Teksas był bezbożnie gorący.
Piekielnie gorący. Nawet w ocienionym wnętrzu wypożyczonego samochodu z
chłodnym powietrzem dmuchającym z otworów wentylacyjnych, żar przedostawał się
z każdego małego otworku.
Nie mogłem uwierzyć, że naprawdę
byłem w Teksasie.
Przeniosłem wzrok z marmurowej
fontanny na ogromny dom. Avery nie żartowała, kiedy powiedziała, że jej rodzice
są bogaci.
Opierając się o siedzenie,
odetchnąłem długo i głęboko. – Cholera.
Cukierek była w środku tego budynku z
mamą, która sprawiały, że mamusia Anthony’ego Bates wyglądała na stabilną i
uroczą. A ja czekałem tutaj w samochodzie, skuszony do zanurzenia się w
fontannie.
Była tam od co najmniej dziesięciu
minut i nie chciała, żebym wchodził z nią do środka. Prawdopodobnie dlatego, że
wiedziała, iż szybko straciłbym kontrolę. Kiedy otworzyła się przede mną
tamtego dnia, tak naprawdę nie zagłębiała się w temat swoich rodziców oprócz
tego jak zareagowali na to, co jej się stało, ale w ciągu ostatnich paru
tygodni opowiedziała mi o nich.
I to co wiedziałem nie podobało mi
się ani trochę.
Po piętnastu minutach nie mogłem już
usiedzieć. Wysiadłem z auta, wychodząc na upał. Odwracając czapkę, zsunąłem
niżej daszek, osłaniając się przed słońcem.
Obszedłem wypożyczonego sedana,
przyglądając się wejściu do domu. Marmurowe kolumny były ładnym akcentem. Gdy
się odwróciłem, wpatrując się w wypielęgnowany krajobraz, w pobliżu nie było
żywej duszy.
Te miejsce było opustoszałe i pomimo trudnej
do wytrzymania temperatury, zimne. Nie potrafiłem sobie wyobrazić, że Cukierek
dorastała w takiej atmosferze ani nie mogłem zrozumieć jakim cudem wyrosła na
taką ciepłą i kochającą osobę.
Kiedy odwróciłem się do fontanny,
bluzka zaczęła już przyklejać się do moich ramion. Przymykając oczy,
powstrzymałem nogi przed odwróceniem się i pójściem do tego domu. Wiedziałem,
że Cukierek musiała sama to zrobić, ale nie cierpiałem tego, że stawiała im
czoła beze mnie przy jej boku.
Wystawiłem rękę, pozwalając ciepłej
wodzie spłynąć po mojej otwartej dłoni. Co pomyśleliby jej rodzice, gdybym
wziął w niej krótką kąpiel? Kusiło mnie. Również brakowało mi pięciu sekund do
wpadnięcia do tego domu, kiedy usłyszałem za sobą zamykane drzwi. Odwracając
się, dostrzegłem Avery schodzącą po szerokich kamiennych stopniach.
Szeroko się uśmiechała.
Tego się nie spodziewałem.
Napięcie spłynęło z moich barków,
kiedy okrążyłem auto, chwytając ją w połowie kolistego podjazdu. - Jak poszło?
- Ach… - Stanęła na palcach stóp w
sandałach, przechyliła głowę i mnie pocałowała. – Poszło tak, jak oczekiwałam.
Złapałem jej biodra, zaciskając na
nich palce, kiedy przepłynęły przeze mnie pożądanie, miłość i tysiąc innych
skomplikowanych emocji. – Chcesz mi o tym opowiedzieć?
- Na kolacji? – Zaczęła się odsuwać,
ale chwyciłem ją za rękę, trzymając w miejscu. – Zabiorę cię do Chuy’s…
- Avery?
Stal spłynęła po moim kręgosłupie na
dźwięk jej imienia i ścisnąłem mocniej jej rękę. Odwróciła się, a ja zmrużyłem
oczy na wysokiego mężczyznę schodzącego po frontowych schodach.
To był jej ojciec.
Od razu to wiedziałem.
Jego ciemnobrązowe oczy były siwe na
skroniach i wyglądał na pięćdziesięciolatka. Ubrany był tak, jakby wybierał się
do klubu golfowego, wyprasowane spodnie i wsunięta w nie koszulka polo.
- Jeśli powie coś prostackiego, nie
mogę obiecać, że nie wyłożę go tutaj, w tej chwili – ostrzegłem ją.
Ścisnęła moją dłoń. – Miejmy
nadzieję, że nie będzie to problemem.
- Tylko mówię.
Jej ojciec zatrzymał się przed nami,
jego oczy – identyczne jak u Cukierka – przeniosły się z córki na miejsce,
gdzie łączyły się nasze dłonie. Czekałem,
aż powie choć jedno słowo.
- To jest Cameron Hamilton – odezwała
się, odchrząkując. – Cam, to mój ojciec.
Ponieważ byłoby niegrzecznie pokazać
mu środkowy palec albo walnąć go w twarz, podałem mu wolną rękę. – Cześć.
Uścisnął moją dłoń. – Miło cię
poznać.
- Co jest, tato? – spytała, kiedy nie
odwzajemniłem uprzejmego powitania.
Pan Morgansten oderwał ode mnie wzrok
i skupił się na ułamek sekundy na córce, po czym spojrzał w inną stronę. Teraz
dostrzegałem w nim ślady wieku, osiadające wokół jego oczu i ust.
Jego pierś uniosła się w głębokim
oddechu i powiedział. - Wiesz, za czym najbardziej tęskniłem? Tęskniłem za
oglądaniem jak tańczysz.
Cukierek przeżywała to wszystko
lepiej niż sądziłem, co oznaczało, że nie oddałem jej wystarczająco uznania. Ta
dziewczyna była silniejsza niż wszyscy zdawaliśmy sobie z tego sprawę.
Na kolacji opowiedziała mi jak
wszystko się potoczyło i byłem wściekły oraz rozczarowany tym jak została
przyjęta przez jej tak zwaną matkę, ale Avery zrobiła to, po co tutaj
przyjechała.
I wyglądało na to, że jej ojciec
wyraził przynajmniej jakieś wyrzuty sumienia albo przygnębienia. Komentarz o
tańcu… rozumiałem, co to znaczyło. Tak wiele rzeczy straciła Avery, a przez
własną ignorancję, jej rodzice także.
Wciąż chciała jutro zobaczyć się z
Molly i bez względu na to czego próbowałem podczas kolacji, żeby zmienić jej
zdanie, była zdeterminowana, a ja zamierzałem wspierać ją jak najlepiej
potrafiłem. Ale szczerze mówiąc nie chciałem niczego bardziej jak zabrać ją do
domu, z dala od tego wszystkiego.
Kiedy wróciliśmy tego wieczora do
pokoju hotelowego, Cukierek od razu zniknęła w łazience, żeby wziąć szybki
prysznic. Przyglądałem jej się z uniesioną brwią. Zachowywała się dziwnie od
końca kolacji, śpiesząc się, żeby tutaj wrócić. Nie miałem pojęcia, co
kombinowała, ale zmusiłem się do położenia zamiast dołączyć do niej pod
prysznicem, co chciałem bardzo zrobić.
Odkryłem pilota i wciąż próbowałem zorientować
się w kanałach, kiedy para wydostała się z otwartych drzwi łazienki jakieś
dwadzieścia minut później. Podniosłem wzrok i powietrze zatrzymało się w moich
płucach.
Stała na progu, jej ciemnorude włosy przylegały
do jej ramion. Miała na sobie tylko biały ręcznik.
Jasna cholera.
Usiadłem oniemiały, lustrując ją
wzrokiem, zaczynając od jej pomalowanych palców u stóp i kończąc na
zarumienionych policzkach. Moja skóra się napięła, gdy podeszła do miejsca,
gdzie siedziałem, zaciskając palce na ręczniku zawiązanym między jej piersiami.
Zamknąłem oczy. – Avery.
Położyła rękę na moim ramieniu i usiadła
na mnie okrakiem, tak jak zrobiła to tamtego wieczora na kanapie. – Cam?
Mały uśmiech uniósł moje usta; tylko
tyle mogłem zrobić, jak zacisnąłem ręce na jej biodrach.
- Co kombinujesz?
- Nic. – Zamilkła. – Wszystko.
Opuściłem wzrok na węzeł. - To dwie
kompletnie przeciwne rzeczy.
- Wiem. – Przycisnęła się do mojej
erekcji, przeszywając mnie gorącym pragnieniem. – Pocałujesz mnie?
Nie dała mi szansy na reakcję, co
mnie pasowało. Musnęła słodkimi wargami moje usta. Ścisnąłem mocniej jej biodra,
kiedy rozchyliła językiem moje usta. Pocałunek ciągnął się, dopóki nie zacząłem
gorąco jej pragnąć.
Do diabła, zawsze gorąco jej pragnąłem.
- Dotknij mnie – szepnęła. – Proszę.
Kim ja byłem, żeby jej odmawiać? Wsunąłem
ręce pod brzeg jej ręcznika, przesuwając je po jej udach, zbliżając się blisko
centrum jej żaru.
- Teraz – rozkazała.
Roześmiałem się z jej śmiałego żądania,
ale nie chciałem się spieszyć. Otarłem się grzbietem dłoni o jej wilgoć,
uśmiechając się, jak jęknęła. – Czego chcesz
Wydała odgłos frustracji. - Chcę,
żebyś mnie dotykał.
Przysuwając palce blisko miejsca,
gdzie ich pragnęła, szybko się wycofałem. – Dotykam cię, kochanie.
Jej oczy zabłysły. - Wiesz, o co mi
chodzi.
- Nie wiem.
- Proszę. – Przycisnęła czoło do
mojego. – Proszę, dotknij mnie, Cam.
Odchyliłem się, dotykając jej ust. –
Cóż, kiedy tak to mówisz, myślę, że wiem o co ci chodzi.
- Wreszcie – jęknęła.
Znowu się roześmiałem i przygryzłem
jej brodę. Jej ciało zadrżało, kiedy objąłem ją między udami. – W taki sposób?
- Tak.
Gdy pocałowałem centrum jej gardła, wsunąłem
palec do jej wilgoci. – I taki? – Mój głos był ciężki i szorstki.
Wygięła plecy. – Yhm.
Obejmując ją ramieniem, żeby nie
upadła do tyłu, docisnąłem rękę do jej łechtaczki. Jej ciało napięło się w
najwspanialszy sposób. – Co ty na to?
Pchnęła biodra do przodu. – O tak.
Zdecydowanie tak.
- Zdecydowanie tak? – Powoli wsuwałem
w nią i wysuwałem palec.
Avery zajęczała i mógłbym słuchać
tego cały dzień, ale wtedy sięgnęła między nas i rozwiązała węzeł. Zsunął się z
niej ręcznik, opadając na podłogę.
Moja ręka znieruchomiała.
Serce podskoczyło.
Penis stwardniał i zadrżał.
Uniesione do góry różowe piersi,
zaczerwienione policzki i nogi rozłożone na moich… Cholera, ona była… była oszałamiająca.
Przejechałem drugą ręką po jej piersi,
skupiając na niej wzrok, kiedy stwardniał pączek. – Cholera, Avery…
Nakryła dłonią moją rękę. – Nie
przestawaj.
- Nie planowałem.
- Nie o to mi chodziło. – Wyciągając
drugą rękę, znalazła rozporek moich spodni. – Chcę cię, Cam.
- Masz mnie. – Przeniosłem się na jej
drugą pierś. – Pieprzenie mnie masz.
Avery uśmiechnęła się, łapiąc mnie za
nadgarstek, odsuwając moją rękę od jej ciepła. – Naprawdę cię chcę. – Rozpięła
moje spodnie, muskając mnie palcami i zadrżałem. – Ty mnie nie chcesz?
- Bardziej niż o tym wiesz. – Jęknąłem,
kiedy dotknęła mnie dłonią. – Avery…
Jej ręka zniknęła i nie wiedziałem,
czy powinienem być wdzięczny, czy zacząć kląć. Ale wtedy zaczęła ściągać mi
koszulkę. – Chcę tego, Cam.
Kiedy jej słowa przedarły się przez
czerwone opary w moim umyśle, wciągnąłem głęboko powietrze. – Jesteś pewna,
Avery? Bo jeśli nie, nie musimy…
Pocałowała mnie, przesuwając dłońmi
po moim torsie. - Jestem pewna.
Zamarłem z dłońmi na jej biodrach, po
czym przewróciłem ją na plecy. Pochylając się nad nią złapałem jej usta,
całując ją wszystkim co w sobie miałem. Może inny koleś zapytałby ją jeszcze
raz albo zrobił co innego, ale te dwa słowa. Jestem pewna. One złamały maleńką władzę nad moją samokontrolą.
Przerywając pocałunek, wstałem i zerwałem
z siebie spodnie. Gdy opuściła wzrok i rozszerzyła oczy, nie mogłem powstrzymać
uśmiechu.
Avery wyglądała niemal nietykalnie
leżąc tam tak, wpatrując się we mnie tymi pięknymi brązowymi oczami. – Mógłbym
na ciebie patrzeć przez całe życie. Nigdy by mi się to nie znudziło.
- Nawet kiedy będę stara?
- Nawet wtedy.
Nie mogąc czekać dłużej, poszedłem do
niej. Chciałem, żeby ta chwila była dla niej idealna. Chciałem, żeby wszystko
było piękne i chciałem, żeby czuła
jak bardzo ją kocham.
Więc zacząłem od tych małych
paluszków, obsypując pocałunkami jej nogi i miękki brzuch. Nie śpieszyłem się,
ssąc i podgryzając, aż czubki jej piersi były napięte i dyszała. Każda cząstka
mnie wydawała się twarda, ciężka i opuchnięta, ale chciałem, żeby była gotowa,
nawet jeśli surowe, intensywne pożądanie kazało mi głęboko się w niej zatopić.
Jej ciało się wygięło, gdy znowu
dotarłem do jej ust. Opierając ciężar na jednym ramieniu, dopasowałem pchnięcia
języka do mojego palca, a potem drugiego, powoli ją rozciągając.
Chwyciła mnie za ramiona i boki, poruszając
się niespokojnie, a kiedy dotknąłem jej ustami tam na dole, rozpadła się w taki
sposób, który niemal mnie wtedy rozłożył.
Gdy się uniosłem, trząsłem się jak chwast
pośrodku burzy, ustawiając się między jej udami. Otaczając się ręką, ustawiłem
się przy jej wejściu. Pierwszy kontakt z jej wilgocią przeszył mnie pożądaniem.
Była chwila, kiedy nie można było się
już zatrzymać i ja byłem w tej części, moje ciało drżało od pożądania, ale
czekałem na nią. Dałem jej czas.
- Kocham cię – powiedziałem, kładąc
rękę na jej policzku. – Tak bardzo cię kocham.
Objęła mnie ramionami, trzymając mnie
mocno, zachęcając, abym nie przestawał. – Kocham cię.
Opuszczając rękę na jej biodro,
pogłębiłem pocałunek, wypychając biodra do przodu. Zesztywniała pode mną, a jej
ciche sapnięcie zaskoczenia popędził prosto do mojej duszy.
Znieruchomiałem. - Wszystko w
porządku?
Potaknęła. – Tak.
Nie chciałem jej zranić, a
wiedziałem, że to musiało boleć. Nie ruszałem się, pozostając głęboko w niej. Serce
biło mi jak szalone, kiedy ucałowałem najpierw jeden kącik jej ust, potem
drugi. Rozchyliła usta i wsunąłem się do środka, powoli ją smakując, dając jej
ciału czas na przystosowanie.
Jęknąłem, jak podniosła nieśmiało
biodra, stwarzając między nami zaskakujące tarcie. – Av…
Zrobiła to znowu, a ja zrobiłem to
samo. Wyrwał jej się okrzyk przyjemności, gdy chwyciła mnie swoją ciasnotą,
oplatając mnie nogami w pasie. Pomiędzy tym a tym jak poruszała biodrami,
zatraciłem się w niej w najcudowniejszym sposobie jaki był możliwy.
Avery rozpadła się pode mną, odrzucając
głowę i wykrzykując moje imię, kiedy wsunąłem między nami dłoń, dotykając jej
tam, jak wbijałem się w nią. Czując zaciskające się spazmy, to jak się mnie
trzymała było dla mnie zbyt wiele do wytrzymania.
- Avery – mruknąłem, chowając głowę w
jej ramieniu, czując przepływający przeze mnie orgazm, szokująco intensywny.
Orgazm wydawał się napływać wielkimi
falami. Opierałem się nad nią, moje ciało drgało co kilka chwil. Minęła jakaś
wieczność zanim odważyłem się ruszyć. Głęboki dźwięk wydobył się z mojej
piersi, kiedy wysunąłem się z niej.
Pocałowałem ją i niech to szlag,
jeśli nie czułem palenia w tyle gardła. Potrząsnąłem głową, osłupiony siłą
tego, co czułem. - To było… nie ma na to słów. Wszystko okej?
Położyła dłonie na moich policzkach,
które lekko drżały. W jej spokojnym spojrzeniu widziałem odzwierciedlenie tego,
co ja czułem. – Idealnie. Ty byłeś idealny.
Prawda była taka, że jeśli byłem
doskonały, to tylko dzięki niej. Tylko i wyłącznie dzięki niej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz