Ollie stał na krawędzi ławki naprzeciwko
nas, trzymając resztki Chińszczyzny Avery w pudełku. Fakt, że przyniósł to ze
sobą na kampus był dziwny. I te jedzenie było w lodówce od paru dni.
- Mówię tylko, że Dzień Prezydenta jest bardziej interesujący niż Walentynki – powiedział, wbijając pałeczki w
makaron. – Ostatecznie to Hallmark stworzył Walentynki. To nie jest prawdziwe
święto.
Brittany, siedząca obok miejsca gdzie
stał, potrząsnęła głową. – Dzień Prezydenta jest nudny. Co dzieje się w Dzień
Prezydenta?
Avery siedziała na moich kolanach,
przytulona do mojego torsu. To był brutalnie zimny dzień lutego i odpiąłem
swoją bluzę, otaczając ją jej brzegami. – Czy ich dwoje przespało się kiedyś ze
sobą? – zapytała cicho.
Zaśmiałem się pod nosem. – Szczerze,
to nie wiem tego na pewno.
- W Dzień Prezydenta są wyprzedaże
samochodów i mebli – odparł Ollie, uśmiechając się jakby dumny z tego, co
wymyślił. – I banki są zamknięte.
- Wow. – Brittany wymieniła się
spojrzeniami z Cukierkiem, po czym spojrzała znowu na Olliego. – Nie bzykasz
się w Dzień Prezydenta. Robisz to w Walentynki.
Ollie zatrzymał się, makaron miotał
się łagodnie na wietrze, jak spuścił na nią wzrok. – Proponujesz?
- Wow – mruknąłem. – Gładko.
Cukierek zachichotała.
Wyciągając ramię Brittany zepchnęła
Olliego z ławki. – Nie. Nie proponuję.
Ollie wylądował zwinnie na nogach. –
Szkoda. – Nachylił się tak blisko Brittany, że jego blond włosy splątały się z
jej włosami. – Zmieniłbym twoje życie, kotku.
Niezdolna się opanować, Avery
wybuchła śmiechem, a ja położyłem głowę na jej ramieniu, ukrywając twarz jak
spłynęło na mnie zażenowanie z drugiej ręki.
Brittany wyglądała na niewzruszoną. –
Pewnie masz rację. Wyobrażam sobie, że po jednej nocy z tobą, musiałabym
opłacać wizyty w ośrodku zdrowia do końca życia.
- Au. – Walnął się wolną dłonią w
klatkę piersiową. – Zraniłaś mnie.
Wtedy się roześmiała. – Wątpię.
Ollie usiadł obok niej i uniósł
pałeczki. – Makaronu?
Uśmiechając się lekko, pokręciła
głową. – Nie, dziękuję.
Avery usiadła prosto i przeleciało
między nami zimne powietrze. Sięgnąłem po nią, przyciągając z powrotem do
siebie. – Nie idź – powiedziałem, otaczając ją ramionami. – Jesteś jak mój
podgrzewany kocyk.
Obróciła się do mnie, całując w kącik
ust. – Muszę iść na zajęcia.
- Opuść – mruknąłem, szukając jej
ust. – Chodź ze mną do domu. – Złapałem jej usta, wsuwając język między jej
zimne wargi. – Rozgrzeję cię.
Jej ciało zadrżało i wątpiłem, żeby
miało to coś wspólnego z chłodem. – Jest to tak klasyczne jak Ollie zmieniający
życie Brittany.
- Ej! – krzyknął Ollie. – Nie
mieszajcie mnie w wasze małe gniazdko miłości.
Policzki Cukierka zarumieniły się i
zastanawiałem się, czy zapomniała, że byliśmy sami. Uwolniła mi się, tak jak
zrobiła to poprzedniej nocy w mojej sypialni, w moim łóżku i przełknąłem jęk.
Naprawdę nie potrzebowałem teraz o
tym myśleć.
- Zobaczymy się za niedługo? –
powiedziała do Brittany, szybko ją przytulając.
Brittany potaknęła. – Jasne.
Żegnając się, objąłem ramieniem jej
smukłe barki, zamierzając odprowadzić ją do Whitehall. Uśmiechnęła się do mnie,
mrużąc oczy. – Powinieneś być po drugiej stronie kampusu, prawda?
- Może. – Ściągnąłem moją czapkę i
założyłem na jej głowę, osłaniając przed słońcem. – Co robicie potem z
Brittany?
- Idziemy do centrum handlowego. -
Podniosła trochę daszek czapki, odsuwając się na bok i wyciągając rękę. –
Musimy zrobić specjalne zakupy.
- Hmm. – Splotłem z nią palce. – Jaki
rodzaj specjalnych zakupów?
- Tajemnica.
Uśmiechnąłem się i wciągnąłem
powietrze. W powietrzu była wilgoć. – Czy ma to coś wspólnego z dniem, który
nie jest Dniem Prezydenta?
Zaśmiała się, a ja uśmiechnąłem się
szerzej. Cukierek ostatnio dużo się śmiała. – Nie powiem ci.
- Widzę jak to jest. – Zatrzymaliśmy
się blisko osłoniętego wejścia do budynku społecznych nauk i przyciągnąłem ją
do siebie. Chętnie podeszła, stając na palcach stóp. Odwracając czapkę w drugą
stronę na jej głowie, oparłem czoło na jej czole. – Czujesz to?
Roześmiała się, kładąc rękę na mojej
piersi. – Mój oddech?
Wywracając oczami, objąłem ją
ramieniem w talii. – Nie, mały ośle. Śnieg jest w powietrzu.
- Och. – Zachichotała.
Pocałowałem ją lekko. – Bądź ostrożna
w swojej specjalnej, tajemniczej wycieczce zakupowej.
- Będę. – Sięgnęła w górę, ściągając
czapkę i założyła ją na mnie. – Przychodzisz dziś wieczorem?
- To jest głupie pytanie. – Nie chciałem
jej puszczać.
Zrobiła do mnie minę. – Myślałam, że
nie ma czegoś takiego jak głupie pytania.
- To kłamstwo. – Schylając głowę,
pocałowałem ją raz jeszcze i wtedy puściłem. Kiedy odwróciła się, żeby odejść, klepnąłem
ją w tyłek, sprawiając, że podskoczyła i rzuciła mi nieprzyjemne spojrzenie. Zaśmiałem
się. – Podobało ci się to.
Jej czerwone policzki powiedziały mi,
że miałem rację.
Na zewnątrz spadł śnieg, padając
dosyć szybko. Cieszyłem się, że udało mi się przekonać Cukierka, żeby jutro
opuściła ze mną lekcje. Zajęcia nadal będą trwały, ale kampus będzie lodowatą
śmiertelną pułapką.
Zerknąłem na nią i uśmiechnąłem się. Po
zjedzeniu pizzy i spędzeniu czasu z Olliem, była wypompowana. Głęboko we śnie przytulała
się do mojego boku, opierając głowę na moich kolanach. Ściągnąłem kosmyk włosów
z jej policzka, odsuwając go za jej ucho.
- Jest urocza, wiesz? – Ollie pochylił
się do przodu, wziął ostatni kawałek pizzy i wstał. – Tylko ona mogłaby zasnąć
w obecności naszej wspaniałości.
Zaśmiałem się cicho. – To było dla
niej zbyt wiele. Była przytłoczona.
Uśmiechnął się, przechodząc nad moimi
nogami. – Sam się odprowadzę.
W następującej ciszy przesuwałem
wzrokiem po zgrabnym kształcie jej twarzy, zapamiętując rysy. Wcześniej
dzisiejszego dnia, jak szedłem do zachodniego kampusu razem z Olliem, powiedział
coś w stylu, że jestem pantoflarzem. Zabawne było to, że to mnie nie wkurzyło.
Roześmiałem się. Może byłem trochę pantoflarzem. Może miałem lekką obsesję. Może
byłem…
Telefon Avery zawibrował na stoliku i
rozświetlił się ekran, a ja spojrzałem, zanim zorientowałem się co robię.
Jesteś kłamliwą dziwką. Jak możesz ze sobą żyć?
Pochyliłem się, czytając tę wiadomość
trzy razy nim światło zniknęło z ekranu, tak jak tekst.
Ogłupił mnie szok. Musiałem źle to
przeczytać. Trzy razy? Nieprawdopodobne. Napięły się mięśnie w moich plecach i
karku. Nie wiem jak długo siedziałem w przenikliwej ciszy, ale ponad szokiem, w
moich żyłach przepływał gniew jak wolno palące się ognisko. Kto do cholery
wysłałby jej coś takiego? Kłamliwa dziwka? Chciałem znaleźć odpowiedzialną
osobę i rozerwać jej kręgosłup.
Ale czemu ktoś miałby wysłać jej coś
takiego? Jeżeli Avery była dziwką, to zakonnica również, ale czemu? Mięsień
zaczął drgać w mojej szczęce i nie przestał, gdy Avery się przebudziła.
Ziewając, usiadła i odsunęła długie pasma
włosów z twarzy. Zaspany uśmiech pojawił się na jej pełnych wargach. - Sorki.
Nie chciałam na tobie zasnąć.
Spojrzałem na nią, nie wiedząc czy
powinienem coś powiedzieć.
Wyprostowała się, przesuwając
wzrokiem po mojej twarzy. - Czy wszystko w porządku?
Pieprzyć to. Nie zignoruję tego. Zerknąłem
na stolik. – Dostałaś wiadomość, kiedy spałaś.
Zmarszczyła brwi, podążając za moim
spojrzeniem, po czym wystrzeliła do przodu, podnosząc swoją komórkę. Wciągnęła
gwałtownie powietrze, stukając w ekran.
Patrzyłem jak krew odpłynęła z jej
twarzy i poczułem jak narastają we mnie węzły niepokoju. - Błysnęła na ekranie,
kiedy przyszła.
Powoli odłożyła telefon drżącymi
dłońmi. Nie spojrzała na mnie, wpatrywała się w komórkę. – Spojrzałeś na
wiadomość?
- To nie tak, że zrobiłem to
specjalnie. – Napięty pochyliłem się do przodu. – Była tam na twoim ekranie.
- Ale nie musiałeś patrzeć! – Wstała,
zaciskając pięści po bokach.
Wow. Chwila. – Avery, nie grzebałem w
twoich rzeczach. Przyszła cholerna wiadomość. Spojrzałem, zanim mogłem się
powstrzymać. Może to nie było w porządku.
- Nie było!
Wziąłem głęboki wdech. - Okej. Nie
było to w porządku. Przepraszam, ale nie zmienia to faktu, że zobaczyłem tę
wiadomość.
Stanęła pośrodku pokoju i nie można
było pomylić paniki rzucającej cień na jej oczy.
- Avery – powiedziałem ostrożnie.
Spojrzała na mnie. – Dlaczego dostałaś taką wiadomość?
Skrzyżowała ramiona na piersiach. –
Nie wiem.
Nie wierzyłem jej.
- Nie wiem – powiedziała znowu i
dodała szybko. – Czasami dostaję taką wiadomość, ale nie wiem dlaczego. Myślę,
że to coś w stylu złego numeru.
Nadal jej nie wierzyłem. – Nie wiesz
od kogo to?
- Nie. Pisze, że od nieznanego
numeru. Widziałeś. – Ciągnęła, zanim mógłbym się odezwać. - Przepraszam, że tak
się na ciebie wściekłam. Po prostu mnie to zaskoczyło. Spałam, obudziłam się i
mogłam powiedzieć, że stało się coś złego. Potem pomyślałam… nie wiem co
pomyślałam, ale przepraszam.
- Przestań przepraszać, Avery. – Nienawidziłem,
kiedy to robiła. – Nie muszę słyszeć, że przepraszasz. Chcę żebyś była ze mną
szczera, kochanie. Tylko tego chcę. Jeśli dostajesz takie wiadomości, muszę o
tym wiedzieć.
Cofnęła się o krok. - Dlaczego?
Czasami zastanawiałem się czy porozumiewaliśmy
się tym samym językiem. – Bo jestem twoim chłopakiem i przejmuję się, jeśli
ktoś nazywa cię dziwką!
Avery się wzdrygnęła.
Biorąc jeszcze jeden wdech,
odwróciłem wzrok. – Szczerze? Wkurza mnie to, nawet jeśli to przypadkowa
wiadomość. Nikt nie powinien wysyłać ci takiego gówna. – Zamilkłem, odnajdując
jej wzrok i go przytrzymując. – Wiesz, że możesz powiedzieć mi wszystko,
prawda? Nie będę cię osądzał ani się nie wścieknę.
W chwili, kiedy te słowa opuściły
moje usta, zorientowałem się jak cholernie sztuczny byłem. Oto mówiłem Avery,
że może mi wszystko powiedzieć, wkurzałem się, bo wiedziałem, że tego nie robiła, a sam miałem sekrety.
- Wiem – szepnęła, po chwili dodała
głośniej. - Wiem.
Serce biło mi mocno w piersi, jak
spojrzałem jej w oczy. – I ufasz mi, tak?
- Tak. Oczywiście, że tak.
- Cholera – warknąłem, a mięśnie
jeszcze bardziej mi się napięły. Poczułem w klatce piersiowej kulę lodu. Powiedzenie
jej było ryzykowne. Może pomyśleć, że jestem agresywną osobą i odejdzie, ale
musiałem być szczery, zwłaszcza jeśli oczekiwałem od niej tego samego.
Cholernie się bałem.
Przymykając oczy, powiedziałem. – Nie
byłem z tobą całkowicie szczery.
- Co?
Potarłem dłonią szczękę. Jeśli
powiedziało się A, trzeba powiedzieć B, czy coś takiego, ta? – Mówię ci, że powinnaś
mi zaufać i że możesz wszystko mi powiedzieć, ale ja nie robię tego samego. W
końcu i tak się tego dowiesz.
Avery obeszła prędko stolik i usiadła
na brzegu kanapy.
- O czym ty mówisz, Cam?
Zdałem sobie sprawę, że mogę ją
stracić, ale musiałem wyznać jej prawdę. – Wiesz, jak ci powiedziałem, że
wszyscy zrobiliśmy gówno w naszej przeszłości, z którego nie jesteśmy dumni?
Potaknęła. - Tak.
- Mówię to z doświadczenia z
pierwszej ręki. Tylko parę osób o tym wie – urwałem. – I to ostatnia rzecz,
jaką chcę ci powiedzieć.
- Możesz mi powiedzieć – powiedziała,
przysuwając się bliżej. – Poważnie, możesz ze mną porozmawiać. Proszę.
Nie wiedziałem od czego zacząć. Zajęło
mi to parę chwil. – Powinienem kończyć studia w tym roku razem z Olliem, ale
tego nie robię.
- Pamiętam jak mi powiedziałeś, że
musiałeś odejść na trochę czasu.
- Byłem na drugim roku. Nie byłem
zbyt często w domu w wakacje, bo pomagałem trenować na obozie piłkarskim w
Maryland, ale kiedykolwiek przyjeżdżałem do domu, moja siostra… zachowywała się
inaczej. Nie wiedziałem dlaczego, ale była bardzo nerwowa, a kiedy była w domu
spędzała cały czas w swojej sypialni. I najwyraźniej rzadko bywała w domu
według moich rodziców. Moja siostra, ona zawsze była tym czułym serduszkiem,
wiesz. Wybierała zabłąkane zwierzęta i ludzi, zwłaszcza zbłąkanych facetów.
Nawet kiedy była maleńka zawsze kolegowała się z najbardziej niepopularnym
dzieckiem w klasie. – Uśmiechnąłem się na wspomnienie. – Poznała tego kolesia.
Był rok lub dwa lata starszy od niej i sądzę, że ich związek był poważny – tak
poważny, jak może być, kiedy jesteś szesnastolatkiem. Raz spotkałem dzieciaka.
Nie polubiłem go. I nie miało to nic wspólnego z faktem, że próbował być z moją
młodszą siostrą. Po prostu było w nim coś, co mnie się nie podobało.
Położyłem ręce na kolanach, czując
budującą się we mnie znajomą wściekłość. - Byłem w domu na przerwie
Dziękczynienia i byłem w kuchni. Teresa tam była i wygłupialiśmy się. Popchnęła
mnie, a ja ją szturchnąłem w ramię. Nawet nie mocno, a krzyknęła jakbym poważnie
ją zranił. Najpierw pomyślałem, że po prostu udaje, ale były łzy w jej oczach.
Zbyła to i zapomniałem o tym na noc, ale w poranek Dziękczynienia mama weszła
do niej bez pukania, kiedy ona była w ręczniku i zobaczyła to.
Avery wzięła głęboki wdech, a ja
potrząsnęłam głową. - Moja siostra… ona była posiniaczona. Na całych ramionach,
nogach. – Zacisnąłem bezsilnie pięści. – Powiedziała, że to od tańczenia, ale
wszyscy wiedzieliśmy, że nie można mieć takich siniaków z tańca. Zajęło niemal
cały ranek wyciągnięcie z niej prawdy.
- To był jej chłopak? – spytała
cicho.
Przełknąłem ciężko. – Mały gnojek bił
ją. Był w tym bystry, robiąc to w miejscach, które nie były tak łatwo
zauważalne. Została z nim. Na początku nie wiedziałem dlaczego. Okazało się, że
zbyt bardzo się go bała, żeby zerwać. – Nie potrafiąc siedzieć nieruchomo,
wstałem i podszedłem do okna. - Kto wie, jak długo by się to ciągnęło, gdyby
mama wtedy nie weszła. Czy Teresa w końcu by komuś powiedziała? Albo czy ten
sukinsyn wciąż biłby ją jednej nocy i ją zabił?
Opuściłem głowę. Wszystko to czułem
jakby było to wczoraj – wściekłość i bezsilność. - Boże, byłam taki wkurzony,
Avery. Chciałem zabić gnojka. Bił moją siostrę i mój tato chciał zadzwonić na
policję, ale co oni by tak naprawdę zrobili? Obydwoje byli małoletni.
Trzepnęliby go po łapach i dostałby kuratora czy coś takiego. Głupie gadanie.
Nie pasowało mi to. Wyszedłem w wieczór Dziękczynienia i go znalazłem. Nie
zabrało to długo, cholernie małe miasto i w ogóle. Zapukałem do jego drzwi i od
razu przyszedł. Powiedziałem mu, że nie może już przebywać z moją siostrą i
wiesz co ten mały śmieć zrobił?
- Co? – szepnęła.
- Stanął ze mną twarzą w twarz,
pchając się na mnie swoją pieprzoną klatką piersiową. Powiedział mi, że zrobi
cokolwiek, co, do cholery, będzie chciał. – Zaśmiałem się bez humoru. – Nie
wytrzymałem. Złość nie jest nawet słowem do użycia. Byłem w furii. Uderzyłem go i nie przestałem. – Odwróciłem się do niej z
pulsującym tętnem. – Nie przestałem go bić. Nie kiedy wyszli jego rodzice ani
jak jego mama zaczęła krzyczeć. Trzeba było dwóch policjantów, żeby mnie z
niego ściągnąć.
Avery nic nie powiedziała, wpatrując
się we mnie.
Potarłem dłońmi policzki. – Ja
skończyłem w więzieniu, a on w śpiączce.
Jej usta otworzyły się w szoku i oto nastąpiło.
Pochylając brodę, odwróciłem wzrok i usiadłem na fotelu. – Byłem wcześniej w
bójkach – normalne gówno. Ale nic takiego. Moje knykcie były złamane i nawet
tego nie czułem. Mój tata… - Pokręciłem głową. - Wykonał swoją magię.
Powinienem był zniknąć za to na długi czas, ale tak się nie stało. Chyba
pomogło to, że dzieciak obudził się kilka dni później.
- Uniknąłem kary – nawet nie
spędziłem nocy w więzieniu. – Uśmiechnąłem się cierpko. – Ale nie mogłem
opuścić domu przez kilka miesięcy, podczas gdy to się rozwiązywało. Skończyłem
z rokiem pracy społecznej w miejscowym klubie i kolejnym rokiem technik
radzenia sobie ze złością. To właśnie robię w każdy piątek. Moja ostatnia sesja
jest na jesień. Moja rodzina musi płacić restytucję i nawet nie chcesz wiedzieć
ile to kosztuje. Musiałem przestać grać w piłkę nożną przez prace społeczne,
ale… jak powiedziałem, uniknąłem kary.
Avery odwróciła wzrok, marszcząc
czoło. Jej twarz była pobladła i im dłużej milczała, tym bardziej było mi
niedobrze. Co ja…
- Rozumiem – powiedziała cicho.
Zagapiłem się na nią, niepewny czy dobrze ją usłyszałem.
- Co? – spytałem ochryple.
- Rozumiem, dlaczego to zrobiłeś.
Czy ona usłyszała, co zrobiłem? Podniosłem
się. – Avery…
- Nie wiem, co to o mnie mówi, ale
broniłeś swoją siostrę i pobicie kogoś nie jest odpowiedzią, ale ona jest twoją
siostrą i… - Umilkła wydając się szukać odpowiednich słów. – Istnieje paru
ludzi, którzy zasługują na skopanie tyłka.
Wpatrywałem się we nią.
Rozłożyła nogi. – I prawdopodobnie
istnieją ludzie, którzy nawet nie zasługują na oddychanie. Jest to chora i
smutna rzecz, ale prawdziwa. Facet mógłby zabić twoją siostrę. Do diabła,
mógłby pobić na śmierć jakąś inną dziewczynę.
- Zasługuję, żeby być w więzieniu,
Avery. Prawie go zabiłem.
- Ale tego nie zrobiłeś.
Otworzyłem usta, ale nie miałem słów.
Jak mogła być tak wyrozumiała?
- Zapytam cię o coś. Zrobiłbyś to
znowu?
Pytanie za milion dolarów. – Wciąż
pojechałbym do jego domu i bym go uderzył. Może nie tak bardzo, ale szczerze,
nie sądzę, że mogłoby to coś zmienić. Gnojek pobił moją siostrę.
Wzięła głęboki wdech. – Nie obwiniam
cię.
Dalej się na nią gapiłem, czując się
jakbym powinien opaść na kolana. - Jesteś…
Wzruszyła jednym smukłym ramieniem. –
Pokręcona?
- Nie. – Uśmiechnąłem się, absolutnie
osłupiały. – Jesteś niezwykła.
- Nie posuwałabym się tak daleko –
odparła, uśmiechając się lekko.
- Poważnie. – Usiadłem obok niej na
kanapie. – Myślałem, że będziesz zniesmaczona albo zła, jak się dowiesz.
Avery pokręciła głową, rozrzucając
swoje miedziane włosy.
Mój Boże, ona była… nie było na to
słów. Przyciskając czoło do jej czoła, objąłem jej policzki. Czułem się jakby goryl
został zdjęty z moich barków. - Dobrze jest zrzucić to z piersi. Nie chcę, żeby
były pomiędzy nami sekrety.
Uniosła usta i ucałowałem ich kąciki.
Czując wszechogarniającą ulgę, oparłem się o kanapę, przytulając ją do piersi. Ta
dziewczyna była… była doskonała we wszystkich sposobach, które miały znaczenie.
Pocałowałem ją w czubek głowy, a jej
klatka piersiowa gwałtownie się uniosła. Ulga, którą czułem była oszałamiająca
i szczerze nie przygotowałem się na to, że Cukierek tak to przyjmie. Wzdychając,
zamknąłem oczy i przycisnąłem ją do siebie tak blisko, jak mogłem.
Avery zaakceptowała mój sekret. Gdybym
tylko mógł przekonać ją do tego, że ja zrobiłbym to samo dla niej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz