Minęła jakaś godzina po tym jak
okryłem Avery kocem, kiedy wszystko co wypiła zdecydowało zrobić powrót.
Odrzucając na bok koc, jakby był
pokryty wężami, przebiegła przez salon, rzucając się w kierunku łazienki.
Szybko podążyłem za nią, spodziewając się tego, biorąc pod uwagę, że zazwyczaj
nie piła.
To było okropne.
Nie mogąc zrobić nic więcej jak
podtrzymywać jej włosy i pocierać jej plecy, podczas gdy modliła się do porcelanowych
bogów, nigdy nie czułem się bardziej bezradny. Kiedy w końcu się to skończyło,
podparłem ją o wannę i wziąłem mokrą szmatkę. Było tak jak wtedy, gdy była
chora, tyle że tym razem, tak naprawdę była przytomna.
- Czujesz się lepiej? – zapytałem.
- Tak jakby. – Zacisnęła powieki. – O
Boże, to takie żenujące.
Zaśmiałem się pod nosem. – To nic,
kochanie.
- Dlatego zostałeś, prawda? – Jęknęła
żałośnie. – Wiedziałeś, że się rozchoruję, a oto ja się rozbieram.
- Cii. – Odsunąłem z jej twarzy luźne
kosmyki włosów. – Jak czarujące było patrzenie jak wymiotujesz, nie dlatego
zostałem i wiesz o tym.
Raz jeszcze przymknęła oczy. – Bo pragniesz
mnie, ale nie kiedy jestem pijana i rzygam?
Wybuchnąłem śmiechem. Nietrzeźwa
Avery była zabawną Avery. – Ta, wiesz co, to brzmi dobrze.
- Tylko się upewniam, że chodzi nam o
to samo.
- Nie chodzi.
Uchyliło się jedno oko. – Ha.
- Tak myślałem, że ci się to spodoba.
– Przesunąłem szmatkę pod jej brodę.
Uśmiechnęła się leciutko. - Jesteś w
tym bardzo… dobry.
- Miałem dużo praktyki. – Odrzucając
ręcznik na bok, chwyciłem nowy i zacząłem od nowa. – Byłem tam gdzie ty kilka
razy. – Zsunąłem ręcznikiem po jej szyi i ramionach, nie odrywając spojrzenia
od jej twarzy, nie pozwalając mu zabłądzić do krągłości jej piersi tak pięknie
widocznych. – Chcesz przyszykować się do łóżka?
Spojrzała na mnie nagle rozszerzonymi
oczami.
Uśmiechnąłem się szeroko.
- Przestań o tym myśleć.
- Och – wymamrotała, wyglądając na
rozczarowaną.
- Tak, och. – Odwróciłem się i
wziąłem szczoteczkę do zębów. Nakładając na nią pastę, zwróciłem się do niej. –
Pomyślałem, że chciałabyś pozbyć się tego smaku z ust.
- Jesteś cudowny – powiedziała,
sięgając po nią.
- Wiem. – Gdy skończyła, raz jeszcze
ukucnąłem i rozpiąłem moją bluzę. Ściągając ją, złapałem brzeg koszulki, by
ściągnąć ją przez głowę. – Próbowałem namówić cię do powiedzenia, że jestem
cudowny od momentu, kiedy we mnie wpadłaś. Gdybym wiedział, że wymagać to
będzie jedynie podania ci szczoteczki do zębów, zrobiłbym to dawno temu. Moja
strata.
- Nie. To była moja… - Zdołała usiąść
prościej. – Moja strata… co ty robisz?
- Nie wiem gdzie są twoje ubrania. –
Co było kłamstwem. Wcześniej znalazłem jej ubrania.
- Aha.
Uśmiechnąłem się, patrząc jak jej
wzrok przesunął się po moim torsie, zatrzymując na tatuażu. - A domyślam się,
że chciałabyś się rozebrać.
- Ta – mruknęła.
- Więc najprościej będzie, jak
pożyczę ci moją koszulkę.
Nabrała płytkiego wdechu. – Okej.
- Wtedy będzie ci wygodniej.
Podejrzewałem, że nie słuchała ani
jednego słowa, które wychodziło z moich ust. Nie kiedy jej oczy wędrowały na
południe, skłaniając moje ciało do zareagowania.
- Jasne – wymamrotała.
- Nie słuchałaś ani jednej rzeczy,
którą powiedziałem.
- Nie.
Uśmiechnąłem się szerzej, chwytając
ją za biodra i posadziłem ją na brzegu wanny.
- Jeszcze nie podnoś ramion, dobra? –
powiedziałem jej. Siedziała nieruchomo, jak założyłem na nią swoją koszulkę. -
Trzymaj ramiona w dole. – Puściłem bluzkę i sięgnąłem za nią, zręcznie
odpinając jej biustonosz.
- Co robisz? – spytała wysokim głosem.
Roześmiałem się, zsuwając ramiączka
po jej ramionach, ale umilkłem, gdy zadrżała. Chyba podobało mi się karanie
samego siebie, bo chciałem odrzucić jej biustonosz i złapać ją w ramiona. – Jak
powiedziałem wcześniej, przestań o tym myśleć. Twoja cnota jest ze mną
bezpieczna.
- Moja cnota?
Spojrzałem na nią spod rzęs. – Na
razie.
- Na razie? – szepnęła.
Potaknąłem. - Przełóż ramiona.
Posłuchała i podwinąłem rękawy.
Odsuwając się, nagły przypływ zadowolenia niemal zwalił mnie z nóg. Podobała mi
się w moich ubraniach. Bardzo podobała. Przesuwając ręką po jej ramieniu,
zatrzymałem się nad bransoletką.
- Nie… - Panika wypełniła jej głos,
jak odpiąłem małe zapięcia.
Wzmocniłem uchwyt, nie puszczając jej
ręki. - Już ją widziałem, Avery.
- Proszę, nie. – Spuściła wzrok. - To
żenujące i nie mogę cofnąć tego, że ją zobaczyłeś. Chciałabym, ale nie mogę.
Moje wcześniejsze podejrzenia
nareszcie zostały potwierdzone. Objąłem dłońmi bransoletkę i jej nadgarstek. –
To przez to, prawda? Dlatego się wkurzyłaś? Nie chciałaś ze mną rozmawiać?
Rzuciłaś klasę?
Kiedy się nie odezwała, zamknąłem na
krótką chwilę oczy. - Och, kochanie. Wszyscy zrobiliśmy rzeczy, z których nie
jesteśmy dumni. Gdybyś wiedziała… - Teraz nie była pora na to. – Chodzi o to, że nie wiem dlaczego to zrobiłaś. Mam tylko
nadzieję, że jakikolwiek był powód, to coś, co zaakceptowałaś. Wcale nie myślę
o tobie przez to gorzej. Nigdy tak nie myślałem.
- Ale wyglądałeś tak… - Nie mogła
dokończyć.
Drugą ręką ściągnąłem bransoletkę i
położyłem ją na umywalce. – Byłam tylko zaskoczony i zmartwiony. Nie
wiedziałem, kiedy to się stało i nie będę pytał. Nie teraz, dobrze? Po prostu
wiedz, że nie musisz jej przy mnie ukrywać. W porządku?
Skinęła głową, ale w jej brązowe oczy
wlało się zwątpienie i nieufność. Chcąc udowodnić, że to co powiedziałem było
prawdą, pochyliłem głową, obracając jej ramię i przycisnąłem usta do blizny.
Avery zadrżała.
- Dopiero skończyłam szesnastkę. – Jej
ton był cichy i okropnie młody. – Wtedy to zrobiłam. Nie wiem czy naprawdę tego
chciałam czy po prostu chciałam, żeby ktoś… - Potrząsnęła głową. – To coś,
czego żałuję każdego dnia.
- Szesnaście?
- Nigdy już czegoś takiego nie
zrobię. Przysięgam. Nie jestem tą samą osobą, co wtedy.
- Wiem. – Położyłem rękę na jej
nodze, chcąc zabrać dalekie, bolesne spojrzenie, które pociemniało jej oczy. –
Teraz jest pora na ściągnięcie twoich spodni.
Zamrugała, a po chwili parsknęła
śmiechem. – Miło.
Pomogłem jej wstać. Moja koszulka
sięgała jej kolan i wyglądała na niej lepiej niż na mnie. Gdy wyciągnąłem rękę
do guzika jej spodni, odepchnęła mnie. – Myślę, że mogę to zrobić –
powiedziała.
- Jesteś pewna? – drażniłem się. – Bo
jestem tutaj do twoich usług i ściągnięcie twoich dżinsów jest czymś, w czym
czuję, że będę wyjątkowo cudowny.
Jej usta drgnęły. - Jestem pewna, że
byłbyś. Włóż swoją bluzę.
Oparłem się o umywalkę, rozciągając
plecy. – Lubię, kiedy patrzysz.
- Pamiętam. – Odwróciła się i
poruszyła tyłkiem w najbardziej kuszący sposób, zrzucając dżinsy.
Odrywając wzrok, zabrałem moją bluzę
z podłogi. – Myślisz, że nic ci nie będzie poza łazienką?
- Mam taką nadzieję.
Kiedy zaprowadziłem ją do salonu,
znalazłem aspirynę i wziąłem kolejną butelkę wody. Gdy ją wypiła, usiadłem na
kanapie i lekko pociągnąłem ją za ramię. – Usiądź ze mną. – Jak zaczęła
przechodzić przez moje nogi, zatrzymałem ją. - Nie. Usiądź ze mną.
Zdezorientowana, pokręciła głową.
Oparłem się i pociągnąłem ją w dół. Była sztywna jak banknot dolarowy przez
jakąś sekundę, po czym jej ciało zwaliło się na moje kolana. Chwyciłem koc i
zarzuciłem go na jej nagie nogi.
- Powinnaś spróbować zasnąć. – Objąłem
ją w pasie, jak telewizor rzucał po pokoju drgające cienie. – To pomoże rano.
Cukierek westchnęła cichutko,
przytulając się do mojej piersi. – Nie wychodzisz?
- Nie.
- W ogóle?
Opuszczając brodę, musnąłem ustami
jej czoło. – Nigdzie nie idę. Będę tutaj, jak się obudzisz, kochanie. Obiecuję.
Obudziłem się następnego poranka w
tej samej pozycji, w jakiej zasnąłem. Avery nadal była skulona na moich
kolanach, ale teraz była przebudzona i ciągle się poruszała. Jęknąłem,
zaciskając wokół niej ramiona, jak jej biodro przycisnęło się do mojej erekcji.
- Sorry – odezwałem się. – Jest
poranek, a ty na mnie siedzisz. To połączenie powaliłoby każdego mężczyznę.
Otworzyłem oczy w samą porę, żeby
zobaczyć jak rumieniec oblewa policzki Cukierka. Położyłem rękę na jej biodrze,
przyglądając się jej zaspanej minie poprzez ciężkie powieki.
- Chcesz, żebym z ciebie zeszła? –
zapytała.
- Do diabła, nie. – Przejechałem
drugą ręką po jej kręgosłupie, przesuwając palcami przez jej miękkie włosy. –
Absolutnie, pieprzenie, nie.
Uśmiechnęła się. – Dobrze.
- Wreszcie myślę, że w czymś się
zgadzamy.
Przechylając głowę na bok, patrzyła
na mnie przez długą chwilę. – Czy zeszła noc naprawdę się zdarzyła?
Uśmiechnąłem się. – Zależy do tego,
co myślisz, że się wydarzyło.
- Ściągnęłam dla ciebie bluzkę?
Na tę wzmiankę spuściłem wzrok.
Stwardniałe czubki jej piersi były ładnie widoczne. – Tak. Urocza chwila.
- A ty mnie odrzuciłeś?
Zsunąłem rękę na jej udo. – Tylko
dlatego, że nasz pierwszy raz razem nie będzie wtedy, kiedy jesteś pijana.
- Nasz pierwszy raz razem?
Uśmiechnąłem się leniwie. - Yhm.
Zaczerwieniła się ładnym odcieniem
różu. – Naprawdę jesteś przekonany o istnieniu pierwszego pomiędzy nami.
- Jestem. – Oparłem się o poduszkę, przyglądając
się jej i przesuwając ręką w dół i w górę od jej uda do biodra.
- Rozmawialiśmy, prawda? – Zerknęła
na goły nadgarstek. – Powiedziałam ci, kiedy to zrobiłam?
- Tak.
Uniosła rzęsy. – I nie uważasz, że
jestem szaloną suką?
- Cóż…
Przyszpiliła mnie suchym spojrzeniem.
Wyszczerzyłem się, kładąc drugą rękę
na jej karku. – Chcesz wiedzieć, co myślę?
- Zależy.
Opuściłem jej głowę tak, że nasze
usta prawie się dotykały. – Myślę, że musimy pogadać.
- Musimy – wyszeptała.
Ale im dłużej siedziała na moich
kolanach, tym mniej prawdopodobne było, że będziemy rozmawiać. Chwyciłem jej
biodra i uniosłem ją, zsuwając na poduszki obok.
- Myślałam, że musimy pogadać? –
zapytała, jak wstałem.
- Musimy. Zaraz wrócę.
Jej twarz była zdezorientowana.
- Po prostu tu zostań, okej? – Ruszyłem
do drzwi. – Nie ruszaj się z miejsca. Nie myśl o niczym. Tylko tutaj siedź, a
ja zaraz wrócę.
Oparła brodę na oparciu kanapy. –
Okej.
- Naprawdę, nie myśl o niczym. –
Otworzyłem drzwi. - Nie o ostatnich paru minutach czy ostatniej nocy. Nie o
ostatnim miesiącu. Czy co będzie dalej. Po prostu tam siedź.
- W porządku – szepnęła. – Obiecuję.
Przez chwilę patrzyłem jej w oczy i
gdy byłem pewien, że nie zamknie się w swojej sypialni, pospieszyłem do mojego
mieszkania. W środku było cicho, ale obok kanapy leżała para szpilek.
Uśmiechając się, szybko wymyłem zęby, po czym zabrałem potrzebne rzeczy z
kuchni. Wszystko to zajęło mi całe pięć minut, a kiedy powróciłem do jej
mieszkania, siedziała tam gdzie ją zostawiłem.
Spojrzała na to co trzymałem w rękach
i uśmiechnęła się. – Jajka – przyniosłeś jajka.
- I moją patelnię. – Używając biodra,
zamknąłem drzwi. – I umyłem zęby.
- Nie włożyłeś koszulki.
Posłałem jej długie spojrzenie. –
Wiedziałem, że złamałoby ci serce nie bycie w stanie patrzeć na mnie bez
koszulki.
Gdy położyłem jajka na blacie,
usłyszałem stłumiony pisk i odwróciłem się do drzwi. - Avery, co do diabła wyprawiasz?
- Nic – nadeszła odpowiedź.
Uśmiechnąłem się do siebie, obracając
się z powrotem do blatu. - To przyprowadź tutaj swój tyłek. – Gdy usłyszałem
jak jej stopy uderzyły o podłogę, zmarszczyłem brwi. - I nawet nie waż się
przebierać – urwałem. - Bo naprawdę lubię widzieć cię w moich ubraniach.
- Cóż, kiedy tak to stawiasz… - Pojawiła
się w progu.
- Co? – Spojrzałem na nią przez
ramię. - Tak bardzo tęskniłaś za moimi jajkami?
Zamrugała powoli. – Nie sądziłam, że
znowu będę cię miała w kuchni, robiącego jajka.
Te słowa miały na mnie większy wpływ
niż o tym wiedziała. Nastawiłem kuchenkę. – Tęskniłaś za mną tak bardzo?
- Tak.
Odwróciłem się do niej, wsuwając rękę
do włosów. - Tęskniłem za tobą.
Cukierek wzięła głęboki wdech. – Chcę
przeprosić za to jak się zachowałam, kiedy… cóż, kiedy zobaczyłeś moją bliznę.
Nigdy nie pozwoliłam nikomu jej zobaczyć. – Przybliżyła się, zagryzając dolną
wargę. – Wiem, że to nie wymówka, bo byłam okropną suką, ale…
- Przyjmę twoje przeprosiny pod
jednym warunkiem. – Założyłem ramiona.
- Zrobię wszystko – powiedziała
zdecydowanie.
- Zaufaj mi.
- Ufam ci, Cam.
- Nie, nie ufasz. – Podszedłem do
stołu i wysunąłem krzesło. – Usiądź.
Gdy usiadła i poprawiła pożyczoną
koszulkę, wróciłem do kuchenki i rozbiłem jajko. - Gdybyś mi ufała, nie zareagowałabyś
tak, jak to zrobiłaś. I nie osądzam cię ani nic z tego gówna. Musisz mi zaufać,
że nie będę dupkiem ani nie wkurzę się przez takie rzeczy. Musisz zaufać, że
wystarczająco mi na tobie zależy.
Na dźwięk jej ciche wdechu, obróciłem
się do niej. - Jest wiele, czego o tobie nie wiem i mam nadzieję, że to
naprawimy. Nie będę cię naciskał, ale nie możesz się przede mną zamykać. Dobra?
Musisz mi zaufać.
Spojrzała mi w oczy. – Ufam ci.
Zaufam ci.
- Przyjmuję twoje przeprosiny.
Skończyłem z jajkami i wróciłem do
stołu z sokiem pomarańczowym, zanim poruszyłem następną kwestię. – Więc gdzie zmierzamy?
Powiedz mi, czego chcesz.
Zatrzymała się z widelcem pełnym puszystych
jajek – Czego chcę?
- Ode mnie. – Wrzuciłem całe jajko do ust. –
Czego ode mnie chcesz?
Cukierek oparła się o krzesło, odkładając
widelec na talerz. Otworzyła usta i wyprostowała ramiona. - Ciebie.
Poczułem skurcz w klatce piersiowej i
przez chwilę nie mogłem mówić. - Mnie?
- Chcę ciebie – powiedziała,
czerwieniąc się. – Oczywiście nigdy nie byłam w związku i nawet nie wiem czy ty
tego chcesz. Może nie…
- Chcę.
- Chcesz? – spytała.
Zachichotałem, czując się lekko po
raz pierwszy od wielu tygodni i wziąłem drugie jajko. – Brzmisz na tak
zaskoczoną, jakbyś nie mogła w to uwierzyć. To całkiem urocze. Proszę
kontynuuj.
- Proszę kontynuuj…? – Potrząsnęła
głową. – Chcę z tobą być.
Powoli przeżułem jajko. – To druga
rzecz, w której zgadzamy się dzisiejszego ranka.
- Chcesz być ze mną?
Uniosłem usta. - Chciałem być z tobą
od pierwszego razu, kiedy mnie odrzuciłaś. Po prostu czekałem, aż sama
przyjdziesz. Więc jeśli to robimy, jest parę ogólnych zasad.
- Zasady?
Potakując, obrałem trzecie jajko. - Nie
jest ich wiele. Nie zamykasz się przede mną. Jesteś tylko ty i ja, i nikt inny.
I wreszcie, będziesz dalej wyglądać cholernie seksownie w moich bluzkach.
Parsknęła głębokim i prawdziwym śmiechem.
– Myślę, że wszystkie są wykonalne.
- Dobrze. – Zastanawiałem się czy widziała
jak trzęsły mi się dłonie, kiedy obierałem ostatnie jajko.
- Nigdy nic takiego nie robiłam, Cam.
I nie zawsze jest ze mną łatwo się dogadywać. Wiem to. Nie mogę obiecać, że
będzie to dla ciebie łatwe.
- Żadna zabawa w życiu nie jest
łatwa. – Wypiłem mleko, mając już dosyć gadania. Musiałem powiedzieć jej o tym,
co stało się trzy lata temu i co musiałem robić każdego piątkowego wieczoru, ale
to musiało poczekać. Musiałem zrobić to, co chciałem zrobić od wieczoru
Dziękczynnego.
Wstałem i do niej podszedłem. Biorąc
jej ręce, postawiłem ją na nogi i objąłem ją w talii. Zniżyłem głowę, przesuwając
ustami po jej policzku. – Poważnie o tobie myślę, Avery. Jeśli chcesz mnie
naprawdę, to mnie masz.
Cukierek przycisnęła ręce do mojego
torsu. – Chcę cię naprawdę.
- Dobrze wiedzieć. – Moje usta
zawisły nad jej wargami. – Bo jeśli nie, byłoby to bardzo niezręczne.
Zaśmiała się, ale ten dźwięk zniknął,
kiedy przycisnąłem do niej wargi. Kontakt ten wydawał się prawidłowy, konieczny
jak oddychanie. Pocałunek był miękki i wolny, ale kiedy wsunęła dłonie w moje
włosy, pogłębiłem pocałunek, dając jej to o co cicho prosiła. Przesunąłem
ustami po jej wargach, w tę i we w tę, napierając i nakłaniając je do otwarcia
językiem.
Jej jęk rozgrzał moją krew, a Avery
smakowała jak sok i coś o wiele słodszego. Opuściłem ręce na jej biodra i
przyciągnąłem do siebie, podnosząc ją. Przeszyło mnie zaskoczenie, kiedy objęła
mnie w pasie nogami. Przycisnąłem ją do ściany, dopasowując nasze ciała.
Całowanie jej było tym co cały czas
planowałem, ale dotyk jej piersi dociśniętych do mojej klatki piersiowej i jej gorące
wnętrze było moją zgubą. Byłem w niej zatracony. Cukierek była płochliwa i
niewinna w wielu sytuacjach, ale była także bardzo namiętna i jej reakcja była naturalna
oraz bardzo uwodzicielska.
Jęknąłem, gdy poruszyła biodrami,
przyciskając się do mnie w jej cudowny, prosty sposób. Zacisnęła palce na moich
włosach, trzymając przy sobie moje usta. Byłem taki twardy i opuchnięty, a
skrawek odzieży okrywający ją pomiędzy udami nie był dostateczną barierą. Nie
chciałem niczego bardziej jak wziąć ją teraz przy tej ścianie i wątpiłem, żeby
zaprotestowała, ale to nie było właściwe.
Z wysiłkiem podniosłem usta. - Muszę
iść.
Położyła ręce na moich policzkach. –
Teraz wychodzisz?
- Nie jestem święty, kochanie. – Mój głos
był głęboki, szorstki od pożądania. – Więc jeśli teraz nie wyjdę, to nie wyjdę
przez jakiś czas.
Zadrżała, a moje ciało się naprężyło.
– Co jeśli nie chcę, żebyś wychodził?
- Cholera. – Złapałem jej uda, na
krótko przymykając oczy. – Bardzo utrudniasz bycie dobrym facetem, którym
mówiłaś że jestem zeszłej nocy.
Musnęła mój policzek ustami. - Nie
jestem pijana.
Śmiejąc się cicho, przycisnąłem do
niej czoło. – Tak, widzę to i podczas gdy pomysł wzięcia cię w tej chwili przy
ścianie jest wystarczający, żebym stracił kontrolę, chcę żebyś wiedziała, że
jestem poważny. Nie jesteś zwykłą przygodą. Nie jesteś przyjaciółką od seksu.
Jesteś dla mnie kimś więcej.
Zamknęła oczy, a jej pierś uniosła
się przy mojej. – Dobra, to było… tak jakby doskonałe.
- Jestem tak jakby doskonały – droczyłem
się, odplątując jej nogi i postawiłem ją na ziemi. – Wszyscy inni to wiedzą.
Jesteś tylko trochę wolna w pojęciu tego.
Zaśmiała się, w jej oczach pojawiło
się ciepło. – Co zamierzasz zrobić?
- Wziąć zimny prysznic.
- Poważnie?
- Tak.
Raz jeszcze się roześmiała. –
Wrócisz?
- Zawsze. – Pocałowałem ją delikatnie,
wlewając wszystko co czułem w ten szybki, o wiele zbyt krótki pocałunek.
- Okej. – Uśmiech rozciągnął się na
jej całej twarzy i była to najcudowniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek widziałem.
– Poczekam na ciebie.