27.1.14

Dwadzieścia osiem

Teksas był bezbożnie gorący. Piekielnie gorący. Nawet w ocienionym wnętrzu wypożyczonego samochodu z chłodnym powietrzem dmuchającym z otworów wentylacyjnych, żar przedostawał się z każdego małego otworku.
Nie mogłem uwierzyć, że naprawdę byłem w Teksasie.
Przeniosłem wzrok z marmurowej fontanny na ogromny dom. Avery nie żartowała, kiedy powiedziała, że jej rodzice są bogaci.
Opierając się o siedzenie, odetchnąłem długo i głęboko. – Cholera.
Cukierek była w środku tego budynku z mamą, która sprawiały, że mamusia Anthony’ego Bates wyglądała na stabilną i uroczą. A ja czekałem tutaj w samochodzie, skuszony do zanurzenia się w fontannie.
Była tam od co najmniej dziesięciu minut i nie chciała, żebym wchodził z nią do środka. Prawdopodobnie dlatego, że wiedziała, iż szybko straciłbym kontrolę. Kiedy otworzyła się przede mną tamtego dnia, tak naprawdę nie zagłębiała się w temat swoich rodziców oprócz tego jak zareagowali na to, co jej się stało, ale w ciągu ostatnich paru tygodni opowiedziała mi o nich.
I to co wiedziałem nie podobało mi się ani trochę.
Po piętnastu minutach nie mogłem już usiedzieć. Wysiadłem z auta, wychodząc na upał. Odwracając czapkę, zsunąłem niżej daszek, osłaniając się przed słońcem.
Obszedłem wypożyczonego sedana, przyglądając się wejściu do domu. Marmurowe kolumny były ładnym akcentem. Gdy się odwróciłem, wpatrując się w wypielęgnowany krajobraz, w pobliżu nie było żywej duszy.
Te miejsce było opustoszałe i pomimo trudnej do wytrzymania temperatury, zimne. Nie potrafiłem sobie wyobrazić, że Cukierek dorastała w takiej atmosferze ani nie mogłem zrozumieć jakim cudem wyrosła na taką ciepłą i kochającą osobę.
Kiedy odwróciłem się do fontanny, bluzka zaczęła już przyklejać się do moich ramion. Przymykając oczy, powstrzymałem nogi przed odwróceniem się i pójściem do tego domu. Wiedziałem, że Cukierek musiała sama to zrobić, ale nie cierpiałem tego, że stawiała im czoła beze mnie przy jej boku.
Wystawiłem rękę, pozwalając ciepłej wodzie spłynąć po mojej otwartej dłoni. Co pomyśleliby jej rodzice, gdybym wziął w niej krótką kąpiel? Kusiło mnie. Również brakowało mi pięciu sekund do wpadnięcia do tego domu, kiedy usłyszałem za sobą zamykane drzwi. Odwracając się, dostrzegłem Avery schodzącą po szerokich kamiennych stopniach.
Szeroko się uśmiechała.
Tego się nie spodziewałem.
Napięcie spłynęło z moich barków, kiedy okrążyłem auto, chwytając ją w połowie kolistego podjazdu. - Jak poszło?
- Ach… - Stanęła na palcach stóp w sandałach, przechyliła głowę i mnie pocałowała. – Poszło tak, jak oczekiwałam.
Złapałem jej biodra, zaciskając na nich palce, kiedy przepłynęły przeze mnie pożądanie, miłość i tysiąc innych skomplikowanych emocji. – Chcesz mi o tym opowiedzieć?
- Na kolacji? – Zaczęła się odsuwać, ale chwyciłem ją za rękę, trzymając w miejscu. – Zabiorę cię do Chuy’s…
- Avery?
Stal spłynęła po moim kręgosłupie na dźwięk jej imienia i ścisnąłem mocniej jej rękę. Odwróciła się, a ja zmrużyłem oczy na wysokiego mężczyznę schodzącego po frontowych schodach.
To był jej ojciec.
Od razu to wiedziałem.
Jego ciemnobrązowe oczy były siwe na skroniach i wyglądał na pięćdziesięciolatka. Ubrany był tak, jakby wybierał się do klubu golfowego, wyprasowane spodnie i wsunięta w nie koszulka polo.
- Jeśli powie coś prostackiego, nie mogę obiecać, że nie wyłożę go tutaj, w tej chwili – ostrzegłem ją.
Ścisnęła moją dłoń. – Miejmy nadzieję, że nie będzie to problemem.
- Tylko mówię.
Jej ojciec zatrzymał się przed nami, jego oczy – identyczne jak u Cukierka – przeniosły się z córki na miejsce, gdzie łączyły się nasze dłonie. Czekałem, aż powie choć jedno słowo.
- To jest Cameron Hamilton – odezwała się, odchrząkując. – Cam, to mój ojciec.
Ponieważ byłoby niegrzecznie pokazać mu środkowy palec albo walnąć go w twarz, podałem mu wolną rękę. – Cześć.
Uścisnął moją dłoń. – Miło cię poznać.
- Co jest, tato? – spytała, kiedy nie odwzajemniłem uprzejmego powitania.
Pan Morgansten oderwał ode mnie wzrok i skupił się na ułamek sekundy na córce, po czym spojrzał w inną stronę. Teraz dostrzegałem w nim ślady wieku, osiadające wokół jego oczu i ust.
Jego pierś uniosła się w głębokim oddechu i powiedział. - Wiesz, za czym najbardziej tęskniłem? Tęskniłem za oglądaniem jak tańczysz.

Cukierek przeżywała to wszystko lepiej niż sądziłem, co oznaczało, że nie oddałem jej wystarczająco uznania. Ta dziewczyna była silniejsza niż wszyscy zdawaliśmy sobie z tego sprawę.
Na kolacji opowiedziała mi jak wszystko się potoczyło i byłem wściekły oraz rozczarowany tym jak została przyjęta przez jej tak zwaną matkę, ale Avery zrobiła to, po co tutaj przyjechała.
I wyglądało na to, że jej ojciec wyraził przynajmniej jakieś wyrzuty sumienia albo przygnębienia. Komentarz o tańcu… rozumiałem, co to znaczyło. Tak wiele rzeczy straciła Avery, a przez własną ignorancję, jej rodzice także.
Wciąż chciała jutro zobaczyć się z Molly i bez względu na to czego próbowałem podczas kolacji, żeby zmienić jej zdanie, była zdeterminowana, a ja zamierzałem wspierać ją jak najlepiej potrafiłem. Ale szczerze mówiąc nie chciałem niczego bardziej jak zabrać ją do domu, z dala od tego wszystkiego.
Kiedy wróciliśmy tego wieczora do pokoju hotelowego, Cukierek od razu zniknęła w łazience, żeby wziąć szybki prysznic. Przyglądałem jej się z uniesioną brwią. Zachowywała się dziwnie od końca kolacji, śpiesząc się, żeby tutaj wrócić. Nie miałem pojęcia, co kombinowała, ale zmusiłem się do położenia zamiast dołączyć do niej pod prysznicem, co chciałem bardzo zrobić.
Odkryłem pilota i wciąż próbowałem zorientować się w kanałach, kiedy para wydostała się z otwartych drzwi łazienki jakieś dwadzieścia minut później. Podniosłem wzrok i powietrze zatrzymało się w moich płucach.
Stała na progu, jej ciemnorude włosy przylegały do jej ramion. Miała na sobie tylko biały ręcznik.
Jasna cholera.
Usiadłem oniemiały, lustrując ją wzrokiem, zaczynając od jej pomalowanych palców u stóp i kończąc na zarumienionych policzkach. Moja skóra się napięła, gdy podeszła do miejsca, gdzie siedziałem, zaciskając palce na ręczniku zawiązanym między jej piersiami.
Zamknąłem oczy. – Avery.
Położyła rękę na moim ramieniu i usiadła na mnie okrakiem, tak jak zrobiła to tamtego wieczora na kanapie. – Cam?
Mały uśmiech uniósł moje usta; tylko tyle mogłem zrobić, jak zacisnąłem ręce na jej biodrach.
- Co kombinujesz?
- Nic. – Zamilkła. – Wszystko.
Opuściłem wzrok na węzeł. - To dwie kompletnie przeciwne rzeczy.
- Wiem. – Przycisnęła się do mojej erekcji, przeszywając mnie gorącym pragnieniem. – Pocałujesz mnie?
Nie dała mi szansy na reakcję, co mnie pasowało. Musnęła słodkimi wargami moje usta. Ścisnąłem mocniej jej biodra, kiedy rozchyliła językiem moje usta. Pocałunek ciągnął się, dopóki nie zacząłem gorąco jej pragnąć.
Do diabła, zawsze gorąco jej pragnąłem.
- Dotknij mnie – szepnęła. – Proszę.
Kim ja byłem, żeby jej odmawiać? Wsunąłem ręce pod brzeg jej ręcznika, przesuwając je po jej udach, zbliżając się blisko centrum jej żaru.
- Teraz – rozkazała.
Roześmiałem się z jej śmiałego żądania, ale nie chciałem się spieszyć. Otarłem się grzbietem dłoni o jej wilgoć, uśmiechając się, jak jęknęła. – Czego chcesz
Wydała odgłos frustracji. - Chcę, żebyś mnie dotykał.
Przysuwając palce blisko miejsca, gdzie ich pragnęła, szybko się wycofałem. – Dotykam cię, kochanie.
Jej oczy zabłysły. - Wiesz, o co mi chodzi.
- Nie wiem.
- Proszę. – Przycisnęła czoło do mojego. – Proszę, dotknij mnie, Cam.
Odchyliłem się, dotykając jej ust. – Cóż, kiedy tak to mówisz, myślę, że wiem o co ci chodzi.
- Wreszcie – jęknęła.
Znowu się roześmiałem i przygryzłem jej brodę. Jej ciało zadrżało, kiedy objąłem ją między udami. – W taki sposób?
- Tak.
Gdy pocałowałem centrum jej gardła, wsunąłem palec do jej wilgoci. – I taki? – Mój głos był ciężki i szorstki.
Wygięła plecy. – Yhm.
Obejmując ją ramieniem, żeby nie upadła do tyłu, docisnąłem rękę do jej łechtaczki. Jej ciało napięło się w najwspanialszy sposób. – Co ty na to?
Pchnęła biodra do przodu. – O tak. Zdecydowanie tak.
- Zdecydowanie tak? – Powoli wsuwałem w nią i wysuwałem palec.
Avery zajęczała i mógłbym słuchać tego cały dzień, ale wtedy sięgnęła między nas i rozwiązała węzeł. Zsunął się z niej ręcznik, opadając na podłogę.
Moja ręka znieruchomiała.
Serce podskoczyło.
Penis stwardniał i zadrżał.
Uniesione do góry różowe piersi, zaczerwienione policzki i nogi rozłożone na moich… Cholera, ona była… była oszałamiająca.
Przejechałem drugą ręką po jej piersi, skupiając na niej wzrok, kiedy stwardniał pączek. – Cholera, Avery…
Nakryła dłonią moją rękę. – Nie przestawaj.
- Nie planowałem.
- Nie o to mi chodziło. – Wyciągając drugą rękę, znalazła rozporek moich spodni. – Chcę cię, Cam.
- Masz mnie. – Przeniosłem się na jej drugą pierś. – Pieprzenie mnie masz.
Avery uśmiechnęła się, łapiąc mnie za nadgarstek, odsuwając moją rękę od jej ciepła. – Naprawdę cię chcę. – Rozpięła moje spodnie, muskając mnie palcami i zadrżałem. – Ty mnie nie chcesz?
- Bardziej niż o tym wiesz. – Jęknąłem, kiedy dotknęła mnie dłonią. – Avery…
Jej ręka zniknęła i nie wiedziałem, czy powinienem być wdzięczny, czy zacząć kląć. Ale wtedy zaczęła ściągać mi koszulkę. – Chcę tego, Cam.
Kiedy jej słowa przedarły się przez czerwone opary w moim umyśle, wciągnąłem głęboko powietrze. – Jesteś pewna, Avery? Bo jeśli nie, nie musimy…
Pocałowała mnie, przesuwając dłońmi po moim torsie. - Jestem pewna.
Zamarłem z dłońmi na jej biodrach, po czym przewróciłem ją na plecy. Pochylając się nad nią złapałem jej usta, całując ją wszystkim co w sobie miałem. Może inny koleś zapytałby ją jeszcze raz albo zrobił co innego, ale te dwa słowa. Jestem pewna. One złamały maleńką władzę nad moją samokontrolą.
Przerywając pocałunek, wstałem i zerwałem z siebie spodnie. Gdy opuściła wzrok i rozszerzyła oczy, nie mogłem powstrzymać uśmiechu.
Avery wyglądała niemal nietykalnie leżąc tam tak, wpatrując się we mnie tymi pięknymi brązowymi oczami. – Mógłbym na ciebie patrzeć przez całe życie. Nigdy by mi się to nie znudziło.
- Nawet kiedy będę stara?
- Nawet wtedy.
Nie mogąc czekać dłużej, poszedłem do niej. Chciałem, żeby ta chwila była dla niej idealna. Chciałem, żeby wszystko było piękne i chciałem, żeby czuła jak bardzo ją kocham.
Więc zacząłem od tych małych paluszków, obsypując pocałunkami jej nogi i miękki brzuch. Nie śpieszyłem się, ssąc i podgryzając, aż czubki jej piersi były napięte i dyszała. Każda cząstka mnie wydawała się twarda, ciężka i opuchnięta, ale chciałem, żeby była gotowa, nawet jeśli surowe, intensywne pożądanie kazało mi głęboko się w niej zatopić.
Jej ciało się wygięło, gdy znowu dotarłem do jej ust. Opierając ciężar na jednym ramieniu, dopasowałem pchnięcia języka do mojego palca, a potem drugiego, powoli ją rozciągając.
Chwyciła mnie za ramiona i boki, poruszając się niespokojnie, a kiedy dotknąłem jej ustami tam na dole, rozpadła się w taki sposób, który niemal mnie wtedy rozłożył.
Gdy się uniosłem, trząsłem się jak chwast pośrodku burzy, ustawiając się między jej udami. Otaczając się ręką, ustawiłem się przy jej wejściu. Pierwszy kontakt z jej wilgocią przeszył mnie pożądaniem.
Była chwila, kiedy nie można było się już zatrzymać i ja byłem w tej części, moje ciało drżało od pożądania, ale czekałem na nią. Dałem jej czas.
- Kocham cię – powiedziałem, kładąc rękę na jej policzku. – Tak bardzo cię kocham.
Objęła mnie ramionami, trzymając mnie mocno, zachęcając, abym nie przestawał. – Kocham cię.
Opuszczając rękę na jej biodro, pogłębiłem pocałunek, wypychając biodra do przodu. Zesztywniała pode mną, a jej ciche sapnięcie zaskoczenia popędził prosto do mojej duszy.
Znieruchomiałem. - Wszystko w porządku?
Potaknęła. – Tak.
Nie chciałem jej zranić, a wiedziałem, że to musiało boleć. Nie ruszałem się, pozostając głęboko w niej. Serce biło mi jak szalone, kiedy ucałowałem najpierw jeden kącik jej ust, potem drugi. Rozchyliła usta i wsunąłem się do środka, powoli ją smakując, dając jej ciału czas na przystosowanie.
Jęknąłem, jak podniosła nieśmiało biodra, stwarzając między nami zaskakujące tarcie. – Av…
Zrobiła to znowu, a ja zrobiłem to samo. Wyrwał jej się okrzyk przyjemności, gdy chwyciła mnie swoją ciasnotą, oplatając mnie nogami w pasie. Pomiędzy tym a tym jak poruszała biodrami, zatraciłem się w niej w najcudowniejszym sposobie jaki był możliwy.
Avery rozpadła się pode mną, odrzucając głowę i wykrzykując moje imię, kiedy wsunąłem między nami dłoń, dotykając jej tam, jak wbijałem się w nią. Czując zaciskające się spazmy, to jak się mnie trzymała było dla mnie zbyt wiele do wytrzymania.
- Avery – mruknąłem, chowając głowę w jej ramieniu, czując przepływający przeze mnie orgazm, szokująco intensywny.
Orgazm wydawał się napływać wielkimi falami. Opierałem się nad nią, moje ciało drgało co kilka chwil. Minęła jakaś wieczność zanim odważyłem się ruszyć. Głęboki dźwięk wydobył się z mojej piersi, kiedy wysunąłem się z niej.
Pocałowałem ją i niech to szlag, jeśli nie czułem palenia w tyle gardła. Potrząsnąłem głową, osłupiony siłą tego, co czułem. - To było… nie ma na to słów. Wszystko okej?
Położyła dłonie na moich policzkach, które lekko drżały. W jej spokojnym spojrzeniu widziałem odzwierciedlenie tego, co ja czułem. – Idealnie. Ty byłeś idealny.

Prawda była taka, że jeśli byłem doskonały, to tylko dzięki niej. Tylko i wyłącznie dzięki niej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz