nazywali czterodniowy weekend w kwietniu, zbliżała się wielkimi krokami, wydawało się, że wczoraj Avery siedziała na krawężniku z butelką piwa, a potem weszliśmy do środka. Nie mogłem uwierzyć jak wiele minęło czasu.
Nie mogłem również uwierzyć, że Cukierek opuszczała ze mną resztę dnia i pozwoliła mi zrekompensować jej urodziny. W wigilię naszej mini-przerwy od szkoły, spędziliśmy dzień w D.C. i wróciliśmy późno.
- Zgadnij co? – Przesunąłem dłońmi po jej bokach, aż zatrzymały się pod jej żebrami. - Mam kolejny pomysł.
- Czy obejmuje on jajka?
Zaśmiałem się, przyciskając jej biodra do moich. – Nie obejmuje jajek.
Jej oczy zrobiły się oszklone, nieskupione, co zacząłem poznawać przez ostatnie miesiące. – Nie?
- Ale obejmuje coś równie smacznego. – Przycisnąłem usta do jej skroni, przesuwając ustami po jej kości policzkowej. – I obejmuje to ciebie, mnie, łóżko i bardzo mało, jeśli w ogóle, ubrania.
- Tak?
- Tak. – Przeniosłem ręce na jej plecy, muskając palcami kieszenie jej spodni. Pocałowałem jej brew. – Co o tym myślisz?
Odrzuciła głowę do tyłu, kusząc mnie. Pocałunek zaczął się wolno, ale potem, jak zawsze, zmienił się w coś innego. Coś głodnego. Coś, co zawsze chciało czegoś więcej.
Moje dłonie znalazły drogę pod jej bluzkę i odsunąłem się na tyle długo, żeby ją ściągnąć. Nasze usta znowu się zderzyły – wargi, języki, zęby. Wpadliśmy w kanapę i straciłem równowagę. Upadłem do tyłu, w połowie na kanapę, a w połowie na podłogę.
Śmiech Avery sięgnął głęboko w moje wnętrze i objąłem dłońmi jej policzki. Wpatrując się w jej tańczące oczy, słowa uformowały się w moich myślach.
Kochałem ją.
Te uczucie było tam już od jakiegoś czasu, pewnie dłużej niż śmiałem sobie to uświadomić. Może nawet od pierwszego razu, kiedy mnie odrzuciła zacząłem się w niej zakochiwać.
W tej właśnie chwili byłem w niej zakochany.
Ta świadomość wstrząsnęła mną do żywego. Patrzyłem w te ciepłe oczy koloru whiskey i chciałem zobaczyć tam moją przyszłość – naszą przyszłość. Nigdy w życiu nie chciałem zobaczyć takiego czegoś w oczach laski, ale z Avery Morgansten nie chciałem niczego bardziej.
Mój mózg się wyłączył i wszystko co robiłem od tej chwili było napędzone tymi dwoma słowami. Kochałem ją. Moje ręce drżały i byłem zaskoczony tym jak szybko zdjąłem jej spodnie.
Objąłem jej piersi, przesuwając kciukami po sutkach. Jej stłumiony jęk odbił się we mnie głośnym echem. Pragnąłem – nie, potrzebowałem usłyszeć jak wykrzykuje moje imię. Niech to szlag, potrzebowałem usłyszeć od niej te dwa słowa albo przynajmniej je poczuć.
Wkładając rękę pod jej majtki, przycisnąłem do niej wnętrze dłoni, pocierając kciukiem miejsce, które zawsze sprawiało, że krzyczała i tak się stało. Odpięła moje spodnie i wsunęła do nich rękę, otaczając mnie palcami.
Pożądanie było niemal zbyt wielkie do zniesienia. Pchnąłem w jej dłoń. – Avery.
Rozpadła się na dźwięk jej imienia, odrzucając głowę do tyłu i to było cholernie piękne.
Nie pamiętałem podnoszenia się, ale owinęła się wokół mnie, jak zanosiłem ją do łóżka. Kiedy położyłem ją po środku, przyglądała mi się jak się rozbierałem do naga. Jej usta się rozchyliły i jęknąłem.
Wspinając się na łóżko krew waliła mi w uszach, jak wsunąłem palce pod jej majtki i czekałem, aż da mi znak, że jest to w porządku.
Uniosła biodra.
Chwaliłem Boga i malutkiego Jezusa.
Nareszcie po tak długim czasie nic nie tkwiło między nami. Nieprawda, wyszeptał głos z tyłu mojej głowy, ale poszedł na bok, jak omiotłem ją wzrokiem. Milion razy mówiłem, że jest piękna i jeszcze milion razy powiem, że jest piękna. Od śniadych czubków jej piersi po słodką krągłość jej bioder do ciemnego obszaru między jej udami była cholernie piękna.
Posmakowałem drogę w dół jej ciała i z powrotem, zbyt daleko od naprawdę jej posmakowania. Zawisłem nad nią, pozwalając jej poczuć mnie między jej udami. Avery zadrżała i zamknąłem oczy, gdy położyła ręce na moim torsie.
Moje ciało bardzo pragnęło znaleźć się wewnątrz niej. – Chcesz tego?
- Tak – odparła i poczułem się jakby anioły zaśpiewały w mojej głowie.
Spotkały się nasze spojrzenia, jak pochyliłem głowę i ją pocałowałem, opuszczając ciało na jej ciało. Wzięcie prezerwatywy było daleką myślą, ale nie potrafiłem przestać. Czubek mojej erekcji przesunął się przez jej wilgoć, po czym wsunął się do środka, powodując, że napięły się moje mięśnie. Te uczucie było obezwładniające. Pogłębiłem pocałunek i poruszyłem biodrami…
Avery odwróciła głowę na bok. - Nie. Przestań. – Pchnęła w moją pierś z zadziwiającą siłą. - Proszę przestań.
Te słowa przedarły się przez mgłę i zamarłem. – Avery? Co do…?
- Zejdź. – Jej głos był wysoki, pełen paniki. – Zejdź. Proszę. Zejdź ze mnie.
Nie miałem pojęcia co się dzieje, ale od razu z niej zszedłem, a ona się przesunęła. Czołgając się przez łóżko, złapała kołdrę i przycisnęła ją do piersi, wstając. Cofała się, aż uderzyła w komodę, brzęcząc butelkami i niektóre spadły. Skóra wokół jej ust była blada, a oczy były rozszerzone i pociemniałe.
- O Boże – wyszeptała ochryple.
Walczył we mnie niepokój z przerażeniem, gdy na nią patrzyłem. - Zrobiłem ci krzywdę? Ja nie…
- Nie. Nie! – Zamknęła oczy. – Nie zrobiłeś mi krzywdy. Ty nawet nie… nie wiem. Przepraszam…
Położyłem ręce na łóżku. – Rozmawiaj ze mną, Avery. Co się właśnie stało?
- Nic – powiedziała ochryple. – Nic się nie stało. Po prostu pomyślałam…
- Co pomyślałaś?
Potrząsnęła głową. – Nie wiem. To nic wielkiego…
- Nic wielkiego? – Uniosłem brwi. Ona tak na poważnie? – Avery, właśnie mnie cholernie przeraziłaś. Zaczęłaś panikować, jakbym robił ci krzywdę albo… - Następne słowa smakowały popiołem i wymiotami, gdy je wymawiałem. - Albo jakbym zmuszał cię do tego.
- Nie zmuszałeś mnie, Cam. Podobało mi się to co robiłeś.
Nie rozumiałem tego, co się stało. – Wiesz, że nigdy bym cię nie skrzywdził, prawda?
- Tak. – Łzy zebrały się w jej oczach.
- I nigdy bym cię nie zmusił do czegokolwiek, czego byś nie chciała. – Patrzyłem jej w oczy. – Rozumiesz to, tak? Jeżeli nie jesteś gotowa, nie przeszkadza mi to, ale musisz ze mną porozmawiać. Musisz dać mi znać, zanim dojdzie do czegoś takiego.
Potaknęła, ale nie czułem się ani trochę lepiej. Słyszałem tylko przerażony ton jej głosu, kiedy błagała mnie, abym przestał. Powietrze utknęło mi w płucach i przez umysł przebłysło mi to, co wiedziałem o Avery, wszystko to budowało się do tego, co przypuszczałem, tego o co modliłem się, żeby jej się nie przytrafiło.
- O czym mi nie mówisz? – zapytałem. Kiedy nic nie powiedziała, mięsień podskoczył mi w szczęce. - Co ci się przydarzyło?
- Nic! – krzyknęła. – Nie ma o czym rozmawiać, do cholery. Po prostu to cholernie zostaw.
- Kłamiesz. – Nabrałem tchu. Nadeszła pora. Żadnych więcej sekretów. - Okłamujesz mnie. Coś się wydarzyło, bo to? – Wskazałem na łóżko za sobą. – To nie chodziło o nie bycie gotowym. Chodziło o coś innego, bo wiesz – wiesz – że bym na ciebie poczekał, Avery. Przysięgam, ale musisz mi powiedzieć co się dzieje w twojej głowie.
Nadal nic nie powiedziała i zaczęło boleć mnie w piersi, gdy uświadomiłem sobie coś okropnego. Czy ona mi nie ufała? Czy nie zdawała sobie sprawy z tego, co czuję? Ale czy to miało znaczenie, jeśli mi nie ufała? Odpowiedź była lodowatym wiatrem przebiegającym po moim kręgosłupie.
- Błagam cię, Avery. – Pochyliłem się, ściskając prześcieradło. - Musisz być ze mną szczera. Powiedziałaś, że mi ufasz. Musisz to udowodnić, ponieważ wiem, że jest w tym więcej. Nie jestem głupi ani ślepy. Pamiętam jak zachowywałaś się, kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy i do diabła na pewno pamiętam, co powiedziałaś w noc, kiedy byłaś pijana. I ta wiadomość, którą dostałaś? Chcesz mi powiedzieć, że to nie ma z tym nic wspólnego? Jeśli mi ufasz, w końcu powiesz mi, co do diabła, się dzieje.
- Ufam ci – wyszeptała.
Czekałem, aż powie coś jeszcze, że powie coś, co udowodni jej słowa, ale nie powiedziała nic i w mojej piersi było te okropne, pękające uczucie. Odrzuciłem kołdrę i wstałem. Biorąc moje dżinsy, założyłem je, jak moje serce waliło w sposób, który wprawiał mnie w mdłości.
Odwracając się do niej, przesunąłem rękoma przez włosy. - Nie wiem co jeszcze z tobą zrobić, Avery. Powiedziałem ci o gównie, z którego nie jestem dumny. Rzeczy, o których prawie nikt w świecie nie wie, a ty dalej coś przede mną ukrywasz. Ukrywasz przede mną wszystko. Nie ufasz mi.
- Nie… ufam. – Ruszyła do mnie, ale zaraz się zatrzymała. – Ufam ci całym życiem.
Gniew walnął mnie jak ognisty łańcuch. - Ale nie prawdą? Gówno prawda, Avery. – Wyszedłem z jej sypialni. - Nie ufasz mi.
Poszła za mną, ciągnąc za sobą grubą kołdrę. – Cam…
- Przestań. – Wziąłem sweter z podłogi i obróciłem się do niej. – Nie wiem co jeszcze zrobić i wiem, że nie wiem wszystkiego na świecie, ale wiem to, że związki nie działają w ten sposób.
- Co ty mówisz? – Jej głos drżał, a ja się na niego uodporniłem.
- A co myślisz, że mówię, Avery? Są z tobą jakieś oczywiste problemy i nie, cholernie na mnie nie patrz jakbym kopnął twojego szczeniaka. Myślisz, że zerwałbym z tobą przez cokolwiek co, do cholery, się z tobą stało? Tak jak myślałaś, że pomyślę o tobie inaczej, kiedy zobaczyłem bliznę na twoim nadgarstku? Wiem, że tak myślisz i to gówno prawda. – Wciągnąłem powietrze, jak surowy ból uderzył mnie w klatkę piersiową. Następne słowa bolały. – Jak może być dla nas jakakolwiek przyszłość, jeśli nie możesz być ze mną szczera? Jeżeli nie możesz naprawdę uwierzyć, że to co do ciebie czuję jest wystarczająco silne, to nic nie mamy. Takie gówno kończy związki. Nie przeszłość, Avery, ale teraźniejszość.
- Cam, proszę…
- Już nie, Avery. Powiedziałem ci wcześniej. Prosiłem cię tylko, żebyś mi zaufała i nie zamykała się przede mną. – Zmusiłem się do podejścia do drzwi. – A ty mi nie ufasz i znowu się przede mną zamknęłaś.
Zamknąłem za sobą drzwi, ignorując palenie w gardle. Jedyną rzeczą, o jaką prosiłem Avery było jedyną rzeczą, której nie potrafiła mi dać. Nic, nawet miłość, nie mogło zadziałać bez zaufania.
To był koniec.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz