6.1.14

Dwadzieścia trzy


Ollie stał na krawędzi ławki naprzeciwko nas, trzymając resztki Chińszczyzny Avery w pudełku. Fakt, że przyniósł to ze sobą na kampus był dziwny. I te jedzenie było w lodówce od paru dni.
- Mówię tylko, że Dzień Prezydenta jest bardziej interesujący niż Walentynki – powiedział, wbijając pałeczki w makaron. – Ostatecznie to Hallmark stworzył Walentynki. To nie jest prawdziwe święto.
Brittany, siedząca obok miejsca gdzie stał, potrząsnęła głową. – Dzień Prezydenta jest nudny. Co dzieje się w Dzień Prezydenta?
Avery siedziała na moich kolanach, przytulona do mojego torsu. To był brutalnie zimny dzień lutego i odpiąłem swoją bluzę, otaczając ją jej brzegami. – Czy ich dwoje przespało się kiedyś ze sobą? – zapytała cicho.
Zaśmiałem się pod nosem. – Szczerze, to nie wiem tego na pewno.
- W Dzień Prezydenta są wyprzedaże samochodów i mebli – odparł Ollie, uśmiechając się jakby dumny z tego, co wymyślił. – I banki są zamknięte.
- Wow. – Brittany wymieniła się spojrzeniami z Cukierkiem, po czym spojrzała znowu na Olliego. – Nie bzykasz się w Dzień Prezydenta. Robisz to w Walentynki.
Ollie zatrzymał się, makaron miotał się łagodnie na wietrze, jak spuścił na nią wzrok. – Proponujesz?
- Wow – mruknąłem. – Gładko.
Cukierek zachichotała.
Wyciągając ramię Brittany zepchnęła Olliego z ławki. – Nie. Nie proponuję.
Ollie wylądował zwinnie na nogach. – Szkoda. – Nachylił się tak blisko Brittany, że jego blond włosy splątały się z jej włosami. – Zmieniłbym twoje życie, kotku.
Niezdolna się opanować, Avery wybuchła śmiechem, a ja położyłem głowę na jej ramieniu, ukrywając twarz jak spłynęło na mnie zażenowanie z drugiej ręki.
Brittany wyglądała na niewzruszoną. – Pewnie masz rację. Wyobrażam sobie, że po jednej nocy z tobą, musiałabym opłacać wizyty w ośrodku zdrowia do końca życia.
- Au. – Walnął się wolną dłonią w klatkę piersiową. – Zraniłaś mnie.
Wtedy się roześmiała. – Wątpię.
Ollie usiadł obok niej i uniósł pałeczki. – Makaronu?
Uśmiechając się lekko, pokręciła głową. – Nie, dziękuję.
Avery usiadła prosto i przeleciało między nami zimne powietrze. Sięgnąłem po nią, przyciągając z powrotem do siebie. – Nie idź – powiedziałem, otaczając ją ramionami. – Jesteś jak mój podgrzewany kocyk.
Obróciła się do mnie, całując w kącik ust. – Muszę iść na zajęcia.
- Opuść – mruknąłem, szukając jej ust. – Chodź ze mną do domu. – Złapałem jej usta, wsuwając język między jej zimne wargi. – Rozgrzeję cię.
Jej ciało zadrżało i wątpiłem, żeby miało to coś wspólnego z chłodem. – Jest to tak klasyczne jak Ollie zmieniający życie Brittany.
- Ej! – krzyknął Ollie. – Nie mieszajcie mnie w wasze małe gniazdko miłości.
Policzki Cukierka zarumieniły się i zastanawiałem się, czy zapomniała, że byliśmy sami. Uwolniła mi się, tak jak zrobiła to poprzedniej nocy w mojej sypialni, w moim łóżku i przełknąłem jęk.
Naprawdę nie potrzebowałem teraz o tym myśleć.
- Zobaczymy się za niedługo? – powiedziała do Brittany, szybko ją przytulając.
Brittany potaknęła. – Jasne.
Żegnając się, objąłem ramieniem jej smukłe barki, zamierzając odprowadzić ją do Whitehall. Uśmiechnęła się do mnie, mrużąc oczy. – Powinieneś być po drugiej stronie kampusu, prawda?
- Może. – Ściągnąłem moją czapkę i założyłem na jej głowę, osłaniając przed słońcem. – Co robicie potem z Brittany?
- Idziemy do centrum handlowego. - Podniosła trochę daszek czapki, odsuwając się na bok i wyciągając rękę. – Musimy zrobić specjalne zakupy.
- Hmm. – Splotłem z nią palce. – Jaki rodzaj specjalnych zakupów?
- Tajemnica.
Uśmiechnąłem się i wciągnąłem powietrze. W powietrzu była wilgoć. – Czy ma to coś wspólnego z dniem, który nie jest Dniem Prezydenta?
Zaśmiała się, a ja uśmiechnąłem się szerzej. Cukierek ostatnio dużo się śmiała. – Nie powiem ci.
- Widzę jak to jest. – Zatrzymaliśmy się blisko osłoniętego wejścia do budynku społecznych nauk i przyciągnąłem ją do siebie. Chętnie podeszła, stając na palcach stóp. Odwracając czapkę w drugą stronę na jej głowie, oparłem czoło na jej czole. – Czujesz to?
Roześmiała się, kładąc rękę na mojej piersi. – Mój oddech?
Wywracając oczami, objąłem ją ramieniem w talii. – Nie, mały ośle. Śnieg jest w powietrzu.
- Och. – Zachichotała.
Pocałowałem ją lekko. – Bądź ostrożna w swojej specjalnej, tajemniczej wycieczce zakupowej.
- Będę. – Sięgnęła w górę, ściągając czapkę i założyła ją na mnie. – Przychodzisz dziś wieczorem?
- To jest głupie pytanie. – Nie chciałem jej puszczać.
Zrobiła do mnie minę. – Myślałam, że nie ma czegoś takiego jak głupie pytania.
- To kłamstwo. – Schylając głowę, pocałowałem ją raz jeszcze i wtedy puściłem. Kiedy odwróciła się, żeby odejść, klepnąłem ją w tyłek, sprawiając, że podskoczyła i rzuciła mi nieprzyjemne spojrzenie. Zaśmiałem się. – Podobało ci się to.
Jej czerwone policzki powiedziały mi, że miałem rację.

Na zewnątrz spadł śnieg, padając dosyć szybko. Cieszyłem się, że udało mi się przekonać Cukierka, żeby jutro opuściła ze mną lekcje. Zajęcia nadal będą trwały, ale kampus będzie lodowatą śmiertelną pułapką.
Zerknąłem na nią i uśmiechnąłem się. Po zjedzeniu pizzy i spędzeniu czasu z Olliem, była wypompowana. Głęboko we śnie przytulała się do mojego boku, opierając głowę na moich kolanach. Ściągnąłem kosmyk włosów z jej policzka, odsuwając go za jej ucho.
- Jest urocza, wiesz? – Ollie pochylił się do przodu, wziął ostatni kawałek pizzy i wstał. – Tylko ona mogłaby zasnąć w obecności naszej wspaniałości.
Zaśmiałem się cicho. – To było dla niej zbyt wiele. Była przytłoczona.
Uśmiechnął się, przechodząc nad moimi nogami. – Sam się odprowadzę.
W następującej ciszy przesuwałem wzrokiem po zgrabnym kształcie jej twarzy, zapamiętując rysy. Wcześniej dzisiejszego dnia, jak szedłem do zachodniego kampusu razem z Olliem, powiedział coś w stylu, że jestem pantoflarzem. Zabawne było to, że to mnie nie wkurzyło. Roześmiałem się. Może byłem trochę pantoflarzem. Może miałem lekką obsesję. Może byłem…
Telefon Avery zawibrował na stoliku i rozświetlił się ekran, a ja spojrzałem, zanim zorientowałem się co robię.
Jesteś kłamliwą dziwką. Jak możesz ze sobą żyć?
Pochyliłem się, czytając tę wiadomość trzy razy nim światło zniknęło z ekranu, tak jak tekst.
Ogłupił mnie szok. Musiałem źle to przeczytać. Trzy razy? Nieprawdopodobne. Napięły się mięśnie w moich plecach i karku. Nie wiem jak długo siedziałem w przenikliwej ciszy, ale ponad szokiem, w moich żyłach przepływał gniew jak wolno palące się ognisko. Kto do cholery wysłałby jej coś takiego? Kłamliwa dziwka? Chciałem znaleźć odpowiedzialną osobę i rozerwać jej kręgosłup.
Ale czemu ktoś miałby wysłać jej coś takiego? Jeżeli Avery była dziwką, to zakonnica również, ale czemu? Mięsień zaczął drgać w mojej szczęce i nie przestał, gdy Avery się przebudziła.
Ziewając, usiadła i odsunęła długie pasma włosów z twarzy. Zaspany uśmiech pojawił się na jej pełnych wargach. - Sorki. Nie chciałam na tobie zasnąć.
Spojrzałem na nią, nie wiedząc czy powinienem coś powiedzieć.
Wyprostowała się, przesuwając wzrokiem po mojej twarzy. - Czy wszystko w porządku?
Pieprzyć to. Nie zignoruję tego. Zerknąłem na stolik. – Dostałaś wiadomość, kiedy spałaś.
Zmarszczyła brwi, podążając za moim spojrzeniem, po czym wystrzeliła do przodu, podnosząc swoją komórkę. Wciągnęła gwałtownie powietrze, stukając w ekran.
Patrzyłem jak krew odpłynęła z jej twarzy i poczułem jak narastają we mnie węzły niepokoju. - Błysnęła na ekranie, kiedy przyszła.
Powoli odłożyła telefon drżącymi dłońmi. Nie spojrzała na mnie, wpatrywała się w komórkę. – Spojrzałeś na wiadomość?
- To nie tak, że zrobiłem to specjalnie. – Napięty pochyliłem się do przodu. – Była tam na twoim ekranie.
- Ale nie musiałeś patrzeć! – Wstała, zaciskając pięści po bokach.
Wow. Chwila. – Avery, nie grzebałem w twoich rzeczach. Przyszła cholerna wiadomość. Spojrzałem, zanim mogłem się powstrzymać. Może to nie było w porządku.
- Nie było!
Wziąłem głęboki wdech. - Okej. Nie było to w porządku. Przepraszam, ale nie zmienia to faktu, że zobaczyłem tę wiadomość.
Stanęła pośrodku pokoju i nie można było pomylić paniki rzucającej cień na jej oczy.
- Avery – powiedziałem ostrożnie. Spojrzała na mnie. – Dlaczego dostałaś taką wiadomość?
Skrzyżowała ramiona na piersiach. – Nie wiem.
Nie wierzyłem jej.
- Nie wiem – powiedziała znowu i dodała szybko. – Czasami dostaję taką wiadomość, ale nie wiem dlaczego. Myślę, że to coś w stylu złego numeru.
Nadal jej nie wierzyłem. – Nie wiesz od kogo to?
- Nie. Pisze, że od nieznanego numeru. Widziałeś. – Ciągnęła, zanim mógłbym się odezwać. - Przepraszam, że tak się na ciebie wściekłam. Po prostu mnie to zaskoczyło. Spałam, obudziłam się i mogłam powiedzieć, że stało się coś złego. Potem pomyślałam… nie wiem co pomyślałam, ale przepraszam.
- Przestań przepraszać, Avery. – Nienawidziłem, kiedy to robiła. – Nie muszę słyszeć, że przepraszasz. Chcę żebyś była ze mną szczera, kochanie. Tylko tego chcę. Jeśli dostajesz takie wiadomości, muszę o tym wiedzieć.
Cofnęła się o krok. - Dlaczego?
Czasami zastanawiałem się czy porozumiewaliśmy się tym samym językiem. – Bo jestem twoim chłopakiem i przejmuję się, jeśli ktoś nazywa cię dziwką!
Avery się wzdrygnęła.
Biorąc jeszcze jeden wdech, odwróciłem wzrok. – Szczerze? Wkurza mnie to, nawet jeśli to przypadkowa wiadomość. Nikt nie powinien wysyłać ci takiego gówna. – Zamilkłem, odnajdując jej wzrok i go przytrzymując. – Wiesz, że możesz powiedzieć mi wszystko, prawda? Nie będę cię osądzał ani się nie wścieknę.
W chwili, kiedy te słowa opuściły moje usta, zorientowałem się jak cholernie sztuczny byłem. Oto mówiłem Avery, że może mi wszystko powiedzieć, wkurzałem się, bo wiedziałem, że tego nie robiła, a sam miałem sekrety.
- Wiem – szepnęła, po chwili dodała głośniej. - Wiem.
Serce biło mi mocno w piersi, jak spojrzałem jej w oczy. – I ufasz mi, tak?
- Tak. Oczywiście, że tak.
- Cholera – warknąłem, a mięśnie jeszcze bardziej mi się napięły. Poczułem w klatce piersiowej kulę lodu. Powiedzenie jej było ryzykowne. Może pomyśleć, że jestem agresywną osobą i odejdzie, ale musiałem być szczery, zwłaszcza jeśli oczekiwałem od niej tego samego.
Cholernie się bałem.
Przymykając oczy, powiedziałem. – Nie byłem z tobą całkowicie szczery.
- Co?
Potarłem dłonią szczękę. Jeśli powiedziało się A, trzeba powiedzieć B, czy coś takiego, ta? – Mówię ci, że powinnaś mi zaufać i że możesz wszystko mi powiedzieć, ale ja nie robię tego samego. W końcu i tak się tego dowiesz.
Avery obeszła prędko stolik i usiadła na brzegu kanapy.
- O czym ty mówisz, Cam?
Zdałem sobie sprawę, że mogę ją stracić, ale musiałem wyznać jej prawdę. – Wiesz, jak ci powiedziałem, że wszyscy zrobiliśmy gówno w naszej przeszłości, z którego nie jesteśmy dumni?
Potaknęła. - Tak.
- Mówię to z doświadczenia z pierwszej ręki. Tylko parę osób o tym wie – urwałem. – I to ostatnia rzecz, jaką chcę ci powiedzieć.
- Możesz mi powiedzieć – powiedziała, przysuwając się bliżej. – Poważnie, możesz ze mną porozmawiać. Proszę.
Nie wiedziałem od czego zacząć. Zajęło mi to parę chwil. – Powinienem kończyć studia w tym roku razem z Olliem, ale tego nie robię.
- Pamiętam jak mi powiedziałeś, że musiałeś odejść na trochę czasu.
- Byłem na drugim roku. Nie byłem zbyt często w domu w wakacje, bo pomagałem trenować na obozie piłkarskim w Maryland, ale kiedykolwiek przyjeżdżałem do domu, moja siostra… zachowywała się inaczej. Nie wiedziałem dlaczego, ale była bardzo nerwowa, a kiedy była w domu spędzała cały czas w swojej sypialni. I najwyraźniej rzadko bywała w domu według moich rodziców. Moja siostra, ona zawsze była tym czułym serduszkiem, wiesz. Wybierała zabłąkane zwierzęta i ludzi, zwłaszcza zbłąkanych facetów. Nawet kiedy była maleńka zawsze kolegowała się z najbardziej niepopularnym dzieckiem w klasie. – Uśmiechnąłem się na wspomnienie. – Poznała tego kolesia. Był rok lub dwa lata starszy od niej i sądzę, że ich związek był poważny – tak poważny, jak może być, kiedy jesteś szesnastolatkiem. Raz spotkałem dzieciaka. Nie polubiłem go. I nie miało to nic wspólnego z faktem, że próbował być z moją młodszą siostrą. Po prostu było w nim coś, co mnie się nie podobało.
Położyłem ręce na kolanach, czując budującą się we mnie znajomą wściekłość. - Byłem w domu na przerwie Dziękczynienia i byłem w kuchni. Teresa tam była i wygłupialiśmy się. Popchnęła mnie, a ja ją szturchnąłem w ramię. Nawet nie mocno, a krzyknęła jakbym poważnie ją zranił. Najpierw pomyślałem, że po prostu udaje, ale były łzy w jej oczach. Zbyła to i zapomniałem o tym na noc, ale w poranek Dziękczynienia mama weszła do niej bez pukania, kiedy ona była w ręczniku i zobaczyła to.
Avery wzięła głęboki wdech, a ja potrząsnęłam głową. - Moja siostra… ona była posiniaczona. Na całych ramionach, nogach. – Zacisnąłem bezsilnie pięści. – Powiedziała, że to od tańczenia, ale wszyscy wiedzieliśmy, że nie można mieć takich siniaków z tańca. Zajęło niemal cały ranek wyciągnięcie z niej prawdy.
- To był jej chłopak? – spytała cicho.
Przełknąłem ciężko. – Mały gnojek bił ją. Był w tym bystry, robiąc to w miejscach, które nie były tak łatwo zauważalne. Została z nim. Na początku nie wiedziałem dlaczego. Okazało się, że zbyt bardzo się go bała, żeby zerwać. – Nie potrafiąc siedzieć nieruchomo, wstałem i podszedłem do okna. - Kto wie, jak długo by się to ciągnęło, gdyby mama wtedy nie weszła. Czy Teresa w końcu by komuś powiedziała? Albo czy ten sukinsyn wciąż biłby ją jednej nocy i ją zabił?
Opuściłem głowę. Wszystko to czułem jakby było to wczoraj – wściekłość i bezsilność. - Boże, byłam taki wkurzony, Avery. Chciałem zabić gnojka. Bił moją siostrę i mój tato chciał zadzwonić na policję, ale co oni by tak naprawdę zrobili? Obydwoje byli małoletni. Trzepnęliby go po łapach i dostałby kuratora czy coś takiego. Głupie gadanie. Nie pasowało mi to. Wyszedłem w wieczór Dziękczynienia i go znalazłem. Nie zabrało to długo, cholernie małe miasto i w ogóle. Zapukałem do jego drzwi i od razu przyszedł. Powiedziałem mu, że nie może już przebywać z moją siostrą i wiesz co ten mały śmieć zrobił?
- Co? – szepnęła.
- Stanął ze mną twarzą w twarz, pchając się na mnie swoją pieprzoną klatką piersiową. Powiedział mi, że zrobi cokolwiek, co, do cholery, będzie chciał. – Zaśmiałem się bez humoru. – Nie wytrzymałem. Złość nie jest nawet słowem do użycia. Byłem w furii. Uderzyłem go i nie przestałem. – Odwróciłem się do niej z pulsującym tętnem. – Nie przestałem go bić. Nie kiedy wyszli jego rodzice ani jak jego mama zaczęła krzyczeć. Trzeba było dwóch policjantów, żeby mnie z niego ściągnąć.
Avery nic nie powiedziała, wpatrując się we mnie.
Potarłem dłońmi policzki. – Ja skończyłem w więzieniu, a on w śpiączce.
Jej usta otworzyły się w szoku i oto nastąpiło. Pochylając brodę, odwróciłem wzrok i usiadłem na fotelu. – Byłem wcześniej w bójkach – normalne gówno. Ale nic takiego. Moje knykcie były złamane i nawet tego nie czułem. Mój tata… - Pokręciłem głową. - Wykonał swoją magię. Powinienem był zniknąć za to na długi czas, ale tak się nie stało. Chyba pomogło to, że dzieciak obudził się kilka dni później.
- Uniknąłem kary – nawet nie spędziłem nocy w więzieniu. – Uśmiechnąłem się cierpko. – Ale nie mogłem opuścić domu przez kilka miesięcy, podczas gdy to się rozwiązywało. Skończyłem z rokiem pracy społecznej w miejscowym klubie i kolejnym rokiem technik radzenia sobie ze złością. To właśnie robię w każdy piątek. Moja ostatnia sesja jest na jesień. Moja rodzina musi płacić restytucję i nawet nie chcesz wiedzieć ile to kosztuje. Musiałem przestać grać w piłkę nożną przez prace społeczne, ale… jak powiedziałem, uniknąłem kary.
Avery odwróciła wzrok, marszcząc czoło. Jej twarz była pobladła i im dłużej milczała, tym bardziej było mi niedobrze. Co ja…
- Rozumiem – powiedziała cicho. Zagapiłem się na nią, niepewny czy dobrze ją usłyszałem.
- Co? – spytałem ochryple.
- Rozumiem, dlaczego to zrobiłeś.
Czy ona usłyszała, co zrobiłem? Podniosłem się. – Avery…
- Nie wiem, co to o mnie mówi, ale broniłeś swoją siostrę i pobicie kogoś nie jest odpowiedzią, ale ona jest twoją siostrą i… - Umilkła wydając się szukać odpowiednich słów. – Istnieje paru ludzi, którzy zasługują na skopanie tyłka.
Wpatrywałem się we nią.
Rozłożyła nogi. – I prawdopodobnie istnieją ludzie, którzy nawet nie zasługują na oddychanie. Jest to chora i smutna rzecz, ale prawdziwa. Facet mógłby zabić twoją siostrę. Do diabła, mógłby pobić na śmierć jakąś inną dziewczynę.
- Zasługuję, żeby być w więzieniu, Avery. Prawie go zabiłem.
- Ale tego nie zrobiłeś.
Otworzyłem usta, ale nie miałem słów. Jak mogła być tak wyrozumiała?
- Zapytam cię o coś. Zrobiłbyś to znowu?
Pytanie za milion dolarów. – Wciąż pojechałbym do jego domu i bym go uderzył. Może nie tak bardzo, ale szczerze, nie sądzę, że mogłoby to coś zmienić. Gnojek pobił moją siostrę.
Wzięła głęboki wdech. – Nie obwiniam cię.
Dalej się na nią gapiłem, czując się jakbym powinien opaść na kolana. - Jesteś…
Wzruszyła jednym smukłym ramieniem. – Pokręcona?
- Nie. – Uśmiechnąłem się, absolutnie osłupiały. – Jesteś niezwykła.
- Nie posuwałabym się tak daleko – odparła, uśmiechając się lekko.
- Poważnie. – Usiadłem obok niej na kanapie. – Myślałem, że będziesz zniesmaczona albo zła, jak się dowiesz.
Avery pokręciła głową, rozrzucając swoje miedziane włosy.
Mój Boże, ona była… nie było na to słów. Przyciskając czoło do jej czoła, objąłem jej policzki. Czułem się jakby goryl został zdjęty z moich barków. - Dobrze jest zrzucić to z piersi. Nie chcę, żeby były pomiędzy nami sekrety.
Uniosła usta i ucałowałem ich kąciki. Czując wszechogarniającą ulgę, oparłem się o kanapę, przytulając ją do piersi. Ta dziewczyna była… była doskonała we wszystkich sposobach, które miały znaczenie.
Pocałowałem ją w czubek głowy, a jej klatka piersiowa gwałtownie się uniosła. Ulga, którą czułem była oszałamiająca i szczerze nie przygotowałem się na to, że Cukierek tak to przyjmie. Wzdychając, zamknąłem oczy i przycisnąłem ją do siebie tak blisko, jak mogłem.
Avery zaakceptowała mój sekret. Gdybym tylko mógł przekonać ją do tego, że ja zrobiłbym to samo dla niej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz