27.1.14

Dwadzieścia dziewięć

Tam właśnie muszę być.
To były słowa Avery, po jej rozmowie z tą inną dziewczyną. Molly. Walczyłem z gniewem, kiedy zobaczyłem czerwony znak na jej policzku. Pomogło tylko usłyszenie tych słów.
Cukierek w końcu to pojęła.
Leczenie, którego potrzebowała po prawdzie dokończyło się w przemówieniu do jej rodziców i rozmowie z Molly, ale zaczęła leczyć się już w lutym, potem znowu w kwietniu. Przylecenie do Teksasu było czymś, co uważała, że musi zrobić i zrobiła to.
Więc zabrałem ją do domu i byliśmy z powrotem w nieco chłodniejszym stanie Zachodniej Wirginii, dzień przed zaczęciem przez Avery letnich zajęć, a moim rozpoczęciem pracy z dzieciakami podczas obozu.
Cukierek siedziała na podłodze kuchennej naprzeciwko mnie, gołe nogi wsunęła pod siebie. Miała na sobie jedną z moich koszulek i tyle. Ciężko było mi myśleć o czymś innym.
Między nami Michelangelo i Rafael obijali się o siebie głowami.
- To jak żółwia wersja obgadywania[1]- powiedziała, marszcząc brwi. – Nie jestem pewna czy siebie lubią.
Uśmiechnąłem się, opierając o lodówkę, przesuwając ręką po moich nagich mięśniach brzucha. – Nadal potrzebują trochę czasu. A Mikey-Mike jest terytorialny.
- Och, obwiniaj mojego żółwia. – Wywróciła oczami. – To twój zaczął te obijanie się głową.
Zadzwonił minutnik i podniosłem się na nogi, kierując się do kuchenki. – Po prostu pokazywał twojemu kto tu jest szefem.
- Michelangelo jest szefem. – Cukierek podniosła swojego małego kolesia, odkładając go kilkadziesiąt centymetrów dalej.
Przyglądając się czekoladowym ciasteczkom i stwierdzając, że się zrobiły, szybko wymyłem ręce, po czym wziąłem rękawicę kuchenną, której byłem pewien, że Cukierek nigdy nie używała. Była na niej dalej metka. Uśmiechając się, oderwałem ją i wyciągnąłem tacę z piekarnika. Ciasteczka były duże, złote i wyglądało przesłodko.
- Są gotowe? – Podniosła świecące oczy.
- Poparzysz sobie język. – Odrzuciłem rękawicę na bok. – Znowu.
Wyszczerzyła się. – Ale jest warto.
- Mhm. – Podszedłem do niej, ciesząc się tym jak jej policzki wciąż się rumieniły, kiedy jej wzrok wędrował poniżej mojego pępka. Pochylając się, pocałowałem jej uniesione usta. – Daj je…
Zadzwoniła w salonie moja komórka. – Zaraz wrócę.
Skinęła głową, jak ostrożnie uniknąłem nastąpienia na biedne żółwie i spowodowania urazu u siebie i Cukierka. Wziąłem komórkę ze stolika na kawę. Westchnąłem z ulgą, gdy zobaczyłem, że napisała do mnie siostra.
Skończyła się operacja. Nic mi nie jest. Potem zadzwonię.
Zamykając oczy, odmówiłem krótką modlitwę. Nie była to poważna operacja, ale wciąż operacja, a w szpitalu zdarzały się popieprzone sytuacje. Była w domu. To było dobre, ale…
- To Teresa?
Odkładając telefon, odwróciłem się. Avery stała w progu, trzymając dwa wiercące się żółwie. Łącząc to z bluzką o napisie CHCĘ BYĆ TWOJĄ MĘSKĄ KANAPKĄ, był to uroczy widok.
- Tak.
Podeszła z żółwiami do ich terrarium i delikatnie postawiła je w środku. Kiedy zamykała pokrywkę, dwa zielone kolesie od razu przyjrzeli się sobie z dwóch poszczególnych kątów. – Nic jej nie jest? Jak poszła operacja?
- Mówi, że wszystko okej. To była tylko wiadomość – urwałem. – Powiedziała, że potem do mnie zadzwoni.
Odwracając się do mnie, zmarszczyła brwi z niepokojem. Jeżeli ktokolwiek wiedział, co przeżywała teraz Teresa, to była to Cukierek po tych wszystkich latach tańca. – Nie mówiła nic o tańczeniu?
Pokręciłem głową, zaciskając usta. Teresa zerwała tydzień temu więzadło krzyżowe przednie podczas występu. Dla sportowców i tancerzy mógłby być to uraz śmiertelny dla ich karier. Moja siostra zawsze chciała stać się profesjonalną tancerką. Tylko czas powie czy będzie to w ogóle możliwe.
Ale z tego co powiedziała mama, nie wyglądało to dobrze.
Cukierek zniknęła w kuchni, umyła ręce i wróciła. Podchodząc do mnie, objęła mnie w pasie i przycisnęła policzek do mojej piersi. Jej skóra była ciepła.
- Przykro mi – powiedziała.
- Czemu jest ci przykro? – Przytuliłem ją do siebie.
- Bo wiem, że się martwisz – odparła, pocierając policzkiem o moją skórę. – I wiem, że ten uraz jest poważny. Mam tylko nadzieję, że nie jest tak bardzo poważny.
Pocałowałem ją w czubek głowy, przesuwając dłonią po jej kręgosłupie, obejmując jej kark. – Ja też.
Milczała przez chwilę. – Dziękuję.
Śmiejąc się cicho, odchyliłem się, żeby móc zobaczyć jej twarz. – A teraz za co mi dziękujesz, kochanie?
- Dziękuję, że poleciałeś ze mną do Teksasu.
Objąłem jedną ręką jej policzek. – Już mi za to podziękowałaś.
- A ty mi powiedziałeś, że nie muszę ci za to dziękować. – Nakryła dłonią moją rękę. – Ale muszę podziękować ci jeszcze raz, bo nie zrobiłabym tego bez ciebie.
- Tak, zrobiłabyś.
Pokręciła głową. – Może bym zrobiła, ale tak naprawdę tego nie wiem. Potrzebowałam cię tam i tam byłeś, nie zadając żadnych pytań. Nie mogę ci się za to nadziękować – za wszystko.
- Och, Cukierku, nadal nie musisz mu dziękować.
- Ale ja… - przerwała, marszcząc czoło. – Cukierku?
Otworzyłem usta, nagle zdając sobie sprawę z mojej pomyłki. Opuszczając ręce, cofnąłem się i parsknąłem śmiechem. – Czy ja to powiedziałem na głos?
- Tak, tak jakby to zrobiłeś. – Naciągnęła rąbek pożyczonej bluzki. Ciekawość wypełniła jej twarz. – O co z tym chodzi?
Pieprzyć mnie, ale poczułem jak zaczynają mnie piec policzki.
Otworzyła szerzej oczy, uśmiechając się. – Rumienisz się! O mój Boże, naprawdę się rumienisz! – Uszczypnęła mnie w policzek. – Muszę wiedzieć dlaczego jesteś taki zarumieniony.
- Co dostanę, jeśli ci powiem?
Przyszpiliła mnie wzrokiem mówiącym czego nie dostanę, jeśli jej nie powiem. Ten rozdrażniony wzrok mnie podniecał. Chociaż, podniecałem się, kiedy tylko oddychała.
- To naprawdę głupie. – Chwytając ją za rękę, przyciągnąłem ją do siebie. Kiedy była wystarczająco blisko, pochyliłem się i wsunąłem ramię pod jej nogi.
- Hej! – Walnęła mnie w plecy. – Przestań próbować odwrócić… - Pisnęła, jak jej stopy uniosły się z podłogi. – Cam!
Podnosząc ją, trzymałem ją blisko klatki piersiowej i odwróciłem się w stronę korytarza. – Nie odwracam twojej uwagi. Pomagam ci wrócić do sypialni.
Zmrużyła oczy. – Pomijając fakt, że nie potrzebuję pomocy we wróceniu do sypialni, dlaczego zanosisz mnie do sypialni?
- Nie idziesz dość szybko – powiedziałem, zanosząc ją do łóżka. – Hej.
Jej spojrzenie stało się zirytowane. – Co?
Puściłem jej oko chwilę przed rzuceniem jej na środek łóżka. Jej pisk skończył się burknięciem, jak odbiła się na materacu. Otworzyła usta i wiedziałem, że zamierzała mnie przekląć. Wylądowałem na niej zanim mogła zacząć to, co chciała powiedzieć, wsuwając ręce pod brzeg koszulki. W ciągu sekundy ściągnąłem ją z niej i była pięknie, wspaniale naga. Zrzuciłem moje spodnie.
Wypuściła oddech, jak wspiąłem się na łóżko, podziwiając moje rękodzieło. – Więc – zaczęła miękkim głosem. – O co chodzi z tym Cukierkiem?
- To przezwisko. – Pocałowałem miejsce między jej piersiami. – Dla ciebie.
- Tyle sama się domyśliłam.
Ucałowałem spód jej jednej piersi, a potem jej żebra. – Wymyśliłem je po naszym pierwszym spotkaniu.
- Po pierwszym… och! – Drgnęła, jak dotknąłem językiem jej pępka, ściskając kołdrę na łóżku. Kiedy znowu się odezwała, jej głos był ochrypły, a ja przesuwałem się w dół. – Po pierwszym razie jak się spotkaliśmy?
- Tak. – Pocałowałem wnętrze jej lewego uda, a potem prawego. – W dzień, kiedy wpadłaś na mnie przy klasie astronomicznej – klasie, którą musisz znowu zaliczać.
Cukierek jęknęła. – Nie przypominaj mi.
Nie wiedziałem czy mówiła o klasie czy wpadnięciu na mnie. – Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem ciebie i twoje włosy… - urwałem, całując ją między nogami. Jej gwałtowny wdech wywołał we mnie uśmiech. – Myślałem tylko o tym, że Truskawkowy Cukierek… - urwałem raz jeszcze, przesuwając po niej językiem. – Że Truskawkowy Cukierek mnie potrącił.
Roześmiała się, jak uniosłem głowę, przesuwając się w górę, żebyśmy byli na równym poziomie wzrokowym. – Wow. Nie rozumiem jak działa twój mózg.
- Kochasz go.
- Kocham. – Przejechała stopą po mojej łydce. – Więc przez cały ten czas nazywałeś mnie w głowie Cukierkiem?
Potaknąłem, ustawiając się między jej nogami. – Mogłem… parę razy.
- I do teraz nigdy ci się to nie wyrwało. Wow. Niesamowite. – Jej oczy tańczyły od humoru. – I urocze.
- Zdecydowanie urocze. Jest… - Jęknąłem, gdy uniosła biodra, złączając nas. – No cóż…
Zachichotała, a potem żadne z nas nie śmiało się ani nie mówiło. Jęknąłem cicho na jej ciasność. Straciłem poczucie wszystkiego oprócz jej ciała i chciałem być głębiej, bliżej. Poruszaliśmy się razem, nasze ciała były poczerwieniałe i naprężone. To było szalone, ale nie miałem jej za mało. Z jej strony wyglądało, że czuła to samo. Zamknąłem usta na jej piersi, wbijając się w nią. Dopasowywała się do moich ruchów, dopóki nie wygięła pleców, krzycząc.
Uderzył we mnie jej orgazm. Przyciągając ją bliżej, usiadłem, trzymając ją na kolanach. Nowa pozycja strzeliła we mnie pożądaniem. Nie mogłem czekać. Nie, kiedy jej małe zęby otarły się o moją szyję.
Minęło wiele minut, gdzie można było usłyszeć tylko nasz urywany oddech. Nadal w niej byłem. W tym skończeniu był spokój. I trzymałem wszystko w swoich ramionach.
Później, o wiele później, siedzieliśmy na łóżku, a pomiędzy nami leżał talerz z czekoladowymi ciasteczkami.  Niewielka smuga czekolady pozostała na jej wargach i pochyliłem się nad talerzem, scałowując ją.
I pocałowałem ją naprawdę.
Całowałem ją i czułem się jakbym całował ją po raz pierwszy. Początkowa energia, wstrząs naszych połączonych ust nie przygasnął. W osłupieniu zorientowałem się, że działała na to miłość, upewniając się, żeby prosty pocałunek nigdy się nie znudził, nigdy nie stracił atrakcyjności.
Spuchło mi coś w klatce piersiowej, jak oderwałem się od niej, spojrzałem w jej ciepłe oczy i moje serce zrobiło tą szaloną, podskakującą rzecz. Wiedziałem, że to również nigdy tak naprawdę nie odejdzie.
Cukierek położyła małą rękę na moim policzku. – Co?
Początkowo nie wiedziałem, co powiedzieć. Ja… czekałem na Avery – czekałem na nią przez wiele miesięcy. Do diabła, czekałbym na nią przez lata, ale ona…
Odwracając policzek, pocałowałem wnętrze jej dłoni. – Dziękuję, że mi zaufałaś.



[1] To jest idiom, bo po angielsku te obgadywanie to ‘smack talk’; smack – uderzanie/obijanie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz