30.12.13

Dwadzieścia jeden

Minęła jakaś godzina po tym jak okryłem Avery kocem, kiedy wszystko co wypiła zdecydowało zrobić powrót.
Odrzucając na bok koc, jakby był pokryty wężami, przebiegła przez salon, rzucając się w kierunku łazienki. Szybko podążyłem za nią, spodziewając się tego, biorąc pod uwagę, że zazwyczaj nie piła.
To było okropne.
Nie mogąc zrobić nic więcej jak podtrzymywać jej włosy i pocierać jej plecy, podczas gdy modliła się do porcelanowych bogów, nigdy nie czułem się bardziej bezradny. Kiedy w końcu się to skończyło, podparłem ją o wannę i wziąłem mokrą szmatkę. Było tak jak wtedy, gdy była chora, tyle że tym razem, tak naprawdę była przytomna.
- Czujesz się lepiej? – zapytałem.
- Tak jakby. – Zacisnęła powieki. – O Boże, to takie żenujące.
Zaśmiałem się pod nosem. – To nic, kochanie.
- Dlatego zostałeś, prawda? – Jęknęła żałośnie. – Wiedziałeś, że się rozchoruję, a oto ja się rozbieram.
- Cii. – Odsunąłem z jej twarzy luźne kosmyki włosów. – Jak czarujące było patrzenie jak wymiotujesz, nie dlatego zostałem i wiesz o tym.
Raz jeszcze przymknęła oczy. – Bo pragniesz mnie, ale nie kiedy jestem pijana i rzygam?
Wybuchnąłem śmiechem. Nietrzeźwa Avery była zabawną Avery. – Ta, wiesz co, to brzmi dobrze.
- Tylko się upewniam, że chodzi nam o to samo.
- Nie chodzi.
Uchyliło się jedno oko. – Ha.
- Tak myślałem, że ci się to spodoba. – Przesunąłem szmatkę pod jej brodę.
Uśmiechnęła się leciutko. - Jesteś w tym bardzo… dobry.
- Miałem dużo praktyki. – Odrzucając ręcznik na bok, chwyciłem nowy i zacząłem od nowa. – Byłem tam gdzie ty kilka razy. – Zsunąłem ręcznikiem po jej szyi i ramionach, nie odrywając spojrzenia od jej twarzy, nie pozwalając mu zabłądzić do krągłości jej piersi tak pięknie widocznych. – Chcesz przyszykować się do łóżka?
Spojrzała na mnie nagle rozszerzonymi oczami.
Uśmiechnąłem się szeroko.
- Przestań o tym myśleć.
- Och – wymamrotała, wyglądając na rozczarowaną.
- Tak, och. – Odwróciłem się i wziąłem szczoteczkę do zębów. Nakładając na nią pastę, zwróciłem się do niej. – Pomyślałem, że chciałabyś pozbyć się tego smaku z ust.
- Jesteś cudowny – powiedziała, sięgając po nią.
- Wiem. – Gdy skończyła, raz jeszcze ukucnąłem i rozpiąłem moją bluzę. Ściągając ją, złapałem brzeg koszulki, by ściągnąć ją przez głowę. – Próbowałem namówić cię do powiedzenia, że jestem cudowny od momentu, kiedy we mnie wpadłaś. Gdybym wiedział, że wymagać to będzie jedynie podania ci szczoteczki do zębów, zrobiłbym to dawno temu. Moja strata.
- Nie. To była moja… - Zdołała usiąść prościej. – Moja strata… co ty robisz?
- Nie wiem gdzie są twoje ubrania. – Co było kłamstwem. Wcześniej znalazłem jej ubrania.
- Aha.
Uśmiechnąłem się, patrząc jak jej wzrok przesunął się po moim torsie, zatrzymując na tatuażu. - A domyślam się, że chciałabyś się rozebrać.
- Ta – mruknęła.
- Więc najprościej będzie, jak pożyczę ci moją koszulkę.
Nabrała płytkiego wdechu. – Okej.
- Wtedy będzie ci wygodniej.
Podejrzewałem, że nie słuchała ani jednego słowa, które wychodziło z moich ust. Nie kiedy jej oczy wędrowały na południe, skłaniając moje ciało do zareagowania.
- Jasne – wymamrotała.
- Nie słuchałaś ani jednej rzeczy, którą powiedziałem.
- Nie.
Uśmiechnąłem się szerzej, chwytając ją za biodra i posadziłem ją na brzegu wanny.
- Jeszcze nie podnoś ramion, dobra? – powiedziałem jej. Siedziała nieruchomo, jak założyłem na nią swoją koszulkę. - Trzymaj ramiona w dole. – Puściłem bluzkę i sięgnąłem za nią, zręcznie odpinając jej biustonosz.
- Co robisz? – spytała wysokim głosem.
Roześmiałem się, zsuwając ramiączka po jej ramionach, ale umilkłem, gdy zadrżała. Chyba podobało mi się karanie samego siebie, bo chciałem odrzucić jej biustonosz i złapać ją w ramiona. – Jak powiedziałem wcześniej, przestań o tym myśleć. Twoja cnota jest ze mną bezpieczna.
- Moja cnota?
Spojrzałem na nią spod rzęs. – Na razie.
- Na razie? – szepnęła.
Potaknąłem. - Przełóż ramiona.
Posłuchała i podwinąłem rękawy. Odsuwając się, nagły przypływ zadowolenia niemal zwalił mnie z nóg. Podobała mi się w moich ubraniach. Bardzo podobała. Przesuwając ręką po jej ramieniu, zatrzymałem się nad bransoletką.
- Nie… - Panika wypełniła jej głos, jak odpiąłem małe zapięcia.
Wzmocniłem uchwyt, nie puszczając jej ręki. - Już ją widziałem, Avery.
- Proszę, nie. – Spuściła wzrok. - To żenujące i nie mogę cofnąć tego, że ją zobaczyłeś. Chciałabym, ale nie mogę.
Moje wcześniejsze podejrzenia nareszcie zostały potwierdzone. Objąłem dłońmi bransoletkę i jej nadgarstek. – To przez to, prawda? Dlatego się wkurzyłaś? Nie chciałaś ze mną rozmawiać? Rzuciłaś klasę?
Kiedy się nie odezwała, zamknąłem na krótką chwilę oczy. - Och, kochanie. Wszyscy zrobiliśmy rzeczy, z których nie jesteśmy dumni. Gdybyś wiedziała… - Teraz nie była pora na to. – Chodzi o to, że nie wiem dlaczego to zrobiłaś. Mam tylko nadzieję, że jakikolwiek był powód, to coś, co zaakceptowałaś. Wcale nie myślę o tobie przez to gorzej. Nigdy tak nie myślałem.
- Ale wyglądałeś tak… - Nie mogła dokończyć.
Drugą ręką ściągnąłem bransoletkę i położyłem ją na umywalce. – Byłam tylko zaskoczony i zmartwiony. Nie wiedziałem, kiedy to się stało i nie będę pytał. Nie teraz, dobrze? Po prostu wiedz, że nie musisz jej przy mnie ukrywać. W porządku?
Skinęła głową, ale w jej brązowe oczy wlało się zwątpienie i nieufność. Chcąc udowodnić, że to co powiedziałem było prawdą, pochyliłem głową, obracając jej ramię i przycisnąłem usta do blizny. Avery zadrżała.
- Dopiero skończyłam szesnastkę. – Jej ton był cichy i okropnie młody. – Wtedy to zrobiłam. Nie wiem czy naprawdę tego chciałam czy po prostu chciałam, żeby ktoś… - Potrząsnęła głową. – To coś, czego żałuję każdego dnia.
- Szesnaście?
- Nigdy już czegoś takiego nie zrobię. Przysięgam. Nie jestem tą samą osobą, co wtedy.
- Wiem. – Położyłem rękę na jej nodze, chcąc zabrać dalekie, bolesne spojrzenie, które pociemniało jej oczy. – Teraz jest pora na ściągnięcie twoich spodni.
Zamrugała, a po chwili parsknęła śmiechem. – Miło.
Pomogłem jej wstać. Moja koszulka sięgała jej kolan i wyglądała na niej lepiej niż na mnie. Gdy wyciągnąłem rękę do guzika jej spodni, odepchnęła mnie. – Myślę, że mogę to zrobić – powiedziała.
- Jesteś pewna? – drażniłem się. – Bo jestem tutaj do twoich usług i ściągnięcie twoich dżinsów jest czymś, w czym czuję, że będę wyjątkowo cudowny.
Jej usta drgnęły. - Jestem pewna, że byłbyś. Włóż swoją bluzę.
Oparłem się o umywalkę, rozciągając plecy. – Lubię, kiedy patrzysz.
- Pamiętam. – Odwróciła się i poruszyła tyłkiem w najbardziej kuszący sposób, zrzucając dżinsy.
Odrywając wzrok, zabrałem moją bluzę z podłogi. – Myślisz, że nic ci nie będzie poza łazienką?
- Mam taką nadzieję.
Kiedy zaprowadziłem ją do salonu, znalazłem aspirynę i wziąłem kolejną butelkę wody. Gdy ją wypiła, usiadłem na kanapie i lekko pociągnąłem ją za ramię. – Usiądź ze mną. – Jak zaczęła przechodzić przez moje nogi, zatrzymałem ją. - Nie. Usiądź ze mną.
Zdezorientowana, pokręciła głową. Oparłem się i pociągnąłem ją w dół. Była sztywna jak banknot dolarowy przez jakąś sekundę, po czym jej ciało zwaliło się na moje kolana. Chwyciłem koc i zarzuciłem go na jej nagie nogi.
- Powinnaś spróbować zasnąć. – Objąłem ją w pasie, jak telewizor rzucał po pokoju drgające cienie. – To pomoże rano.
Cukierek westchnęła cichutko, przytulając się do mojej piersi. – Nie wychodzisz?
- Nie.
- W ogóle?
Opuszczając brodę, musnąłem ustami jej czoło. – Nigdzie nie idę. Będę tutaj, jak się obudzisz, kochanie. Obiecuję.

Obudziłem się następnego poranka w tej samej pozycji, w jakiej zasnąłem. Avery nadal była skulona na moich kolanach, ale teraz była przebudzona i ciągle się poruszała. Jęknąłem, zaciskając wokół niej ramiona, jak jej biodro przycisnęło się do mojej erekcji.
- Sorry – odezwałem się. – Jest poranek, a ty na mnie siedzisz. To połączenie powaliłoby każdego mężczyznę.
Otworzyłem oczy w samą porę, żeby zobaczyć jak rumieniec oblewa policzki Cukierka. Położyłem rękę na jej biodrze, przyglądając się jej zaspanej minie poprzez ciężkie powieki.
- Chcesz, żebym z ciebie zeszła? – zapytała.
- Do diabła, nie. – Przejechałem drugą ręką po jej kręgosłupie, przesuwając palcami przez jej miękkie włosy. – Absolutnie, pieprzenie, nie.
Uśmiechnęła się. – Dobrze.
- Wreszcie myślę, że w czymś się zgadzamy.
Przechylając głowę na bok, patrzyła na mnie przez długą chwilę. – Czy zeszła noc naprawdę się zdarzyła?
Uśmiechnąłem się. – Zależy do tego, co myślisz, że się wydarzyło.
- Ściągnęłam dla ciebie bluzkę?
Na tę wzmiankę spuściłem wzrok. Stwardniałe czubki jej piersi były ładnie widoczne. – Tak. Urocza chwila.
- A ty mnie odrzuciłeś?
Zsunąłem rękę na jej udo. – Tylko dlatego, że nasz pierwszy raz razem nie będzie wtedy, kiedy jesteś pijana.
- Nasz pierwszy raz razem?
Uśmiechnąłem się leniwie. - Yhm.
Zaczerwieniła się ładnym odcieniem różu. – Naprawdę jesteś przekonany o istnieniu pierwszego pomiędzy nami.
- Jestem. – Oparłem się o poduszkę, przyglądając się jej i przesuwając ręką w dół i w górę od jej uda do biodra.
- Rozmawialiśmy, prawda? – Zerknęła na goły nadgarstek. – Powiedziałam ci, kiedy to zrobiłam?
- Tak.
Uniosła rzęsy. – I nie uważasz, że jestem szaloną suką?
- Cóż…
Przyszpiliła mnie suchym spojrzeniem.
Wyszczerzyłem się, kładąc drugą rękę na jej karku. – Chcesz wiedzieć, co myślę?
- Zależy.
Opuściłem jej głowę tak, że nasze usta prawie się dotykały. – Myślę, że musimy pogadać.
- Musimy – wyszeptała.
Ale im dłużej siedziała na moich kolanach, tym mniej prawdopodobne było, że będziemy rozmawiać. Chwyciłem jej biodra i uniosłem ją, zsuwając na poduszki obok.
- Myślałam, że musimy pogadać? – zapytała, jak wstałem.
- Musimy. Zaraz wrócę.
Jej twarz była zdezorientowana.
- Po prostu tu zostań, okej? – Ruszyłem do drzwi. – Nie ruszaj się z miejsca. Nie myśl o niczym. Tylko tutaj siedź, a ja zaraz wrócę.
Oparła brodę na oparciu kanapy. – Okej.
- Naprawdę, nie myśl o niczym. – Otworzyłem drzwi. - Nie o ostatnich paru minutach czy ostatniej nocy. Nie o ostatnim miesiącu. Czy co będzie dalej. Po prostu tam siedź.
- W porządku – szepnęła. – Obiecuję.
Przez chwilę patrzyłem jej w oczy i gdy byłem pewien, że nie zamknie się w swojej sypialni, pospieszyłem do mojego mieszkania. W środku było cicho, ale obok kanapy leżała para szpilek. Uśmiechając się, szybko wymyłem zęby, po czym zabrałem potrzebne rzeczy z kuchni. Wszystko to zajęło mi całe pięć minut, a kiedy powróciłem do jej mieszkania, siedziała tam gdzie ją zostawiłem.
Spojrzała na to co trzymałem w rękach i uśmiechnęła się. – Jajka – przyniosłeś jajka.
- I moją patelnię. – Używając biodra, zamknąłem drzwi. – I umyłem zęby.
- Nie włożyłeś koszulki.
Posłałem jej długie spojrzenie. – Wiedziałem, że złamałoby ci serce nie bycie w stanie patrzeć na mnie bez koszulki.
Gdy położyłem jajka na blacie, usłyszałem stłumiony pisk i odwróciłem się do drzwi. - Avery, co do diabła wyprawiasz?
- Nic – nadeszła odpowiedź.
Uśmiechnąłem się do siebie, obracając się z powrotem do blatu. - To przyprowadź tutaj swój tyłek. – Gdy usłyszałem jak jej stopy uderzyły o podłogę, zmarszczyłem brwi. - I nawet nie waż się przebierać – urwałem. - Bo naprawdę lubię widzieć cię w moich ubraniach.
- Cóż, kiedy tak to stawiasz… - Pojawiła się w progu.
- Co? – Spojrzałem na nią przez ramię. - Tak bardzo tęskniłaś za moimi jajkami?
Zamrugała powoli. – Nie sądziłam, że znowu będę cię miała w kuchni, robiącego jajka.
Te słowa miały na mnie większy wpływ niż o tym wiedziała. Nastawiłem kuchenkę. – Tęskniłaś za mną tak bardzo?
- Tak.
Odwróciłem się do niej, wsuwając rękę do włosów. - Tęskniłem za tobą.
Cukierek wzięła głęboki wdech. – Chcę przeprosić za to jak się zachowałam, kiedy… cóż, kiedy zobaczyłeś moją bliznę. Nigdy nie pozwoliłam nikomu jej zobaczyć. – Przybliżyła się, zagryzając dolną wargę. – Wiem, że to nie wymówka, bo byłam okropną suką, ale…
- Przyjmę twoje przeprosiny pod jednym warunkiem. – Założyłem ramiona.
- Zrobię wszystko – powiedziała zdecydowanie.
- Zaufaj mi.
- Ufam ci, Cam.
- Nie, nie ufasz. – Podszedłem do stołu i wysunąłem krzesło. – Usiądź.
Gdy usiadła i poprawiła pożyczoną koszulkę, wróciłem do kuchenki i rozbiłem jajko. - Gdybyś mi ufała, nie zareagowałabyś tak, jak to zrobiłaś. I nie osądzam cię ani nic z tego gówna. Musisz mi zaufać, że nie będę dupkiem ani nie wkurzę się przez takie rzeczy. Musisz zaufać, że wystarczająco mi na tobie zależy.
Na dźwięk jej ciche wdechu, obróciłem się do niej. - Jest wiele, czego o tobie nie wiem i mam nadzieję, że to naprawimy. Nie będę cię naciskał, ale nie możesz się przede mną zamykać. Dobra? Musisz mi zaufać.
Spojrzała mi w oczy. – Ufam ci. Zaufam ci.
- Przyjmuję twoje przeprosiny.
Skończyłem z jajkami i wróciłem do stołu z sokiem pomarańczowym, zanim poruszyłem następną kwestię. – Więc gdzie zmierzamy? Powiedz mi, czego chcesz.
Zatrzymała się z widelcem pełnym puszystych jajek – Czego chcę?
 - Ode mnie. – Wrzuciłem całe jajko do ust. – Czego ode mnie chcesz?
Cukierek oparła się o krzesło, odkładając widelec na talerz. Otworzyła usta i wyprostowała ramiona. - Ciebie.
Poczułem skurcz w klatce piersiowej i przez chwilę nie mogłem mówić. - Mnie?
- Chcę ciebie – powiedziała, czerwieniąc się. – Oczywiście nigdy nie byłam w związku i nawet nie wiem czy ty tego chcesz. Może nie…
- Chcę.
- Chcesz? – spytała.
Zachichotałem, czując się lekko po raz pierwszy od wielu tygodni i wziąłem drugie jajko. – Brzmisz na tak zaskoczoną, jakbyś nie mogła w to uwierzyć. To całkiem urocze. Proszę kontynuuj.
- Proszę kontynuuj…? – Potrząsnęła głową. – Chcę z tobą być.
Powoli przeżułem jajko. – To druga rzecz, w której zgadzamy się dzisiejszego ranka.
- Chcesz być ze mną?
Uniosłem usta. - Chciałem być z tobą od pierwszego razu, kiedy mnie odrzuciłaś. Po prostu czekałem, aż sama przyjdziesz. Więc jeśli to robimy, jest parę ogólnych zasad.
- Zasady?
Potakując, obrałem trzecie jajko. - Nie jest ich wiele. Nie zamykasz się przede mną. Jesteś tylko ty i ja, i nikt inny. I wreszcie, będziesz dalej wyglądać cholernie seksownie w moich bluzkach.
Parsknęła głębokim i prawdziwym śmiechem. – Myślę, że wszystkie są wykonalne.
- Dobrze. – Zastanawiałem się czy widziała jak trzęsły mi się dłonie, kiedy obierałem ostatnie jajko.
- Nigdy nic takiego nie robiłam, Cam. I nie zawsze jest ze mną łatwo się dogadywać. Wiem to. Nie mogę obiecać, że będzie to dla ciebie łatwe.
- Żadna zabawa w życiu nie jest łatwa. – Wypiłem mleko, mając już dosyć gadania. Musiałem powiedzieć jej o tym, co stało się trzy lata temu i co musiałem robić każdego piątkowego wieczoru, ale to musiało poczekać. Musiałem zrobić to, co chciałem zrobić od wieczoru Dziękczynnego.
Wstałem i do niej podszedłem. Biorąc jej ręce, postawiłem ją na nogi i objąłem ją w talii. Zniżyłem głowę, przesuwając ustami po jej policzku. – Poważnie o tobie myślę, Avery. Jeśli chcesz mnie naprawdę, to mnie masz.
Cukierek przycisnęła ręce do mojego torsu. – Chcę cię naprawdę.
- Dobrze wiedzieć. – Moje usta zawisły nad jej wargami. – Bo jeśli nie, byłoby to bardzo niezręczne.
Zaśmiała się, ale ten dźwięk zniknął, kiedy przycisnąłem do niej wargi. Kontakt ten wydawał się prawidłowy, konieczny jak oddychanie. Pocałunek był miękki i wolny, ale kiedy wsunęła dłonie w moje włosy, pogłębiłem pocałunek, dając jej to o co cicho prosiła. Przesunąłem ustami po jej wargach, w tę i we w tę, napierając i nakłaniając je do otwarcia językiem.
Jej jęk rozgrzał moją krew, a Avery smakowała jak sok i coś o wiele słodszego. Opuściłem ręce na jej biodra i przyciągnąłem do siebie, podnosząc ją. Przeszyło mnie zaskoczenie, kiedy objęła mnie w pasie nogami. Przycisnąłem ją do ściany, dopasowując nasze ciała.
Całowanie jej było tym co cały czas planowałem, ale dotyk jej piersi dociśniętych do mojej klatki piersiowej i jej gorące wnętrze było moją zgubą. Byłem w niej zatracony. Cukierek była płochliwa i niewinna w wielu sytuacjach, ale była także bardzo namiętna i jej reakcja była naturalna oraz bardzo uwodzicielska.
Jęknąłem, gdy poruszyła biodrami, przyciskając się do mnie w jej cudowny, prosty sposób. Zacisnęła palce na moich włosach, trzymając przy sobie moje usta. Byłem taki twardy i opuchnięty, a skrawek odzieży okrywający ją pomiędzy udami nie był dostateczną barierą. Nie chciałem niczego bardziej jak wziąć ją teraz przy tej ścianie i wątpiłem, żeby zaprotestowała, ale to nie było właściwe.
Z wysiłkiem podniosłem usta. - Muszę iść.
Położyła ręce na moich policzkach. – Teraz wychodzisz?
- Nie jestem święty, kochanie. – Mój głos był głęboki, szorstki od pożądania. – Więc jeśli teraz nie wyjdę, to nie wyjdę przez jakiś czas.
Zadrżała, a moje ciało się naprężyło. – Co jeśli nie chcę, żebyś wychodził?
- Cholera. – Złapałem jej uda, na krótko przymykając oczy. – Bardzo utrudniasz bycie dobrym facetem, którym mówiłaś że jestem zeszłej nocy.
Musnęła mój policzek ustami. - Nie jestem pijana.
Śmiejąc się cicho, przycisnąłem do niej czoło. – Tak, widzę to i podczas gdy pomysł wzięcia cię w tej chwili przy ścianie jest wystarczający, żebym stracił kontrolę, chcę żebyś wiedziała, że jestem poważny. Nie jesteś zwykłą przygodą. Nie jesteś przyjaciółką od seksu. Jesteś dla mnie kimś więcej.
Zamknęła oczy, a jej pierś uniosła się przy mojej. – Dobra, to było… tak jakby doskonałe.
- Jestem tak jakby doskonały – droczyłem się, odplątując jej nogi i postawiłem ją na ziemi. – Wszyscy inni to wiedzą. Jesteś tylko trochę wolna w pojęciu tego.
Zaśmiała się, w jej oczach pojawiło się ciepło. – Co zamierzasz zrobić?
- Wziąć zimny prysznic.
- Poważnie?
- Tak.
Raz jeszcze się roześmiała. – Wrócisz?
- Zawsze. – Pocałowałem ją delikatnie, wlewając wszystko co czułem w ten szybki, o wiele zbyt krótki pocałunek.

- Okej. – Uśmiech rozciągnął się na jej całej twarzy i była to najcudowniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek widziałem. – Poczekam na ciebie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz