Istniały
chwile w moim życiu, kiedy nie miałem pojęcia jak dostałem się tam, gdzie
byłem. Co dokładnie stało się, żeby stworzyć sytuację, w której byłem?
Steph,
mająca na sobie kolejną spódniczkę, która zaledwie zakrywała jej tyłek,
przesunęła ręką po moim ramieniu. Powiedziała coś, szepnęła mi do ucha, ale tak
naprawdę nie skupiałem na niej uwagi.
Przeniosłem
wzrok z telewizora na gumkę do włosów leżącą na stoliku do kawy.
Och, tak to
wszystko się zaczęło.
Wiadomość
od Steph twierdzącej, że zostawiła w moim mieszkaniu coś „super ważnego” po
imprezie. Gumkę do włosów. Gdybym tylko wiedział, że to tego szukała,
poszedłbym do sklepu i kupił jej całą paczkę gumek do włosów.
- Chcesz,
żebym przyniosła ci piwo z lodówki? – zapytała.
Naprawdę
była idealną kobietą. – Nie. Nie trzeba.
Czułem jej
wzrok na sobie, jak podniosłem szklankę wody i upiłem z niej. Piwo. Ja. Steph.
Nikogo innego w mieszkaniu. Niedobre połączenie. Albo może dobre, zależy jak
się na to patrzyło.
Przytulając
się do mojego boku, jej pełne piersi przycisnęła się do mojego ramienia.
Musiałem
popatrzyć na to jak na dobrą rzecz, zamiast zastanawiać się w jaki sposób
kanapa, na której mogłem się rozłożyć, nagle była zbyt mała.
- Rozpoczynasz
nowy rozdział życia czy coś? – zapytała, skupiając wzrok na telewizorze, gdy
przesuwała paznokciami wzdłuż mojego ramienia. Oglądałem powtórkę boksu i
wątpiłem, żeby była tym taka zainteresowana. – Już nie pijesz?
Zaśmiałem
się cicho. – Nie. Po prostu dzisiaj tego nie czuję.
- Och. –
Ręka Steph przesunęła się z mojego ramienia na środek torsu. – A co dzisiaj
czujesz?
Podchwytliwe
pytanie, więc nic nie powiedziałem, kiedy pokryta rękawicą pięść uderzyła w
szczękę. Steph wzięła moje milczenie tak jak chciała, zsuwając dłoń po gołej
skórze moich mięśni brzucha. Krew podążyła za koniuszkami jej palców, jak
minęły pępek, sięgając paska moich spodenek.
Moje ciało
było zainteresowane tym, co miało się stać, pogrubiając się i powiększając,
rozciągając się, aby spotkać jej wędrowne palce. A moje ciało bardzo dobrze
znało jej palce, pamiętały, jaka była zręczna. Ale moja głowa nie była nawet w
tym samym miejscu co mój kutas.
Opierając
głowę o kanapę, wolno wypuściłem powietrze. Nie było nic cholernie złego z tym,
co się działo. Jej szybkie palce przemknęły po mojej bezwładnej ręce,
przesuwając się po biodrze. Mięśnie podskoczyły w odpowiedzi. Tak jak coś
innego.
Zamknąłem
oczy, głęboko wdychając powietrze. Nie waliło mi mocno serce. Myślałem o
spotkaniu, na którym będę musiał być obecny w piątkowy wieczór. I myślałem o
sobotnim wieczoru i gwiazdach, kiedy jej dłoń objęła moje przyrodzenie, łapiąc
mnie przez nylonowe szorty. Impuls wystrzelił w mój kręgosłup, jak poruszyła do
góry ręką.
Przyjemność
zawirowała w moim brzuchu i wiedziałem, że jeśli pozwolę jej kontynuować, to
będzie mi się podobać. Już było to cholernie przyjemne. Zawsze było, ale ja nie
odwzajemniłbym czynu. Kilka tygodni temu zrobiłbym to z samej zasady. Wziąć.
Dać. Ale teraz nie miałem na tyle ochoty, żeby to zrobić, a to nie było w
porządku.
- Hej –
powiedziałem szorstkim głosem i delikatnie chwyciłem ją za ramię, odsuwając jej
rękę.
Jej idealne
wargi zrobiły idealne O. – Co?
- Nie czuję
tego. – Podniosłem jej dłoń do ust i pocałowałem jej wnętrze, zanim położyłem
ją na jej udzie. Mój penis już był miękki. – Okej?
Zdziwienie
przeszło po jej twarzy, a część mnie była wstrząśnięta. Czy naprawdę właśnie
jej odmówiłem? Naprawdę.
Róż pojawił
się na jej opalonych policzkach, gdy odwróciła spojrzenie na telewizor, a ja,
cóż, czułem się jak dupek. Szlag. Siadając prosto, położyłem ręce na kolanach.
– Chcesz coś zjeść?
W milczeniu
pokręciła głową.
Podwójny
szlag. – Posłuchaj, Steph, to nie chodzi o ciebie i mówię poważnie. Po prostu
czuję się dzisiaj dziwnie. W porządku?
Steph
zerknęła na mnie i powoli potaknęła. – Dobrze.
Wypuściłem
oddech z ulgą. Tak jak mówiłem wcześniej, Steph była dobrą dziewczyną i
mieliśmy historię. Po prostu teraz było inaczej. Została jeszcze przez chwilę,
a potem była gotowa pójść. Wstałem, żeby ją odprowadzić. Przy drzwiach
odwróciła i stanęła na palcach, całując mnie w policzek.
Zaśmiałem
się. – Za co to było?
Steph
wzruszyła ramionami, jak zamknąłem za nami drzwi. – Idziesz na imprezę bractwa?
– zapytała.
- Mam plany
– powiedziałem jej.
Ładnie
wydęła usta. – Nie możesz ich opuścić w piątkowy wieczór?
Wyciągając
rękę, pociągnąłem za kosmyk miękkich, czarnych włosów. – Wiesz, że nie mogę,
kochanie. Może następnym razem.
- Jesteś do
bani. – Ale uśmiechnęła się, szturchając mnie biodrem.
- Prawda.
Skierowaliśmy
się do jej samochodu, a kiedy potknęła się na ścieżce sypkiego żwiru, złapałem
ją za ramię, podtrzymując ją. – Nie piłaś dzisiaj nic? – zapytałem, mrużąc
oczy. – Prawda?
Światło
księżyca przesunęło się po jej twarzy, jak odchyliła głowę i roześmiała się
gardłowo. – Nie. – Walnęła mnie w klatkę piersiową. – A co, gdybym piła?
Pozwolisz mi spędzić u siebie noc?
-
Wsadziłbym cię do mojego auta i odwiózł do twojego akademika.
Wywróciła
oczami. – To brzmi jak wielka zabawa.
Zatrzymaliśmy
się za jej sedanem i przyciągnąłem ją na szybki uścisk. – Napisz do mnie, kiedy
wrócisz do akademika.
Ponownie
zaśmiała się, odsuwając. – Poważnie?
Rzuciłem
jej spojrzenie. – Wiesz, że mówię poważnie. Jest późno. Wiele ludzi na świecie
jest pieprzenie do bani, więc napisz do mnie.
- A co
jeśli tego nie zrobię?
Zmrużyłem
oczy. – Zrobisz.
- Okej.
Zrobię. – Steph roześmiała się, idąc do drzwi od strony kierowcy. – Na razie,
Cam.
Wycofując
się, patrzyłem jak wyjeżdża z miejsca parkingowego, po czym odwróciłem się,
kierując z powrotem do środka. W połowie drogi przez parking, spojrzałem w
stronę mieszkania Cukierka. Nie było zapalonych świateł i mogłem się założyć,
że już leżała w łóżku. Czy zakładała do łóżka bluzki z długim rękawem? Czy może
spała nago?
Do głowy
wtargnął mi obraz jej nagiej z miedzianymi włosami rozłożonymi wokół niej jak
aureola.
Mój penis
raz jeszcze obudził się do życia.
- Niech to
szlag – mruknąłem.
To będzie
długa noc.
Czwartkowy
poranek był porankiem IHOP[1] albo
przynajmniej za taki uznał go Ollie, kiedy wyszedł z łóżka i wpadł do mojego
pokoju. Zabierając czapkę z podparcia kanapy, zobaczyłem gumkę do włosów Steph
na stoliku do kawy i wywróciłem oczami.
Super
ważna.
Ollie był
już na zewnątrz, a gdy podszedłem do drzwi, wyłapałem w powietrzu zapach
deszczu. Jak tylko zamknąłem za sobą drzwi, zorientowałem się, że nie był sam.
- Avery –
powiedział Ollie. - Cam
powiedział mi twoje imię.
Mentalna notatka dla siebie: potem
kopnąć Olliego w jaja.
Była chwila ciszy, po czym. - Och.
Więc… um, idziesz do…
- Ej, palancie, zostawiłeś otwarte
drzwi! – Założyłem czapkę, omijając schody. Poniżej miałem widok na to jak
niebieskie spodnie Avery obejmowały jej tyłek. Ładnie. – Hej, co robisz z moją
dziewczyną?
Ollie
uśmiechnął się do mnie, ale moja uwaga skupiona była na Cukierku. Ta dziewczyna
musiała nosić mało makijażu albo w ogóle, bo jej twarz była… świeża. Naturalna.
Podobało mi się to. Jej spojrzenie spotkało się z moim, po czym pomknęło w inną
stronę.
- Tłumaczyłem jej, jak radzę sobie z
dwoma imionami – powiedział Ollie.
- Naprawdę?
– Dogoniłem ich, obejmując ramieniem jej barki. Potknęła się i napiąłem ramię,
przyciągając ją do mojego boku. W głębi myśli myślałem, że idealnie tam pasuje.
- Hola, kochanie, prawie
cię tu straciłem.
- Spójrz na
siebie. – Ollie zeskoczył ze schodów jak żaba. - Sprawiasz, że dziewczyna potyka się o własne nogi.
Zaśmiałem
się, nie zabierając z niej ramienia i obróciłem moją czapkę do tyłu. - Nie mogę nic na to poradzić. To mój
magnetyczny urok.
- Lub mógł być to twój zapach. – Ollie
uśmiechnął się szeroko. - Nie jestem pewien czy słyszałem dziś rano prysznic.
Sapnąłem. - Czy ja źle pachnę, Avery?
- Pachniesz świetnie – odparła, a wtedy
czerwony rumieniec pojawił się na jej policzkach. - To znaczy, nie pachniesz
źle.
Instynkt podpowiedział mi, że miała
na myśli coś zupełnie innego. - Zmierzasz na zajęcia?
Cukierek nic nie powiedziała, jak
schodziliśmy po schodach, ale jej twarz była zmarszczona, jakby głęboko nad
czymś myślała.
- Avery?
Wywinęła mi się i ja zmrużyłem oczy,
kiedy pośpiesznie odeszła. - Tak, idę na sztukę. A co z wami?
Dogoniłem
ją na trzecim piętrze, niech mnie szlag trafi, gdybym tak łatwo pozwolił jej
uciec. - Idziemy na
śniadanie. Powinnaś opuścić i do nas dołączyć.
Zacisnęła
rękę na swojej torbie. - Sądzę,
że już wystarczająco opuściłam w tym tygodniu.
- Ja
opuszczam – oświadczył Ollie - ale Cam nie ma zajęć do południa, więc jest dobrym chłopcem.
- A ty
jesteś złym chłopcem? – zapytała.
Szeroko
uśmiechnął się do Cukierka, takim uśmiechem, który widziałem, jak dawał
niezliczonej ilości dziewczyn. - Och, jestem bardzo złym chłopcem.
Mrowiła mnie skóra, jak posłałem
Olliemu spojrzenie. - Ta, zły w pisowni, matematyce, angielskim, sprzątaniu po
sobie, rozmawianiu z ludźmi i mógłbym tak dalej.
- Ale jestem dobry w rzeczach, które
się liczą – odpowiedział Ollie.
- A co to są za rzeczy? – zapytałem,
jak wyszliśmy pod chmury grube od deszczu. To będzie jeden z tych dni.
Ollie odwrócił się do nas, idąc
tyłem. Czerwony wóz zaczął się wycofywać, ale on szedł dalej, zmuszając auto do
zahamowania. Potrząsnąłem głową. Uniósł opaloną rękę i zaczął odhaczać palce. -
Picie, przebywanie z ludźmi,
snowboarding i piłka nożna – pamiętasz ten sport, Cam? Piłkę nożną?
Gapiłem się na niego. - Ta, pamiętam,
dupku.
Ollie, prawdopodobnie nie mając
pojęcia, co właśnie zrobił, obrócił się na pięcie i skierował do mojego
samochodu. W mojej szczęce zaczął drgać mięsień. Wsadziłem ręce do spodni,
zerkając na Cukierka. – Do zobaczenia, Avery.
Zostawiając ją, dołączyłem do Olliego
przy moim aucie. Zamiast odblokować wszystkie drzwi, odblokowałem tylko moje i
wsiadłem do środka, trzaskając za sobą drzwiami.
- Halo. – Usłyszałem stłumiony głos
Olliego.
Ignorując go, odpaliłem samochód.
Duża, gruba kropla deszczu roztrzaskała się o przednią szybę i uśmiechnąłem
się, patrząc na niebo.
- Hej!
Powoli uniosłem rękę, pokazując mu
palec.
Ollie podskoczył, kiedy niebo
otworzyło się w ulewie, wyjąc jak ranne zwierzę. Dopiero kiedy miał przyklejone
włosy do czaszki, odblokowałem jego drzwi.
Wsiadł do środka, drżąc. – Co do
cholery, stary?
- Zasłużyłeś. – Zmieniłem na wsteczny
bieg, wycofując. Jedno spojrzenie na zmarszczone czoło Olliego powiedziało mi,
że dręczył swój mózg, zastanawiając się, co zrobił. Westchnąłem. – Naprawdę
musisz odstawić trawkę.
- Gdybym usłyszał to raz, słyszałem
to milion razy, ale Mary Jane kocha mnie i jest jedyną dziewczyną, którą kocham
ja.
Przeciągając ręką po mojej
bejsbolówce, pokręciłem głową. – Pieprzony hipis.
Ollie potrząsnął głową jak mokry
pies, zalewając wnętrze kropelkami chłodnej wody. Musiał coś znaleźć w mózgu,
bo opadł na siedzenie. – Cholera, stary. Nie myślałem.
Wykrztusiłem śmiech, wyjeżdżając z
parkingu, jadąc jeden samochód za Cukierkiem. – Ogromna niespodzianka.
Ollie patrzył przed siebie, po jego
normalnym uśmiechu nie było śladu. – Czasami zapominam, wiesz? Wydaje się,
jakby to było wieki temu.
Szlag, chciałbym też zapomnieć,
zwłaszcza teraz, gdy patrzyłem jak samochód Cukierka skręca w lewo, w kierunku
kampusu.
Zerknął na mnie. – Przepraszam,
stary. Naprawdę. Wiem, jak wiele znaczyła dla ciebie piłka nożna.
Z roztargnieniem kiwnąłem głową i
skręciłem w prawo, kierując się do obwodnicy, która zabierze nas do Charles
Town. Piłka nożna była moim życiem od chwili, kiedy tata zapisał mnie do
miejscowej ligi dla maluchów i przez lata udoskonalałem moje umiejętności
napastnika, środkowej pozycji strzeleckiej. Byłem też bardzo dobry i nie było
tajemnicą, że kiedy zapisałem się do Shepherda i trzy lata temu utworzyłem ich
zespół piłkarski, nie miałem żadnych planów, aby tutaj zostać. Czekałem na
właściwy moment, żeby móc zdać pobory do D.C. United. Dzięki piłce nożnej
poznałem Jase’a i Olliego. Piłka nożna była moim zdrowy rozsądkiem.
Ale teraz jedyną rzecz, jaką robiłem
z piłką nożną było trenowanie letniego programu ligowego jak praca społeczna. Już nie będzie piłka
nożnej. Co najmniej przez jakiś czas, a zapewnił to jeden akt gniewu.
Większość
ludzi w moim wieku spędzało piątkowy wieczór na piciu i spędzaniu czasu z
przyjaciółmi. Ja spędzałem mój piątkowy
wieczór siedząc w kółku – tak, pieprzonym kółku – słuchając problemów ludzi.
Niektórzy faceci w tej grupie nie byli źli. Na przykład Henry. Upił się jednej
nocy i wdał się w bójkę w barze. Nie był psychopatą. Nie był nim również Aaron,
który najwyraźniej miał jakieś problemy ze wściekłością. Nie byłem pewien co do
paru innych facetów i takiej jednej laski z bladym makijażem i ciężką, czarną
kredką do oczu. Byli trochę straszni.
Popieprzoną
rzeczą było to, że nawet nie byłem tutaj najmłodszą osobą. Zdecydowanie nie.
Miałem
tylko… jeszcze dziesięć pieprzonych
miesięcy do końca.
Potrafię to
zrobić.. Poważnie. Z łatwością to zrobię.
-
Cameronie? – Odchrząknął doktor Bale, a ja chciałem uderzyć się w gardło. –
Chciałbyś podzielić się czymś dzisiaj?
To była
część, której nie potrafiłem zrobić. Bzdury z rozmawianiem-o-sobie przy
obserwującej mnie grupie nieznajomych. Podniosłem wzrok, a współczucie
przemknęło po twarzy Henry’ego zanim odwrócił spojrzenie.
- Nie –
odparłem. – Nie bardzo.
Gotka –
która podobno miała szczególne upodobanie do noży – oparła się o swoje krzesło,
krzyżując ramiona pokryte czarnymi tatuażami. – On nigdy niczym się nie dzieli.
Zacisnąłem
usta, żeby nie zostać pchnięty nożem.
- To
prawda. – Doktor Bale poprawił swoje druciane okulary. – Ledwo co wnosisz do
grupy, Cameronie.
Wzruszając
ramionami, wyprostowałem się i zsunąłem niż bejsbolówkę. – Po prostu wszystko
zapamiętuję.
Na
szczęście Henry wkroczył do akcji, odwracając uwagę i płynąłem pod radarem do
końca sesji, ale kiedy wstałem, żeby wyjść, wezwał mnie doktor Bale.
Świetnie.
Jak wszyscy
wyszli z pokoju, opadłem na metalowe, składane krzesło i pochyliłem się do
przodu, opierając łokcie na kolanach. – Co jest?
Doktor Bale
schylił się, wyciągając folder z plastikowego pojemnika obok siebie. – Chciałem
się upewnić, że wynosisz coś z tych spotkań, Cameronie.
Uch. Nie.
Nie, nic nie wynosiłem. – Tak.
Przyjrzał
mi się, zahaczając nogę o kolano i oparł się o krzesło. – Mało co powiedziałeś
o wydarzeniu.
- Nie ma
nic do powiedzenia.
- Jest
wiele do powiedzenia. – Uśmiechnął się, urywając, a skóra wokół jego oczu
zmarszczyła się. - Wiem, że na początku trudno jest mówić przed ludźmi, ale
masz z nimi wspólne rzeczy.
Zesztywniałem.
– Nie wiem czy mam z nimi wiele wspólnego.
- Jesteś tego
pewien?
Wzdychając,
popatrzyłem na białe ściany. Były pokryte plakatami. Tymi, które mówiły o
rozmawianiu zamiast zadawaniu ciosów pięściami.
- Czy
bierzesz to na poważnie, Cameron?
- Tak. –
Zmusiłem się, żeby nie szukać jedynego zegara w pokoju, który znajdował się za
mną.
- Dobrze.
Nie chciałbym, żebyś nie wykorzystał tej cudownej okazji i nie użył jej
korzystnie w twoim życiu.
Utrzymywałem
beznamiętny wyraz twarzy.
- Zdajesz
sobie sprawę, jakie masz szczęście, Cameronie? – zapytał doktor Bale, kiedy nic
nie powiedziałem. – To, co stało się tamtemu chłopcu mogło wysłać cię do
więzienia na bardzo długi czas.
- Wiem –
powiedziałem, mając to na myśli. Jedyny Bóg wie, że wiedziałem, jakie miałem
szczęście. I przez długi okres wierzyłem, że powinienem gnić w więzieniu. Tak
by się stało, gdyby nie pociągnięcia mojego ojca w sądach karnych i moja czysta
kartoteka. – Naprawdę jestem wyluzowanym kolesiem, doktorze Bale. To, co się
wydarzyło…
- Pobicie,
które wymierzyłeś temu chłopcu ma inne zdanie. – Spojrzał w mój folder. –
Poważne stłuczenie głowy. Złamana szczęka, nos i oczodół, razem z kilkoma złamanymi żebrami. – Podniósł wzrok,
spotykając się z moim spojrzeniem. – To nie brzmi jak coś, co zrobiłby
„wyluzowany koleś”, nieprawdaż?
Ścisnęło
mnie w żołądku, ale nie odwróciłem wzroku. – Nie jestem dumny z tego, co
zrobiłem. Patrząc w tył, wiem, że było wiele innych rzeczy, które mogłem
zrobić.
- Ale?
Ale nie
miałem problemu z „gniewem” czy „wściekłością”. I jak bardzo popieprzenie to
brzmiało, nadal nie byłem pewien czy żałowałem tego, co zrobiłem. Ten sukinsyn
bił moją siostrę, no więc straciłem
opanowanie.
A prawdę
powiedziawszy, gdybym miał znowu przeżywać tę sytuację, nie wiem czy
załatwiłbym ją inaczej. Krzywdzisz moją siostrę, zadzierasz ze mną. Proste.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz