26.10.13

Sześć

Cukierek wpatrywała się we mnie, jakbym właśnie zasugerował, żebyśmy rozebrali się do naga i przebiegli przez pola. Zamknęła swój zeszyt i chwyciła torbę. - Nie jestem pewna, czy nadążam za tą rozmową.
- Naprawdę nie jest tak skomplikowana. – Roześmiałem się z jej nienawistnego spojrzenia. – Powinniśmy iść na randkę.
Patrzyła na mnie przez chwilę, po czym wsadziła zeszyt do torby ze śmiertelną siłą. – Nie rozumiem.
Dlaczego nie byłem zaskoczony, że nie rozumiała? Kładąc się, wyciągnąłem ramiona nad głową, czując strzelające kości. Przyglądałem się, jak jej wzrok przesunął się po mnie, zawieszając się na odsłoniętej skórze między moją bluzką a paskiem.
Mój uśmiech się powiększył. - Zwykle pójście na randkę jest wtedy, kiedy dwoje ludzi wychodzi wieczorem lub czasami w ciągu dnia. Naprawdę, to może być o każdej porze dnia czy nocy. Zazwyczaj obejmuje kolację. Czasem film lub spacer do parku. Choć ja nie chodzę na spacery do parku. Może na plażę, ale skoro nie ma żadnych…
- Wiem, co to randka. – Skoczyła na nogi, oczy były jak odłamki czarnego lodu w ciemności.
- Powiedziałaś, że nie rozumiesz. Więc wyjaśniam, co oznacza randka.
Jej usta drgnęły, gdy skrzyżowała ramiona na piersi. – To nie tej części nie rozumiałam i ty to wiesz.
- Po prostu upewniałem się, że chodzi nam o to samo.
- Nie chodzi.
Uśmiechając się bezwstydnie, zniżyłem ramiona, ale nie poprawiłem bluzki. - Więc teraz, kiedy obydwoje wiemy z czym wiąże się randka, powinniśmy na taką iść.
- Uch…
Usiadłem, siadając prosto. Skonsternowanie na jej twarzy było w dziwny sposób urocze. – To nie bardzo odpowiedź, Avery.
- Ja… - Kręcąc głową, cofnęła się o krok. – Nie masz dziewczyny?
Skąd do diabła Cukierek wzięła ten pomysł? – Dziewczyny? Nie.
- Więc kim była ta brunetka zataczająca się z twojego mieszkania w środową noc? – domagała się odpowiedzi.
Kiedy jej słowa dotarły do mojej świadomości, uśmiechnął się od ucha do pieprzonego ucha. - Obserwowałaś mnie, Avery?
- Nie. Nie! – Jej twarz zbladła. - Co? Nie obserwowałam cię. Mam życie.
Wygiąłem brew. – Więc skąd wiesz o Stephanie?
Cukierek przestąpiła z nogi na nogę. - To jej imię?
- Cóż, tak, ma ona imię i nie, nie jest ona moją dziewczyną. I nie zataczała się. Może powłóczyła nogami.
Wywróciła oczami.
- Więc jak ją widziałaś, skoro mnie nie obserwowałaś? – Skrzyżowałem kostki u nóg. – I nie mam nic przeciwko pomysłowi, że mnie obserwowałaś. Pamiętaj, lubię to.
Jej klatka piersiowa uniosła się w głębokim oddechu i mogłem stwierdzić, że jej cierpliwość była cienka. - Nie obserwowałam cię. Nie mogłam spać i patrzyłam przez okno w moim salonie. Po prostu zdarzyło mi się zobaczyć jak odprowadzasz ją do jej auta.
Nie wierzyłem jej. Do diabła nie. Komu po prostu zdarza się patrzeć przez okno o tej porze w nocy? Chociaż bardzo chciałbym jeszcze podroczyć się z nią, wyglądało na to, że zamierzała kopnąć mnie w głowę, ale byłem graczem. - To ma sens. Bynajmniej nie tak zabawne jak ty stojąca przy oknie z nadzieją, że na mnie zerkniesz.
Gapiła się na mnie bez słowa.
Puściłem oko. - Tak w ogóle to Steph nie jest moją dziewczyną. Nie jesteśmy tacy.
Jej ręka podążyła do bransoletki na jej lewym nadgarstku. - Nie jestem taka.
- Jaka? – zapytał.
Przenosząc wzrok na mnóstwo gwiazd, podniosła dłonie. – Nie jestem taka jak ona.
- Znasz ją?
– Nie pieprzę się z facetami tylko dla zabawy, dobra? Nie widzę w tym nic złego. W ogóle nie osądzam, ale to nie ja. Więc nie jestem zainteresowana. Przykro mi.
- Poczekaj chwilę. Jestem zdezorientowany. Nie osądzasz jej, ale założyłaś, że interesuje się ona przypadkowym seksem? Że jest ona moją przyjaciółką od seksu? Czy nie jest to tak jakby pochopne osądzanie oparte na założeniach?
Zmarszczyła czoło. – Masz rację. Nie wiem czy tak z wami jest. Może jesteście tylko kolegami z dzieciństwa czy coś.
- Nie jesteśmy. – Uśmiechnąłem się szeroko – Spotykamy się na seks, co jakiś czas.
Szczęka Cukierka uderzyła o ziemię. – Miałam rację! Więc dlaczego oskarżyłeś mnie o bycie osądzającą?
- Po prostu zwróciłem na to uwagę. – Nie potrafiłem przestać droczyć się z nią. Szeroki wachlarz emocji, który przebłyskał na jej twarzy, był dla mnie fascynujący. – A tak w ogóle, nie mieliśmy seksu środowej nocy. Nie to, że się nie przymierzała do tego, ale ja tego nie czułem.
- Nieważne. To jest głupia rozmowa.
- Lubię tę rozmowę.
Sięgnęła po swoją torbę, ale byłem szybszy, łapiąc ją, jak wstałem. Wypuściła głębokie, zirytowane westchnięcie. – Daj mi ją.
Opuszczając brodę, powiedziałem. - Staram się. – Przełożyłem pasek przez jej ramię, palcami muskając jej szyję. Tym razem to nie było celowe, a kiedy podskoczyła, to samo zrobiło moje serce. Odsuwając się, podniosłem latarkę. - Widzisz? Zachowuję się tylko jak dżentelmen.
- Nie sądzę, że jesteś dżentelmenem, ale dziękuję.
Jej słowa były dziwnym połączeniem szczerości oraz frustracji i nie powiedziała nic więcej, kiedy zaczęliśmy wracać przy jedynie wąskiej smudze światła z latarki.
- Te miejsce jest lekko przerażające w nocy, nie sądzisz?
Potaknęła, patrząc na ciemne cienie pomników. – Sądzę, że jeśli na świecie będzie jakieś nawiedzone miejsce, to byłoby to miejsce takie jak te.
- Wierzysz w duchy?
Cukierek wzruszyła ramionami. – Nie wiem. Nigdy żadnego nie widziałam.
- Ja też nie.
Uniosła jeden kącik ust. – Przypuszczam, że to dobrze.
Zatrzymałem się przy drzwiach samochodu od strony pasażera. – Pani.
- Dziękuję.
Ponieważ teraz w jej głosie było trochę mniej frustracji, postanowiłem przetestować moje szczęście. Oparłem się o otwarte drzwi, przyglądając się, jak wewnętrzne światło obejmuje jej twarz. - Więc co z tym?
- Co z czym?
Przechyliłem głowę. – Umów się ze mną na randkę.
Zesztywniała. – Dlaczego?
- Dlaczego nie?
- To nie jest odpowiedź. – Złapała pas bezpieczeństwa, gwałtownie nim ciągnąc.
- Co to było za pytanie? Jak mam… hej, to tylko pas. Nie tak mocno. – Pochyliłem się, zabierając od niej pas. Gdy nasze dłonie się dotknęły, przycisnęła się do siedzenia. To była taka dziwna reakcja, że podniosły się włoski na moim karku, jak uniosłem wzrok. - Dlaczego nie powinnyśmy iść na randkę?
Zacisnęła ręce w pięści na kolanach. Chciałem puścić przeklęty pas, wziąć jej ręce w moje i je rozluźnić. - Ponieważ… ponieważ się nie znamy.
Uśmiechnąłem się leciutko, przesuwając spojrzenie w górę, skupiając się na jej ustach. – O to chodzi w randce. O poznawanie się nawzajem. Umów się ze mną na randkę.
- Nie ma we mnie nic do poznania – wyszeptała.
- Jestem pewien, że jest wiele w tobie do poznania.
- Nie ma.
Przybliżyłem się, wdychając jej słodki zapach. - Więc możemy spędzić czas ze mną gadającym.
- Brzmi fajnie.
- Och, będzie bardziej ekscytująco niż patrzenie, jak Rafael przechodzi przez ulicę.
- Ha. – Rozbawienie błysnęło w jej ciemnych oczach.
- Tak myślałem, że ci się to spodoba.
Jej spojrzenie pomknęło do miejsca, gdzie jej torba opierała się o jej nogę, po czym wróciło do mnie. – Możemy już jechać?
- Możemy iść na randkę?
Wyszedł z niej odgłos frustracji. - Dobry Boże, nie dajesz za wygraną.
- Nie.
Cukierek roześmiała się, a ja nie mogłem powstrzymać uśmiechu kształtującego się na moich ustach. Lubiłem dźwięk jej śmiechu, kiedy naprawdę się śmiała. – Jestem pewna, że jest wiele dziewczyn, które chciałyby iść z tobą na randkę.
- Jest.
- Wow. Skromny jesteś, co?
- Czemu miałbym być? A ja chcę iść na randkę z tobą. Nie z nimi.
Lekko potrząsnęła głową. - Nie rozumiem dlaczego.
A ja nie rozumiałem dlaczego ona tego nie pojmowała. - Mogę wymyślić kilka powodów. Nie jesteś jak większość dziewczyn. – Prawda. - To mnie interesuje. – Naprawdę tak było. -  Jesteś niezręczna w ten naprawdę… uroczy sposób. Jesteś mądra. Chcesz, żebym wymienił więcej?
- Nie. W ogóle – odpowiedziała. – Nie chcę iść z tobą na randkę.
Nie wierzyłem. Nazwijcie to intuicją, doświadczeniem albo prostą, starą pewnością siebie, ale wcale jej nie wierzyłem. – Domyśliłem się, że to powiesz.
- Więc czemu spytałeś?
Odchyliłem się, łapiąc bok drzwi. – Bo chciałem.
- Och. Cóż. Dobrze. Cieszę się, że pozbyłeś się tego z systemu.
Co ona myślała, że to było? Do diabła, nawet ja nie wiedziałem, co to było. – Nie pozbyłem się tego z systemu.
Opuściła ramiona. – Nie?
- Nie. – Uśmiechnąłem się. – Zawsze jest jeszcze jutro.
- Co jest jutro?
- Znowu cię zapytam.
Pokręciła głową. – Odpowiedź będzie taka sama.
- Może. Może nie. – Pacnąłem ją w czubek nosa, uśmiechając się szeroko, gdy spojrzała na mnie zmrużonymi oczami. – I może powiesz tak. Jestem cierpliwym facetem i, hej, jak sama powiedziałaś, nie daję łatwo za wygraną.
- Świetnie – mruknęła, ale w jej oczach były iskry, ten sam połysk, który był tam, kiedy lustrowała mnie wzrokiem.
- Wiedziałem, że tak to zobaczysz. – Uszczypnąłem ją w nos, a ona odtrąciła moją rękę. – Nie martw się. Znam prawdę.
- Prawdę o czym?
Odsunąłem się, na wypadek gdyby znowu zaatakowała. – Chcesz się zgodzić, ale po prostu nie jesteś gotowa.
Cukierek wyglądała, jakby faktycznie zobaczyła ducha.
- To nic. Trudno jest sobie ze mną poradzić, ale mogę cię zapewnić, że będziesz się dobrze bawić radząc sobie ze mną. – Zanim mogłaby odpowiedzieć, stuknąłem ją w nos i zamknąłem drzwi, uśmiechając się do siebie, gdy okrążałem przód samochodu.

Patrzyłem, jak Avery wchodzi do swojego mieszkania. Zatrzymała się w połowie, założyła błyszczące, miedziane kosmyki za ucho, zerkając na mnie przez ramię.
Mały, nieśmiały uśmiech pojawił się na jej ustach, kiedy pomachała na pożegnanie, po czym weszła do środka, cicho zamykając za sobą drzwi.
Stałem tam kilka chwil, jak podglądacz, potem nareszcie odwróciłem się do moich drzwi. Gdy sięgnąłem do klamki, drzwi otworzyły się szeroko.
Pojawił się Jase, blokując wejście. Miał zaciekawiony wyraz twarzy. – Co robisz, stojąc na korytarzu swojego bloku jak frajer?
- Co robisz w moim mieszkaniu jak dziwak?
Wzruszył ramionami. – Spędzam sobie czas z Olliem, ale pobiegł do Sheetz po nachos.
- Ach, wieczór nachos. – Co oznaczało, że Ollie nie będzie spał całą noc. Przestąpiłem z nogi na nogę. – Wpuścisz mnie do środka?
- No cóż, skoro to twoje mieszkanie. – Przekrzywił głowę, rzucając cień na połowę śniadej twarzy. – Chyba tak.
Jase odsunął się na bok, pozwalając mi przecisnąć się obok niego. Poszedłem prosto do lodówki, wziąłem piwo i opadłem na kanapę. – Nie jesteś na farmie?
Pokręcił głową, dołączając do mnie i wziął butelkę ze stolika. – Nie. Jack jest z dziadkami.
- Ach… - To wszystko wyjaśniało. Jase zazwyczaj był na swojej rodzinnej farmie w weekendy.
Jase zerknął na mnie. – Więęęc, byłeś gdzieś z rudą?
- Cukierkiem?
Jego ciemne brwi wysunęły się spod linii jego włosów i zmarszczyły. – Co?
- Avery jest ruda. I nie. Robiliśmy zadanie z astronomii. Jesteśmy partnerami.
- Och. – Pociągnął łyk swojego piwa i zrobił minę. – Więęęc – powiedział znowu i przewróciłem oczami. – Dlaczego gapiłeś się na drzwi jej mieszkania?
- Skąd wiesz?
- Obserwowałem cię przez ziernik.
- Miło. – Zaśmiałem się, upijając trochę. Minęło parę minut, a wtedy powiedziałem. – Zaprosiłem ją na randkę.
Jase nie wyglądał na zainteresowanego. – Okej.
- Odmówiła.
Odwrócił do mnie głowę, jego gołębio-szare oczy iskrzyły się z zaintrygowaniem. – Co?
- Tak. – Oparłem się o kanapę, uśmiechając. – Z miejsca mi odmówiła.
Podpierając się o podłokietnik kanapy, Jase roześmiał się tak mocno, że chyba rozbolał go brzuch. – Lubię tę dziewczynę.

- Ja też – rzekłem, wzdychając. – Ja też.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz