30.12.13

Dwadzieścia

Po części nie byłem zaskoczony, kiedy otworzyłem drzwi jej mieszkania po waleniu w nie i odkryłem, że jej tam nie było. Oczekiwanie od Avery, aby choć raz mnie posłuchała oczywiście było czymś zbyt wielkim do proszenia.
Nie mając pojęcia gdzie mogła pójść, podszedłem do okna salonu i spojrzałem w dół.
- Co do cholery?
Mały kształt siedział na krawężniku, skulony w zimnie. Co do diabła robiła tam Cukierek? Pośpieszyłem na zewnątrz, krzywiąc się, gdy wiatr oderwał moje włosy od czoła.
- Avery! – krzyknąłem. Podskoczyła, upuszczając butelkę piwa. Potoczyła się pod pobliski samochód, a ona odwróciła się do mnie. Zaszklone spojrzenie, którego nie mogłem całkowicie zrzucać na piwo, rozdarło mnie od środka. - Co ty, do cholery, tutaj robisz?
Zamrugała i uniosła wilgotne rzęsy. - Ja… patrzę na gwiazdy.
- Co? – Klęknąłem obok niej. – Avery, jest mróz na dworze. Znowu będziesz chora.
Uniosła jedno ramię, odwracając wzrok. – Co ty tutaj robisz?
- Szukałem cię, ty małe cymbale.
Spojrzała na mnie ostro. – Słucham? Jesteś tutaj, więc ty też jesteś cymbałem, ty cymbale.
Powstrzymałem uśmiech. – Powiedziałem ci, że przyjdę z tobą pogadać. Najpierw sprawdziłem twoje mieszkanie. Pukałem, a ty nie odpowiedziałaś. Drzwi nie były zamknięte i wszedłem do środka.
- Wszedłeś do mojego mieszkania? To trochę niegrzeczne.
- Zobaczyłem przez okno, że tutaj siedzisz.
Po chwili zapytała. – Czy walka się skończyła?
Ponieważ nie wyglądało na to, że będzie wstawać w najbliższym czasie, usiadłem obok niej. Zimny cement zmroził mój tyłek w nanosekundzie. – Nie. Główna walka właśnie się zaczęła.
- Przegapiasz ją.
Przeciągając ręką przez włosy, wypuściłem długi oddech. – Boże, Avery… - Nie wiedziałem co powiedzieć. Reakcja na zobaczenie jej wciąż była zbyt świeża, zbyt dezorientująca. – Zobaczenie cię dzisiaj? Byłem cholernie zaskoczony.
- Z powodu Steph?
- Co? – Popatrzyłem na nią. – Nie. Jase ją zaprosił.
- Wyglądało jakby była tam dla ciebie.
- Może była, ale nie obchodzi mnie to. – Odwracając się do niej, położyłem ręce na kolanach. – Avery, nie miałem seksu ze Steph odkąd cię poznałem. Nie miałem seksu z nikim, odkąd cię poznałem.
Wciągnęła głęboko powietrze. – Okej.
- Okej? – Niemal się roześmiałem, a wtedy wszystko się wyładowało. – Widzisz, nie rozumiesz tego. Nigdy cholernie nie rozumiałaś. Unikałaś mnie od przerwy Dziękczynienia. Rzuciłaś przeklętą klasę i wiem, że z mojego powodu, a za każdym razem, kiedy próbowałem z tobą porozmawiać, ty cholernie ode mnie uciekałaś.
- Nie chciałeś ze mną rozmawiać w dzień, kiedy podziękowałam za pomoc.
Gapiłem się na nią. - Jezu, nie wiem dlaczego? Może dlatego, że boleśnie pokazałaś, iż nie chcesz mieć ze mną nic wspólnego. A potem po prostu się pokazujesz? Pieprzenie niespodziewanie i upijasz się? Nie rozumiesz.
Zwilżyła wargi. – Przepraszam. Jestem pijana, troszeczkę i przepraszam, bo masz rację i… mówię chaotycznie.
Parsknąłem krótkim, ochrypłym śmiechem. – W porządku, oczywiście to nie pora na tę rozmowę. Słuchaj, nie chciałem być tam takim palantem, zmuszając cię do wyjścia, ale…
- To nic. Jestem przyzwyczajona do ludzi nie chcących mnie na swoich imprezach. – Chwiejnie podniosła się na nogi. – Nic wielkiego.
Szczypała mnie skóra, jak wstałem. – To nie tak, że cię tam nie chciałem, Avery.
- Um… naprawdę? – Roześmiała się bez humoru. – Poprosiłeś mnie, żebym wyszła.
- Ja…
- Poprawka. – Podniosła rękę. – Powiedziałeś mi, żebym wyszła.
- Tak. Był to kretyński ruch, ale pierwszy raz byłaś w moim mieszkaniu, przychodzisz, zaczynasz pić, a potem… - Wziąłem głęboki wdech. – Henry się czepił a ty chichoczesz…
- Nie jestem nim zainteresowana!
- Nie tak to wyglądało, Avery. Jesteś pijana i nie chciałem, żebyś zrobiła coś, czego będziesz żałować. Nie wiem, co do diabła, dzieje się w twojej głowie przez połowę czasu i nie miałem pojęcia co tam dzisiaj robiłaś, ale nigdy nie widziałem jak pijesz, więc nie wiedziałem co zamierzasz zrobić. Nie chciałem, żeby ktoś cię wykorzystał.
- Byłam tam, zrobiłam to. – W chwili, gdy te słowa opuściły jej usta, zacisnęła mocno wargi.
Przerażenie przeszło po jej twarzy i wszystko – o Boże – wszystko zaczęło mieć sens. – Co? – szepnąłem, a ona zaczęła odchodzić. Złapałem ją za ramiona. – O, do diabła, nie. Co właśnie powiedziałaś?
- Nie wiem, co powiedziałam. Dobra? Jestem pijana, Cam. Duh. Kto, do cholery, wie co wychodzi z moich ust. Ja nie. Naprawdę nie wiem nawet co tutaj robię.
- Cholera. Avery… - Zacisnąłem palce na jej ramionach. – Czego mi nie mówisz? Czego mi nie powiedziałaś?
- Niczego! Przysięgam. Przyrzekam ci. Tylko gadam jak nakręcona, dobra? – Zamrugała gwałtownie. - Więc przestań na mnie patrzeć, jakby było ze mną coś nie tak.
- Nie patrzę tak na ciebie, kochanie. – Szukałem w jej twarzy prawdy, przyznania tego co jej się wydarzyło, ale widziałem tylko strach i rozpacz. Nie chciała, żebym grzebał dalej i rozumiałem to. Ze wszystkich ludzi rozumiałem potrzebę trzymania niektórych rzeczy w sekrecie, ale ostatecznie się dowiem.
Podniosła spojrzenie i wydawało mi się, że powiedziała bezgłośnie proszę. Między nami było wiele gówna. Sprawy, które musieliśmy sobie wyjaśnić, ale to wszystko musiało zaczekać.
Przyciągnąłem ją do siebie, ciasno oplątując ją ramionami. Zesztywniała na chwilę, po czym położyła dłonie na moich bokach, przyciskając głowę do mojej klatki piersiowej. Jej dotyk przeszedł mnie na wskroś.
- Tęskniłam za tobą – wyszeptała.
W tamtej chwili wszystko, co wydarzyło się między nami po tym jak zobaczyłem jej bliznę, nie miało znaczenia. Wsunąłem rękę w jej włosy, przyciągając ją bliżej. - Tęskniłem za tobą, kochanie. – Trzymałem ją mocno, podnosząc ją w powietrzu i postawiłem, podekscytowany tylko tym, że znowu mogę trzymać. Objąłem jej policzki, śmiejąc się, czując ją. – Jesteś jak mała kostka lodu.
- Gorąco mi. – Nasze spojrzenia spotkały się i uśmiechnęła się. – Twoje oczy są naprawdę piękne, wiesz o tym?
- Sądzę, że mówią to kieliszki tequili. Chodź, zaprowadźmy cię do środka, zanim zamarzniesz.
Sięgając w dół splotłem z nią palce. Ostatnią rzeczą jaką chciałem było, żeby upadła i skręciła kark. Będąc już w jej ciepłym mieszkaniu, jej palce zacisnęły się na moich.
- Przegapiasz walkę – powiedziała.
- Tak. – Poprowadziłem ją do kanapy i pociągnąłem w dół. – Jak się czujesz?
- Dobrze. – Przesunęła rękami po udach. – Twoi przyjaciele pewnie zastanawiają się, gdzie jesteś.
Oparłem się, rozluźniając. – Nie obchodzi mnie to.
- Nie?
- Nie.
Krótki uśmiech przebiegł po jej ustach i wyprostowała się, po czym zerknęła na mnie. Nie planowałem nigdzie iść. Walka i przyjaciele nie byli tak ważni jak osoba siedząca obok mnie. Poza tym byłem trochę zaniepokojony jej spożyciem alkoholu, zwłaszcza kiedy podskoczyła i niemal zjadła stolik do kawy.
- Może powinnaś usiąść, Avery.
- Nic mi nie jest. – Okrążyła chwiejnie stolik. – Więc… co chcesz robić? Mogę, um, włączyć telewizor lub włożyć film, ale nie mam żadnych filmów. Chyba mogę jeden zamówić z…
- Avery, po prostu usiądź na chwilę.
Podniosła poduszkę i położyła ją na kanapie. Chyba zamierzała zacząć sprzątać dom? Ale wtedy poszła do fotela. – Nie sądzisz, że jest tutaj gorąco?
- Ile wypiłaś?
- Um… - Zmarszczyła twarz. – Nie dużo – może dwa lub trzy kieliszki tequili iiii dwa piwa? Tak myślę.
- O wow. – Uśmiechnąłem się, pochylając do przodu. – Kiedy był ostatni raz, gdy naprawdę piłaś?
- Noc Halloween.
Przekrzywiłem głowę na bok. – Nie widziałem, żebyś piła w noc Halloween.
- Nie w tę noc Halloween. – Stojąc z powrotem na nogach, zaczęła ciągnąć za rękawy swojego swetra. – To było… pięć lat temu.
- Wow. To długo. – Och, to nie skończy się dobrze. Wstałem. – Masz tutaj wodę? Ugotowaną?
- W kuchni.
Skierowałem się do lodówki, wziąłem butelkę i wróciłem. – Powinnaś to wypić. – Kiedy wzięła butelkę, usiadłem na brzegu kanapy. - Więc ile miałaś? Czternaście lat? Piętnaście?
- Czternaście – wyszeptała, opuszczając brodę.
- To naprawdę młody wiek na picie.
Odkładając butelkę, zrobiła z włosów kucyka. – Ta, ty nie piłeś, kiedy miałeś czternaście lat?
- Podkradłem piwo albo dwa mając czternastkę, ale myślałem, że twoi rodzice byli surowi?
Prychnęła, opadając na fotel. – Nie chcę rozmawiać o nich, piciu czy Halloween.
Nie potrzeba było naukowca, żeby domyślić się, iż te trzy rzeczy były połączone. Również nie potrzeba było żywej wyobraźni, aby wyobrazić sobie młodą Avery upijającą się na imprezie i robiącą coś, czego później żałowała. Przynajmniej miałem nadzieję, że to o to właśnie chodziło. - Okej.
Cukierek przyglądała mi się przez moment, a potem próbowała ściągnąć swój sweter. Śmiech wspiął się po moim gardle, ale utknął, kiedy upuściła sweter na podłogę. Pod spodem miała podkoszulek, ale materiał był cienki i odkrywał wiele zarumienionej skóry. Jej nerwowość wydawała się sięgać dalej niż podpicie piwem albo dlatego, że byłem tutaj nawet po tym, co się między nami wydarzyło.
Znowu wstała i zaczęła przemierzać pokój. Kiedy się zatrzymała, pomiędzy kuchnią a korytarzem, wsunęła palce pod brzeg jej koszulki.
- Co ty wyprawiasz?
Nie odpowiedziała, lekko nieskupionym wzrokiem spotykając się z moim. Nie miałem pojęcia, co sobie myślała. Nigdy nie wiedziałem, ale przygryzła zębami dolną wargę. Poczułem rezerwę w kościach. Zdecydowanie zamierzała…
Avery ściągnęła podkoszulek.
Jasna. Cholera.
Wciągnąłem gwałtownie powietrze. – Avery.
Jasna. Cholera. Cholera. Cholera. Tylko o tym mogłem myśleć, wpatrując się w nią w czarnym, koronkowym biustonoszu. Widziałem ją jak była chora, ale tak naprawdę jej nie widziałam. Nie tak jak teraz. Jej piersi były pełne, napierały na koronkowe miseczki, jak nabierała jeden wdech po drugim.
Gdy oparła się o ścianę i opuściła ramiona po bokach, zacisnąłem szczękę, oddychając głęboko. Raz jeszcze spuściłem wzrok z jej twarzy do jej piersi, a potem do gładkiego zarysu jej brzucha. Jej spodnie zwisały nisko, a brzuch wgłębiał się wokół pępka. Słodka krągłość jej talii błagała, żeby być dotkniętą.
Wyraźnie była pijana, a gdybym był porządnym facetem to nie patrzyłbym na nią, jakbym chciał ją zjeść, lecz nie potrafiłem odwrócić wzroku. Nie pamiętałem abym wstawał, ale jakoś to zrobiłem i obszedłem kanapę. Gorąco narastało między moimi nogami, wzbierając się i twardniejąc.
- Cam? – odezwała się bez tchu.
Moje ciało żądało, abym podszedł do niej i niemal to zrobiłem, ale zatrzymałem się, zaciskając pięści. - Nie.
- Nie co?
Przymknąłem oczy, ale jej widok został napiętnowany w moim umyśle. – To… nie rób tego, kochanie.
- Czy tego właśnie nie chcesz? – zapytała, jej głos drżał od niepewności.
Otworzyłem oczy. Co takiego? – Nie oczekuję tego, Avery.
Wessała oddech. – Nie pragniesz mnie.
Nie pragnę jej? Ledwo mogłem sobie przypomnieć czas, kiedy jej nie pragnąłem, na miłość boską. Mój penis napierał na zamek moich dżinsów, wzrastając do punktu, gdzie wydawało mi się, że wybuchnie. Tak mocno jej pragnąłem.
Lecz na jej twarzy pojawił się wyraz niedowartościowania.
Wystrzeliłem do przodu, uderzając dłońmi o ścianę po obu stronach jej głowy. Pochyliłem się tak, że nasze oczy były na równym poziomie. - Cholera, Avery. Myślisz, że cię nie pragnę? Nie ma ani jednej części ciebie, której nie pragnę, rozumiesz? Pragnę być na tobie i w tobie. Pragnę cię przy ścianie, na kanapie, w twoim łóżku, w moim łóżku i każdym pieprzonym miejscu, o którym mogę pomyśleć, a uwierz mi, mam ogromną wyobraźnię, kiedy chodzi o takie rzeczy. Nigdy nie wątp w to, że cię pragnę. To nie o to chodzi.
Zdezorientowanie wlało się do jej rozszerzonych oczu.
Przycisnąłem czoło do jej czoła. – Ale nie w taki sposób – nigdy w taki sposób. Jesteś pijana, Avery, a kiedy będziemy razem – bo będziemy razem, będziesz w pełni świadoma wszystkiego, co z tobą zrobię.
Podtrzymała moje spojrzenie, po czym zamknęła oczy, odwracając głowę na bok, sprawiając, że nasza skóra przesunęła się po sobie. – Jesteś dobrym facetem, Cam.

- Nie, nie jestem. – Wciągnąłem jej zapach do płuc, obiecując sobie, że zawsze będę tym, kim będzie ode mnie chciała. – Jestem tylko dobry z tobą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz