27.1.14

Dwadzieścia dziewięć

Tam właśnie muszę być.
To były słowa Avery, po jej rozmowie z tą inną dziewczyną. Molly. Walczyłem z gniewem, kiedy zobaczyłem czerwony znak na jej policzku. Pomogło tylko usłyszenie tych słów.
Cukierek w końcu to pojęła.
Leczenie, którego potrzebowała po prawdzie dokończyło się w przemówieniu do jej rodziców i rozmowie z Molly, ale zaczęła leczyć się już w lutym, potem znowu w kwietniu. Przylecenie do Teksasu było czymś, co uważała, że musi zrobić i zrobiła to.
Więc zabrałem ją do domu i byliśmy z powrotem w nieco chłodniejszym stanie Zachodniej Wirginii, dzień przed zaczęciem przez Avery letnich zajęć, a moim rozpoczęciem pracy z dzieciakami podczas obozu.
Cukierek siedziała na podłodze kuchennej naprzeciwko mnie, gołe nogi wsunęła pod siebie. Miała na sobie jedną z moich koszulek i tyle. Ciężko było mi myśleć o czymś innym.
Między nami Michelangelo i Rafael obijali się o siebie głowami.
- To jak żółwia wersja obgadywania[1]- powiedziała, marszcząc brwi. – Nie jestem pewna czy siebie lubią.
Uśmiechnąłem się, opierając o lodówkę, przesuwając ręką po moich nagich mięśniach brzucha. – Nadal potrzebują trochę czasu. A Mikey-Mike jest terytorialny.
- Och, obwiniaj mojego żółwia. – Wywróciła oczami. – To twój zaczął te obijanie się głową.
Zadzwonił minutnik i podniosłem się na nogi, kierując się do kuchenki. – Po prostu pokazywał twojemu kto tu jest szefem.
- Michelangelo jest szefem. – Cukierek podniosła swojego małego kolesia, odkładając go kilkadziesiąt centymetrów dalej.
Przyglądając się czekoladowym ciasteczkom i stwierdzając, że się zrobiły, szybko wymyłem ręce, po czym wziąłem rękawicę kuchenną, której byłem pewien, że Cukierek nigdy nie używała. Była na niej dalej metka. Uśmiechając się, oderwałem ją i wyciągnąłem tacę z piekarnika. Ciasteczka były duże, złote i wyglądało przesłodko.
- Są gotowe? – Podniosła świecące oczy.
- Poparzysz sobie język. – Odrzuciłem rękawicę na bok. – Znowu.
Wyszczerzyła się. – Ale jest warto.
- Mhm. – Podszedłem do niej, ciesząc się tym jak jej policzki wciąż się rumieniły, kiedy jej wzrok wędrował poniżej mojego pępka. Pochylając się, pocałowałem jej uniesione usta. – Daj je…
Zadzwoniła w salonie moja komórka. – Zaraz wrócę.
Skinęła głową, jak ostrożnie uniknąłem nastąpienia na biedne żółwie i spowodowania urazu u siebie i Cukierka. Wziąłem komórkę ze stolika na kawę. Westchnąłem z ulgą, gdy zobaczyłem, że napisała do mnie siostra.
Skończyła się operacja. Nic mi nie jest. Potem zadzwonię.
Zamykając oczy, odmówiłem krótką modlitwę. Nie była to poważna operacja, ale wciąż operacja, a w szpitalu zdarzały się popieprzone sytuacje. Była w domu. To było dobre, ale…
- To Teresa?
Odkładając telefon, odwróciłem się. Avery stała w progu, trzymając dwa wiercące się żółwie. Łącząc to z bluzką o napisie CHCĘ BYĆ TWOJĄ MĘSKĄ KANAPKĄ, był to uroczy widok.
- Tak.
Podeszła z żółwiami do ich terrarium i delikatnie postawiła je w środku. Kiedy zamykała pokrywkę, dwa zielone kolesie od razu przyjrzeli się sobie z dwóch poszczególnych kątów. – Nic jej nie jest? Jak poszła operacja?
- Mówi, że wszystko okej. To była tylko wiadomość – urwałem. – Powiedziała, że potem do mnie zadzwoni.
Odwracając się do mnie, zmarszczyła brwi z niepokojem. Jeżeli ktokolwiek wiedział, co przeżywała teraz Teresa, to była to Cukierek po tych wszystkich latach tańca. – Nie mówiła nic o tańczeniu?
Pokręciłem głową, zaciskając usta. Teresa zerwała tydzień temu więzadło krzyżowe przednie podczas występu. Dla sportowców i tancerzy mógłby być to uraz śmiertelny dla ich karier. Moja siostra zawsze chciała stać się profesjonalną tancerką. Tylko czas powie czy będzie to w ogóle możliwe.
Ale z tego co powiedziała mama, nie wyglądało to dobrze.
Cukierek zniknęła w kuchni, umyła ręce i wróciła. Podchodząc do mnie, objęła mnie w pasie i przycisnęła policzek do mojej piersi. Jej skóra była ciepła.
- Przykro mi – powiedziała.
- Czemu jest ci przykro? – Przytuliłem ją do siebie.
- Bo wiem, że się martwisz – odparła, pocierając policzkiem o moją skórę. – I wiem, że ten uraz jest poważny. Mam tylko nadzieję, że nie jest tak bardzo poważny.
Pocałowałem ją w czubek głowy, przesuwając dłonią po jej kręgosłupie, obejmując jej kark. – Ja też.
Milczała przez chwilę. – Dziękuję.
Śmiejąc się cicho, odchyliłem się, żeby móc zobaczyć jej twarz. – A teraz za co mi dziękujesz, kochanie?
- Dziękuję, że poleciałeś ze mną do Teksasu.
Objąłem jedną ręką jej policzek. – Już mi za to podziękowałaś.
- A ty mi powiedziałeś, że nie muszę ci za to dziękować. – Nakryła dłonią moją rękę. – Ale muszę podziękować ci jeszcze raz, bo nie zrobiłabym tego bez ciebie.
- Tak, zrobiłabyś.
Pokręciła głową. – Może bym zrobiła, ale tak naprawdę tego nie wiem. Potrzebowałam cię tam i tam byłeś, nie zadając żadnych pytań. Nie mogę ci się za to nadziękować – za wszystko.
- Och, Cukierku, nadal nie musisz mu dziękować.
- Ale ja… - przerwała, marszcząc czoło. – Cukierku?
Otworzyłem usta, nagle zdając sobie sprawę z mojej pomyłki. Opuszczając ręce, cofnąłem się i parsknąłem śmiechem. – Czy ja to powiedziałem na głos?
- Tak, tak jakby to zrobiłeś. – Naciągnęła rąbek pożyczonej bluzki. Ciekawość wypełniła jej twarz. – O co z tym chodzi?
Pieprzyć mnie, ale poczułem jak zaczynają mnie piec policzki.
Otworzyła szerzej oczy, uśmiechając się. – Rumienisz się! O mój Boże, naprawdę się rumienisz! – Uszczypnęła mnie w policzek. – Muszę wiedzieć dlaczego jesteś taki zarumieniony.
- Co dostanę, jeśli ci powiem?
Przyszpiliła mnie wzrokiem mówiącym czego nie dostanę, jeśli jej nie powiem. Ten rozdrażniony wzrok mnie podniecał. Chociaż, podniecałem się, kiedy tylko oddychała.
- To naprawdę głupie. – Chwytając ją za rękę, przyciągnąłem ją do siebie. Kiedy była wystarczająco blisko, pochyliłem się i wsunąłem ramię pod jej nogi.
- Hej! – Walnęła mnie w plecy. – Przestań próbować odwrócić… - Pisnęła, jak jej stopy uniosły się z podłogi. – Cam!
Podnosząc ją, trzymałem ją blisko klatki piersiowej i odwróciłem się w stronę korytarza. – Nie odwracam twojej uwagi. Pomagam ci wrócić do sypialni.
Zmrużyła oczy. – Pomijając fakt, że nie potrzebuję pomocy we wróceniu do sypialni, dlaczego zanosisz mnie do sypialni?
- Nie idziesz dość szybko – powiedziałem, zanosząc ją do łóżka. – Hej.
Jej spojrzenie stało się zirytowane. – Co?
Puściłem jej oko chwilę przed rzuceniem jej na środek łóżka. Jej pisk skończył się burknięciem, jak odbiła się na materacu. Otworzyła usta i wiedziałem, że zamierzała mnie przekląć. Wylądowałem na niej zanim mogła zacząć to, co chciała powiedzieć, wsuwając ręce pod brzeg koszulki. W ciągu sekundy ściągnąłem ją z niej i była pięknie, wspaniale naga. Zrzuciłem moje spodnie.
Wypuściła oddech, jak wspiąłem się na łóżko, podziwiając moje rękodzieło. – Więc – zaczęła miękkim głosem. – O co chodzi z tym Cukierkiem?
- To przezwisko. – Pocałowałem miejsce między jej piersiami. – Dla ciebie.
- Tyle sama się domyśliłam.
Ucałowałem spód jej jednej piersi, a potem jej żebra. – Wymyśliłem je po naszym pierwszym spotkaniu.
- Po pierwszym… och! – Drgnęła, jak dotknąłem językiem jej pępka, ściskając kołdrę na łóżku. Kiedy znowu się odezwała, jej głos był ochrypły, a ja przesuwałem się w dół. – Po pierwszym razie jak się spotkaliśmy?
- Tak. – Pocałowałem wnętrze jej lewego uda, a potem prawego. – W dzień, kiedy wpadłaś na mnie przy klasie astronomicznej – klasie, którą musisz znowu zaliczać.
Cukierek jęknęła. – Nie przypominaj mi.
Nie wiedziałem czy mówiła o klasie czy wpadnięciu na mnie. – Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem ciebie i twoje włosy… - urwałem, całując ją między nogami. Jej gwałtowny wdech wywołał we mnie uśmiech. – Myślałem tylko o tym, że Truskawkowy Cukierek… - urwałem raz jeszcze, przesuwając po niej językiem. – Że Truskawkowy Cukierek mnie potrącił.
Roześmiała się, jak uniosłem głowę, przesuwając się w górę, żebyśmy byli na równym poziomie wzrokowym. – Wow. Nie rozumiem jak działa twój mózg.
- Kochasz go.
- Kocham. – Przejechała stopą po mojej łydce. – Więc przez cały ten czas nazywałeś mnie w głowie Cukierkiem?
Potaknąłem, ustawiając się między jej nogami. – Mogłem… parę razy.
- I do teraz nigdy ci się to nie wyrwało. Wow. Niesamowite. – Jej oczy tańczyły od humoru. – I urocze.
- Zdecydowanie urocze. Jest… - Jęknąłem, gdy uniosła biodra, złączając nas. – No cóż…
Zachichotała, a potem żadne z nas nie śmiało się ani nie mówiło. Jęknąłem cicho na jej ciasność. Straciłem poczucie wszystkiego oprócz jej ciała i chciałem być głębiej, bliżej. Poruszaliśmy się razem, nasze ciała były poczerwieniałe i naprężone. To było szalone, ale nie miałem jej za mało. Z jej strony wyglądało, że czuła to samo. Zamknąłem usta na jej piersi, wbijając się w nią. Dopasowywała się do moich ruchów, dopóki nie wygięła pleców, krzycząc.
Uderzył we mnie jej orgazm. Przyciągając ją bliżej, usiadłem, trzymając ją na kolanach. Nowa pozycja strzeliła we mnie pożądaniem. Nie mogłem czekać. Nie, kiedy jej małe zęby otarły się o moją szyję.
Minęło wiele minut, gdzie można było usłyszeć tylko nasz urywany oddech. Nadal w niej byłem. W tym skończeniu był spokój. I trzymałem wszystko w swoich ramionach.
Później, o wiele później, siedzieliśmy na łóżku, a pomiędzy nami leżał talerz z czekoladowymi ciasteczkami.  Niewielka smuga czekolady pozostała na jej wargach i pochyliłem się nad talerzem, scałowując ją.
I pocałowałem ją naprawdę.
Całowałem ją i czułem się jakbym całował ją po raz pierwszy. Początkowa energia, wstrząs naszych połączonych ust nie przygasnął. W osłupieniu zorientowałem się, że działała na to miłość, upewniając się, żeby prosty pocałunek nigdy się nie znudził, nigdy nie stracił atrakcyjności.
Spuchło mi coś w klatce piersiowej, jak oderwałem się od niej, spojrzałem w jej ciepłe oczy i moje serce zrobiło tą szaloną, podskakującą rzecz. Wiedziałem, że to również nigdy tak naprawdę nie odejdzie.
Cukierek położyła małą rękę na moim policzku. – Co?
Początkowo nie wiedziałem, co powiedzieć. Ja… czekałem na Avery – czekałem na nią przez wiele miesięcy. Do diabła, czekałbym na nią przez lata, ale ona…
Odwracając policzek, pocałowałem wnętrze jej dłoni. – Dziękuję, że mi zaufałaś.



[1] To jest idiom, bo po angielsku te obgadywanie to ‘smack talk’; smack – uderzanie/obijanie.

Dwadzieścia osiem

Teksas był bezbożnie gorący. Piekielnie gorący. Nawet w ocienionym wnętrzu wypożyczonego samochodu z chłodnym powietrzem dmuchającym z otworów wentylacyjnych, żar przedostawał się z każdego małego otworku.
Nie mogłem uwierzyć, że naprawdę byłem w Teksasie.
Przeniosłem wzrok z marmurowej fontanny na ogromny dom. Avery nie żartowała, kiedy powiedziała, że jej rodzice są bogaci.
Opierając się o siedzenie, odetchnąłem długo i głęboko. – Cholera.
Cukierek była w środku tego budynku z mamą, która sprawiały, że mamusia Anthony’ego Bates wyglądała na stabilną i uroczą. A ja czekałem tutaj w samochodzie, skuszony do zanurzenia się w fontannie.
Była tam od co najmniej dziesięciu minut i nie chciała, żebym wchodził z nią do środka. Prawdopodobnie dlatego, że wiedziała, iż szybko straciłbym kontrolę. Kiedy otworzyła się przede mną tamtego dnia, tak naprawdę nie zagłębiała się w temat swoich rodziców oprócz tego jak zareagowali na to, co jej się stało, ale w ciągu ostatnich paru tygodni opowiedziała mi o nich.
I to co wiedziałem nie podobało mi się ani trochę.
Po piętnastu minutach nie mogłem już usiedzieć. Wysiadłem z auta, wychodząc na upał. Odwracając czapkę, zsunąłem niżej daszek, osłaniając się przed słońcem.
Obszedłem wypożyczonego sedana, przyglądając się wejściu do domu. Marmurowe kolumny były ładnym akcentem. Gdy się odwróciłem, wpatrując się w wypielęgnowany krajobraz, w pobliżu nie było żywej duszy.
Te miejsce było opustoszałe i pomimo trudnej do wytrzymania temperatury, zimne. Nie potrafiłem sobie wyobrazić, że Cukierek dorastała w takiej atmosferze ani nie mogłem zrozumieć jakim cudem wyrosła na taką ciepłą i kochającą osobę.
Kiedy odwróciłem się do fontanny, bluzka zaczęła już przyklejać się do moich ramion. Przymykając oczy, powstrzymałem nogi przed odwróceniem się i pójściem do tego domu. Wiedziałem, że Cukierek musiała sama to zrobić, ale nie cierpiałem tego, że stawiała im czoła beze mnie przy jej boku.
Wystawiłem rękę, pozwalając ciepłej wodzie spłynąć po mojej otwartej dłoni. Co pomyśleliby jej rodzice, gdybym wziął w niej krótką kąpiel? Kusiło mnie. Również brakowało mi pięciu sekund do wpadnięcia do tego domu, kiedy usłyszałem za sobą zamykane drzwi. Odwracając się, dostrzegłem Avery schodzącą po szerokich kamiennych stopniach.
Szeroko się uśmiechała.
Tego się nie spodziewałem.
Napięcie spłynęło z moich barków, kiedy okrążyłem auto, chwytając ją w połowie kolistego podjazdu. - Jak poszło?
- Ach… - Stanęła na palcach stóp w sandałach, przechyliła głowę i mnie pocałowała. – Poszło tak, jak oczekiwałam.
Złapałem jej biodra, zaciskając na nich palce, kiedy przepłynęły przeze mnie pożądanie, miłość i tysiąc innych skomplikowanych emocji. – Chcesz mi o tym opowiedzieć?
- Na kolacji? – Zaczęła się odsuwać, ale chwyciłem ją za rękę, trzymając w miejscu. – Zabiorę cię do Chuy’s…
- Avery?
Stal spłynęła po moim kręgosłupie na dźwięk jej imienia i ścisnąłem mocniej jej rękę. Odwróciła się, a ja zmrużyłem oczy na wysokiego mężczyznę schodzącego po frontowych schodach.
To był jej ojciec.
Od razu to wiedziałem.
Jego ciemnobrązowe oczy były siwe na skroniach i wyglądał na pięćdziesięciolatka. Ubrany był tak, jakby wybierał się do klubu golfowego, wyprasowane spodnie i wsunięta w nie koszulka polo.
- Jeśli powie coś prostackiego, nie mogę obiecać, że nie wyłożę go tutaj, w tej chwili – ostrzegłem ją.
Ścisnęła moją dłoń. – Miejmy nadzieję, że nie będzie to problemem.
- Tylko mówię.
Jej ojciec zatrzymał się przed nami, jego oczy – identyczne jak u Cukierka – przeniosły się z córki na miejsce, gdzie łączyły się nasze dłonie. Czekałem, aż powie choć jedno słowo.
- To jest Cameron Hamilton – odezwała się, odchrząkując. – Cam, to mój ojciec.
Ponieważ byłoby niegrzecznie pokazać mu środkowy palec albo walnąć go w twarz, podałem mu wolną rękę. – Cześć.
Uścisnął moją dłoń. – Miło cię poznać.
- Co jest, tato? – spytała, kiedy nie odwzajemniłem uprzejmego powitania.
Pan Morgansten oderwał ode mnie wzrok i skupił się na ułamek sekundy na córce, po czym spojrzał w inną stronę. Teraz dostrzegałem w nim ślady wieku, osiadające wokół jego oczu i ust.
Jego pierś uniosła się w głębokim oddechu i powiedział. - Wiesz, za czym najbardziej tęskniłem? Tęskniłem za oglądaniem jak tańczysz.

Cukierek przeżywała to wszystko lepiej niż sądziłem, co oznaczało, że nie oddałem jej wystarczająco uznania. Ta dziewczyna była silniejsza niż wszyscy zdawaliśmy sobie z tego sprawę.
Na kolacji opowiedziała mi jak wszystko się potoczyło i byłem wściekły oraz rozczarowany tym jak została przyjęta przez jej tak zwaną matkę, ale Avery zrobiła to, po co tutaj przyjechała.
I wyglądało na to, że jej ojciec wyraził przynajmniej jakieś wyrzuty sumienia albo przygnębienia. Komentarz o tańcu… rozumiałem, co to znaczyło. Tak wiele rzeczy straciła Avery, a przez własną ignorancję, jej rodzice także.
Wciąż chciała jutro zobaczyć się z Molly i bez względu na to czego próbowałem podczas kolacji, żeby zmienić jej zdanie, była zdeterminowana, a ja zamierzałem wspierać ją jak najlepiej potrafiłem. Ale szczerze mówiąc nie chciałem niczego bardziej jak zabrać ją do domu, z dala od tego wszystkiego.
Kiedy wróciliśmy tego wieczora do pokoju hotelowego, Cukierek od razu zniknęła w łazience, żeby wziąć szybki prysznic. Przyglądałem jej się z uniesioną brwią. Zachowywała się dziwnie od końca kolacji, śpiesząc się, żeby tutaj wrócić. Nie miałem pojęcia, co kombinowała, ale zmusiłem się do położenia zamiast dołączyć do niej pod prysznicem, co chciałem bardzo zrobić.
Odkryłem pilota i wciąż próbowałem zorientować się w kanałach, kiedy para wydostała się z otwartych drzwi łazienki jakieś dwadzieścia minut później. Podniosłem wzrok i powietrze zatrzymało się w moich płucach.
Stała na progu, jej ciemnorude włosy przylegały do jej ramion. Miała na sobie tylko biały ręcznik.
Jasna cholera.
Usiadłem oniemiały, lustrując ją wzrokiem, zaczynając od jej pomalowanych palców u stóp i kończąc na zarumienionych policzkach. Moja skóra się napięła, gdy podeszła do miejsca, gdzie siedziałem, zaciskając palce na ręczniku zawiązanym między jej piersiami.
Zamknąłem oczy. – Avery.
Położyła rękę na moim ramieniu i usiadła na mnie okrakiem, tak jak zrobiła to tamtego wieczora na kanapie. – Cam?
Mały uśmiech uniósł moje usta; tylko tyle mogłem zrobić, jak zacisnąłem ręce na jej biodrach.
- Co kombinujesz?
- Nic. – Zamilkła. – Wszystko.
Opuściłem wzrok na węzeł. - To dwie kompletnie przeciwne rzeczy.
- Wiem. – Przycisnęła się do mojej erekcji, przeszywając mnie gorącym pragnieniem. – Pocałujesz mnie?
Nie dała mi szansy na reakcję, co mnie pasowało. Musnęła słodkimi wargami moje usta. Ścisnąłem mocniej jej biodra, kiedy rozchyliła językiem moje usta. Pocałunek ciągnął się, dopóki nie zacząłem gorąco jej pragnąć.
Do diabła, zawsze gorąco jej pragnąłem.
- Dotknij mnie – szepnęła. – Proszę.
Kim ja byłem, żeby jej odmawiać? Wsunąłem ręce pod brzeg jej ręcznika, przesuwając je po jej udach, zbliżając się blisko centrum jej żaru.
- Teraz – rozkazała.
Roześmiałem się z jej śmiałego żądania, ale nie chciałem się spieszyć. Otarłem się grzbietem dłoni o jej wilgoć, uśmiechając się, jak jęknęła. – Czego chcesz
Wydała odgłos frustracji. - Chcę, żebyś mnie dotykał.
Przysuwając palce blisko miejsca, gdzie ich pragnęła, szybko się wycofałem. – Dotykam cię, kochanie.
Jej oczy zabłysły. - Wiesz, o co mi chodzi.
- Nie wiem.
- Proszę. – Przycisnęła czoło do mojego. – Proszę, dotknij mnie, Cam.
Odchyliłem się, dotykając jej ust. – Cóż, kiedy tak to mówisz, myślę, że wiem o co ci chodzi.
- Wreszcie – jęknęła.
Znowu się roześmiałem i przygryzłem jej brodę. Jej ciało zadrżało, kiedy objąłem ją między udami. – W taki sposób?
- Tak.
Gdy pocałowałem centrum jej gardła, wsunąłem palec do jej wilgoci. – I taki? – Mój głos był ciężki i szorstki.
Wygięła plecy. – Yhm.
Obejmując ją ramieniem, żeby nie upadła do tyłu, docisnąłem rękę do jej łechtaczki. Jej ciało napięło się w najwspanialszy sposób. – Co ty na to?
Pchnęła biodra do przodu. – O tak. Zdecydowanie tak.
- Zdecydowanie tak? – Powoli wsuwałem w nią i wysuwałem palec.
Avery zajęczała i mógłbym słuchać tego cały dzień, ale wtedy sięgnęła między nas i rozwiązała węzeł. Zsunął się z niej ręcznik, opadając na podłogę.
Moja ręka znieruchomiała.
Serce podskoczyło.
Penis stwardniał i zadrżał.
Uniesione do góry różowe piersi, zaczerwienione policzki i nogi rozłożone na moich… Cholera, ona była… była oszałamiająca.
Przejechałem drugą ręką po jej piersi, skupiając na niej wzrok, kiedy stwardniał pączek. – Cholera, Avery…
Nakryła dłonią moją rękę. – Nie przestawaj.
- Nie planowałem.
- Nie o to mi chodziło. – Wyciągając drugą rękę, znalazła rozporek moich spodni. – Chcę cię, Cam.
- Masz mnie. – Przeniosłem się na jej drugą pierś. – Pieprzenie mnie masz.
Avery uśmiechnęła się, łapiąc mnie za nadgarstek, odsuwając moją rękę od jej ciepła. – Naprawdę cię chcę. – Rozpięła moje spodnie, muskając mnie palcami i zadrżałem. – Ty mnie nie chcesz?
- Bardziej niż o tym wiesz. – Jęknąłem, kiedy dotknęła mnie dłonią. – Avery…
Jej ręka zniknęła i nie wiedziałem, czy powinienem być wdzięczny, czy zacząć kląć. Ale wtedy zaczęła ściągać mi koszulkę. – Chcę tego, Cam.
Kiedy jej słowa przedarły się przez czerwone opary w moim umyśle, wciągnąłem głęboko powietrze. – Jesteś pewna, Avery? Bo jeśli nie, nie musimy…
Pocałowała mnie, przesuwając dłońmi po moim torsie. - Jestem pewna.
Zamarłem z dłońmi na jej biodrach, po czym przewróciłem ją na plecy. Pochylając się nad nią złapałem jej usta, całując ją wszystkim co w sobie miałem. Może inny koleś zapytałby ją jeszcze raz albo zrobił co innego, ale te dwa słowa. Jestem pewna. One złamały maleńką władzę nad moją samokontrolą.
Przerywając pocałunek, wstałem i zerwałem z siebie spodnie. Gdy opuściła wzrok i rozszerzyła oczy, nie mogłem powstrzymać uśmiechu.
Avery wyglądała niemal nietykalnie leżąc tam tak, wpatrując się we mnie tymi pięknymi brązowymi oczami. – Mógłbym na ciebie patrzeć przez całe życie. Nigdy by mi się to nie znudziło.
- Nawet kiedy będę stara?
- Nawet wtedy.
Nie mogąc czekać dłużej, poszedłem do niej. Chciałem, żeby ta chwila była dla niej idealna. Chciałem, żeby wszystko było piękne i chciałem, żeby czuła jak bardzo ją kocham.
Więc zacząłem od tych małych paluszków, obsypując pocałunkami jej nogi i miękki brzuch. Nie śpieszyłem się, ssąc i podgryzając, aż czubki jej piersi były napięte i dyszała. Każda cząstka mnie wydawała się twarda, ciężka i opuchnięta, ale chciałem, żeby była gotowa, nawet jeśli surowe, intensywne pożądanie kazało mi głęboko się w niej zatopić.
Jej ciało się wygięło, gdy znowu dotarłem do jej ust. Opierając ciężar na jednym ramieniu, dopasowałem pchnięcia języka do mojego palca, a potem drugiego, powoli ją rozciągając.
Chwyciła mnie za ramiona i boki, poruszając się niespokojnie, a kiedy dotknąłem jej ustami tam na dole, rozpadła się w taki sposób, który niemal mnie wtedy rozłożył.
Gdy się uniosłem, trząsłem się jak chwast pośrodku burzy, ustawiając się między jej udami. Otaczając się ręką, ustawiłem się przy jej wejściu. Pierwszy kontakt z jej wilgocią przeszył mnie pożądaniem.
Była chwila, kiedy nie można było się już zatrzymać i ja byłem w tej części, moje ciało drżało od pożądania, ale czekałem na nią. Dałem jej czas.
- Kocham cię – powiedziałem, kładąc rękę na jej policzku. – Tak bardzo cię kocham.
Objęła mnie ramionami, trzymając mnie mocno, zachęcając, abym nie przestawał. – Kocham cię.
Opuszczając rękę na jej biodro, pogłębiłem pocałunek, wypychając biodra do przodu. Zesztywniała pode mną, a jej ciche sapnięcie zaskoczenia popędził prosto do mojej duszy.
Znieruchomiałem. - Wszystko w porządku?
Potaknęła. – Tak.
Nie chciałem jej zranić, a wiedziałem, że to musiało boleć. Nie ruszałem się, pozostając głęboko w niej. Serce biło mi jak szalone, kiedy ucałowałem najpierw jeden kącik jej ust, potem drugi. Rozchyliła usta i wsunąłem się do środka, powoli ją smakując, dając jej ciału czas na przystosowanie.
Jęknąłem, jak podniosła nieśmiało biodra, stwarzając między nami zaskakujące tarcie. – Av…
Zrobiła to znowu, a ja zrobiłem to samo. Wyrwał jej się okrzyk przyjemności, gdy chwyciła mnie swoją ciasnotą, oplatając mnie nogami w pasie. Pomiędzy tym a tym jak poruszała biodrami, zatraciłem się w niej w najcudowniejszym sposobie jaki był możliwy.
Avery rozpadła się pode mną, odrzucając głowę i wykrzykując moje imię, kiedy wsunąłem między nami dłoń, dotykając jej tam, jak wbijałem się w nią. Czując zaciskające się spazmy, to jak się mnie trzymała było dla mnie zbyt wiele do wytrzymania.
- Avery – mruknąłem, chowając głowę w jej ramieniu, czując przepływający przeze mnie orgazm, szokująco intensywny.
Orgazm wydawał się napływać wielkimi falami. Opierałem się nad nią, moje ciało drgało co kilka chwil. Minęła jakaś wieczność zanim odważyłem się ruszyć. Głęboki dźwięk wydobył się z mojej piersi, kiedy wysunąłem się z niej.
Pocałowałem ją i niech to szlag, jeśli nie czułem palenia w tyle gardła. Potrząsnąłem głową, osłupiony siłą tego, co czułem. - To było… nie ma na to słów. Wszystko okej?
Położyła dłonie na moich policzkach, które lekko drżały. W jej spokojnym spojrzeniu widziałem odzwierciedlenie tego, co ja czułem. – Idealnie. Ty byłeś idealny.

Prawda była taka, że jeśli byłem doskonały, to tylko dzięki niej. Tylko i wyłącznie dzięki niej.

Dwadzieścia siedem

Było po północy, kiedy moja komórka zawibrowała na szafce nocnej. Na wpół śpiący przewróciłem się i poszukałem ręką telefonu. Łagodny biały blask oświetlił jednosłowną wiadomość od Cukierka.
Nadchodzę.
Było zdecydowanie inaczej w tygodniach następujących po dniu, kiedy mi się otworzyła.
Uśmiechnąłem się, odrzucając kołdrę, pośpieszyłem przez salon i otworzyłem drzwi wejściowe. Stała tam Avery, bosa i miała na sobie małe spodenki od pidżamy i cienką bluzkę. W jeszcze chłodnej nocy wczesnego maja, ta bluzka pozostawiała bardzo mało wyobraźni.
Uśmiechnęła się, jak złapałem jej rękę i wciągnąłem do środka, cicho zamykając za nami drzwi.
- Co do…? – szepnęła, patrząc na podłogę między stolikiem a kanapą.
Ollie leżał twarzą do ziemi, policzek opierając na poduszce, którą wsadziłem mu pod twarz, zanim poszedłem do łóżka. Jego ciche chrapnięcia szybko zamienią się w dźwięki piły łańcuchowej.
- Nie pytaj – odszepnąłem.
Chichocząc cicho, ścisnęła moją rękę. Poszliśmy do mojej sypialni, a będąc już w środku, wziąłem ją w ramiona. – Co robisz? – zapytałem. – Masz jutro egzamin o dziewiątej rano.
- Wiem. – Idąc tyłem poprowadziła mnie do łóżka. Gdy usiadła, ja pozostałem na nogach. – Ale to mój ostatni egzamin i już tak dużo się uczyłam, że mój mózg chyba się zepsuł.
Parsknąłem śmiechem. Przez ostatni tydzień spędzaliśmy razem czas ucząc się na swoje egzaminy. – Ale nie powinnaś spać?
- Byłam samotna. – Jej wargi uniosły się w kącikach, jak pociągnęła za moje ręce. – Tęskniłam za tobą. I tęskniłam za…
Nie musiała dokańczać zdania. Wiedziałem o czym myślała, czego chciała. Znając prawdę o tym, co się stało było błogosławieństwem, ale nie byłem pewien jak… cóż, jak wszystko zapoczątkować. Ostatnią rzeczą jakiej chciałem było wpychanie jej do czegoś, na co nie była gotowa. Więc nie naciskałem.
- Tęskniłaś za mną? – Szybko zmieniłem temat. – Wiem. Przeżycie choćby kilku godzin bez mojej obecności może spowodować palpitacje serca, nienormalne pocenie się, sporadyczne…
- Sądzę, że twoja arogancja jest faktycznie chorobą.
Rzuciłem jej pewny siebie uśmiech. – Lubię myśleć, że jest to siła charakteru.
- Mów sobie tak dalej. – Uwalniając ręce, opadła przede mną na kolana. Zaschło mi w ustach, patrząc na jej uniesioną twarz. – Tak naprawdę, mów sobie tak dalej w głowie. W tej chwili staraj się nie gadać.
Uniosłem brwi. – Cóż…
Uśmiechnęła się szeroko, ale widziałem rozprzestrzeniający się na jej policzkach głęboki kolor, gdy wyciągnęła ręce, kładąc je na moim nagim torsie, a potem wyprostowała się, przesuwając palcami po moich policzkach. Zbliżyła moją głowę do swojej.
- Tęskniłam za tobą, Cam. – Otarła się czubkiem nosa o mój. – Ty za mną nie tęskniłeś?
Zamknąłem oczy, oplatając palcami jej smukłe nadgarstki. – Tęskniłem.
- Dobrze – mruknęła.
Musnęła wargami moje usta i pocałowała mnie lekko. Jej pocałunki były wyjątkowe, zwłaszcza, kiedy nasze pozycje były odmienione. Naciskała na moje usta, dopóki ich nie rozchyliłem. Jej smak przesłonił mi myśli. Nie zdawałem sobie sprawy, że puściła moją twarz, dopóki nie poczułem jak czubki jej palców wsuwają się pod pasek moich nylonowych szortów.
Zacisnąłem uchwyt na jej nadgarstkach, unosząc głowę. – Avery, może…
- Może powinieneś mi na to pozwolić. – Jej klatka piersiowa uniosła się gwałtownie, jak opuściła wzrok. Nie można było ukryć, że chciałem, aby to zrobiła. Kąciki jej ust rozciągnęły się w ujmującym uśmiechu. – Myślę, że naprawdę chcesz mi na to pozwolić.
- Chcę. Boże, chcę, ale…
Uciszyła mnie pocałunkiem mówiącym mi, że muszę pozwolić jej robić, cokolwiek chce. Usuwając po jednym palcu, opuściłem ręce po bokach.
To wszystko ona.
Avery oderwała się ode mnie i pocałowała mnie w klatkę piersiową, tuż nad sercem. Napiąłem się, gdy zsunęła moje spodenki. Poluzowane w jednej chwili opadły na podłogę. Zesztywniałem, obolały, jak położyła dłonie na moich biodrach i obsypała pocałunkami mięśnie mojego brzucha. Gdy musnęły mnie końcówki jej włosów, zacisnąłem ręce w pięści. Nie zatrzymywała się, przesuwając jedną rękę po moim przodzie, doprowadzając moje ciało do drgnięcia, jak oplotła mnie palcami. Pulsowałem – całe moje ciało pulsowało. Po czym jej oddech omiótł moją twardość.
Objąłem jej policzek, powstrzymując ją. – Avery, nie musisz tego robić.
Podniosła rękę. – Ale chcę.
Otworzyłem usta, ale słowa – jakiekolwiek były – umarły na moim języku, jak wzięła mnie do ust. Uczucie wybuchło w kilku punktach mojego ciała. Odchyliłem głowę, jęcząc, gdy jej ręka poruszała się w stałym i mocnym rytmie z jej ustami.
Nie chciałem czekać. Wygiąłem plecy przy jej ruchach. Cholera. Nie mogłem czekać. Nie ma takiej mowy. Poczułem przepływający przeze mnie orgazm, jak drgnęły mi biodra. Próbowałem się odsunąć, ale nie pozwalała mi na to. Nigdzie się nie wybierała. Doszedłem, krzycząc jej imię.
Po czasie, który wydawał się wiecznością odsunęła się. Moja klatka piersiowa unosiła się i opadała gwałtownie, gdy pocałowałem ją niemal bez tchu w czoło. – Avery…
- Podobało się?
Wykrztusiłem śmiech. – Cholernie.
- Jestem szybką uczennicą.
Pewnie, że tak. Kładąc ręce na jej barkach, ułożyłem ją na plecach. – Avery?
Położyła ręce obok głowy. – Tak?
- Przygotuj się.
Zdziwienie przemknęło po jej twarzy. – Przygotować się na co?
Nakryłem jej usta, pozwalając wargom i językowi powiedzieć jej na co dokładnie ma się przygotować, a minął cholerny kawał czasu zanim użyłem tych dwóch rzeczy do czegoś innego niż jej kochania.

- Ciasteczka! Mam ciasteczka!
- O! Jakie? – zawołała Cukierek z sypialni.
Zostawiła mi otwarte drzwi, będę musiał z nią o tym potem porozmawiać, ale w tej chwili miałem ciepły talerz specjalnej dostawy. Skierowałem się do sypialni, znajdując ją leżącą na łóżku z rękami skrzyżowanymi na brzuchu.
- Ciasteczka z masłem orzechowym – powiedziałem. – Ale specjalne.
Uśmiechnęła się, wyciągając gołe nogi. – Czemu są specjalne?
- Pomijając fakt, że właśnie upiekłem je w honorze skończenia twojego ostatniego egzaminu, nie są zwykłymi ciasteczkami z masłem orzechowym. – Położyłem talerz na stoliku nocnym. – Są to ciasteczka z masłem orzechowym i Reese’s[1].
Uniosła brwi. – I dlatego są inne?
- Do diabła tak. – Wskoczyłem na łóżko, szczerząc się, gdy Cukierek podskoczyła. – Co tutaj robisz?
- Leniuchuję.
Przyjrzałem jej się bliżej. – Wszystko okej?
- Tak. – Kiedy się uśmiechnęła i sięgnęło to jej oczu, odprężyłem się. – Ciasteczko?
- Ciasteczko… - Sięgnąłem do talerza, szukając tego, który wyglądał na najwilgotniejszy. Wybierając jedno, podałem go jej.
Trzymając jedną rękę pod brodą, ugryzła je i od razu jęknęła. – O mój Boże, one są… - Zrobiła drugi gryz. – Cholernie dobre.
- Wiem, co? – Wziąłem jedno, wrzucając całe do ust.
Cukierek sięgnęła po następne, ale chwyciłem talerz trzymając go poza jej zasięgiem. Walnęła mnie w brzuch. Dałem jej ciasteczko.
Po zjedzeniu wielu dobroci o smaku masła orzechowego, wyciągnąłem się obok niej i złapałem kosmyk jej włosów, okręcając go wokół palców. Uderzyłem końcówkami o jej nos, kiedy zamknęła oczy. - Więc jakie to uczucie być w końcu studentką drugiego roku?
Zabrała ode mnie swoje włosy. – Nie jestem oficjalnie studentką drugiego roku. Nie, dopóki znowu nie zacznie się szkoła w jesieni.
- Teraz uznaję cię za studentkę drugiego roku. – Nieugięty, złapałem inny kosmyk i przesunąłem nim po jej policzku. – Jest tak, jak ja powiem.
- W takim razie, jakie to uczucie być w końcu seniorem? Następny rok jest twoim ostatnim.
- Cudownie. – Musnąłem włosami jej dolną wargę. – To cudowne uczucie.
Cukierek przewróciła się na bok, łapiąc palcami kołnierzyk mojej bluzki. – Całkiem cholernie dobrze jest być studentką drugiego roku.
- Byłoby lepiej gdybyś nie zapisała się na letnie zajęcia.
- Racja – zgodziła się.
Ale będzie okej. Będę na obozie piłkarskim z dzieciakami, więc i tak tutaj będę.
Przysunęła się bliżej, kładąc głowę na moim ramieniu i zarzucając na mnie nogę.
- Wystarczająco blisko? – zapytałem.
- Nie.
Zaśmiałem się, przesuwając palcami po jej kręgosłupie w wolnej, leniwej linii i odwróciłem głowę, całując ją w czoło. Takie bezsłowne momenty były najlepsze. Prawie przysypiałem, kiedy nagle się obróciła, siadając okrakiem na moich biodrach.
- Hej – powiedziała.
Podobało mi się, gdzie to zmierzało. Przejechałem dłońmi po jej talii. – Hej tam.
- Więc trochę sobie myślałam.
- O Boże.
- Zamknij się. – Pochyliła się, całując mnie łagodnie. – Tak naprawdę dużo sobie myślałam. Jest coś, co chcę zrobić.
- Co? – Przesunąłem dłońmi po jej szortach i oparłem je o jej uda.
Zagryzła dolną wargę. – Chcę pojechać do domu.
Nie spodziewałem się tego ani nie podobało mi się to. – Że do Teksasu?
- Tak.
- Na jak długo?
Położyła ręce na moim brzuchu i nacisnęła na mnie. Napiąłem się, mrużąc na nią oczy. Miałem przeczucie, że to było celowe.
- Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo – powiedziała. - Tylko na dzień lub dwa.
- Cholera. Oto poszedł mój mistrzowski plan spędzenia lata jak oszalały z seksu kawaler.
Cukierek przewróciłam oczami.
- Co chcesz zrobić, jeśli tam wrócisz?
- Chcę zobaczyć się z moimi rodzicami. Muszę z nimi porozmawiać.
Poklepałem jej uda. - O tym co się stało?
- Nigdy nie rozmawiałam z nimi o tym, co się stało, nie od tamtej nocy. – Powtórzyła moje ruchy palcami na moim torsie. – Muszę z nimi porozmawiać. Wiem, że brzmi to jędzowato, ale muszę powiedzieć im, że to co zrobili było złe.
- Nie brzmi to jędzowato, ale myślisz, że to rozsądne? – Położyłem ręce na jej dłoniach. - To znaczy, czy myślisz, że ci to pomoże a nie…
- Zrani mnie? – Uśmiechnęłam się. – Moi rodzice naprawdę nie mogą zrobić nic więcej co by mnie zraniło, lecz czuję że muszę się z nimi skonfrontować. Czyni mnie to złą osobą?
- Nie. – Nie podobało mi się to. Nadal mogli ją zranić.
- Muszę to zrobić. Również muszę porozmawiać z Molly.
Okej. Naprawdę nie podobało mi się to. - Co?
- Muszę z nią porozmawiać i spróbować wyjaśnić dlaczego zrobiłam, to co zrobiłam. Wiem, że to ryzykowne i jeśli wróci i ugryzie mnie w tyłek niedotrzymaniem umowy, to tak będzie, ale jeśli mogę sprawić, że zrozumie ona choć troszeczkę, to może jej to pomoże i przestanie się ze mną kontaktować.
- No nie wiem. Dziewczyna wydaje się, jakby nie była najbardziej zrównoważoną osobą.
- Nie jest szalona – odparła. - Po prostu jest wściekła i ma do tego powód.
- A ty nie jesteś powodem, dlaczego to jej się wydarzyło. – Przysunąłem jej dłonie do moich ust, całując jej knykcie. - Wiesz o tym, prawda? Nie jesteś odpowiedzialna.
Milczała przez kilka chwil. - Muszę zrobić to dla siebie i dla Molly. Nie chcę już więcej uciekać, Cam. I wiem, że nigdy nie będę mogła zostawić tego za sobą. To, co się stało… cóż, to zawsze będzie częścią mnie, ale to nie będę ja. Już nie.
Nie chciałem, żeby to robiła i nie uważałem, że musiała to zrobić. Nie zdawała sobie sprawy, że już zaczęła godzić się ze wszystkim, lecz nie zamierzałem jej powstrzymywać. – Wiesz, co myślę?
- Jestem niesamowita? – Jej uśmiech był zawadiacki.
- Poza tym.
- Co?
- Myślę, że już doszłaś tak daleko, Avery. Myślę, że zaakceptowałaś, że będzie to częścią ciebie, ale to nie ty. Po prostu nie zdałaś sobie z tego sprawy, ale jeśli chcesz to zrobić, to tak zrobisz, a ja będę tam z tobą.
- Chcesz jechać ze…
Pisnęła, kiedy poruszyłem się, przewracając ją na plecy. Pochyliłem się nad nią. - Nie będziesz robić tego sama. Do pieprzonego diabła, nie. Jadę z tobą. I nie odwiedziesz mnie od tego. Kiedy chcesz to zrobić?
Wpatrując się we mnie długo, uśmiechnęła się. - Masz jakieś plany w ten weekend?
- Jezu.
Cukierek położyła czubki palców na moim policzku. - Muszę to zrobić.
Pocałowałem ją w nos. - Nie sądzę, żebyś musiała, kochanie, ale jeśli ty myślisz, że tak, to tylko to się liczy.
- Naprawdę chcesz jechać ze mną? – szepnęła.
- To głupie pytanie, Avery. I tak, jest coś takiego jak głupie pytania. Było to jedno z nich. Oczywiście, że będę tam z tobą.
Jej usta rozszerzyły się w szerokim, pięknym uśmiechu. – Kocham cię.
- Wiem.
- Zarozumialec.
- Pewny siebie. – Pocałowałem ją łagodnie. – Kocham cię, kochanie.
Zaczęła obejmować mnie ramionami, ale odsunąłem się, schodząc z łóżka. – Hej! – Zmarszczyła brwi. - Wracaj tutaj.
- Nie. Mamy rzeczy do roboty. – Chwyciłem ją za ręce, ściągając z łóżka. – A jeśli zaczniesz mnie obmacywać, niczego nie zrobimy.
Wyraz jej twarzy był otumaniony. - Co robimy?
Pochyliłem się, przerzuciłem ją przez ramię i ruszyłem do drzwi. – Musimy zarezerwować parę biletów.



[1] Reese’s – babeczki czekoladowe

Dwadzieścia sześć

- Ach, dobrze jest widzieć, że w końcu się umyłeś i wyszedłeś z sypialni.
Zatrzymałem się między salonem, a łazienką. Dostrzegając Jase’a na kanapie, zignorowałem ten komentarz, zakładając koszulkę przez głowę. – Mam nowego współlokatora czy teraz nawykłeś do wpuszczania się do mojego domu?
Uniósł usta w uśmieszku. – Właściwie, to wpuścił mnie Ollie, kiedy szorowałeś ze swojego zrzędliwego tyłka dwudniowy smród.
Opadłem na drugą stronę kanapy, podniosłem moją czapkę i nisko ją zsunąłem. – A gdzie jest mój szanowny współlokator?
- Jest w bractwie. – Jase oparł nogi na małym stoliku, krzyżując je w kostkach. – Dzieje się tam rozgrywka Call of Duty.
- A czemu ciebie tam nie ma?
Przyszpilił mnie spojrzeniem tak oschłym jak moje gardło. – Poważnie? Ollie nie widział cię od dwóch dni. W końcu wyszedłeś ze swojego pokoju. Martwi się.
Wywróciłem oczami. – Wątpię w to.
Jase przyglądał mi się i znałem te spojrzenie. Jęknąłem, a on uśmiechnął się bezwstydnie. – Co się dzieje do diabła, Cam?
Jak mogłem odpowiedzieć na takie pytanie? I gdzie miałem choćby zacząć? Oparłem głowę o oparcie kanapy i westchnąłem. W klatce piersiowej budowało się znajome pieczenie. Myślenie o niej, wiedza, że była tak blisko i kompletnie poza moim zasięgiem zabijała mnie.
- Cam?
Pokręciłem głową, śmiejąc się sucho. – Ona mi nie ufa.
Chwila ciszy. – Chciałbyś to lepiej wyjaśnić?
- Nie bardzo. – Uniosłem ręce, pocierając policzki. – Nie mówi mi prawdy o… cóż, o czymś, co wiem, że jest naprawdę ważne.
- Ma to coś wspólnego z tym, co myślałeś tamtej nocy na imprezie? – zapytał.
Potaknąłem bez słowa.
- Widzę. – Jase westchnął. – To musi być ciężkie do rozmawiania, stary.
- Wiem. Cholera, wiem, ale nie rozumiesz… - urwałem, przełykając ciężko ślinę. – Są rzeczy, o których nie będę gadać, Jase. Nie zrobiłbym jej tego.
- Kumam to. Rozumiem. – Jase opuścił nogi na podłogę i pochylił się do przodu. Wypuścił jeszcze jeden ciężki oddech. – Ale co się stało? Przypuszczam, że się pokłóciliście.
- Pokłóciliśmy? – Raz jeszcze się zaśmiałem, ale nie brzmiało to dobrze. – Zostawiłem ją.
- Wow. – Jase zacisnął usta. – Kurde.
Podniosłem bezradnie ręce. – Poprosiłem ją… błagałem ją, żeby wyznała mi prawdę, a ona tego nie zrobiła.
- I ją zostawiłeś?
- Wiem jak to brzmi. – Posłałem mu spojrzenie. – Czuję się wystarczająco wielkim dupkiem bez myślenia o tym.
Uniósł brwi. – Nic nie mówię.
- Myślisz o tym. – Zmrużyłem oczy. – Ale nie rozumiesz. Nie ma nic, jeśli sobie nie ufamy – nie ma nic, jeśli ona mi nie ufa.
Jase skinął głową. – Zgadzam się. Chodzi po prostu o to, że wyraźnie naprawdę ci na niej zależy…
- Zależy, ale…
Ale chciałem tego, co mieli moi rodzice. Chciałem czegoś, co mogło trwać z Avery, a jak mogliśmy zbudować związek, kiedy nie ufała mi z prawdą o jej przeszłości? Kiedy ja jej zaufałem? Nie mogliśmy. Nie mogłem znowu przechodzić przez to, co stało się z nią środowego wieczoru. Nigdy nie chciałem widzieć na jej twarzy takiej trwogi. Nigdy nie chciałem myśleć, że byłem tego powodem. Nawet myśląc o tym teraz wciąż czułem się chory. Nie przez to, co mogło jej się przydarzyć, ale przez to, że to co robiłem, w taki lub inny sposób, ją przerażało.
A to się nigdy nie zmieni, dopóki nie będzie ze mną szczera.
Jase wyszedł krótko po tym, ale przedtem starał się przekonać mnie, abym z nim poszedł. Nie byłem w humorze na przebywanie wokół ludzi, zwłaszcza grupy pijanych ludzi. Kiedy godzinę później ktoś zapukał do drzwi, domyśliłem się, że to znowu on, ale gdy otworzyłem drzwi, zostałem zaskoczony.
Stała tam Avery, obejmując się w ramionami w pasie. Jej oczy były przekrwione i opuchnięte. Świeże łzy spływały po jej policzkach. Otworzyłem usta, ale zaraz je zamknąłem.
- Możemy porozmawiać? – Jej głos załamał się w sposób, który rozdarł moją klatkę piersiową. – Proszę, Cam. Nie zajmę ci dużo czasu. Ja tylko…
- Wszystko w porządku, Avery? – Troska o nią zaciemniła wszystko inne.
- Tak. Nie. Nie wiem. – Potrząsnęła lekko głową. – Po prostu muszę z tobą porozmawiać.
Biorąc głęboki wdech, odsunąłem się na bok. – Olliego nie ma.
Odrobina napięcia spłynęła z jej barków. Poprowadziłem ją do salonu i usiadłem na kanapie. Nie miałem pojęcia, co się dzieje, ale wątpiłem, że zamierzała coś wyznawać.  – Co się dzieje, Avery?
Usiadła na brzegu wystrzępionej leżanki, która należała do taty Olliego. - Wszystko.
Napinając się, pochyliłem się do przodu, odwracając czapkę do tyłu. – Avery, co się dzieje?
- Nie byłam z tobą szczera i przepraszam. – Jej warga zaczęła drżeć i trudno było mi oprzeć się chęci wzięcia jej w ramiona. – Tak bardzo przepraszam, a ty pewnie nie masz czasu na…
- Mam dla ciebie czas, Avery. Chcesz ze mną porozmawiać, to tutaj jestem. Byłem tutaj. I słucham.
Podtrzymywałem jej wzrok, dopóki nie westchnęła i zaczęła mówić – naprawdę mówić. – Kiedy miałam czternaście lat, poszłam na tę imprezę w Halloween. Byłam tam ze swoimi przyjaciółmi. Wszyscy byliśmy przebrani i był tam taki facet. Był to jego dom i… był starszy ode mnie o trzy lata i przyjaźnił się z moim kuzynem.
Avery spuściła wzrok na dłonie. Otwierały się i zamykały co kilka sekund. – Był naprawdę popularny. Ja również. – Parsknęła suchym śmiechem. – Może to nie wydawać się ważne, ale było. Nigdy nie pomyślałam, że ktoś jak on mógł zrobić… mógł być taki jak on. I może to było głupie z mojej strony, jakaś niewidzialna wada czy coś. Nie wiem. – Uniosła rzęsy, wbijając we mnie oczy pełne łez. – Rozmawiałam z nim i piłam, ale nie byłam pijana. Przysięgam ci, nie byłam pijana.
- Wierzę ci, Avery. – Boże, wiedziałem, gdzie to zmierzało i już czułem z jej powodu cierpienie. – Co się stało?
- Flirtowaliśmy i było fajnie. Wiesz, nic o tym nie myślałam. Był dobrym kolesiem i był przystojny. W pewnym momencie wziął mnie na kolana i ktoś zrobił nam zdjęcie. Dobrze się bawiliśmy. – Drugi śmiech był tak samo ostry. – Kiedy wstał i zaciągnął mnie do jednego z pokoi gościnnych, które były w piwnicy, nic o tym nie myślałam. Siedzieliśmy na kanapie i gadaliśmy przez jakiś czas. Wtedy objął mnie ramionami.
Avery przerwała, pocierając razem ręce, a ja się przygotowałem. Naprawdę próbowałem. – Najpierw nie miałam nic przeciwko, ale zaczął robić rzeczy, których nie chciałam. Powiedziałam mu, żeby przestał, a on zbył to śmiechem. Zaczęłam krzyczeć i próbowałam się od niego uwolnić, ale był ode mnie silniejszy, a gdy przewrócił mnie na brzuch nic nie mogłam już tak naprawdę zrobić, tylko mówić mu, żeby przestał.
Przestałem oddychać. – Przestał?
Proszę, powiedz mi, że przestał. Proszę. Proszę. Proszę.
- Nie – powiedziała cicho. – Nigdy nie przestał bez względu na to, co zrobiłam.
Poczułem się, jakbym został postrzelony w kręgosłup. Zacząłem się podnosić, bo musiałem się ruszać, ale moje nogi nie chciały pracować. - Zgwałcił cię?
Zamknęła oczy i wtedy… wtedy potaknęła i otworzyła oczy, a ja nie chciałem niczego bardziej jak zmienić te tak na nie. Ale nie mogłem. – Nadal jestem dziewicą. Nie dotykał mnie tam. To nie tak… mnie zgwałcił.
Początkowo nie rozumiałem. Może miałem przeciążenie mózgu, ponieważ nie potrafiłem zrozumieć jak mogła zostać zgwałcona i nadal być dziewicą, po czym mnie to uderzyło. Chwyciło mnie przerażenie. On… chory skurwysyn odbył na niej stosunek analny. Zacisnąłem ręce w pięści. – Sukinsyn, byłaś czternastolatką i on ci to zrobił?
- Tak.
Przeciągnąłem dłońmi po włosach, chcąc je wyrwać. – Cholera. Avery. Podejrzewałem coś. Myślałem, że coś takiego mogło ci się zdarzyć.
- Tak?
Skinąłem głową. – Czasami tak się zachowywałaś. Byłaś taka nerwowa, ale miałem po prostu nadzieję, że nie zaszło to tak daleko. A kiedy powiedziałaś mi, że dalej jesteś dziewicą, myślałem, że to argument. Avery, tak bardzo mi przykro. Nigdy nie powinnaś przechodzić przez coś takiego, zwłaszcza w takim wieku… - Wściekłość zablokowała mi gardło. - Proszę powiedz mi, że ten skurwysyn jest za to w więzieniu.
- Teraz jest. – Skupiła wzrok na telewizorze. – To długa historia.
- Mam czas. – Dałem jej chwilę, nie chcąc, żeby zamknęła się przede mną, nie po tym jak zaszliśmy tak daleko, nie kiedy chciałem dokonać morderstwa. – Co jeszcze, Avery? Proszę, rozmawiaj ze mną, bo jestem sekundy od zarezerwowania lotu do Teksasu i zabicia skurwysyna.
Odchyliła się do tyłu, przyciągając kolana do piersi. – Po tym jak przestał, naprawdę nie sądzę, że miał on pojęcie, że zrobił coś złego. Po prostu zostawił mnie tam na kanapie, a kiedy mogłam wstać, wiedziałam że muszę komuś powiedzieć. Wiedziałam, że muszę iść do szpitala. Byłam w takim… - Bólu. Nie dokończyła zdania, ale widziałem to w jej oczach. – Nie mogłam znaleźć swoich przyjaciół, ale znalazłam swoją torebkę i skończyłam na wyjściu z domu i szłam przed siebie, aż przypomniałam sobie, że miałam ze sobą komórkę. Zadzwoniłam pod 911.
Nagle wstała. - Znalazłam się w szpitalu i zrobili mi badania. Pojawiła się policja i powiedziałam im, co się wydarzyło i to była prawda.
- Oczywiście, że to była prawda. – Przyglądałem się jej, jak przemierzała pokój w szybkich i wzburzonych krokach.
- Kiedy policja opuściła szpital, impreza się skończyła, ale Blaine był w domu – ciągnęła, jakby mnie nie usłyszała. - Aresztowali go i zatrzymali. Wróciłam do domu i nie chodziłam do szkoły przez następne dwa dni, ale wszyscy dowiedzieli się, że został on aresztowany za to co zrobił. A potem pojawili się jego rodzice.
- Co masz na myśli?
- Jego rodzice i moi byli – – kumplami z klubu wiejskiego. Przejmowali się tylko wizerunkiem. Moja mama i tato mieli więcej pieniędzy, niż kiedykolwiek chcieliby mieć, ale… - Jej głos stał się ciężki i ochrypły. – Fitzgeraldowie zaproponowali moim rodzicom układ. Że jeśli wycofam oskarżenia i będę milczeć na temat tego co się wydarzyło, zapłacą mnie i im bezbożną kwotę pieniędzy.
Gapiłem się na nią. - A twoi rodzice powiedzieli im, żeby się pieprzyli, prawda?
Roześmiała się, ale był to załamany dźwięk. – Pokazali moim rodzicom zdjęcie, które zostało zrobione Blaine’owi i mnie na imprezie i powiedzieli, że jeśli pójdzie to do sądu, nikt nie uwierzy dziewczynie w „zdzirowatym kostiumie siedzącej na jego kolanach”. A moi rodzice nigdy nie chcieli mierzyć się ze skandalem. Woleli, żeby to wszystko odeszło, więc się zgodzili.
- Cholera jasna – szepnąłem ochryple.
- Stało się to tak szybko. Nie mogłam uwierzyć w to, co moi rodzice mi mówili, żeby zrobić. Tak naprawdę nie rozmawiali ze mną o tym wcześniej, ale oni… tak bardzo martwili się tym, co wszyscy pomyślą, jeśli cała sprawa się ujawni – zdjęcia i fakt, że piłam. Byłam po prostu tak przerażona i zdezorientowana, i wiesz, nawet nie jestem pewna czy mi uwierzyli. – Odsunęła włosy, zaciskając powieki. – Więc podpisałam papiery.
Nie tylko chciałem zabić skurwiela, który to zrobił, ale chciałem dodać do tej listy jej rodziców.
- Zgodziłam się wziąć pieniądze, których połowa poszła na moje konto, więc kiedy skończyłam osiemnastkę miałam do niego dostęp, i zgodziłam się wycofać oskarżenia i już o tym nie mówić. – Opuściłam ręce, spoglądając na mnie. – Czyni mnie to okropną osobą, prawda?
- Co? – O nie... – Nie jesteś okropną osobą, Avery. Jezu Chryste, byłaś czternastolatką a twoi rodzice powinni im powiedzieć, żeby się odpieprzyli. Jeśli kogokolwiek można winić poza tym skurwielem, który ci to zrobił, to ich. Nie masz w tym żadnej winy.
Ulga zabłysła w jej oczach, ale kiedy opadła na leżankę, wiedziałem, że jest tego więcej. Cholera. Było więcej. – W ciągu kilku dni wszyscy w szkole się ode mnie odwrócili. Najwyraźniej w umowie nie było nic o milczącym Blainie. Powiedział ludziom, że skłamałam. Że zrobiłem z nim te wszystkie rzeczy z własnej woli a potem fałszywie go oskarżyłam. Wszyscy mu uwierzyli. Czemu mieliby tego nie zrobić? Wycofałam oskarżenia. Nie chciałam o tym mówić. Szkoła była… była po tym straszna. Straciłam wszystkich przyjaciół.
Wszystko zaczęło nabierać sensu. – Dlatego przestałaś tańczyć?
- Tak. Nie mogłam znieść ludzi patrzących na mnie i szepczących o tym co usłyszeli lub otwarcie gadających o tym przede mną. I zrobiłam to… - Podniosła lewe ramię. – Moja mama była tak wkurzona.
Nie mogłem uwierzyć w to, co przed chwilą powiedziała. – Była wściekła bo ty… - Pokręciłem głową. – Nic dziwnego, że nie jeździsz do domu zobaczyć się z nimi.
- Dlatego wybrałam tutaj, wiesz. Było wystarczająco daleko, żeby po prostu od tego uciec. Myślałam, że tylko tego potrzebowałam – zdystansowania się.
- Ta wiadomość, którą zobaczyłem? To był ktoś, kto wiedział, co się stało?
- Ktokolwiek wymyślił powiedzenie, że nie można uciec od swojej przeszłości naprawdę wiedział, o czym mówi.
Czułem jak mięsień w mojej szczęce pulsuje jak szalony. – Co jeszcze się działo, Avery? Powiedziałaś, że ten Blaine jest w więzieniu? Ale kto do ciebie pisał?
Pochyliła się, przyciskając dłonie do twarzy. Jej twarz była otoczona welonem jej lśniących włosów. – Dostawałam te wiadomości od sierpnia. Myślałam, że to tylko jakiś dupek i je zignorowałam. Mój kuzyn próbował mnie złapać, ale też go ignorowałam, bo… cóż, z oczywistych względów. W końcu porozmawiałam z moim kuzynem na zimowej przerwie, w wieczór zanim przyszłam do twojego mieszkania.
- Wieczór walki?
- Tak… próbował się ze mną skontaktować, żeby powiedzieć mi że Blaine został aresztowany za zrobienie tego samego innej dziewczynie na początku lata. Tak naprawdę, to mnie przeprosił. Wiele to dla mnie znaczyło, ale… nie wiedziałam, że to ta dziewczyna kontaktowała się ze mną ten cały czas. – Biorąc głęboki wdech, podniosła głowę. – Blaine zrobił to kolejnej dziewczynie. A ona najwyraźniej próbowała się ze mną skontaktować, bo nie wiedziała o pieniądzach. Skontaktowała się z policją i nie zmieniała swojego zdania. Wsadziła go do więzienia, a ja… Kiedy nie odpowiadałam, myślała, że skłamałam co do Blaine czy coś. Im dłużej nie odpowiadałam jej, tym wścieklejsza się robiła. Gdybym nie podpisała tych papierów, nigdy by jej nie skrzywdził.
Potrząsnąłem głową. - To co jej się przydarzyło jest pieprzenie okropne i cieszę się, że tyłek tego sukinsyna idzie do więzienia. Jeszcze lepiej, powinien być cholernie wykastrowany, ale to co jej się stało nie jest twoją winą, kochanie. Nie zmusiłaś go, żeby zrobił to tobie czy jej.
Jej oczy wypełniły się łzami. - Ale przez to, że nikomu nie powiedziałam pozwoliłam mu zrobić to znowu.
- Nie. – Wstałem. – Nie mów sobie tego, do cholery. Nikt nie wie, co stałoby się, gdybyś nie wycofała oskarżeń. Miałaś czternaście lat, Avery. Zrobiłaś to, co najlepsze w tej sytuacji. Ocalałaś.
- Ale to tyle, wiesz? Wszystko co zrobiłam, to ocalałam. Nie żyłam. Zobacz, co nam zrobiłam. I tak, zrobiłam to! Znowu cię odepchnęłam.
- Ale teraz mi mówisz.
- Pozwoliłam, żeby to, co stało się pięć lat temu, wciąż miało na mnie wpływ! Kiedy prawie uprawialiśmy seks? Nie bałam się ciebie ani tego, czy będzie bolało. To nie o to chodziło. Bałam się, że kiedy zaczniemy, to to co zrobił Blaine zniszczy to dla mnie albo ja zniszczę to dla samej siebie. Jestem tchórzem – byłam tchórzem. – Podniosła się, jej twarz poczerwieniała od łez. – Ale jest za późno, prawda? Powinnam być z tobą szczera miesiące temu, żebyś wiedział w co się pakujesz i tak bardzo przepraszam, że nie byłam.
Wyciągnąłem do niej ręce. – Avery…
- Tak bardzo przepraszam, Cam. Wiem, że mówienie ci teraz niczego nie zmienia, ale musiałam powiedzieć ci, że ty nie zrobiłeś nic złego. Byłeś idealny – idealny dla mnie – i kocham cię. I wiem, że teraz nie możesz patrzeć na mnie tak samo. Rozumiem.
Co? Opuściłem ręce, wpatrując się w nią. A następnie stanąłem przed nią, obejmując jej policzki. - Co powiedziałaś?
- Że nie możesz patrzeć na mnie tak samo?
- Nie to. Przed tym.
- Kocham cię? – szepnęła.
- Kochasz mnie?
- Tak, ale…
- Przestań – powiedziałem. – Myślisz, że patrzę na ciebie inaczej? Powiedziałem ci, że zawsze podejrzewałem, że coś się stało…
- Ale miałeś nadzieję, że to nie było to! – Próbowała się odsunąć, ale nie zamierzałem pozwolić jej znowu uciec. Już nie. – Patrzyłeś na mnie wcześniej z nadzieją i już tego nie masz.
- Naprawdę tak myślisz? Czy to przez ten cały czas zatrzymywało cię przed powiedzeniem mi?
Opuściła wzrok. - Każdy patrzy na mnie inaczej, jak tylko wie.
- Nie jestem każdym, Avery! Nie dla ciebie, nie z tobą. Myślisz, że nadal nie mam nadziei? Nadziei, że ostatecznie przez to przejdziesz? Że nie będzie cię to dręczyć przez następne pięć lat?
Avery wyglądała na zbyt przerażoną, żeby mówić, jak położyłem jej dłonie na swojej klatce piersiowej, nad sercem. – Mam nadzieję. – Nie odwracałem od niej wzroku. – Mam nadzieję, bo cię kocham… byłem w tobie zakochany, Avery. Prawdopodobnie zanim nawet zdałem sobie z tego sprawę.
Rozszerzyła oczy. - Kochałeś mnie?
Przycisnąłem do niej czoło. – Kocham cię.
- Kochasz mnie?
Uśmiechnąłem się lekko. - Tak, kochanie.
Avery patrzyła mi w oczy przez kilka chwil i zobaczyłem dokładną chwilę, w której się złamała. Kiedy mury, które zbudowała wokół siebie, żeby przeżyć każdy kolejny dzień nareszcie się rozkruszyły. Łzy wylały się z jej oczu, było ich tak wiele, że naprawdę wierzyłem, iż ktoś mógłby w nich utonąć. Została obnażona po raz pierwszy od lat.
Poczułem uczucie wspinające się po moim gardle, jak mocno zacisnąłem wokół niej ramiona. Chętnie do mnie przyszła, trzymając kurczowo moją bluzkę. Nie przestawała płakać i wiedziałem, że nie mogę jej powstrzymać. Musiała to wszystko z siebie wydostać.
Podniosłem ją w ramionach i zaniosłem do mojej sypialni. Położyłem ją na łóżku. Położyłem się przy niej, przytulając ją do piersi, a ona trzymała się mnie, płacząc, tak jakby bała się, że ją zostawię.

A zostawienie jej było czymś, co już nigdy więcej się nie stanie.