Cukierek wpatrywała się we mnie,
jakbym właśnie zasugerował, żebyśmy rozebrali się do naga i przebiegli przez
pola. Zamknęła swój zeszyt i chwyciła torbę. - Nie jestem pewna, czy nadążam za
tą rozmową.
- Naprawdę nie jest tak
skomplikowana. – Roześmiałem się z jej nienawistnego spojrzenia. – Powinniśmy
iść na randkę.
Patrzyła na mnie przez chwilę, po
czym wsadziła zeszyt do torby ze śmiertelną siłą. – Nie rozumiem.
Dlaczego nie byłem zaskoczony, że nie
rozumiała? Kładąc się, wyciągnąłem ramiona nad głową, czując strzelające kości.
Przyglądałem się, jak jej wzrok przesunął się po mnie, zawieszając się na
odsłoniętej skórze między moją bluzką a paskiem.
Mój uśmiech się powiększył. - Zwykle
pójście na randkę jest wtedy, kiedy dwoje ludzi wychodzi wieczorem lub czasami
w ciągu dnia. Naprawdę, to może być o każdej porze dnia czy nocy. Zazwyczaj
obejmuje kolację. Czasem film lub spacer do parku. Choć ja nie chodzę na
spacery do parku. Może na plażę, ale skoro nie ma żadnych…
- Wiem, co to randka. – Skoczyła na
nogi, oczy były jak odłamki czarnego lodu w ciemności.
- Powiedziałaś, że nie rozumiesz.
Więc wyjaśniam, co oznacza randka.
Jej usta drgnęły, gdy skrzyżowała
ramiona na piersi. – To nie tej części nie rozumiałam i ty to wiesz.
- Po prostu upewniałem się, że chodzi
nam o to samo.
- Nie chodzi.
Uśmiechając się bezwstydnie, zniżyłem
ramiona, ale nie poprawiłem bluzki. - Więc teraz, kiedy obydwoje wiemy z czym
wiąże się randka, powinniśmy na taką iść.
- Uch…
Usiadłem, siadając prosto.
Skonsternowanie na jej twarzy było w dziwny sposób urocze. – To nie bardzo
odpowiedź, Avery.
- Ja… - Kręcąc głową, cofnęła się o
krok. – Nie masz dziewczyny?
Skąd do diabła Cukierek wzięła ten
pomysł? – Dziewczyny? Nie.
- Więc kim była ta brunetka
zataczająca się z twojego mieszkania w środową noc? – domagała się odpowiedzi.
Kiedy jej słowa dotarły do mojej
świadomości, uśmiechnął się od ucha do pieprzonego ucha. - Obserwowałaś mnie,
Avery?
- Nie. Nie! – Jej twarz zbladła. - Co?
Nie obserwowałam cię. Mam życie.
Wygiąłem brew. – Więc skąd wiesz o
Stephanie?
Cukierek przestąpiła z nogi na nogę. -
To jej imię?
- Cóż, tak, ma ona imię i nie, nie
jest ona moją dziewczyną. I nie zataczała się. Może powłóczyła nogami.
Wywróciła oczami.
- Więc jak ją widziałaś, skoro mnie
nie obserwowałaś? – Skrzyżowałem kostki u nóg. – I nie mam nic przeciwko
pomysłowi, że mnie obserwowałaś. Pamiętaj, lubię to.
Jej klatka piersiowa uniosła się w
głębokim oddechu i mogłem stwierdzić, że jej cierpliwość była cienka. - Nie
obserwowałam cię. Nie mogłam spać i patrzyłam przez okno w moim salonie. Po
prostu zdarzyło mi się zobaczyć jak
odprowadzasz ją do jej auta.
Nie wierzyłem jej. Do diabła nie.
Komu po prostu zdarza się patrzeć przez okno o tej porze w nocy? Chociaż bardzo
chciałbym jeszcze podroczyć się z nią, wyglądało na to, że zamierzała kopnąć
mnie w głowę, ale byłem graczem. - To
ma sens. Bynajmniej nie tak zabawne jak ty stojąca przy oknie z nadzieją, że na
mnie zerkniesz.
Gapiła się na mnie bez słowa.
Puściłem oko. - Tak w ogóle to Steph
nie jest moją dziewczyną. Nie jesteśmy tacy.
Jej ręka podążyła do bransoletki na
jej lewym nadgarstku. - Nie jestem taka.
- Jaka? – zapytał.
Przenosząc wzrok na mnóstwo gwiazd,
podniosła dłonie. – Nie jestem taka jak ona.
- Znasz ją?
– Nie pieprzę się z facetami tylko
dla zabawy, dobra? Nie widzę w tym nic złego. W ogóle nie osądzam, ale to nie
ja. Więc nie jestem zainteresowana. Przykro mi.
- Poczekaj chwilę. Jestem
zdezorientowany. Nie osądzasz jej, ale założyłaś, że interesuje się ona
przypadkowym seksem? Że jest ona moją przyjaciółką od seksu? Czy nie jest to
tak jakby pochopne osądzanie oparte na założeniach?
Zmarszczyła czoło. – Masz rację. Nie
wiem czy tak z wami jest. Może jesteście tylko kolegami z dzieciństwa czy coś.
- Nie jesteśmy. – Uśmiechnąłem się
szeroko – Spotykamy się na seks, co jakiś czas.
Szczęka Cukierka uderzyła o ziemię. –
Miałam rację! Więc dlaczego oskarżyłeś mnie o bycie osądzającą?
- Po prostu zwróciłem na to uwagę. – Nie
potrafiłem przestać droczyć się z nią. Szeroki wachlarz emocji, który przebłyskał
na jej twarzy, był dla mnie fascynujący. – A tak w ogóle, nie mieliśmy seksu
środowej nocy. Nie to, że się nie przymierzała do tego, ale ja tego nie czułem.
- Nieważne. To jest głupia rozmowa.
- Lubię tę rozmowę.
Sięgnęła po swoją torbę, ale byłem
szybszy, łapiąc ją, jak wstałem. Wypuściła głębokie, zirytowane westchnięcie. –
Daj mi ją.
Opuszczając brodę, powiedziałem. -
Staram się. – Przełożyłem pasek przez jej ramię, palcami muskając jej szyję.
Tym razem to nie było celowe, a kiedy podskoczyła, to samo zrobiło moje serce.
Odsuwając się, podniosłem latarkę. - Widzisz? Zachowuję się tylko jak
dżentelmen.
- Nie sądzę, że jesteś dżentelmenem,
ale dziękuję.
Jej słowa były dziwnym połączeniem
szczerości oraz frustracji i nie powiedziała nic więcej, kiedy zaczęliśmy
wracać przy jedynie wąskiej smudze światła z latarki.
- Te miejsce jest lekko przerażające
w nocy, nie sądzisz?
Potaknęła, patrząc na ciemne cienie
pomników. – Sądzę, że jeśli na świecie będzie jakieś nawiedzone miejsce, to
byłoby to miejsce takie jak te.
- Wierzysz w duchy?
Cukierek wzruszyła ramionami. – Nie
wiem. Nigdy żadnego nie widziałam.
- Ja też nie.
Uniosła jeden kącik ust. –
Przypuszczam, że to dobrze.
Zatrzymałem się przy drzwiach
samochodu od strony pasażera. – Pani.
- Dziękuję.
Ponieważ teraz w jej głosie było
trochę mniej frustracji, postanowiłem przetestować moje szczęście. Oparłem się
o otwarte drzwi, przyglądając się, jak wewnętrzne światło obejmuje jej twarz. -
Więc co z tym?
- Co z czym?
Przechyliłem głowę. – Umów się ze mną
na randkę.
Zesztywniała. – Dlaczego?
- Dlaczego nie?
- To nie jest odpowiedź. – Złapała
pas bezpieczeństwa, gwałtownie nim ciągnąc.
- Co to było za pytanie? Jak mam…
hej, to tylko pas. Nie tak mocno. – Pochyliłem się, zabierając od niej pas. Gdy
nasze dłonie się dotknęły, przycisnęła się do siedzenia. To była taka dziwna
reakcja, że podniosły się włoski na moim karku, jak uniosłem wzrok. - Dlaczego
nie powinnyśmy iść na randkę?
Zacisnęła ręce w pięści na kolanach.
Chciałem puścić przeklęty pas, wziąć jej ręce w moje i je rozluźnić. - Ponieważ…
ponieważ się nie znamy.
Uśmiechnąłem się leciutko,
przesuwając spojrzenie w górę, skupiając się na jej ustach. – O to chodzi w
randce. O poznawanie się nawzajem. Umów się ze mną na randkę.
- Nie ma we mnie nic do poznania –
wyszeptała.
- Jestem pewien, że jest wiele w
tobie do poznania.
- Nie ma.
Przybliżyłem się, wdychając jej
słodki zapach. - Więc możemy spędzić czas ze mną gadającym.
- Brzmi fajnie.
- Och, będzie bardziej ekscytująco
niż patrzenie, jak Rafael przechodzi przez ulicę.
- Ha. – Rozbawienie błysnęło w jej
ciemnych oczach.
- Tak myślałem, że ci się to spodoba.
Jej spojrzenie pomknęło do miejsca,
gdzie jej torba opierała się o jej nogę, po czym wróciło do mnie. – Możemy już
jechać?
- Możemy iść na randkę?
Wyszedł z niej odgłos frustracji. -
Dobry Boże, nie dajesz za wygraną.
- Nie.
Cukierek roześmiała się, a ja nie
mogłem powstrzymać uśmiechu kształtującego się na moich ustach. Lubiłem dźwięk
jej śmiechu, kiedy naprawdę się śmiała. – Jestem pewna, że jest wiele
dziewczyn, które chciałyby iść z tobą na randkę.
- Jest.
- Wow. Skromny jesteś, co?
- Czemu miałbym być? A ja chcę iść na
randkę z tobą. Nie z nimi.
Lekko potrząsnęła głową. - Nie
rozumiem dlaczego.
A ja nie rozumiałem dlaczego ona tego
nie pojmowała. - Mogę wymyślić kilka powodów. Nie jesteś jak większość
dziewczyn. – Prawda. - To mnie interesuje. – Naprawdę tak było. - Jesteś niezręczna w ten naprawdę… uroczy
sposób. Jesteś mądra. Chcesz, żebym wymienił więcej?
- Nie. W ogóle – odpowiedziała. – Nie
chcę iść z tobą na randkę.
Nie wierzyłem. Nazwijcie to intuicją,
doświadczeniem albo prostą, starą pewnością siebie, ale wcale jej nie
wierzyłem. – Domyśliłem się, że to powiesz.
- Więc czemu spytałeś?
Odchyliłem się, łapiąc bok drzwi. –
Bo chciałem.
- Och. Cóż. Dobrze. Cieszę się, że
pozbyłeś się tego z systemu.
Co ona myślała, że to było? Do
diabła, nawet ja nie wiedziałem, co to było. – Nie pozbyłem się tego z systemu.
Opuściła ramiona. – Nie?
- Nie. – Uśmiechnąłem się. – Zawsze
jest jeszcze jutro.
- Co jest jutro?
- Znowu cię zapytam.
Pokręciła głową. – Odpowiedź będzie
taka sama.
- Może. Może nie. – Pacnąłem ją w
czubek nosa, uśmiechając się szeroko, gdy spojrzała na mnie zmrużonymi oczami.
– I może powiesz tak. Jestem cierpliwym facetem i, hej, jak sama powiedziałaś,
nie daję łatwo za wygraną.
- Świetnie – mruknęła, ale w jej
oczach były iskry, ten sam połysk, który był tam, kiedy lustrowała mnie
wzrokiem.
- Wiedziałem, że tak to zobaczysz. – Uszczypnąłem
ją w nos, a ona odtrąciła moją rękę. – Nie martw się. Znam prawdę.
- Prawdę o czym?
Odsunąłem się, na wypadek gdyby znowu
zaatakowała. – Chcesz się zgodzić, ale po prostu nie jesteś gotowa.
Cukierek wyglądała, jakby faktycznie
zobaczyła ducha.
- To nic. Trudno jest sobie ze mną
poradzić, ale mogę cię zapewnić, że będziesz się dobrze bawić radząc sobie ze
mną. – Zanim mogłaby odpowiedzieć, stuknąłem ją w nos i zamknąłem drzwi,
uśmiechając się do siebie, gdy okrążałem przód samochodu.
Patrzyłem, jak Avery wchodzi do
swojego mieszkania. Zatrzymała się w połowie, założyła błyszczące, miedziane
kosmyki za ucho, zerkając na mnie przez ramię.
Mały, nieśmiały uśmiech pojawił się
na jej ustach, kiedy pomachała na pożegnanie, po czym weszła do środka, cicho
zamykając za sobą drzwi.
Stałem tam kilka chwil, jak
podglądacz, potem nareszcie odwróciłem się do moich drzwi. Gdy sięgnąłem do
klamki, drzwi otworzyły się szeroko.
Pojawił się Jase, blokując wejście.
Miał zaciekawiony wyraz twarzy. – Co robisz, stojąc na korytarzu swojego bloku
jak frajer?
- Co robisz w moim mieszkaniu jak
dziwak?
Wzruszył ramionami. – Spędzam sobie
czas z Olliem, ale pobiegł do Sheetz po nachos.
- Ach, wieczór nachos. – Co
oznaczało, że Ollie nie będzie spał całą noc. Przestąpiłem z nogi na nogę. –
Wpuścisz mnie do środka?
- No cóż, skoro to twoje mieszkanie.
– Przekrzywił głowę, rzucając cień na połowę śniadej twarzy. – Chyba tak.
Jase odsunął się na bok, pozwalając
mi przecisnąć się obok niego.
Poszedłem prosto do lodówki, wziąłem piwo i opadłem na kanapę. – Nie jesteś na
farmie?
Pokręcił głową, dołączając do mnie i
wziął butelkę ze stolika. – Nie. Jack jest z dziadkami.
- Ach… - To wszystko wyjaśniało. Jase
zazwyczaj był na swojej rodzinnej farmie w weekendy.
Jase zerknął na mnie. – Więęęc, byłeś
gdzieś z rudą?
- Cukierkiem?
Jego ciemne brwi wysunęły się spod
linii jego włosów i zmarszczyły. – Co?
- Avery jest ruda. I nie. Robiliśmy
zadanie z astronomii. Jesteśmy partnerami.
- Och. – Pociągnął łyk swojego piwa i
zrobił minę. – Więęęc – powiedział znowu i przewróciłem oczami. – Dlaczego
gapiłeś się na drzwi jej mieszkania?
- Skąd wiesz?
- Obserwowałem cię przez ziernik.
- Miło. – Zaśmiałem się, upijając
trochę. Minęło parę minut, a wtedy powiedziałem. – Zaprosiłem ją na randkę.
Jase nie wyglądał na
zainteresowanego. – Okej.
- Odmówiła.
Odwrócił do mnie głowę, jego
gołębio-szare oczy iskrzyły się z zaintrygowaniem. – Co?
- Tak. – Oparłem się o kanapę,
uśmiechając. – Z miejsca mi odmówiła.
Podpierając się o podłokietnik
kanapy, Jase roześmiał się tak mocno, że chyba rozbolał go brzuch. – Lubię tę
dziewczynę.
- Ja też – rzekłem, wzdychając. – Ja
też.